Kraj

Pucz Bielana to niekoniecznie pucz Kaczyńskiego

PiS, który jest w wielomiesięcznym impasie, z ludźmi coraz bardziej wściekłymi z powodu lockdownu, niekoniecznie musi chcieć otwierać kolejny front i kolejną awanturę. Chcieć może tego jednak Bielan.

Zła sława cię wyprzedza – można by powiedzieć do Jarosława Kaczyńskiego, gdyby nie to, że jako wyborcy spotkaliśmy się z nim dawno i wszystko, co najgorsze, raczej się już potwierdziło. Mimo to mam wrażenie, że najnowszy pucz w Porozumieniu Jarosława Gowina wcale nie musi być elementem szerszego planu Nowogrodzkiej. Nie tylko dlatego, że w polskiej polityce w ogóle mało się planuje i że jest ona raczej zarządzaniem od kryzysu do kryzysu.

O co chodzi w całym tym puczu, opisał już Jakub Majmurek. Generalnie Adam Bielan twierdzi, że Jarosławowi Gowinowi „zapomniało się” zwołać na czas wyborów przewodniczącego partii, więc to teraz Bielan jest p.o. przewodniczącego, za co gowinowcy Bielana zawiesili. Z kolei sąd koleżeński zdominowany przez bielanistów Bielana odwiesił i Gowina nie uznaje.

Kto tu jest prezesem, czyli o co chodzi w farsie z Porozumieniem

Dla wielu komentatorów fakt, że za zamieszaniem stoi Bielan, oznacza, że to sam Jarosław Kaczyński zamachnął się na Gowina.

Pierwszym argumentem ma być mściwość, emocje i żądza odwetu na Gowinie niepanującego nad emocjami, krwawego Kaczyńskiego. Tyle że fakty trochę temu przeczą. Gdyby Kaczyński był mściwy, nigdy nie pozwoliłby na ponowny sojusz z Ziobrą, Kurskim czy nie dopuścił do powrotu właśnie wygnanego lata temu Adama Bielana. Mściwość Kaczyńskiego to jedynie aura roztaczana nie tylko przez jego wrogów, ale także zwolenników, co ma wywoływać efekt mrożący na jego wrogach. Tymczasem Glapiński, Banaś czy Ziobro pogrywali i pogrywają sobie z prezesem, jak chcą, i jakoś żadna wendetta ich nie spotyka. Kaczyński jest bowiem w wielu przypadkach nie tylko bezsilny, ale także ze swą zemstą wręcz wstrzemięźliwy. To polityk do bólu pragmatyczny, czego dowodem może być chociażby sojusz z Giertychem, Lepperem, Zytą Gilowską, Radosławem Sikorskim czy Tadeuszem Rydzykiem.

Niektórzy twierdzą, że zamach na Gowina to walka z ziobrystami i próba zabezpieczenia się przed ich pokazowym fundamentalizmem. W końcu orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które spowodowało październikowe tąpnięcie sondażowe, miało być ceną za trwanie koalicji z PiS-em. A ziobrystom wciąż mało, więc będą wciąż podbijać stawkę, co oczywiście może negatywnie odbić się na notowaniach partyjnych. Przejęcie posłów Porozumienia pozwoliłoby ich zneutralizować. Problem w tym, że obecnie większość parlamentarna ma tylko trzy głosy przewagi, więc nawet jeśli Gowin zostanie ograbiony, to trudno, żeby ograbili go ze wszystkiego. I jeśli tych kilku posłów zostanie, to Gowin w świetle męczennika liberalnych mediów będzie mógł już całkiem otwarcie rzucić się w ramiona PSL.

Inni z kolei wskazują, że to wręcz przymiarka do wcześniejszych wyborów. Kaczyński miałby chcieć rządzić już bez balastu Gowina i przede wszystkim ziobrystów, którzy fundamentalistyczną polityką tożsamości powoli zatapiają mu statek. Więc w momencie poluzowania obostrzeń i pierwszych wypłat transzy unijnych pieniędzy spróbowałby krótkiej kampanii wyborczej. Problem w tym, że to dla PiS olbrzymie ryzyko i musiałoby się na nie zgodzić 2/3 posłów. Przy obecnych sondażach zaś nie tylko posłowie Gowina i Ziobry, ale też wielu posłów PiS może nie być pewnych wygranej. Więc paradoksalnie to posłowie Kaczyńskiego mogliby zagłosować przeciwko samemu Kaczyńskiemu.

Dlatego wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby cała ta awantura była oddolnie organizowana przez samego Bielana, bez zlecenia z Nowogrodzkiej. PiS, będący w wielomiesięcznym impasie, z ludźmi coraz bardziej wściekłymi z powodu lockdownu, niekoniecznie musi chcieć otwierać kolejny front i kolejną awanturę. Chcieć może tego jednak Bielan, którego zadaniem politycznym było pewnie pilnowanie Porozumienia. Przyniesienie na złotej tacy Porozumienia, co pozwoliłoby grać ostrzej wobec ziobrystów, mogłoby być dla Bielana, i przede wszystkim Bortniczuka, świetną okazją do szybkiego, politycznego awansu w PiS-ie. Zwłaszcza że relatywnie młodych polityków w PiS jest niewielu, a coraz bardziej serio brane są pod uwagę plotki o rekonstrukcji rządu z nowym premierem Obajtkiem. Dla Bortniczuka to szansa na ministra, a dla Bielana szansa na powrót do ucha prezesa i aktywnej walki o schedę po Naczelniku.

Góralskie veto. Dlaczego przedsiębiorcy się buntują

Tyle że jest jedno małe zastrzeżenie. Bielan może i potrafi spinować, ale nie potrafi budować własnych frakcji. Dlatego bez przeszkód został wyrzucony z PiS i bez przeszkód może być wyrzucony z Porozumienia. Rzeczniczka Porozumienia Magdalena Sroka podała w TVN24, że „nie ma żadnych wątpliwości, że prezesem partii Porozumienie Jarosława Gowina jest Jarosław Gowin”, i dodała, że na piątkowym prezydium zostały przyjęte dwie uchwały, które dotyczyły „wniosków o wydalenie z partii zarówno pana Kamila Bortniczuka, jak i Adama Bielana”. Wnioski – jak mówiła – zostały przyjęte przewagą 23 głosów do zera. Może się więc okazać, że cały ten pucz spali na panewce, wściekły Gowin na serio zacznie się zbliżać do PSL, a Kaczyński dostanie kolejne zmartwienie tylko dlatego, że Bielan wyszedł przed szereg i postanowił zrobić mu nieoczekiwany prezent na walentynki.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij