Fotorelacje, Kraj

„Czy są tu lekcje? Nie ma! Do widzenia!”

Za nami pierwsze dni strajku nauczycieli i pracowników oświaty, zorganizowanego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i sprzymierzone z nim związki zawodowe. Jest to największy strajk tej grupy zawodowej od 25 lat. Wciąż nie wiadomo, czy przyniesie jakikolwiek skutek i doprowadzi do spełnienia oczekiwań nauczycieli. Nie wiadomo także, czy i jakie konsekwencje poniesie rząd Prawa i Sprawiedliwości. Ta niepewność udziela się zarówno strajkującym, jak i rodzicom uczniów. Nasz reporter odwiedził placówki oświatowe na warszawskiej Pradze Północ.

O godzinie 7:45 przed Szkołą Podstawową numer 354 jest pusto. Gdy tylko przekraczam oklejone strajkowymi afiszami drzwi, podchodzi do mnie portierka i prowadzi do pani dyrektor. Przy stolikach w hallu siedzi komitet strajkowy, ale zanim zdążymy zamienić kilka słów, pojawia się dyrektorka i kategorycznie odmawia pozwolenia na fotografowanie w budynku. – Rodzice o strajku zostali poinformowani, a dzieci w szkole nie ma – mówi.

Atmosfera nie jest wroga, lecz sugeruje poczucie powagi sytuacji i kontroli nad nią. Próbuję jeszcze zagaić do osób siedzących przy stoliku, ale widać, że nie porozmawiamy. Komitet jest zgodny, na tę chwilę nie ma stanowiska innego niż oficjalnie artykułowane przez wypowiadających się w mediach przedstawicieli ZNP.

Fot. Jakub Szafrański

Jadę do Zespołu Szkolno-Przedszkolnego przy ul. Tarchomińskiej. Na drzwiach wisi deklaracja wsparcia dla strajkujących. Komitetu strajkowego nie widać, ale również zostaję skierowany do sekretariatu i gabinetu dyrekcji.

– To jest szkoła dla dzieci z autyzmem. Pracujemy, bo nie chcieliśmy obciążać rodziców, którzy są w wyjątkowej sytuacji, ale w pełni solidaryzujemy się ze strajkiem – śmiało deklaruje dyrektorka. – Zdjęcia? – Owszem, ale tylko z zewnątrz, bo na terenie szkoły znajdują się podopieczni.

Na tyłach budynku znajduje się przedszkole. Przez okna widzę, że sale są puste, a na wejściu umieszczono zawiadomienie o strajku. Nie zdążyłem nawet złapać za klamkę, gdy w drzwiach pojawia się nauczycielka z pytaniem, co tu robię i czy mam pozwolenie. Kadra stara się jak najlepiej wywiązywać z obowiązków i strzeże obiektów.

Fot. Jakub Szafrański

Kolejny przystanek to szkoła podstawowa z oddziałami integracyjnymi na rogu ulic Białostockiej i Brzeskiej. Nad wejściem wiszą duże transparenty strajkowe. W środku przy stolikach siedzi kilkanaście osób. Od razu zwraca się do mnie przewodnicząca komitetu i dyrektorka: – Czy ma pan legitymację prasową? Zdjęć w budynku nie wolno robić. Na razie jeszcze nie wiemy, jak będzie, bo są problemy. Proszę zobaczyć, co znalazłam dzisiaj, gdy przyszłam do pracy.

Fot. Jakub Szafrański

Dyrektorka pokazuje mi zmiętą kartkę zadrukowaną wezwaniem skierowanym do nauczycieli, by w strajku nie uczestniczyli, gdyż zdaniem nadawcy jest to zdrada Polski. Otwierają się drzwi i wchodzi mężczyzna z hulajnogą w ręce. Jest bardzo zdenerwowany: – Czy są lekcje? Nie ma! – odpowiada sam sobie. – Opieki dla dzieci też nie ma! Do widzenia! – odwraca się na pięcie i wychodzi, nie słuchając już deklaracji komitetu, że opieka jest i można przyprowadzić dzieci.

– No właśnie widzi pan, jaka sytuacja. Stołówka nie pracuje, więc posiłku nie będzie, ale zapewniamy dzieciom suchy prowiant – potwierdza przewodnicząca strajku. Rozmawiamy we trójkę, w gabinecie dyrektorki, ale wyłącznie nieoficjalnie. Dostaję propozycję, żeby przyjechać popołudniu, to może coś więcej będzie można powiedzieć.

Fot. Jakub Szafrański

W VIII Liceum Ogólnokształcącym na Jagiellońskiej korytarze są puste, a nauczyciele siedzą w sali oznaczonej plakatem ZNP. Tutaj strajkujący są mi przychylni. – To dlatego, że u nas nie ma problemu z opieką, więc i napięcie jest znacznie mniejsze – opowiada jeden z nauczycieli i zaprasza mnie, żebym przyjechał popołudniu, gdy cała kadra będzie na miejscu. Kilka osób pozuje mi jeszcze pod obrazem patrona szkoły.

Fot. Jakub Szafrański

Przy tej samej ulicy mieści się Szkoła Podstawowa nr 50. Pani woźna od wejścia prowadzi mnie do dyrektorki, ale gdy mijamy stoliki komitetu, zatrzymuje nas jeden z nauczycieli. – Pani dyrektor tutaj nie decyduje. Decyduje komitet strajkowy. Nauczyciel odchodzi na bok z woźną, która oponuje i nie chce brać za nic odpowiedzialności. Przy stolikach naprzeciwko wyjścia z szatni siedzi 6 osób. Czekamy w milczeniu, aż przewodnicząca komitetu skończy rozmawiać przez telefon. – Przyszło kilkoro dzieci, są na boisku i mają zapewnioną opiekę, ale dostaliśmy polecenie, by nie podawać żadnych szczegółów. Ma pan legitymację? – pyta przewodnicząca. Dostaję pozwolenie na zrobienie jednego zdjęcia zza pleców strajkujących.

Fot. Jakub Szafrański

Ostatnią placówką na rozkładzie jest Szkoła Podstawowa im. Rotmistrza Pileckiego. Na recepcji siedzą cztery osoby z bardzo niechętnymi wyrazami twarzy. – Rodzice naszych uczniów zostali wcześniej powiadomieni, więc nie ma problemów. Nauczyciele są w budynku i powstrzymują się od wykonywania pracy, czekając na decyzje rządzących – deklamuje nauczyciel, który zdecydował się zabrać głos. –  Zdjęcia może pan zrobić, ale na zewnątrz. Kiedyś już nas tak oszukano, że niby nie widać twarzy, a później ujawniono nasze wizerunki – odrzuca moją prośbę zniecierpliwiona nauczycielka, która stała obok.

Z pierwszego piętra schodzą akurat dwie kobiety z wielkim transparentem ogłaszającym strajk, ale na zdjęcie także nie ma zgody. – Za pół godziny będzie wisieć nad wejściem, to wtedy pan sobie zrobi.

Fot. Jakub Szafrański

Na Pragę wracam po godzinie 17.00. Transparent na szkole przy Sierakowskiego faktycznie wisi i widać go z daleka, ale udaję się prosto na Białostocką. Znajome, pani dyrektor oraz przewodnicząca komitetu, mówią, że dzień był spokojny i w zasadzie nic się nie zmieniło. Poza incydentem, którego byłem świadkiem rano, żaden z rodziców nie zgłaszał pretensji do strajkujących. – Zresztą tamten pan nie pracuje i wiemy, że rodzina wcale nie ma problemów z zapewnieniem opieki dla dziecka – dopowiada przewodnicząca.

Jeśli chodzi o plan na kolejne dni, to komitet w szkole numer 73 wie tyle, co ja. Dopóki rząd nie przystanie na żądania, lekcji nie będzie. – Myślę, że dopiero po trzech dniach zapadną jakieś decyzje – twierdzi przewodnicząca. – Im bliżej terminu egzaminów gimnazjalnych, tym presja będzie większa. Również ze strony rodziców. My tutaj otrzymałyśmy dzisiaj mnóstwo deklaracji wsparcia: od policjantów, rodziców i prywatnych firm.

Fot. Jakub Szafrański

Bio

Jakub Szafrański

| Fotograf i publicysta Krytyki Politycznej
Pochodzi z Lublina, gdzie tworzył Klub Krytyki Politycznej. Pisze doktorat z filozofii na Uniwersytecie M. Curie-Skłodowskiej. Publicysta i fotograf. W 2010-2012 pracował w dziale dystrybucji Wydawnictwa KP. Współtworzył stronę internetową. Akademicki mistrz polski w kick-boxingu 2009, a także instruktor samoobrony. Pracował we Włoszech, Holandii i Anglii. Laureat Stypendium pamięci Konrada Pustoły.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.