Kraj

Paweł Kukiz nie jest pracownicą seksualną. Jest koniunkturalnym hipokrytą

Kukiz wszedł w nieformalną koalicję z PiS-em. Przedwczoraj, po przegranym przez PiS głosowaniu nad #LexTVN, marszałkini Witek ogłosiła 15 minut przerwy. Wróciła po 1,5 godziny, ogłosiła reasumpcję głosowania i nagle trzej posłowie Kukiz’15 zagłosowali zgodnie z PiS-em, mimo iż wcześniej głosowali inaczej. To pozwoliło PiS-owi wygrać głosowanie.

Co zrobił Paweł Kukiz? Zdeptał demokratyczne standardy, włączył się w logikę autorytarnych przywódców, wykorzystał sytuację, by kosztem innych zgarnąć więcej władzy dla siebie.

A za co jest krytykowany? Że uprawia seks. I to za pieniądze.

Mimo że tego nie robi.

„Postawa Kukiza to polityczna prostytucja”

Absurd? Tak wyglądają polskie inwektywy. Ktoś, kto spieprzy, nie słyszy: „Ej, spieprzyłeś”. Słyszy: „Ej, ruchasz się za pieniądze”. Albo: „Ej, twoja mama rucha się za pieniądze”. I jest to naprawdę przerażające.

Radosław Sikorski na antenie TVN24 nazwał Pawła Kukiza „sprzedajną szmatą”. Dorota Szelągowska określiła Kukiza podobnie, ale Instagram to zablokował. Wrzuciła więc na kolejną relację zdjęcie szmaty. Aktor Kamil Nożyński na instagramowej relacji pisał: „Ja żałuję, że ci kiedyś, kurwo Kukiz, uwierzyłem”.

Z kolei Szymon Hołownia grzmiał: „Postawa Kukiza to polityczna prostytucja”. W podobnym tonie wypowiadał się Jacek Bury, senator Polski 2050. Mirosław Suchoń z Polski 2050 kontynuował ten wątek, który wyraźnie przypadł do gustu politykom w partii Hołowni. Przypomniał, że Kukiz napisał kiedyś Dworczykowi w smsie: „(…) tak po ludzku – jest mi przykro, że Ty i Mateusz traktujecie mnie jak idiotę, a posłów K’15 jak prostytutki. Nigdy nie mierzcie nikogo swoją miarą. Dno”.

– Okazuje się, że Morawiecki i Dworczyk wyczuli bezbłędnie… Wstyd i hańba! – komentował Suchoń.

Popularny użytkownik Twittera FanTomas Szary poszedł jeszcze dalej i napisał: „Synonimy do Kukiz: bezwstydnica, bladź, córa Koryntu, dama z półświatka, dziwka, grzesznica, kobieta lekkich obyczajów, kokota, królowa nocy, mewka, motylek nocny, szmata, upadły anioł, wszetecznica, kurtyzana, ścierka, wycieruch, wywłoka, flądra. #kurwa”.

Użytkownik ów przedstawia się na platformie jako „ojciec trzech cudownych córek”.

Nawet Katarzyna Kotula, posłanka Lewicy, przypomniała wypowiedź Kukiza: „Jak zostanę politykiem, to naplujcie mi w ryj i mówcie do mnie szmato”. Tyle że Kukiz został posłem dobrych kilka lat temu, więc cytat co najmniej spóźniony. Chyba że chodziło o nawiązanie do „szmaty”.

W Polsce nie mówimy: „Postąpiłeś źle, jak mogłeś”, mówimy: „Uprawiasz dużo seksu, jak mogłeś”

W ten sposób ze sprawy dotyczącej nieetycznego zachowania polityka grającego na siebie i swoje doraźne, prywatne korzyści, uwaga i inwektywy wędrują w stronę seksualności kobiet. Jakby zarzutem, który liberalni komentatorzy i politycy mieli wobec Kukiza, nie był koniunkturalizm, kolesiostwo, egoizm czy hipokryzja – tylko uprawianie seksu za pieniądze.

W ten sposób liberałowie wytrącają sobie narzędzia krytyki z ręki. Bo o czym tu dyskutować: czy Paweł Kukiz naprawdę uprawia seks za pieniądze? Ile razy w tygodniu w ogóle uprawia seks – i czy to nie za wiele? Jakie są jego upodobania? Takie ustawienie „krytyki” to hamulec jakiejkolwiek sprawczości w dyskusji i odebranie sobie możliwości wyrażania zdania w temacie.

W Polsce nie mówimy: „Postąpiłeś źle – i powinieneś się wstydzić”. Mówimy: „Jesteś szmatą/dziwką”. Czyli: „Uprawiasz seks za pieniądze/Uprawiasz dużo seksu – i powinieneś się tego wstydzić”. Tak wygląda nasza debata publiczna.

Niepubliczna zresztą też. Prawie każda z nas słyszała o sobie, że jest szmatą albo dziwką. Wystarczyło odmówić komuś seksu. Albo uprawiać z kimś seks. Wystarczyło zdobyć pierwsze miejsce albo ostatnie. Albo ubrać się za skąpo, za grubo, za krótko, za długo… Wystarczyło być. I gdy po prostu jesteśmy, to już jesteśmy winne – więc słyszymy, że jesteśmy szmatami albo dziwkami.

Co to ma wspólnego z naszymi działaniami? Nic. Ale jest najbardziej obraźliwym, co można wymyślić w Polsce. Fakt uprawiania seksu za pieniądze – choć nikogo nie krzywdzi – okazuje się większą przewiną niż polityczne winy, które mogą skazywać tysiące ludzi na cierpienie.

Najpopularniejsze polskie przekleństwo? „Kurwa”, rzecz jasna. „Kurwa”, czyli: pracownica seksualna. Praca seksualna siedzi w polskim języku i okazuje się bardziej uwłaczająca niż wszelkie zbrodnie i występki świata: morderstwa, gwałty, przemoc domowa. Nie mówimy „morderca”, gdy chcemy siarczyście wyładować emocje albo kogoś obrazić. Nie mówimy „homofob” albo „wyzyskujący”. Mówimy: „kurwa”. Czyli pracownica.

„Zostałam zgwałcona”. Jak zareagować na takie słowa?

Polityk mać!

Wyobrażacie sobie, żebyśmy w ramach wulgaryzmu mówili „ekspedientka”? Albo „opiekunka”? Albo „robotnik”? Albo „polityk”? Każdy z nich także sprzedaje swoje umiejętności, usługi i czas. Dlaczego więc z taką łatwością akceptujemy fakt, że w języku za najbardziej uwłaczający uchodzi jeden rodzaj pracy i pracownice ją wykonujące?

Bo seks. To naprawdę proste: bo seks ma plamić kobietę. Dlatego inwektywy dotyczące pracy seksualnej tak łatwo i niepostrzeżenie przeplatają się z tymi, które dotyczą kobiet po prostu uprawiających seks, nie za pieniądze. „Szmata” może oznaczać zarówno pracownicę seksualną (według Słownika Języka Polskiego), jak i kobietę aktywną seksualnie. Sam fakt, że większość z nas była tak obrażana – mimo iż większość z nas nie pracuje seksualnie – świadczy o tym, że nie tylko o pracę tu chodzi: ale szerzej o seksualność kobiet. Fiksacja na naszym życiu seksualnym, potrzeba upokarzania i kontroli naszych ciał okazują się silniejsze niż polityczne podziały.

Język oddaje (i współtworzy) rzeczywistość. W istocie to tylko potwierdzenie tego, o czym wiele feministek mówi od dawna: stygmatyzacja kobiet za aktywność seksualną, także – i zwłaszcza – tę za pieniądze, jest w Polsce olbrzymia. A leniwi intelektualnie politycy i komentatorzy nie wysilają się, by ich inwektywy były nie tylko niedyskryminujące, ale i zwyczajnie precyzyjne.

I zamiast krytykować szkodliwe polityczne posunięcia Kukiza, krytykują jego życie seksualne. A tak naprawdę: krytykują wszystkie kobiety za to, że śmią mieć życie seksualne. Kukiz oberwie przez kilka dni, ale dla nas konsekwencje powszechnego nazywania każdego złego zachowania naszą seksualnością ma konsekwencje na całe życie. Sprawia, że jesteśmy obrażane za seks – jakby był czymś złym, najgorszym. I czasem nie możemy się wydobyć z tego przeświadczenia do końca życia.

I to jest problem. Niespodziewanie zwrócił na niego uwagę Marek Belka we wpisie: „Porównywanie pana Kukiza z pracownicami seksualnymi jest skrajnie niesprawiedliwe i wręcz obraźliwe dla tych drugich”. I nawet jeśli miało to bardziej dopiec Kukizowi – na zasadzie: „Jesteś gorszy NAWET niż pracownica seksualna” – to i tak jest to spore przesunięcie w dyskursie od czasów: „Czy można zgwałcić prostytutkę?” Andrzeja Leppera. Albo może się łudzę. Oby nie.

Striptiz to praca. I kropka

Pracownice seksualne: „Przestańcie w końcu używać pracy seksualnej jako obelgi”

W całej sprawie głos zabrały same pracownice seksualne. I to ich głos jest tu najważniejszy. We wpisie opublikowanym na Facebookowym profilu Sex Work Polska możemy przeczytać:

„Przestańcie w końcu używać pracy seksualnej jako obelgi, bo mamy 2021 rok i dla nas dzieje się on w Polsce, więc może najwyższy czas zacząć używać takich kategorii jak kukizić.

Bo my serio nie musimy dudzić (nic robić), żeby wjeżdżano w nas walcem pt. stygma”.

W komentarzach pracownice zaznaczały: „Codziennie czytamy o sobie porównania, określenia, które potem projektuje się na naszej społeczności, przez co ciężko jest nam się przebić z jakimkolwiek komunikatem, [np.] kiedy chcemy się emancypować (…). Mamy dość”.

Trudno wyobrazić sobie, że z równym zapałem liberałowie używają jakiejkolwiek innej dyskryminowanej grupy do obrażania polityka. Nazwanie go „pedałem”, „murzynem” albo „Żydem” dlatego, że zachował się w sposób nieetyczny i po to, by podkreślić obrzydliwość jego czynów, wywołałoby natychmiastową burzę. Ale nazwanie go jak inna wykluczana grupa – już nie.

Seksworkerka: Dlaczego chcę pełnej dekryminalizacji usług seksualnych

„Korupcja polityczna nie śmierdzi”

A można było zupełnie inaczej – a wciąż siarczyście – skrytykować Kukiza. Tak, by uderzyć w jego nieetyczne działanie, a nie w pracownice seksualne czy szerzej – w kobiety. Wanda Nowicka z Lewicy tak skomentowała wydarzenia w Sejmie:

“Nawet jeśli Kukiz brzydzi się teraz siebie, frukta, za które się sprzedał Kaczyńskiemu, skutecznie mu to rekompensują. Korupcja polityczna nie śmierdzi”.

I to jest zarówno bardziej bolesne – bo uderza w to, co poseł naprawdę zrobił, a nie w wymyślone zarzuty o pracę seksualną – i bardziej precyzyjne. Krytykuje zachowanie posła, a nie kobiety. I pozwala toczyć dyskusję polityczną, także z użyciem mocnych słów i obelg.

Moje ciało, mój wybór? Tak, dlatego pracuję na czacie erotycznym

A co z inwektywami? Trudno wyzbyć się obecnych, bo pojawiają się zwykle w momentach wzburzonych emocji, gdy nie myślimy o tym, co oznaczają. Ale teraz można je przemyśleć – i to, kogo tak naprawdę obrażają i jaki system wartości ze sobą niosą. Można także spróbować wprowadzić u siebie przekleństwa, które nie dyskryminują, jak dzban, cymbał, gnój, szuja, gałgan, dekiel, szumowina, kanalia, dno, potwór, buc, pajac, spierdolina, ścierwo. Wiele możliwości daje pod tym względem także śląska gwara: pyprok, ciul, pieron, bebok. Można też używać określeń do krytyki konkretnych działań, co jest najbardziej precyzyjne, np. hipokryta, koniunkturalista, cynik, oprawca, gwałciciel czy przemocowiec.

Język jest ważny, prawa pracownicze są ważne i edukacja seksualna jest ważna. Wszystko to zawiera się w dyskusji, która przetoczyła się gdzieś po cichu w ostatnich dniach. Po cichu, bo głos pracownic seksualnych jest wciąż uciszany.

Krytykujcie krzywdzące działania, a nie naszą seksualność i pracę. Dzięki temu to wyzyskujący i krzywdzący będą mogli ponosić konsekwencje swoich działań, a nie kobiety i pracownicy.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maja Staśko
Maja Staśko
Dziennikarka, aktywistka
Dziennikarka, scenarzystka, aktywistka. Współautorka książki "Gwałt to przecież komplement. Czym jest kultura gwałtu?". Na co dzień wspiera osoby po doświadczeniu przemocy.
Zamknij