Kraj

Strajkuje załoga w Solarisie. „100 milionów dla firmy, 270 zł brutto dla pracowniczek”

W poniedziałek 24 stycznia pracowniczki i pracownicy firmy Solaris w podpoznańskim Bolechowie zatrzymali produkcję. Strajk generalny poparło 92,7 proc. załogi zakładów Solarisa. O proteście i postulatach związkowców rozmawiamy z Agnieszką Dziemianowicz-Bąk.

Firma Solaris Bus&Coach powstała jako Neoplan Polska w 1994 roku. Od 2018 roku ma hiszpańskiego właściciela, koncern CAF. Firma z wielkimi sukcesami produkuje autobusy miejskie i konkuruje z potężnymi koncernami, jak Mercedes czy MAN. Jest też liderem na rosnącym rynku elektromobilności.

Zyski ma stabilne, sprzedaż rekordową. 14 stycznia zarząd przyznał pracowniczkom podwyżki. Wyraźnie niższe, niż oczekiwała tego załoga. Negocjacje związków z pracodawcą nie przyniosły skutku. 24 stycznia zaczął się strajk generalny.

„Wstaliście już? Pierwsza kawa już za Wami? My punktualnie o szóstej rano zatrzymaliśmy pracę fabryk autobusów Solarisa” − napisał na FB Grzegorz Ilnicki, pełnomocnik Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy.

Strajkują wszystkie zakłady Solarisa: w Poznaniu, Kijewie, Środzie Wielkopolskiej. Pracownicy przyszli do zakładu, ale nie pracują, produkcja stoi.

Spór zbiorowy między związkami zawodowymi działającymi w Solarisie, OPZZ Konfederacją Pracy i Solidarnością a zarządem firmy trwa od września. Związkowcy domagają się podwyżek płac adekwatnych do wyników finansowych firmy.

19 listopada odbyła się pikieta. Porozumienia nie osiągnięto. Rozpisano referendum strajkowe, w którym zagłosowały 1342 osoby, a więc 51,7 proc. uprawnionych. Za przeprowadzeniem strajku generalnego było 92,7 proc. głosujących. Wyniki referendum ogłoszono 18 stycznia.

Strajk załogi poznańskich zakładów Solaris. Fot. facebook.com/NowaaLewica

Postulaty

− Pierwotne postulaty dotyczyły podwyżek w kwocie 800 złotych dla każdego pracownika, bez różnicowania na stanowisko pracy − mówi nam posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która wspiera strajkujących. − W toku rozmów strona pracownicza zeszła do poziomu 400 złotych, a teraz wróciła do pierwotnych postulatów.

Tymczasem 14 stycznia pracodawca przyznał wszystkim pracownikom firmy podwyżki w wysokości 5 proc. wynagrodzenia, czyli minimum 270 zł brutto. Oprócz tego grupa około 800 pracowników produkcji, czyli elektryków, spawaczy, lakierników i brygadzistów, otrzymała dodatkową podwyżkę.

„Rozumiecie? 100 mln zysku i 270 zł brutto dla ludzi, którzy często dostają za miesiąc swojej fizycznej pracy na produkcji 2900−3000 zł na rękę. Podobne płace dotyczą często pracowników z 15-letnim stażem” − oburza się pełnomocnik Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy Grzegorz Ilnicki.

− Ta propozycja nie została przez pracowników przyjęta. Pracownikom nie chodzi tylko o same kwoty, ale i o jedność załogi, o to, by wszyscy dostali taką samą podwyżkę − tłumaczy posłanka Dziemianowicz-Bąk i podkreśla, że strona pracownicza nie dąży do eskalacji, jest otwarta na podjęcie rozmów z pracodawcą.

Związkowcy, łączcie się! Wielki sukces największego strajku od lat

„Wyrażamy głębokie ubolewanie, że strona związkowa zdecydowała się na podjęcie, w naszym odczuciu nieproporcjonalnych działań, jakim jest decyzja o strajku” – napisał w oświadczeniu firmy Mateusz Figaszewski, rzecznik Solarisa. W oświadczeniu zarząd przekonuje, że strona związkowa nie dążyła do prawdziwych negocjacji, że rozmowy toczyły się nie między pracodawcą i pracownikami, lecz z zewnętrznymi doradcami związków zawodowych, a kolejne propozycje porozumienia były przez liderów związków odrzucane.

Kiedy w poniedziałek pracownicy rozpoczęli strajk, pracodawca zabronił wejścia na teren zakładu przedstawicielom związków zawodowych. − Poza informacją, że taka jest decyzja zarządu firmy, nie dowiedzieliśmy się, na jakiej podstawie prawnej została wydana − mówi Dziemianowicz-Bąk.

Strajk jest organizowany przez komisje OPZZ Konfederację Pracy i NSZZ Solidarność. Na zaproszenie organizatorów strajku i pracowników mieli pojawić się przewodniczący Konfederacji Pracy Michał Lewandowski oraz wiceprzewodniczący OPZZ Piotr Ostrowski.

− W ocenie mojej i posła Zandberga takie decyzje mogą nosić znamiona utrudniania działalności związkowej, utrudniania kontaktu ze strajkującymi. Mówi o tym chociażby pkt 17 ust. 1 Zalecenia nr 143 Międzynarodowej Organizacji Pracy, której konwencję Polska ratyfikowała: „Przedstawiciele związku zawodowego, którzy nie są zatrudnieni w przedsiębiorstwie, lecz którego pracownicy są członkami tego związku, powinni mieć wolny dostęp do takiego przedsiębiorstwa” − mówi posłanka Lewicy.

Przedstawiciele zarządu twierdzili, że uniemożliwienie związkowcom wejścia na teren przedsiębiorstwa uzasadniały zasady bezpieczeństwa w czasie pandemii.

Strajk załogi poznańskich zakładów Solaris. Fot. facebook.com/NowaaLewica

− Kontakt z załogą jest w interesie firmy − komentuje to stanowisko Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. − Firma to nie tylko zarząd, kontrahenci. Firma to przede wszystkim pracownicy. W ich interesie był zaś kontakt z przedstawicielami związków. Pokutuje niezrozumienie faktu, że prawo do strajku jest konstytucyjnym prawem każdego pracownika, że strajk jest normalną formą prowadzenia sporu, dialogu w sprawie lepszych warunków pracy. Strajki nie odbywają się wyłącznie wtedy, gdy dochodzi do rażącego łamania praw pracowniczych czy łamania prawa w ogóle. Strajki, które mają poprawić warunki pracy, to normalna praktyka.

Pracownicy mogą strajkować, dopiero kiedy są głodni?

Od transformacji ustrojowej związki zawodowe są w Polsce krytykowane przez neoliberalną prasę i komentatorów. Ale ostatnio ich popularność wydaje się powoli odradzać. W Trzemesznie w sierpniu udało się zakończyć strajk i wynegocjować podwyżki dla pracowników. Jest szansa na to, że dzięki kolejnym takim sukcesom związki zawodowe zaczną odzyskiwać reputację i silne miejsce na rynku pracy, żeby być w stanie chronić pracownicze interesy.

Kolejny sukces pracowników w prywatnej firmie: „Można się przeciwstawić korporacyjnym rządom”

Poseł Lewicy Maciej Konieczny, przemawiając do strajkujących, podkreślał, że strajkowanie w Polsce, w prywatnej firmie, wymaga odwagi, determinacji i solidarności.

Mówił, że strajk płacowy jest tak ważny, bo zarząd musi pamiętać, że zyski firma wypracowuje rękami pracowników i pracowniczek. Powinna się więc nimi uczciwie podzielić.

− Jestem przekonana, że sukces pracowników Paroca w Trzemesznie, także w województwie wielkopolskim, jest istotnym punktem odniesienia dla pracowników w innych zakładach pracy. Pracownicy i związkowcy Paroca solidarnie wspierają teraz kolegów z Solarisa z Bolechowa i innych placówek − mówi Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

− Tak jak parę miesięcy temu cała Polska patrzyła z ciekawością, jak zakończy się strajk w Trzemesznie, tak dziś widać ogromne zainteresowanie tym, co dzieje się w Solarisie. Sądzę, że w sytuacji, w której rosną ceny, jest drożyzna, inflacja pożera część wynagrodzeń, a jednocześnie duże korporacje nie są przez pandemię poszkodowane i generują zyski, takie spory będą się pojawiać. Oczywiście ich powodzenie zależy od siły związków zawodowych. To nie jest przecież tak, że w innych państwach są jacyś inni, bardziej skłonni do polepszania warunków pracy przedsiębiorcy. Tam, gdzie są silne związki zawodowe, a pracownicy są w stanie się zorganizować, ich sytuacja jest lepsza. Dlatego każdy sukces taki jak w Trzemesznie będzie poprawiał pozycję strony pracowniczej w Polsce − przekonuje posłanka.

Niektórzy pracownicy podkreślają, że płace, które otrzymują w firmie, nie starczają im na życie.

„Pokazywaliśmy pracodawcy dane o kosztach życia, o inflacji, o tym, jak trudno utrzymać się za solarisowe płace. Zyski firmy za ostatni rok były piękne, przeszło 100 mln zł. Nasze postulaty były natomiast dość skromne: 400 zł podwyżki dla każdego w 2021 roku i tyle samo w 2022 roku. Pracodawca konsekwentnie to odrzucał. Jego celem było skierowanie strumienia podwyżek tak, aby docenić specjalistów i menedżerów. Otwarcie nas o tym informowano” − tłumaczy w mediach społecznościowych Grzegorz Ilnicki.

− Absolutnie uzasadnione jest oczekiwanie, że jakaś część zysków przypada tym, którzy je wypracowują − mówi nam Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Być może ciągle tak jest, że w Polsce pokutuje przekonanie, że trzeba mieć szczególny, nadzwyczajny powód, by domagać się podwyżki, albo że do strajku może dojść tylko wtedy, kiedy dojdzie do łamania praw pracowniczych. Pewnie ten klimat ma znaczenie, dlatego pracownicy chcą wyjaśnić powody strajku. Z drugiej strony jest to fakt obiektywny: ceny rosną, rachunki rosną, wynagrodzenie w kwocie 3 tysięcy brutto jest mniej warte niż jeszcze parę miesięcy temu.

Za strajkującymi dopiero pierwszy dzień. Rozmowy trwają. − Zaoferowaliśmy wsparcie i pomoc w negocjacjach. Nie chodzi o to, żeby strajkować jak najdłużej, ale by osiągnąć porozumienie. Żeby porozumienie uzyskać, trzeba usiąść do stołu, ale muszą chcieć usiąść dwie strony. Pracownicy zadeklarowali gotowość, piłka jest po stronie zarządu − stwierdza Dziemianowicz-Bąk.

W środę w Sejmie odbędzie się konferencja prasowa z udziałem związkowców.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij