Czytaj dalej

Nie oddałabym tego za godzinę porządnego seksu i trzy zajebiste orgazmy

Joanna Jędrusik

Czy on faktycznie myśli, że mogłabym odpowiedzieć: „Nie, jesteś kiepski w łóżku, a właściwie spoko, ale twój kutas nie działa, posiedzę na Tinderze i znajdę innego ładnego, ciekawego, zabawnego i troskliwego faceta, któremu będzie stawał, dzięki, «have a nice life»”? Fragment książki „Pieprzenie i wanilia”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.


Matt kończy, zanim zdążę się zastanowić, czy może powinnam udawać, że doszłam, żeby było mu miło, bo widzę, że na serio się stara. Problem solved.

– Przepraszam, nie jestem w formie, to moja wina.

Mówię oczywiście, że rozumiem i nic się nie stało. Czy ktoś w takiej sytuacji mówi inne rzeczy?

Chciałabym, żeby faceci nie wyglądali w takich momentach jak zbite psy. Przecież w seksie tylko częściowo chodzi o seks. Cholernie trudno im wytłumaczyć, że fajniejsze jest to wszystko, co przed i po, flirtowanie, zapach, całowanie, dotyk. Bliskość. Tak, nawet w one night standach, bo dlaczego nie, też jest, tylko w małej dawce. Skoro widzimy kogoś jednorazowo, przelotnie, to co nam szkodzi przytulanie? Mam w najgłębszej pogardzie facetów, którzy po seksie ubierają się i idą do domu. Na szczęście przydarzyli mi się tacy buce ledwie dwa razy w życiu. Poza nimi wszyscy, bardziej lub mniej przygodni faceci też chcieli się przytulić, zasnąć obok kogoś albo przynajmniej czuli, że zmycie się zaraz po jest niefajne. Nie widzę powodu, żeby ludzie traktowali się tak bardzo przedmiotowo.

Matt jest załamany, kiepsko to wygląda, po raz kolejny mu nie wyszło. Okropny rodzaj poczucia winy. Pewnie myśli, że zawiódł mnie i że zawiódł samego siebie.

A ja wcale nie jestem zawiedziona. Spędzam drugi fajny wieczór w towarzystwie kogoś, kto jest zabawny, przy dobrym jedzeniu, muzyce, śpię w pięknym miejscu, nawet było trochę romantycznie i nie wzbudziło to we mnie niesmaku. Dowiedziałam się masy ciekawych rzeczy o jego pracy, śmiałam się szczerze z wcale niezłych żartów. Przez dwa wieczory ktoś o mnie dbał, trzymał mnie za rękę, całował, patrzył, jakbym była ósmym cudem świata. Serio, nie oddałabym tego za godzinę porządnego seksu i trzy zajebiste orgazmy.

Matt dużo pracuje, z tego, co mówi, przebija poczucie, że wie, że za dużo, ale nie ma do czego wracać w domu, więc woli zapominać się przy pracy. Ma za sobą dwa nieudane związki, oba trwające po kilka lat. Jest po czterdziestce. Ma duże zakola, siwieje. Na pewno dobrze pamięta czasy, kiedy kutas działał jak należy, a ciało wyglądało tak, jak chciał. Teraz chodzi na siłownię, biega, klasyczny zestaw spanikowanego czterdziestolatka, którego dogania nie tyle oddech śmierci na karku, ile świadomość, że zaraz będzie miał za duży brzuch, łysinę, bóle kręgosłupa i że w kluczowych momentach jego partnerki będą patrzeć TYM strasznym wzrokiem, mówiąc „nic się nie stało”. A to jak z tym śpiewaniem polskiej reprezentacji, że „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stałoooo”, jak z żartami, że grali jak nigdy, przegrali jak zawsze. Niby lubimy i jesteśmy za nimi, bo to nasi, bo jesteśmy z tej samej krwi i jemy te same kartofle, ale jednak myślimy, że to banda przegrywów. Tak czuje się pewnie facet, kiedy słyszy, że „nic się nie stało”. Czuje się przegrywem i nie zmienia tego pocieszanie, nieważne, szczere czy nie.

Zabieram go do domu. Bawię się w żeńską wersję Greya

Wreszcie, na głębszym poziomie, częściowo wypartym i nieświadomym, czuje, że zawiódł jako mężczyzna. Że podstawa jego tożsamości została zakwestionowana. Nie daje rady jako facet, nie umie być facetem, przestał nim być, zawiódł. Nie zrekompensuje tego pieniędzmi, pozycją, dyplomem Stanforda i doktoratem na MIT, samochodem i mieszkaniem w penthousie.

Kobiety właściwie nie mają tego problemu, możemy nie dojść, możemy być beznadziejne w łóżku, nie starać się, może nam się nie chcieć. Będziemy tego świadome, ale nie zachwieje to dramatycznie naszą kobiecością.

A problemy facetów? Przecież wiemy, że to, że mimo naszych starań (które wcześniej zawsze działały) komuś nie staje, to nie kwestia lenistwa, nie zła wola, nie złe wychowanie, nie kaprys, nie złośliwość. To stres, choroby, wiek, andropauza, lęki, depresje, zaburzenia hormonalne. Nawet pogoda, nawet to, co zjedli na śniadanie. A czasami po prostu nie wiadomo co. Ale nic, na co ci biedni goście mają wpływ. Okej, mogliby o siebie bardziej dbać.

Łatwo nam powiedzieć. Jak my przytyjemy pięć kilo, będziemy pięć lat starsze, będziemy jeść tłuste żarcie i palić papierosy, to wciąż możemy pieprzyć się pół nocy dowolną liczbę razy. Oni nie. Nieśmiała dziewczyna może się po butelce wina zamienić w demona seksu. Faceci po butelce wina często muszą w końcu sfrustrowani wydusić z siebie, że za dużo wypili i nic z tego. Nie patrząc nam wtedy w oczy. I to zajebiście ciężki temat, czy rozmawiać o takich rzeczach z partnerem i sugerować mu wizytę u specjalisty, czy nie, bo nie chcemy go zranić. Ja kiedyś wybrałam drugą opcję, skończyło się rozwodem, więc chyba jednak warto rozmawiać. Nie, nie z kimś, kogo znamy tydzień albo kilka godzin. Ale na dłuższą metę nie warto sobie fundować lat stresu i braku seksu.

Najseksowniejsza w łóżku jest zgoda

Przez kolejne dni Matt jest świetny. Zachowuje się jak zakochany gówniarz. Wynajmuje samochód, żeby pojeździć ze mną po ciekawych miejscach. Biorę go na rafę, którą pokazywał mi wcześniej Alejandro, co prawda nie spotykamy żółwia, ale Matt i tak jest zachwycony. Chyba to miejsce wzbudziło nie tylko we mnie gwałtowne, entuzjastyczne, pozytywne emocje i przypływ wdzięczności, bo po pływaniu lądujemy na tylnym siedzeniu wynajętego saaba. I jest świetnie, namiętnie. Przez jakieś dwie minuty, potem znowu nie działa jakiś przełącznik. Dobrze, że chociaż usta nie odmawiają mu posłuszeństwa, robi dobrą minę (i minetę) do złej gry, ja szybko zapominam, ale w drodze powrotnej, kiedy tylko na niego spojrzę, widzę ręce zaciśnięte na kierownicy i napięte mięśnie karku. Odwozi mnie, odprowadza do drzwi i pyta z kiepsko ukrywaną udręczoną miną, czy chciałabym się z nim jeszcze zobaczyć.

Czy on faktycznie myśli, że mogłabym odpowiedzieć: „Nie, jesteś kiepski w łóżku, a właściwie spoko, ale twój kutas nie działa, posiedzę na Tinderze i znajdę innego ładnego, ciekawego, zabawnego i troskliwego faceta, któremu będzie stawał, dzięki, have a nice life”? Zamiast tego oświadczam, że jasne, oczywiście, że tak, i że jak chce się spotkać, to nie mam planów na wieczór.

 

**
Fragment książki Joanny Jędrusik Pieprzenie i wanilia, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Joanna Jędrusik

| Kulturoznawczyni, autorka książki „50 twarzy Tindera”
Kulturoznawczyni, przez lata na etacie w korpo. Prowadzi fanpejdż Swipe me to the end of love. Lubi Balzaca i gry komputerowe. Autorka książki „50 twarzy Tindera”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.