Kraj

Związkowcy z Trzemeszna: Nie może być tak, że pracowników próbuje się do reszty wycisnąć

Chcemy wzbudzić zainteresowanie prawami pracowniczymi w innych zakładach pracy w Polsce. Nie może być tak, że z pracownika próbuje się wycisnąć, ile tylko się da. Choć niestety jest to dość częste wśród polskich dyrektorów czy polskich zarządców w firmach z zagranicznym kapitałem – mowią reprezentanci strajkujących związków zawodowych.

– Zakład stanął, zatrzymano wszystkie piece, produkcja nie pracuje, odbiór nie działa. Firma wysyła na zewnątrz tylko to, co było w magazynach – informował cytowany przez WP Grzegorz Ilnicki, pełnomocnik Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy.

– Załoga w całości odmówiła pracy, bo nasze postulaty nie są spełnione. Firmę stać na to, aby płacić ludziom godne dodatki stażowe. Firmę stać na to, aby godnie waloryzować nasze wynagrodzenia. Firma nie może zatrudniać ludzi na półśmieciowowych umowach terminowych – napisali na Facebooku Zakładowy Związek Zawodowy OPZZ Konfederacja Pracy w Paroc Trzemeszno.

Firma jest międzynarodowym producentem izolacji z kamiennej wełny mineralnej i zatrudnia łącznie 780 osób.

Do strajku przyłączają się kolejne brygady. Rozmawiamy z reprezentantami strajkujących pracowników, związkowcami Edwardem Śniegowskim i Janem Jakubowskim.

Skrót w materiale wideo:

Związkowcy: Końca strajku nie da się przewidzieć. Zakończyć go mogą jedynie wymierne efekty negocjacji z pracodawcą

Paweł Bartkowiak: Zakłady Paroc w Trzemesznie to największy zakład w gminie i największy pracodawca. To on dyktował dotąd warunki pracy w całej okolicy.

Edward Śniegowski, wiceprzewodniczący związku zawodowego Solidarność ‘80: Historia Paroca sięga lat 60., kiedy powstały tak zwane Pomorskie Zakłady Materiałów Izolacyjnych Izopol. Wtedy w tych zakładach pracowała spora część mieszkańców Trzemeszna. Chyba nie było rodziny, w której ktoś nie był związany z tym przedsiębiorstwem.

Wskutek transformacji i przekształceń zakład ten wykupili Finowie. Było to w roku 2002. Przez chwilę firma nazywała się Partec, później zmieniła nazwę na obecną, a jednocześnie została włączona do amerykańskiej grupy kapitałowej.

Spółka w tej chwili zatrudnia około osiemset osób. Patrząc na populację gminy, która wynosi około dwunastu tysięcy osób, to naprawdę duża liczba. Spółka odnosi duży sukces gospodarczy, sprzedaż rośnie, a cały towar wyprzedawany jest praktycznie natychmiast. Jednocześnie zarząd spółki nie chce się podzielić ze zwykłym pracownikiem tym sukcesem.

Jak postrzegacie sytuacje w firmie sprzed wybuchu protestu?

: Użyję metafory. Sytuację w firmie opisałbym tak: proszę sobie wyobrazić, że ktoś rozpalił ognisko na zupełnym pustkowiu. Wokół tego ogniska siedzi tylko zarząd, czyli dziesięciu dyrektorów trzemeszeńskiej firmy, grzeje się przy cieple płomieni i piecze kiełbaski. Dalej jest kilkudziesięciometrowa strefa buforowa, a dopiero za nią stoimy my, wyciągając ręce i próbując rozpaczliwie trochę tego ciepła złapać.

Niestety – pomiędzy nami a ogniskiem są „strażnicy”, którzy pilnują, aby nikt z nas nie dostał się za blisko ogniska.

Aż wybuchł strajk pracowniczy. Oprócz postulatów podniesienia pensji pracownikom, pojawił się wątek zmiany dotychczasowych czasowych umów na umowy o pracę na czas nieokreślony.

EŚ: Obecnie około stu osób jest zatrudnionych czasowo. Wczoraj rozmawiałem z młodym człowiekiem, który pokazał mi, jak z jego perspektywy wygląda sposób zawierania umów w firmie. Pierwsza umowa była na tak zwany okres próbny. Trwała trzy miesiące. Druga umowa zawarta została na rok, trzecia umowa też na rok. Teraz jest na tak zwanej umowie dziewięciomiesięcznej.

Wszystko to odbywa się w zgodzie z prawem. Młody człowiek traci trzy lata ze swojego życia.

Bo?

Bo jest pod koniec dziewięciomiesięcznej umowy i nie wiadomo, czy mu tę umowę przedłużą, czy będzie musiał szukać innej pracy. A on dojeżdża z miejscowości oddalonej od Trzemeszna. Koszty dojazdu są na tyle wysokie, że wolałby przeprowadzić się do gminy. Niestety mając umowę na czas określony nie dostanie kredytu, a nawet z wzięciem wyposażenia domowego na raty może mieć problem. I tak mu te lata życia uciekają.

Wróćmy do postulatu finansowego. Jakie są oczekiwania pracowników?

EŚ: Walczymy o dodatek stażowy i waloryzację wynagrodzeń. Postulujemy, żeby w momencie, gdy wzrasta pensja minimalna, reszta załogi dostawała podwyżkę o tę kwotę, która była zapisana w ustawie. Chcemy także, żeby powiązać podwyżki z inflacją. Jeżeli wzrost inflacji przekroczy wzrost minimalnej pensji, to wypłaty powinny być automatycznie waloryzowane o tę różnicę. Gdyby to wszystko podsumować, to w skalni firmy nie są to duże pieniądze.

W każdym medialnym doniesieniu pojawiają się komunikat firmy o gotowości do negocjacji. Jak odbieracie tę deklarację?

EŚ: Pracodawca zawsze mówi, że jest gotowy na negocjacje, o ile są to negocjacje oparte na jego punkcie widzenia. Wszystko, co mówi pracodawca, jest dobre, natomiast jeżeli my coś zaproponujemy, to zostaje to uznane za zły pomysł. Władze firmy chcę się wykpić tym, że w ramach istniejącego budżetu, czyli w ramach tego, co jest nam wypłacane w tej chwili, chce tak przetasować kwoty, żebyśmy byli zadowoleni. Ale my nie możemy być zadowoleni, gdy patrząc na kwitek od wypłaty w jego dolnym prawym rogu, gdzie jest zsumowana kwota, nic się nie zmienia albo jeśli widzimy tam jakieś małe kwoty. Jak proponowane 70 zł.

Jan Jakubowski, przewodniczący międzyzakładowej komisji NSZZ Solidarność ’80: My zgłosiliśmy nasze żądania jako spór zbiorowy dokładnie 20 października zeszłego roku. Także te negocjacje trwają bardzo długo. Gotowość pracodawcy jest – ale do rozmów, a nie do podejmowania konkretnych decyzji. Rozmowy się przedłużają nie prowadząc do niczego.

Skutkiem tego było rozpoczęcie mediacji, która jest drugą częścią sporu zbiorowego. Odbył się w Parocu dwugodzinny strajk ostrzegawczy, który także nie przyniósł efektów. Kolejnym krokiem było referendum i trwający obecnie strajk generalny bezterminowy.

Gotowości pracodawcy do rozmawiania, a nie do podejmowania wiążących decyzji, odbieramy jako celowe przedłużanie sytuacji, granie na czas i zmęczenie strajkujących. Jednak efekt osiągany tym przez pracodawcę jest odwrotny. Załoga zaczyna się coraz bardziej konsolidować.

I będzie dalej strajkować?

Końca strajku nie da się przewidzieć. Zakończyć go mogą jedynie wymierne efekty rozmowy z pracodawcą.

Wasz protest polega na zatrzymaniu produkcji. Pracownicy przychodzą do firmy, jednak nie podejmują pracy. Dlaczego?

EŚ: Zaproponowaliśmy tę formę protestu jako najmniej uciążliwą i najbardziej pokojową. Pracownicy przychodzą do pracy, przebierają się, ale pozostają najczęściej w pomieszczeniach socjalnych. Wszystko odbywa się w ciszy i spokoju.

JJ: Są różne inne formy protestu: jest strajk okupacyjny, głodowy, oraz właśnie rotacyjny. Ten wybrany przez nas jest najmniej uciążliwy dla pracodawcy. Pracownicy nie podejmują swoich normalnych zajęć, ale cały czas są gotowi do pracy. W momencie podpisania porozumień jesteśmy w stanie natychmiast wrócić do obowiązków.

Czy zaskoczyło was zainteresowanie medialne związane z sytuacją w waszej firmie? Czy ogólnopolskie zainteresowanie sprawą pomaga załodze w utrzymaniu swoich żądań?

EŚ: Na pewno, bo wydaje mi się także, że ten protest nie dotyczy tylko nas. Nasze negocjacje mogą wpłynąć na inne firmy. Jeżeli jedna firma w regionie podniesie wynagrodzenie, to reszta, żeby utrzymać swoich pracowników, też będzie musiała te wynagrodzenia podnieść.

JJ: Zgodnie z ustawą związki zawodowe mają prawo zwracać się do mediów zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Mogą też opiniować zakład pracy tak pod względem socjalnym, jak i warunków pracy. My z tego korzystamy i dzielimy się naszą wiedzą z mediami.

Uważamy, że godne traktowanie pracowników między innymi poprzez ich wynagradzanie, choć nie tylko, bo także przez warunki pracy, ma wpływ na zadowolenie i jakość pracy załogi. Dlatego też staramy się wykorzystywać siłę oddziaływania mediów do przekazywania opinii pracowniczej. Chcemy wzbudzić zainteresowanie prawami pracowniczymi także w innych zakładach pracy. Nie może być tak, że z pracownika próbuje się wycisnąć wszystko, co się da. Choć niestety jest to dość częste wśród polskich dyrektorów czy polskich zarządców w firmach z zagranicznym kapitałem.

98% załogi było za decyzją o strajku. Jak udało się uzyskać tak wysoki procent pracowników głosujących za strajkiem?

EŚ: Główna zasługa tego sukcesu leży po stronie naszej załogi. Praca związkowa jest ważna, ale bez poparcia załogi protest nie byłby możliwy. Bez załogi związek nie istnieje, jesteśmy tylko przedstawicielami pracujących osób.

JJ: Są sytuacje, gdy granice zostają przekroczone i trzeba podejmować decyzje. Nie jest tak, jak się powszechnie uważa, że jest jakiś zarząd związku, a reszta związkowców nie ma na nic wpływu. Tutaj było właśnie na odwrót – to pracodawca swoim zachowaniem stworzył tę sytuację. Natomiast wszyscy pracownicy odpowiedzieli na nią działaniem. Nie tylko związkowcy, ale cała załoga wyraziła swój protest.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij