Kraj

Niektórym kibicom Arki nie spodobały się darmowe wejściówki dla Ukraińców. Reakcja klubu? Bezcenna

– To jednak trudne do wyobrażenia, że tak jednoznacznie pozytywna akcja znalazła swoich przeciwników – mówi rzecznik klubu piłkarskiego Arka Gdynia w rozmowie z Krytyką Polityczną.

Arka Gdynia postanowiła zaprosić uchodźców i uchodźczynie z Ukrainy na mecz I ligi z GKS Katowice. Żeby otrzymać darmową wejściówkę, wystarczyło posiadać dokument tożsamości.

Nie spodobało się to niektórym kibicom Arki, którzy uznali, że oni od wielu lat chodzą na mecze i za darmo nie są wpuszczani na trybuny. Zasugerowano też, że Ukraińcy w Polsce „są na wakacjach all inclusive”.

W odpowiedzi na klubowym profilu pojawił się wpis, który zrobił furorę w internecie:

„Na twój dom spadają bomby. Giną twoi sąsiedzi i przyjaciele. Żegnasz się z mężem. On zostaje, by bronić miasta, w którym żyliście od trzydziestu lat. Pakujesz do samochodu trójkę dzieci i najpotrzebniejsze rzeczy w kilku walizkach. Pies musi zostać, nie zmieści się. Jedziecie przez kilkadziesiąt godzin w strachu i niepewności. Nie wiecie, czy kiedykolwiek wrócicie. Czy dzieci zobaczą jeszcze ojca i psa. Nie wiecie, gdzie będziecie spać jutro. Tysiąc kilometrów dalej zatrzymujecie się w obcym mieście. Trafiacie na salę gimnastyczną. Setki łóżek i osób, trzy łazienki.

Mija dzień za dniem – wszystkie takie same. Strach i niepewność nie ustępują. Chcesz, żeby twoje dzieci choć na chwilę o tym zapomniały. W sobotę lokalna drużyna rozgrywa mecz, a one kochają piłkę nożną. Widzisz, że klub oferuje bezpłatne bilety. Cieszysz się, bo w portfelu masz tylko kilka banknotów. Sprawdzasz szczegóły w poście na klubowym profilu, a potem zerkasz na komentarze pod nim. Może automat coś źle przetłumaczył? Ale chyba nie, bo drugi, trzeci i dziesiąty komentarz są podobne. Czytasz, że jesteś tu na wakacjach all inclusive, że lokalni kibice nie chcą cię widzieć na swojej trybunie. Kolejnych komentarzy już nie czytasz. Mówisz dzieciom, że jutro wieczorem zostaniecie jednak w hali z setką łóżek i trzema łazienkami. W waszym hotelu na wczasach all inclusive”.

Autorzy komentarza na fanpejdżu Arki Gdynia pod wpisem dodali jeszcze apel do tych śmiałych polskich kibiców, którzy tego typu komentarze publikują. Tych, którzy uważali, że również należy się im bezpłatna wejściówka, klub poprosił o podanie danych osobowych w komentarzach pod postem. „Przygotowaliśmy dla was specjalną pulę biletów na jeden z meczów. Wręczymy je wam w towarzystwie nastoletnich Ukraińców, którzy od kilku dni trenują w naszym klubie i chętnie opowiedzą, jak spędzili ostatnie tygodnie”.

Rozmawiamy z Tomaszem Rybińskim, rzecznikiem prasowym Arki Gdynia.

Joanna Wiśniowska: Oj, zebrała Arka sporo pochwał za to!

Tomasz Rybiński: Dla nas było to naturalne zachowanie w takiej sytuacji. Wiemy, że w Polsce ludzie wypowiadają się na różne tematy, zwłaszcza w mediach społecznościowych, gdzie następuje szybka wymiana myśli, odruchowa reakcja. To jednak trudne do wyobrażenia, że tak jednoznacznie pozytywna akcja klubu znalazła swoich przeciwników.

Propozycja bezpłatnego wejścia na mecz ligowy dla uciekinierów z Ukrainy nie była waszą pierwszą akcją wsparcia Ukraińców.

Na początku wojny, gdy pomoc nabierała tempa, przed jednym z meczów zorganizowana została zbiórka rzeczy, które potem przekazaliśmy do Gdyńskiego Centrum Organizacji Pozarządowych. Dodatkowo nasi zawodnicy zagrali w koszulkach z hasłem „Gdynia z Wami” („z Wami” napisane było po ukraińsku), które potem sprzedaliśmy, a środki przekazaliśmy na pomoc uchodźcom z Ukrainy przebywającym w naszym mieście.

Zawodnicy też chętnie wzięli udział?

Tak, dla naszego klubu to był naprawdę drobiazg, który mogliśmy w danym momencie ofiarować. Wiadomo, że ludzie uciekający przed wojną mają wiele innych problemów, ale gdyby akurat ktoś chciał przez chwilę odetchnąć i wybrać się za darmo na mecz, to miał ku temu okazję. Niestety, znalazły się osoby, którym ta propozycja się nie spodobała.

Co konkretnie się im nie spodobało?

„A dlaczego ktoś ma wchodzić za darmo, skoro ja chodzę na Arkę od lat i nie mogę?” Albo: „Może byście pomyśleli o starych kibicach?” – padały takie hasła. Ale nas najbardziej dotknęły głosy, które podważały, że te osoby uciekają przed wojną. Padały zarzuty, że oni tu są na wypoczynku i wszystko mają za darmo. To, jak w tym memie: że ludzie uciekają z Ukrainy, żeby za darmo tramwajem w Polsce jeździć.

Uchodźcy a brzydkie emocje, które są w nas

czytaj także

Zdziwiła was ta negatywna część reakcji?

Tak, stąd tak dosadna odpowiedź w naszych social mediach. Przykre, że taki wpis trzeba w ogóle było napisać i publikować. Wydawałoby się, że zrobiliśmy coś oczywistego. Mówiła pani o tym, że nasz post odbił się szerokim echem, i to prawda, ale co jeszcze ciekawsze, nie tylko w środowisku sportowym. Pocieszające, że zdecydowana większość społeczności zgromadzonej wokół Arki, i nie tylko, jest tego samego zdania co my.

Były też reakcje kibiców innych klubów?

I to sporo. Niektórzy pisali, że „piekło zamarzło, bo dali lajka Arce”. Albo: „Nie kibicuję piłce, nie mam ulubionego klubu. Teraz dalej nie jestem fanem piłki, ale swój ulubiony klub już mam”.

Jak zareagowała większość kibiców Arki?

Od razu była kontrakcja, próbowali „prostować” tamtych, tłumaczyć, o co chodzi, i pytać, z czym mają problem. Na różnych portalach także pojawiły się wspierające komentarze, że „Arka odważyła się skrytykować kibiców”, tymczasem my nikogo nie krytykowaliśmy. Po prostu chcieliśmy zwrócić uwagę na sedno kryzysu w tej sytuacji. Mieliśmy nadzieję, że po przeczytaniu naszego wpisu kilka osób przemyśli swoje komentarze, może zmieni przekonania, a może zwyczajnie się zastanowi.

Ale to rzadkie, żeby klub reagował w mediach społecznościowych w jakikolwiek sposób na negatywne zachowania własnych kibiców.

Poczuliśmy, że została przekroczona pewna granica i należy zareagować. W tej sytuacji nie mogliśmy udawać, że nic się nie stało, nie mogliśmy milczeć.

Krytykujących zaprosiliście do darmowego oglądania meczów w sektorze, gdzie mieli zasiąść też Ukraińcy. „Chętnie opowiedzą wam, jak spędzili ostatnie tygodnie” – pisaliście. Zgłosił się ktoś?

Nikt się nie odważył. Ale akcję kontynuujemy.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Joanna Wiśniowska
Joanna Wiśniowska
Dziennikarka
Dziennikarka związana z „Gazetą Wyborczą Trójmiasto” i „Wysokimi Obcasami”, publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, newonce.sport i magazynie „Kopalnia. Sztuka Futbolu”.
Zamknij