Kraj

PiS zamyka ruch lotniczy nad Polską

PiS rządzi żeglugą powietrzną w kraju tak samo, jak rządził słynną stadniną w Janowie. Tyle że tym razem skutki odczują setki tysięcy pasażerów. Może dojść do wstrzymania lotów nad Polską – i oby nie zdarzyło się nic gorszego.

Sytuacja w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej jest wzorcowym wyrazem nieudolnej, a zarazem antypracowniczej polityki Prawa i Sprawiedliwości. Łamiąc prawo pracy i procedury bezpieczeństwa, prezes PAŻP doprowadził do tego, że wkrótce może zostać zamknięte niebo nad Polską.

Scenariusz realizowany w ostatnich latach w PAŻP przypomina ten z lat 2017–2018 roku w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Wtedy PiS-owski prezes, Rafał Milczarski, łamał prawa pracownicze, prześladował niezależne związki zawodowe, nie reagował na sygnały o nieprawidłowościach, a każdą krytykę odbierał jako sygnał do dalszych represji i bezprawia. Na dodatek, chcąc złamać opór niezależnych związków zawodowych, zliberalizował procedury bezpieczeństwa, a gdy liderzy związkowi nagłaśniali patologie, uruchomił lawinę zwolnień dyscyplinarnych i gróźb procesowych.

Prezes LOT-u prędzej doprowadzi firmę do upadku, niż zacznie szanować pracowników

W PAŻP, będącej przedsiębiorstwem państwowym, czyli bezpośrednio podporządkowanym rządowi, jest realizowana dokładnie ta sama polityka. Jej skutki mogą być bolesne nie tylko dla pracowników, ale też dla setek tysięcy pasażerów, którzy być może już od maja nie będą mogli latać samolotami z i do Polski.

Atak na bezpieczeństwo

Głównym punktem sporu w Agencji jest liberalizowanie procedur bezpieczeństwa, które zaczęło się wkrótce po wybuchu epidemii koronawirusa. To wtedy w PAŻP zaczęto wprowadzać system pracy operacyjnej w trybie jednostanowiskowym (tzw. SPO, Single Person Operations). Oznacza to, że nadzór nad bezpieczeństwem ruchu lotniczego na danym stanowisku sprawuje jedna osoba. W sytuacji zasłabnięcia czy zawału kontrolera samoloty tracą kontakt z wieżą i pojawia się groźba katastrofy.

Związki zawodowe działające w PAŻP pisały o tym już w maju 2020 roku. W liście otwartym podpisanym przez dwanaście związków zawodowych działających w PAŻP czytamy: „Wprowadzenie SPO świadczy o dramatycznym braku zrozumienia zasad pracy operacyjnej przez kierownictwo Agencji. Jest to rozwiązanie drastyczne, ryzykowne i – naszym zdaniem – niewarte niewielkich oszczędności, które daje. […] Wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, gdy fizycznie na terenie obiektu znajduje się wyłącznie jeden kontroler ruchu lotniczego zdolny do pełnienia służby. Nie przez 5 czy 10 minut, ale przez wiele godzin. W razie jakiejkolwiek niedyspozycji, wpływającej negatywnie na zdolność zapewniania służby, nie ma żadnej innej osoby mogącej przejąć stanowisko. Może to stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa pasażerów i załóg we wszystkich statkach powietrznych, za które odpowiedzialny jest dany kontroler ruchu lotniczego”.

Zdaniem kontrolerów „praca w pojedynkę stanowi znaczący element ryzyka, jest czynnikiem stresogennym, zwiększa prawdopodobieństwo popełnienia przez kontrolera błędu i zwyczajnie może być niebezpieczna. Ma to miejsce szczególnie w dalece niedoskonałych warunkach, w jakich często przychodzi nam pracować, na stanowiskach zaprojektowanych z myślą o pracy wieloosobowej”.

Związkowcy zwrócili także uwagę, że z tych samych przyczyn w kokpitach samolotów pasażerskich pracuje dwóch pilotów, którzy wspólnie dbają o bezpieczeństwo lotu. W podsumowaniu listu autorzy zaapelowali do kierownictwa PAŻP, by „praca w trybie SPO we wszystkich organach kontroli ruchu lotniczego była wykorzystywana jedynie sporadycznie i w ostateczności, a jej wprowadzenie odbywało się z poszanowaniem wszystkich procedur bezpieczeństwa”.

Strategia PiS na pandemię: najlepiej nic nie wiedzieć

Niestety, władze Agencji nie zareagowały na pismo związkowców, a dane o zgłoszeniach niebezpiecznych sytuacji związanych z systemem SPO potwierdzają obawy kontrolerów. W 2018 i 2019 roku odnotowano tylko kilka takich zgłoszeń, a tymczasem w 2020 roku aż 173. Również w swoim wstępnym wystąpieniu pokontrolnym Najwyższa Izba Kontroli zwróciła uwagę na negatywne skutki rozpowszechnienia SPO. Kontrolerzy NIK podkreślili, że wdrożono „na znacznie szerszą niż dotąd skalę tryb pracy na połączonych stanowiskach, co jednak w ocenie NIK przebiegło w sposób nierzetelny”. Zarzucono między innymi brak dodatkowych szkoleń, a także „forsowne wprowadzanie” SPO w sposób, który mógł „zaburzyć komfort pracy i zwiększyć stres u kontrolerów”.

Mimo to p.o. prezesa Janusz Janiszewski nie zamierzał ustępować i nie słuchał kolejnych apeli związków zawodowych. Na dodatek, zdaniem strony związkowej, Janiszewski nie tylko zmniejszył bezpieczeństwo nad polskim niebem, ale też wywierał presję na kontrolerów, by nie raportowali wszystkich groźnych zdarzeń lotniczych, i zastraszał pracowników, którzy nagłaśniali pogarszającą się jakość bezpieczeństwa. Co więcej, pomimo powtarzających się apeli związkowców, prezes odmawiał jasnej odpowiedzi co do zgodności z przepisami rozpowszechnienia SPO i jej wpływu na bezpieczeństwo lotów.

Obniżka płac

Na początku epidemii ruch lotniczy praktycznie zamarł. Trudno w tym kontekście się dziwić, że w PAŻP zaczęła się dyskusja nad czasową obniżką pensji dla części pracowników. Do rozmów na ten temat zasiadły też związki zawodowe, które wyszły z założenia, że ciężar kryzysu ekonomicznego powinni solidarnie ponieść wszyscy, tak członkowie załogi, jak i władze firmy.

Propozycja podpisana przez trzynaście związków zawodowych zakładała oszczędności na poziomie ponad 11 mln zł miesięcznie i co do skutków finansowych nieznacznie różniła się od tej zaproponowanej przez pracodawcę. Związki domagały się m.in. likwidacji arbitralnego systemu nagród, którym dysponował prezes i który kosztował Agencję 35 mln zł rocznie. Janiszewski stanowczo odrzucił jednak likwidację nagród – wolał obniżyć pensje kontrolerom ruchu o 24 proc. Pod koniec stycznia 2021 roku doszło do kolejnej obniżki wynagrodzeń i wręczenia pracownikom wypowiedzeń zmieniających, tak że część pracowników miała otrzymywać pensje o 60–70 proc. niższe niż przed epidemią. PAŻP podała wtedy, że wdraża nowy regulamin płac, który wyrównuje „narosłe przez lata dysproporcje w zarobkach pracowników służb operacyjnych oraz wprowadza system motywacji i zachęt dla pracowników”. Sam Janiszewski argumentował, że protestujący kontrolerzy zarabiają krocie. Jaka jest prawda o pensjach w PAŻP?

Szumlewicz: Rok dokręcania śruby i straconych szans

W odpowiedzi na doniesienia Janiszewskiego część kontrolerów ujawniła swoje paski płac. „Po zsumowaniu tych wszystkich składników wynagrodzenia naszych członków wyniosły często nawet 6 tys. zł netto i rzadko przekraczają 10 tys. zł” – napisali kontrolerzy z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Służb Ruchu Lotniczego i pokazali przelewy z Agencji na swoje konta.

Innymi słowy, doniesienia pracodawcy o wysokich płacach kontrolerów ruchu były zmanipulowane i chodziło głównie o zniechęcenie opinii publicznej do tej grupy zawodowej. Natomiast z raportu NIK wynika, że Janusz Janiszewski sam w ciągu trzech lat i trzech miesięcy zarobił ponad 2,7 mln zł, czyli średnio około 70 tys. zł miesięcznie. Na dodatek p.o. prezesa pobrał dodatek w wysokości 246,4 tys. za pełnienie funkcji senior kontrolera, choć tej funkcji faktycznie nie pełnił. Tak właśnie wyglądały „oszczędności” pracodawcy.

Represje

P.o. prezesa Janusz Janiszewski od samego początku konfliktu w Agencji odmawiał dialogu z zakładowymi związkami zawodowymi, a na dodatek bardzo szybko przeszedł do działań antypracowniczych. Nie tylko nie chciał wyjść naprzeciw oczekiwaniom związkowców dotyczącym bezpieczeństwa pracy czy regulaminu wynagrodzenia, ale podjął wrogie działania wobec liderów związkowych. W marcu 2021 roku PAŻP zwolniła dyscyplinarnie przewodniczącego Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego Franciszka Teodorczyka oraz członka zarządu Jakuba Cabana. Przyczyną zwolnienia było nagłaśnianie przez związkowców kwestii związanych z pogarszającymi się warunkami pracy kontrolerów i standardami bezpieczeństwa.

Wcześniej, bo w maju 2020 roku, rząd zaproponował zmianę ustawy o PAŻP oraz ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Ważną częścią reformy miał być zakaz prowadzenia akcji strajkowych przez pracowników Agencji. W dokumencie czytamy, że „ewentualny strajk pracowników Agencji może uniemożliwić realizację zadań w zakresie zarządzania przestrzenią powietrzną, co może skutkować znacznymi stratami po stronie podmiotów działających na rynku lotniczym”. Cel tego rozwiązania wydawał się jasny: chodziło o pacyfikację pracowników, którzy byli w konflikcie z władzami PAŻP i grozili przeprowadzeniem akcji strajkowej.

Przywrócić Monikę Żelazik do pracy!

Po dwóch latach od początku konfliktu rząd niczego się nie nauczył. Wciąż jest na kursie konfrontacyjnym. Kilka dni temu wiceminister Marcin Horała jednym zdaniem skwitował protesty kontrolerów: „Pewna niezwykle dobrze zarabiająca, uprzywilejowana grupa nie przyjmuje do wiadomości, że na jakiś czas musi nieco mniej zacząć zarabiać”. Pytany o scenariusze zażegnania konfliktu, stwierdził, że w grę wchodzi wojskowa kontrola przestrzeni powietrznej albo usunięcie wymogu znajomości języka polskiego i zatrudnienie kontrolerów z innych krajów.

Nawet tym butnym komentarzem Horała pokazał, że nie zna obowiązujących przepisów. Wojskowi nie znają bowiem procedur dotyczących kierowania cywilnym ruchem lotniczym i musieliby przejść wielomiesięczne szkolenia, aby uzyskać uprawnienia do wykonywania pracy kontrolerów. Dziwnie też w ustach polityka nieustannie odwołującego się do pojęcia narodu brzmi pomysł usunięcia wymogu znajomości języka polskiego. Warto w tym kontekście zauważyć, że zaledwie dzień po komentarzu medialnym Horały na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt rozporządzenia Ministra Infrastruktury zakładający zniesienie obowiązku posługiwania się biegle językiem polskim przez kontrolerów ruchu lotniczego. Rząd postanowił więc pospiesznie zmieniać prawo, by spacyfikować protest grupy zawodowej.

Konieczny: Chodzi o to, żeby zarząd Solarisa siadł do stołu i rozmawiał z pracownikami

Pisząc nowe przepisy, nikt nie zwrócił jednak uwagi, że zniesienie obowiązku znajomości polskiego niewiele zmieniłoby w konfliktowej sytuacji, gdyż każdy kontroler ma uprawnienia na konkretne lotnisko. Zanim nowy kontroler – czy to krajowy, czy zagraniczny – zacząłby pracę, musiałby najpierw nauczyć się polskich przepisów, a także odbyć szkolenie na symulatorze i praktyki.

Wstrzymane loty?

Konfrontacyjna polityka obozu rządzącego doprowadziła do sytuacji, w której całkiem realne jest zamknięcie nieba nad Polską. Okazało się, że kolejne zmiany warunków zatrudnienia narzucone przez pracodawcę były tak niekorzystne, że zdecydowana większość kontrolerów ich nie przyjęła i postanowiła odejść z Agencji. Wraz z końcem marca z pracą w PAŻP pożegnało się 44 kontrolerów. Pod koniec kwietnia upływają terminy wypowiedzeń kolejnych 136 osób. Jeśli pracodawca nie przekona ich do zmiany decyzji, z 216 pracujących do tej pory kontrolerów obszaru i zbliżania zostanie 36, czyli zaledwie co szósty.

Zmierzono jakość pracy w UE. Polska zajęła czwarte miejsce od końca

Pierwsze skutki wojny rządu z pracownikami PAŻP już widać. W ostatnich dniach dziesiątki samolotów lądują z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem, a od 1 maja ze względu na braki kadrowe Europejska Organizacja ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej może całkowicie wstrzymać przeloty nad Polską. Wszystko to dzieje się przez bezczelność i ignorancję władzy. Wystarczyłoby przestrzegać procedur bezpieczeństwa, prowadzić transparentną i sprawiedliwą politykę płacową, zaprzestać wojny ze związkami zawodowymi i zatrudniać w transporcie lotniczym ekspertów zamiast nieudolnych aparatczyków partyjnych.

Czy rząd na czas wycofa się z destrukcyjnej polityki? Trudno powiedzieć. Ale jest pierwszy zwiastun zmian. Kilka dni temu został zdymisjonowany Janusz Janiszewski. Może wreszcie ktoś wśród rządzących uświadomił sobie, że gdy samoloty przestaną latać nad Polską, trudno będzie zrzucić winę na Tuska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Szumlewicz
Piotr Szumlewicz
Lider związku zawodowego Związkowa Alternatywa
Lider związku zawodowego Związkowa Alternatywa, prowadzący program „Czas na związki” w Resecie Obywatelskim, felietonista Gazety Wyborczej, redaktor portalu lewica.pl, komentator spraw związkowych i pracowniczych w Krytyce Politycznej.
Zamknij