Tak się robi Wiosnę

Fani piszczą na jego widok. Rzucają mu się na szyję, a do selfie ustawiają się w kolejkach. Jak wygląda kampania z wnętrza Wiosnobusu?
Reportaż Dawida Krawczyka

Spędziliśmy dwa dni w autobusie Wiosny z Robertem Biedroniem. Kulisy kampanii na Śląsku i w Małopolsce.

6 maja, poniedziałek

Robert Biedroń czeka przy wejściu na Torwar. Jego uśmiechnięta twarz ma jakieś cztery metry wysokości, jest biało-fioletowa i naklejona na autobus. Człowiek Biedroń stoi za rogiem, przy stadionie Legii.

6:45, parking pod Torwarem, Warszawa

Temperatura w okolicach pięciu stopni. Operatorzy rozstawiają kamery, wolontariusze w fioletowych koszulkach rozgrzewają się, przestępują z nogi na nogę, fotoreporterzy ziewają.

Chwilę przed 7:00 zza rogu wychodzi Biedroń i jego przyboczni. Z lewej sekretarz zarządu, Krzysztof Gawkowski, jesionka i niebieski szalik. Wiosna wyciągnęła go z SLD w listopadzie zeszłego roku. U Biedronia ma zbudować tzw. struktury, czyli partię w terenie, tam, gdzie trzeba wykonać codzienną pracę i przeważnie nie docierają kamery stacji telewizyjnych. Gawkowski zajmował się tym przez lata w SLD, ale podobnie jak inni ambitni politycy jego pokolenia uderzył w eseldowski szklany sufit. W 2015 roku walczył nawet o przywództwo w Sojuszu po odejściu Leszka Millera, bezskutecznie. Krzysztof Gawkowski, Michał Syska, Paulina Piechna-Więckiewicz – to politycy, którzy byli na listach SLD, a dzisiaj grają w drużynie Biedronia.

Po prawej Marcin Anaszewicz, wiceprezes Wiosny i szef sztabu, główny kampanijny strateg. Dopasowany trencz, różowa koszula, krawat. Z Biedroniem współpracuje od dawna: w 2011 roku prowadził jego zwycięską kampanię wyborczą do sejmu, a po tym, jak w 2014 pomógł mu zostać prezydentem Słupska, pracował w urzędzie miasta. Nieoficjalnie: to on trzyma w Wiośnie korporacyjny porządek.

– 11 tys. km przed nami, ponad 50 miast, prawie 20 dni w podróży. To dalej niż do Władywostoku – zaczyna pełen entuzjazmu Biedroń. – Jedziemy rozmawiać z ludźmi. Będziemy mieli setki spotkań w całej Polsce: w małych miasteczkach, na wsi nawet, w dużych miastach.

W mediach nie milkną echa wykładu Tuska na Uniwersytecie Warszawskim. Biedroń dziękuje Tuskowi, że „używa języka Wiosny”, i dodaje: – Zobaczcie państwo, co się dzieje, oni biorą nasze pomysły. Musiała nadejść Wiosna, żeby was wszystkich, polityków starej daty, tradycyjnych, zainspirować. Bez Wiosny to wszystko by się nie udało.

Jeszcze tylko selfie przed autobusem i można wsiadać. Sztab z prezesem z tyłu, media z przodu.

Z rozpiski przesłanej przez biuro prasowe: następny przystanek pod Jasną Górą, później Sosnowiec, Nikiszowiec w Katowicach i burza mózgów w Gliwicach. Dzień na czarno – węgiel i kler.

Godzinę później jedziemy drogą S8 na południe i mam chwilę, żeby zjeść kanapkę z humusem, ogórkiem i rukolą. U Biedronia wszystkie posiłki są wegańskie. Chociaż lider Wiosny czasem je mięso, to deklaruje, że stara się ograniczać. Kanapki dają radę, chociaż przez najbliższe 48 godzin bezmięsna dieta doczeka się jeszcze niejednego żartu frakcji weganosceptycznej.

8:30, bar Łakomczuszek w Kowiesach za Mszczonowem

– Robert wyjdzie i wypowie się o cenach paliw, że są drogie i to skandal – informuje nas Wiktor Wojciechowski, w partii odpowiedzialny za badania, strategię i media społecznościowe. Będę musiał wrócić do humusowej kanapki po przerwie, bo zawijamy właśnie na stację. Kilka dystrybutorów, sklep i bar Łakomczuszek. Osiem kilometrów za Mszczonowem.

Robert Biedroń na tle cennika stacji paliw, fot. Dawid Krawczyk

– 5,25 zł. Tyle kosztuje dziewięćdziesiątka piątka na stacji benzynowej – mówi Biedroń na tle cennika Orlenu. – 5,25 za litr oznacza, że nie każdego stać na taką benzynę tak jak tych, co jeżdżą limuzynami. Coraz więcej miejscowości, szczególnie tych małych, po prostu umiera, ponieważ nie dojedzie się do lekarza, do szkoły, do pracy.

Biedroń pomstuje na ceny paliw jeszcze chwilę, żeby w końcu powiedzieć o transporcie zbiorowym. – My, jako Wiosna, postulujemy zwiększanie inwestowania w transport publiczny, transport zbiorowy, transport, który każdego roku w dramatyczny sposób umiera – kończy briefing na Orlenie.

Ładuję się do autobusu i mam nadzieję wrócić do swojej kanapki z humusem. Nic z tego. Za plecami właśnie przebiegli mi fotoreporterzy i przepychają się już koło fiata seicento zaparkowanego przy wyjeździe ze stacji. Co się dzieje?

– Po ile ma pan jabłka? – Biedroń podpytuje starszego faceta w kaszkiecie.

– Dwa złote za kilo – odpowiada niechętnie pan Stanisław.

– Słyszałem, że teraz z suszą się zmagacie, prawda? – nie odpuszcza Biedroń.

– A prawda, prawda – pan Stanisław widzi, że gość, za którym latają z aparatami, jednak coś wie o jego jabłkach. Rozmawiają trochę o pogodzie, trochę o trudnym losie sprzedawcy na stacji koło baru Łakomczuszek. Biedroń kupuje jabłek za dychę, a sceptyczny z początku pan Stanisław bez problemu zgadza się na zdjęcia na tle swojego seicento.

Robert Biedroń i pan Stanisław, sprzedawca jabłek na stacji w Kowiesach, fot. Dawid Krawczyk

11:30, Jasna Góra, Częstochowa

Na promenadzie wita nas pomnik księdza Popiełuszki, a trochę dalej wolontariusze z fioletowymi kartonami: „Zakaz finansowania Kościoła”, „Likwidacja Funduszu Kościelnego”, „Jedzie Wiosna!”. Ostatnim poprawkom kamer i testom mikrofonu przygląda się zakonnica na rowerze. Kiedy się zorientuje, że zaraz przyjdzie tutaj Robert Biedroń, a na mównicy zobaczy napis „Świeckie państwo”, to tylko pokręci głową i odjedzie w stronę kaplicy z obrazem Czarnej Madonny.

– Ze wstydem i zażenowaniem przyjmuję ostatnią dyskusję, w której Jarosław Kaczyński straszy Polki i Polaków politykami, którzy, jak on to nazywa, chcą walczyć z Kościołem, ale z jeszcze większym zażenowaniem przyjmuję reakcję polityków, którzy chcą się nazywać obywatelskimi, europejskimi, a na podniesiony głos prezesa Kaczyńskiego chowają się do kąta – grzmi Biedroń pod Jasną Górą.

Odnosi się oczywiście do dyskusji, którą wywołały słowa Leszka Jażdżewskiego z 3 maja. Redaktor naczelny „Liberté!” w krótkim wystąpieniu poprzedzającym wykład Donalda Tuska przypomniał o skandalach pedofilskich z udziałem hierarchów kościelnych. Wystarczyło, żeby przez kilka dni zostać antybohaterem prorządowych mediów.

Biedroń wyciąga zza pulpitu Biblię i konstytucję. Unosi obie do góry. – Doprowadzimy do tego, że Biblia, która jest ważną rzeczą dla wielu Polek i Polaków, którą wielu wierzących, katolików, chrześcijan, słusznie nosi w swoim sercu, że ta Biblia dla polityków nie będzie się mieszała z konstytucją i każdy, kto podnosi rękę na konstytucję, podnosi rękę na Polki i Polaków – lider Wiosny parafrazuje na koniec słowa Jarosława Kaczyńskiego o podnoszeniu ręki na Kościół. – Czy mają państwo jakieś pytania?

Dziennikarz Polsatu podszczypuje Biedronia o Fransa Timmermansa. – Nie jest pan zazdrosny o to, że Frans Timmermans poprze dzisiaj Włodzimierza Cimoszewicza? – pyta.

– Nie, skądże. Pamiętajcie, że Frans Timmermans był niedawno w Polsce i poparł Wiosnę. Znalazł kilkanaście minut dla SLD i kilka godzin dla Wiosny, więc to chyba pokazuje, gdzie jest ciężar tego wsparcia. 21 maja wróci do Wiosny i spędzimy dwa dni, jeżdżąc po Polsce – odpowiada lider Wiosny.

Biedroń zaprosił holenderskiego polityka do Polski na początku kwietnia. Razem poprowadzili Europejską Burzę Mózgów w Warszawie. Podobno wymyślił to sztab Wiosny, żeby dodać Biedroniowi powagi. Z badań wyszło im, że nawet przychylni wyborcy nie widzą w prezesie Wiosny „męża stanu”. Czy zaproszenie Timmermansa pomogło? Podobno umiarkowanie. Trudno wyobrazić sobie Biedronia w roli posągowego prezydenta, ale ma to też swoje plusy. Ludzie, którzy przyszli pod Jasną Górę, nie mają oporów, żeby go wycałować i rzucić mu się na szyję. Coś za coś.

Łukasz Kohut i Robert Biedroń podczas konferencji pod Jasną Górą, fot. Dawid Krawczyk

– Jeszcze jedno zdjęcie, panie Robercie, bardzo proszę – podbiegają eleganccy państwo w średnim wieku.

– I ja też, ja też, dla córki będzie – ekscytuje się starsza pani.

Sesja selfiaczy po konferencji prasowej to stały punkt programu. Każdy potrafi odpalić aparat na telefonie, dopiero później zaczynają się schody – nie jest łatwo zmieścić całą rodzinę i celebrytę na zdjęciu z ręki. Biedroń ma to obcykane zawodowo. Jak tylko podchodzi do niego jakiś podekscytowany fan z telefonem, szybko przejmuje komórkę, wyprostowuje rękę możliwie wysoko, a jak grupa jest bardzo duża, to jeszcze schodzi na nogach prawie do półprzysiadu, i cyk. Obfotografowani odchodzą w ekstazie. Kolejka do selfie praktycznie się nie kończy i gdyby nie sztabowcy Wiosny, sesje trwałyby wiecznie.

W takich momentach wkracza Patryk. – Robert, to ostatnie zdjęcie. Jesteśmy pięć minut w plecy. Ostatnie zdjęcie i jedziemy – ordynuje Patryk Janczewski. Na stronie Wiosny w zakładce „Zespół” podpisany jest lakonicznie: „logistyka”. W praktyce od rana do wieczora zajmuje się tym, żeby napięty do granic plan dnia nie rozpadł się pod własnym ciężarem. Niewdzięczna robota, ale Patryk ze swoim uśmiechem młodego Kennedy’ego i aparycją modela czaruje ludzi z taką łatwością, że jakoś udaje mu się utrzymać rozkład dnia w ryzach.

13:30, Kazimierz Górniczy, Sosnowiec

Godzinę później jesteśmy w Sosnowcu na Kazimierzu Górniczym. W domu z widokiem na kopalnię. W latach 20. i 30. na drugim piętrze mieszkał tu Leon Kruczkowski, ale to tylko ciekawostka. Przyjechaliśmy, żeby zobaczyć się z mieszkańcami pierwszego piętra. To dom rodzinny Macieja Klimka, działacza Wiosny i radnego w Wojkowicach. Teraz mieszka tu jego wuj, Radosław Łaskawiec, i to on jest gospodarzem spotkania.

Od lewej: Łukasz Kohut, Maciej Klimek, Robert Biedroń, Radosław Łaskawiec pod domem w Sosnowcu, fot. Dawid Krawczyk

– Co odpowiada pan takim, którzy przyjeżdżają do was na Zagłębie i pytają, co słychać na Śląsku? – Biedroń pokazuje, że wie, co jest grane w regionie.

– Żeby dokształcili się z geografii – poważnie ripostuje pan Radosław.

Gospodarz imponuje mi od pierwszej chwili, jak wysiedliśmy z autobusu. Nie wystroił się specjalnie na przyjazd znanego gościa. Nie nadskakuje mu, jak wszyscy od rana. Jest u siebie, może sobie siedzieć nieogolony w burym polarze. To Biedroń musi się postarać o jego względy, a nie na odwrót. Nie da się tak łatwo uwieść, jak pan Stanisław od jabłek na stacji. Nie boi się też sprostować tego, co opowiadają inni uczestnicy tej improwizowanej rozmowy przy kawie i ciastku – wszyscy startują z list Wiosny do europarlamentu. Kiedy jego bratanek, Maciej Klimek, odmalowuje Zagłębie w jak najczarniejszych barwach, pan Radosław kontruje, że może i dobrze nie jest, ale na pewno nie tak źle, jak widzi to młodsze pokolenie.

A Biedroń siedzi i zadaje pytania. O kopalnię, o Leona Kruczkowskiego, o rozkopaną drogę, o młodość, o starość, wreszcie o zdjęcia rodzinne rozłożone na stole. Czarno-białe fotografie wędrują z jednej kupki na drugą, a skorupa pana Radosława pęka coraz poważniej. Widzi, że polityka-celebrytę szczerze interesuje historia jego rodziny. Prezes Wiosny przyniósł dla niego swoją książkę Nowy rozdział i właśnie wypisuje dedykację. Dzielnie stawiał opór, ale po książce z dedykacją uległ czarowi Biedronia.

Do salonu wchodzi Patryk i informuje, że za pięć minut odjeżdżamy.

15:10, Nikiszowiec, Katowice

Podwórko między familokami. Niskie budynki ze sczerniałej cegły zbudowane zostały sto lat temu, żeby zakwaterować górników, hutników i ich rodziny. W poniedziałek po południu ulice są tu raczej opustoszałe. Tylko grupka życiowych rozbitków pod sklepem spożywczym z zainteresowaniem patrzy, co to za ekipa w garniturach z kamerami zwaliła im się pod domy.

Na konferencji Biedroń mówi, że prędzej czy później odejdziemy od węgla. Nie ukrywa, że Wiosna chciałaby to zrobić prędzej, ale zastrzega, że mają plan, jak zrobić to bezboleśnie. – Węgiel, wbrew temu, co twierdzi prezydent Andrzej Duda, nie wystarczy nam na dwieście lat. Tego węgla, według raportu NIK, wystarczy co najwyżej na piętnaście lat – mówi na wstępie konferencji.

Z okien w familokach wystają ludzie oparci na pierzynach przerzuconych przez parapet. Słuchają z zaciekawieniem, niektórzy kiwają nawet z aprobatą, tylko jeden facet w podkoszulku teatralnie trzasnął oknem.

Robert Biedroń rozmawia z mieszkańcami Nikiszowca, fot. Dawid Krawczyk

– To nie może być brutalna rewolucja, to musi być mądra transformacja, która sprawi, że Śląsk będzie się kojarzył bardziej z kulturą i czystym powietrzem, a nie z brudnymi od smogu blokami. Sześć tysięcy Ślązaków i Ślązaczek każdego roku umiera, ponieważ politycy nie mieli odwagi powiedzieć czegoś, co jest nieuniknione: konieczna jest transformacja, odchodzenie od węgla – mówi lider Wiosny.

Po Biedroniu przemawia śląska jedynka, Łukasz Kohut. Przy liderze wypada blado. Mówi trochę jak z kartki, a trochę jak lektor w kościele. Zresztą nic porywającego, ani dla dziennikarzy, ani dla ludzi w oknach. Najważniejsze postulaty Kohuta to przeniesienie do Katowic Ministerstwa Energii i przyznanie językowi śląskiemu statusu języka regionalnego. – Ślonsko godka językiem regionalnym, bo niy ma gańba godać po naszymu – rzuca na koniec Kohut.

Przed festiwalem selfie chwila dla dziennikarzy. Reporter z lokalnego oddziału TVN24 pyta Biedronia o zniszczenie obrazu Matki Boskiej. Podobno ktoś go zniszczył i jest ścigany przez policję. Od kiedy wjechaliśmy do Nikiszowca, minęła prawie godzina, nie miałem czasu śledzić newsów i nie mam pojęcia, o czym jest mowa.

– Wszyscy rozsądni ludzie skomentują to jednoznacznie. Jeśli ktoś profanuje coś, co jest obiektem kultu religijnego, są na to odpowiednie paragrafy i powinna spotkać go kara – odpowiada zdecydowanie Biedroń. – My jako Wiosna oczywiście jesteśmy za rozdziałem państwa od Kościoła, ale uważamy, że szacunek dla symboli kultu religijnego jest bardzo ważny. Pomimo że opowiadamy się za zniesieniem paragrafu o obrazie uczuć religijnych, będziemy bronić wszystkiego, co jest czczone poprzez kult religijny, i kiedy ktoś podnosi rękę na takie symbole, to na pewno też będziemy domagać się ścigania, bo takie rzeczy nie powinny mieć miejsca – mówi Biedroń.

Teraz już zupełnie nic nie rozumiem. Antyklerykalny Biedroń będzie ścigał bluźnierców? Nie słucham już kolejnych pytań, tylko sprawdzam szybko w internecie, o co chodzi. A tam już szaleje internetowa burza wokół tęczy.

Kiedy trwała konferencja na podwórku między familokami, media donosiły o tym, że do mieszkania 51-letniej aktywistki Elżbiety Podleśnej weszła policja. Podleśna jest oskarżona o obrazę uczuć religijnych, bo w nocy z 26 na 27 kwietnia miała rozklejać w Płocku podobizny Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą. Na Twitterze do gratulacji i podziękowań dla policji wyrwał się już minister spraw wewnętrznych, Joachim Brudziński.

Po liberalnej stronie internetu wrze: totalitaryzm, autorytaryzm, cenzura – to z tych bardziej parlamentarnych określeń. Biedroń najwidoczniej zajęty był całkowicie konferencją pod familokami i nikt go chyba nie zbriefował, czym żyje Polska. Zanosi się, że będzie z tego dym.

Po kilku godzinach dymu jednak nie ma. A fragment wypowiedzi prezesa Wiosny zaczyna krążyć po internecie dopiero następnego dnia. Do tego czasu Biedroń zdąży porównać PiS do talibów i jednoznacznie opowiedzieć się po stronie Podleśnej.

– Co tam się wydarzyło na konferencji w Nikiszowcu? – pytam go następnego dnia w autobusie.

– Komentowałem sprawę na gorąco. Usłyszałem od dziennikarza, że został zniszczony obraz Najświętszej Maryi Panny z Częstochowy – tłumaczy Biedroń. – Dopiero później dowiedziałem się, że zupełnie nie tego dotyczyła ta sprawa. Żaden obraz nie został zniszczony, tylko wydrukowano reprodukcje z tęczowym elementem. Sprawa w ogóle nie dotyczyła dewastacji, tylko obrazy uczuć religijnych. Podkreśliłem w tamtej wypowiedzi i później na konferencji w Bielsku-Białej, że jesteśmy za likwidacją przepisu o obrazie uczuć religijnych. Kompletnie inna sprawa od tego, o co pytał dziennikarz.

Po konferencji w Nikiszowcu trzeba zrobić jeszcze grupowe zdjęcie na do widzenia. Ręce wyciągnięte w stronę kamery, palce złożone w literę V. – Wiosna na Śląsku! – krzyczą uśmiechnięci wolontariusze. Patryk pstryka zdjęcie.

Operatorzy i fotoreporterzy odjeżdżają z Biedroniem i Kohutem kleić gumiklyjzy, czyli kluski śląskie. My mamy chwilę przerwy przed wieczorną burzą mózgów w Gliwicach.

18:40, Centrum Edukacji i Biznesu Nowe Gliwice

Sala zapełniona po brzegi, światła zgaszone. Z głośników słychać pytanie: „O jakiej Polsce marzycie?”.

Fioletowe światła wypełniają całą przestrzeń, a epicka muzyka z całą mocą uderza z głośników. Otwierają się drzwi i na scenę wskakują Biedroń z Kohutem. Ludzie wstają, biją brawa, pokrzykują z radości. Wygląda to zupełnie jak spotkanie z coachem od rozwoju osobistego.

– Skąd jesteście? Skąd przyjechaliście? – pyta Biedroń najpierw całą salę, a później wybrane osoby.

Po wstępie przebieżka po zasadach burzy mózgów. Każdy ma prawo zgłosić swój postulat na wybory do europarlamentu. Siłą rzeczy musi dotyczyć kwestii, które reguluje prawo europejskie. – Jeśli chcecie, żeby w okolicy powstała ścieżka rowerowa, to jest pewnie świetny postulat, ale nie na to spotkanie – tłumaczy Biedroń. Po zgłoszeniu postulatu prowadzący moderują krótką dyskusję i przechodzimy do głosowania. Na tablicy zapisane zostają tylko te pomysły, które znajdą poparcie większości.

Po godzinie jesteśmy po burzy. Na brystolu znalazło się ostatecznie sześć postulatów: odejście od węgla; edukacja finansowa i pierwsza pomoc w szkole; ujednolicenie systemu edukacyjnego; jednolita edukacja seksualna w całej Europie; jednolity unijny kalendarz szczepień; wspólna konstytucja Unii Europejskiej.

Zagaduję dziewczynę w okolicach trzydziestki, która siedzi obok mnie i przez całe spotkanie przewracała oczami, a na koniec już wyraźnie sapała z dezaprobatą.

– Coś się pani chyba nie za bardzo podoba?

– A panu się podoba? Przecież tutaj prawie nic nie dotyczy Unii Europejskiej. Gadanina – szepce rozgoryczona. I w dużej mierze ma rację.

Burza mózgów świetnie obsługuje potrzebę wylania żali na świat, Polskę i Europę. Ludzie wychodzą z poczuciem, że ważny polityk zainteresowany jest ich opiniami, a to, co mówią, będzie drogowskazem dla Wiosny. Czy naprawdę da się wykorzystać cokolwiek z godziny dość niechlujnej dyskusji? Nie mam pojęcia, ale sztabowcy Wiosny zapewniają, że to zawsze bardzo wzbogacające doświadczenie.

Ja z burzy mózgów dowiedziałem się dwóch rzeczy. Wyborcy Wiosny bardzo chcieliby, żeby Unia przyszła i zrobiła w Polsce porządek: ze smogiem, edukacją, węglem. A jeśli Unia nie jest w stanie tego zrobić, to chcą, żeby zajął się tym Robert Biedroń.

Na burze mózgów przychodzą dla niego. Aż żal było patrzeć, jak lider Wiosny przygniótł ciężarem swojej popularności i charyzmy śląskiego kandydata tej partii do europarlamentu. Kohut nie miał pomysłu na siebie, nawet nie wiedział, gdzie powinien stać. Krzątał się po scenie, przytakiwał prezesowi, żeby ostatecznie dać się zredukować do gościa podającego mikrofon.

Jeśli Wiosna przekroczy próg wyborczy, to Kohut ma duże szanse na mandat europosła. Jeśli tak wygląda pierwszy rząd polityków Wiosny, to prędzej czy później będzie to problem dla nowej partii.

Nabity plan dnia dobiega końca. Czekamy w Wiosnobusie na odjazd do Bielska-Białej. Na najbliższe dwie godziny drogi usadawiam się obok Anity Ziegler-Chamielec, numer 6 na śląskiej liście Wiosny.

Burza mózgów jej się podobała, ale przyznaje, że widziała lepsze. Biedronia poznała jeszcze w Ruchu Palikota. – Znamy się już prawie dziesięć lat. Wróciłam do Polski, bo Robert zadzwonił, że potrzebują mnie na Podbeskidziu – opowiada, jak została koordynatorką Wiosny w regionie. Kiedy odebrała telefon od Biedronia, pracowała w Wiedniu z polskimi imigrantkami. – Udzielamy porad prawnych, staramy się pomagać kobietom, które doświadczają przemocy – mówi o działalności Stowarzyszenia Kongres Polskich Kobiet w Austrii. Po tym, jak zaangażowała się w akcje w obronie konstytucji, dostaje sporo hejtu z polonijnych grup na Facebooku. – Ja się tym nie przejmuję. Spływa to po mnie. Wiesz, ja jestem zadymiara – śmieje się Anita, a na dowód pokazuje mi film na YouTube’ie: „Incydent na spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim”. Tłum krzyczy „Ja-ro-sław! Ja-ro-sław!”, a Anita z mównicy wygarnia prezesowi: „Tacy ludzie jak pan, jak Antoni Macierewicz odbierają nam wolność”.

– Po tej akcji już się tak nie ogłaszają publicznie, tylko cichaczem robią spotkania – zanosi się śmiechem Anita.

O 22:00 wjeżdżamy do Bielska-Białej. Mija piętnasta godzina od startu z parkingu pod Torwarem.

– Jutro biegam o 7:00. Jak ktoś ma ochotę, to zapraszam – ogłasza Biedroń, ciągle uśmiechnięty identycznie jak na plakacie. Kierowca parkuje Wiosnobus pod hotelem Rekord. Biedroń zdartym głosem: – Dzięki wszystkim, dziękuję wolontariuszom, dziękuję mediom, podziękujmy też kierowcy! Jutro zaczynamy od nowa. Wiosno, napierdzielaj!

7 maja, wtorek

9:00, ul. 11 Listopada, Bielsko-Biała

Drugi dzień objazdu Polski. Przynajmniej nie zaczynamy o 7:00. Pierwsza konferencja o 10:00 na ul. 11 Listopada w Bielsku-Białej. Spod hotelu odbiera nas Leszek Czylok, lokalny działacz Wiosny. – Jestem z Wiosną, bo ktoś musi wreszcie przełamać ten duopol, a Robert ma na to największe szanse – tłumaczy. Kiedy my byliśmy w trasie, on wzbijał się na wyżyny uprzejmości, żeby załatwić pozwolenie na wjazd Wiosnobusem do centrum. Udało się.

Konferencja Roberta Biedronia i Łukasza Kohuta w Bielsku-Białej, fot. Dawid Krawczyk

Biedroń wychodzi z busa, wolontariusze machają kartonami. Ludzie piszczą. Tego jeszcze nie widziałem. Pani Krystyna, lat 50, naprawdę piszczy z radości – jak fanki na archiwalnych filmach o Beatlesach. Po drugiej stronie placu ustawili się taksówkarze, wysiedli z samochodów, założyli ręce i badawczo ogarniają sytuację. Kiedy orientują się, kto przemawia, odruchowo rozpoczynają konkurs na najbardziej homofobiczny komentarz. Sami są dla siebie widownią. – Chamy, po prostu chamy – komentuje dystyngowana starsza pani, która dołącza do ekipy wokół Biedronia.

– Wydarzyła się rzecz, która w demokratycznym państwie prawa, państwie, które ceni sobie wolność, standardy praw człowieka, nigdy nie powinna mieć miejsca: została zatrzymana kobieta w sposób spektakularny, w ogóle niepotrzebny, w sposób, który urąga wszelkim wartościom demokratycznym – rozpoczyna konferencję Biedroń.

– Ci sami ludzie, którzy straszą nas terrorystami muzułmańskimi, którzy straszą nas radykalizmem muzułmańskim, stosują te same przepisy, które obowiązują w krajach muzułmańskich. Ostrzegam państwa: to są nasi talibowie. My nie potrzebujemy tutaj talibów z krajów muzułmańskich, mamy własnych politycznych talibów – Biedroń wali w PiS, a ludzie wiwatują.

Za słowami idą obietnice wyborcze. Jeśli Wiosna dostanie się do parlamentu po jesiennych wyborach, złoży projekt ustawy znoszący artykuł Kodeksu karnego określający sankcje za obrazę uczuć religijnych.

Po konferencji z dziesięć minut na selfie i idziemy na spacer. Po Bielsku-Białej oprowadza nas lokalna legenda, pierwowzór postaci Lolka z bajki Bolek i Lolek, Roman Nehrebecki. Pewny siebie, wysoki, pokaźny wąs i fioletowe okulary. Kandyduje w wyborach do europarlamentu z list Wiosny. Na trasie spaceru odwiedzamy pomnik Reksia – tryska wodą, jak potrze się go po nosie – i oczywiście pomnik Bolka i Lolka.

Przed drogą trzeba coś zjeść, więc wchodzimy do pierogarni Pierogi nad Białą. Interes kręci się tak sobie, bo poza nami nikogo w lokalu nie ma. Tym razem to trochę ustawka, bo, jak dowiem się po wyjściu, właściciel pierogarni dostał wcześniej cynk, że Biedroń razem z Wiosną go odwiedzą. Zdjęcia z jedzeniem to kampanijny hit Wiosny – z pierogiem, z gumiklyjzą, z jabłkiem, z obwarzankiem. Szybki i tani sposób, żeby zamanifestować kontakt z rzeczywistością. Nie zajadają się ośmiorniczkami u Sowy, tylko pierogami z kapustą i grzybami w Bielsku-Białej.

Szymon Gołofit, szef pierogarni w Bielsku-Białej, fot. Dawid Krawczyk

Zarówno Biedroń, jak i szef pierogarni w konwencji półspontanicznych odwiedzin odnajduje się znakomicie.

– Wie pan, różnie bywa, są takie miesiące, że trudno wyjść na plus – mówi szef pierogarni.

Biedroń nie ma jednak okazji, żeby zgłębić temat pierogarskiego biznesu, bo sielankową atmosferę przerywa wizyta niespodziewanego gościa. Nadpobudliwy rosły facet wpada do lokalu i startuje do Biedronia z serią pytań. – Dlaczego popiera pan Ruch Autonomii Śląska? Czy jest pan za eutanazją? Dlaczego jest pan za eutanazją? Pamięta mnie pan z Wadowic? – facet nie daje spokoju i niebezpiecznie zmniejsza dystans, praktycznie pokłada się już na prezesie Wiosny i wygraża mu palcem. Biedroń próbuje spacyfikować sytuację, oferuje pierogi, chce uspokoić agresywnego faceta, poklepując go po ramieniu. Błąd.

Ten się wyrywa i zaczyna tyradę, że został zmolestowany. Zmiana strategii. Biedroń ignoruje faceta i kieruje uwagę na sprzedawcę pierogów. Krzykacz nie daje spokoju. W sukurs przychodzą dopiero gorące pierogi, które właśnie zostały podane i można z nimi wyjść na zewnątrz. Sztab Wiosny wychodzi, a facet zostaje w środku i legitymują go tajniacy z policji. To Rajmund Pollak znany z awantur w całej Polsce. Trzy lata temu z konferencji PO w sejmie wynosiła go Straż Marszałkowska. Niedawno skutecznie przerwał kongres burmistrzów w Wadowicach. Wtedy również musiała interweniować policja.

Robert Biedroń odpiera atak Rajmunda Pollaka, fot. Dawid Krawczyk

13:00, Rynek w Wadowicach 

Jedziemy do Wadowic, na kremówki. Temat Kościoła w polityce grzeje w mediach już prawie tydzień. Wizyta w rodzinnym mieście papieża Polaka idealnie wpasowuje się w rozkład dnia i temat tygodnia. Kawiarnia z kremówkami jest nieduża, więc odpuszczam przepychanie się do kasy i przysiadam się do starszego faceta mieszającego kawę. – Wie pan, co to za gość takiego rabanu narobił? – zagajam.

– A nie poznaję. Kto to jest? – odpowiada pan Jan. Jest już na pewno po sześćdziesiątce, ale w dobrej formie. Sportowa czapeczka Adidasa i dresowa kurtka dodatkowo trochę go odmładzają.

– Robert Biedroń.

– Nic mi to nie mówi. Wie pan, ja się polityką nie interesuję. Ja jestem emerytowany górnik, stąd, z Wadowic. Dorabiam sobie w ochronie, a teraz mam wolne i przyszedłem na kawę. Kremówek nie lubię, za słodkie – odpowiada jednym tchem. Referuję mu pokrótce, że Biedroń ma w programie całkowite zaprzestanie wydobycia węgla już do 2035 roku.

– A czemu nie wcześniej? Powiem panu, że to nie jest dobra robota ani zdrowa. Większości kolegów już nie mam. U córki byłem w Szkocji, tam też były kiedyś kopalnie, a teraz pozamykali i powietrze mają czyste – odpowiada pan Jan. Łapię kremówkę z kawą i biegnę do Wiosnobusa, bo już chcą odjeżdżać beze mnie.

Po centrum Krakowa kręcimy się autobusem co najmniej tyle, ile jechaliśmy do miasta z Wadowic. Dobrze, że mamy ze sobą kanapki przygotowane przez Dagmarę, koordynatorkę Wiosny w powiecie cieszyńskim*. Oczywiście wegańskie, ale te są dodatkowo ozdobione tęczową flagą i podpisane: „kanapki LGBT (lettuce, guacamole, bekon [wegański], tofu)”.

– Najgorsze miasto do jazdy, nigdzie nie można stanąć, wiecznie zakorkowane – narzeka kierowca Piotr. W końcu dowozi nas na plac Matejki. Wysiadamy pod Pomnikiem Grunwaldzkim, na tle Barbakanu.

Z krakowskimi wolontariuszami czeka na Biedronia już Maciej Gdula, lider list Wiosny w Małopolsce. Zadowolony i wyraźnie podekscytowany, chociaż widać, że debiutancka kampania daje mu się we znaki. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie i kursuje między Krakowem, miejscowościami rozsianymi po Małopolsce i Warszawą, wyraźnie schudł. Gduli nie odstępuje na krok Tomasz Leśniak – lider komitetu „Kraków Przeciwko Igrzyskom” i były kandydat na prezydenta Krakowa.

Robert Biedroń i Maciej Gdula jedzą obwarzanki na konferencji w Krakowie, fot. Dawid Krawczyk

W Krakowie z mównicy Wiosny zbiera się wicepremier Beacie Szydło. – Beata Szydło zdradziła ludzi, którym obiecała zajmować się ich problemami, ludzi najczęściej bardzo pokrzywdzonych i pozostawionych z tyłu, i ucieka przed odpowiedzialnością do Brukseli – krytykuje Biedroń. Po tych słowach zapowiada, że Wiosna złoży w najbliższych dniach wniosek do kancelarii premiera, w którym domagać się będzie ujawnienia zarobków i zakresu kompetencji wicepremier Beaty Szydło.

Gdula mówi o solidarności z protestującymi nauczycielami, pielęgniarkami i pracownikami sądów. – Z grupami, które protestują, się rozmawia. Z grupami, które protestują, się negocjuje. Nie jesteśmy w stanie zbudować dobrego państwa, dobrego społeczeństwa, jeżeli nie traktujemy ludzi z szacunkiem. I jestem w stu procentach przekonany, że Robert Biedroń jako szef rządu będzie rozmawiał z protestującymi, że będzie traktował ludzi z szacunkiem – mówi na koniec.

Po konferencji zdjęcie z obwarzankiem, oczywiście kilka minut na selfie dla fanów i z powrotem do busa. W planie dnia została już tylko burza mózgów w Kielcach. Droga zajmie nam jakieś dwie godziny. To idealne okienko, żeby złapać Biedronia na krótką rozmowę na tyle autobusu.

17:00, droga S7 na trasie Kraków–Kielce

Na tyłach Wiosnobusa każdy przebiera palcami po ekranie smartfona, laptopa albo nadaje przez telefon. Na samym końcu Gdula i Biedroń ustalają szczegóły burzy mózgów. Dosiadam się na chwilę na fotel obok prezesa.

– Wiosna oficjalnie rozpoczęła swoją działalność w lutym. Wtedy na Torwarze można było usłyszeć o końcu wojny polsko-polskiej, polityce miłości, zszywaniu kraju. Gdzie podział się ten język? Od wczoraj na konferencjach mówicie o Schetynie, Szydło, Kaczyńskim i „talibach” – pytam.

– Fakty są takie, że przez czternaście lat rządzi nami duopol. Jeśli nie wskażemy, kto jest winien tego podziału, kto wykopał te rowy, kto rozpoczął tę wojnę, to nie będziemy w stanie pójść dalej. Wszyscy zostaliśmy zakładnikami PO–PiS-u, polaryzacji dwóch obozów, które prowadzą ze sobą jałowy spór. Do niczego dobrego to nie prowadzi – odpowiada Biedroń.


– Politycy PO mówią, że oni bronią konstytucji, a PiS ją łamie.

– Platforma mówi, że broni konstytucji, ale nie broni jej od A do Z. Kiedy trzeba stanąć w obronie równości małżeńskiej, równości kobiet i mężczyzn, to wtedy zapominają o konstytucji.

– A czy po doświadczeniach z trwającej kampanii jest pan w ogóle zainteresowany wyborcami, którzy głosują dzisiaj na PiS?

– Każdy głos jest ważny.

– Tylko czy zdecydowana antypisowska retoryka, wyzywanie od talibów i zapraszanie Timmermansa nie zamykają wam drogi do dzisiejszych wyborców obozu władzy?

– Wiosna ma jasne poglądy. Frans Timmermans jest progresywnym politykiem…

– …i działa jak płachta na byka na dzisiejszych zwolenników PiS.

– Lewica i progresywni politycy zbyt długo chowali głowę w piasek, nie mieli odwagi powiedzieć, jak jest, jakie mają wartości, i ich odważnie bronić. Przypomnę tylko, że artykuł 196, z którego została zatrzymana kobieta w Płocku w związku z obrazkiem Matki Boskiej, został wprowadzony za czasów SLD. PO w 2014 broniła tego artykułu i nie pozwoliła go znieść. Ja głosowałem wtedy za usunięciem go z Kodeksu karnego. W interesie postępowych partii i postępowych wyborców jest posiadanie swojej reprezentacji.

– Podobno Platforma się zmieniła. Schetyna usunął najbardziej konserwatywne skrzydło po czarnych protestach.

– Proszę powiedzieć, czy jak zamkniemy oczy, to czy wyobrażamy sobie, że Grzegorz Schetyna oddzieli państwo od Kościoła, że Grzegorz Schetyna będzie wprowadzał równość małżeńską, że Grzegorz Schetyna będzie podejmował odważne decyzje dotyczące odnawialnych źródeł energii, że Grzegorz Schetyna będzie upominał się o tych, którzy zostali z tyłu?

– A Donald Tusk? Dziękował mu pan wczoraj o siódmej rano przed startem Wiosnobusa.

– Dziękowałem za to, że mówi językiem Wiosny. Ale nauczył się go za późno. Można się nauczyć języka obcego i można nim mówić, ale on miał okazję używać go, kiedy był premierem.

– Nie obawia się pan po 3 maja, że Tusk wypchnie pana z tego miejsca jedynego zachodniego, progresywnego polityka, który nie boi się mówić o zmianach klimatu i prawach człowieka?

– Liczy się wiarygodność. Jeszcze dobrze pamiętam: kiedy byłem młodym posłem, siedziałem na sali sejmowej i słuchałem exposé premiera Tuska. Powiedział, że nie będzie klękał przed biskupami i zlikwiduje Fundusz Kościelny. Nic w tej sprawie nie zrobił. Pamiętam, jak namawialiśmy Donalda Tuska do tego, żeby powiedział, jaką ma wizję Polski. Odpowiedział, że on nie jest od wizji, a jak ktoś ma wizję, to powinien się wybrać do psychiatry.

– Nie wierzy pan w transformację Tuska w Brukseli?

– Sprawdzimy to. Kibicuję wszystkim, którzy chcą mówić językiem Wiosny – kończy Biedroń.

Wjeżdżamy do Kielc. Prezes Wiosny wychodzi na zdjęcie przy tabliczce z nazwą miejscowości.

20:00, Best Western Grand Hotel, Kielce 

Kolejna burza mózgów. Znowu najpierw jest ciemno, później do bębnów i fioletowych świateł wchodzą na scenę lider Wiosny i lider regionalnej listy. Gdula wie, że większość ludzi, którzy zebrali się w sali konferencyjnej kieleckiego hotelu Best Western, przyszła tutaj dla Biedronia. Oddaje mu pole, a sam wchodzi w rolę profesora, który pomaga rozochoconym uczestnikom burzy zwerbalizować swoje myśli.

Znowu krążymy przez godzinę głównie wokół edukacji. Według wyborców Wiosny powinna być jednolita w całej Unii i oparta na wiedzy, a nie zabobonach. Kontrowersje wywołuje tylko spór pomiędzy zwolennikami równych szans a tymi, którzy oczekują, że szkoła skupi się przede wszystkim na wybitnych jednostkach.

Z głośników leci partyjna piosenka:

„Bo ten dzień musi przyjść,
staniemy obok siebie,
ty i ja, każdy z nas
poczuje, że nadeszła wreszcie
Wiosna, Wiosna.
Napełni nas nadzieją znów.
Wiosna! Wiosna!
Wstaje nowy dzień”.

A Biedroń ściska i obfotografowuje kolejnych swoich fanów. Selfie za selfie, głos za głosem.

* W poprzedniej wersji tekstu znalazła się błędna informacja, z której wynikało, że „kanapki LGBT” przygotowała Anita z Bielska-Białej. Kanapki zostały przygotowane przez Dagmarę Moskałę, koordynatorkę Wiosny w powiecie cieszyńskim.

***
Materiał powstał w ramach projektu Gra o Europę, gra w Europie finansowanego ze środków Fundacji im. Róży Luksemburg.

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej
Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" oraz polskiej edycji "Le Monde Diplomatique". Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.