Kraj

Mów mi „rektorko”. O feminatywach na uczelniach

To nie rewolucja, ale oczywista konieczność. Język prawny musi dostosowywać się do wymogów, jakie stawia rzeczywistość. Skoro kobiety zajmują rozmaite, również wysokie, stanowiska, a konstytucja gwarantuje równość płci, to dlaczego mielibyśmy używać wyłącznie męskich form? Przecież nikt nie zwraca się do kobiety per „pan” – mówi nam Beata Siemieniako, adwokatka i autorka nowelizacji wprowadzającej feminatywy do statutu szczecińskiej Akademii Sztuki.

„Marne szanse na awanse?” – tak sytuację kobiet na uczelniach artystycznych w 2015 roku podsumował raport przygotowany przez Fundację Katarzyny Kozyry. Badanie wykazało, że wprawdzie studentki stanowią 77 proc. osób uczących się w państwowych placówkach związanych ze sztuką, jednak w kadrze profesorskiej trudno mówić o równości płci. Przewaga mężczyzn wyniosła aż 88 proc.


Było kilka wyjątków. Jak wskazała jedna z autorek raportu, Anna Gromada, najmniejsze dysproporcje w zatrudnieniu odnotowano na powołanej w 2010 roku Akademii Sztuki w Szczecinie. Dziś właśnie ta uczelnia może nazywać się pionierką w walce z dyskryminacją, bo konsekwentnie zwiększa nie tylko liczbę profesorek na poszczególnych wydziałach (w kadencji 2020–2024 sześcioma na osiem będą kierować dziekany), ale także widoczność kobiet w uczelnianych dokumentach.

Adiunktka, rektora, dziekana

Na pierwszy ogień poszedł statut Akademii, do którego wprowadzono aż 45 stron poprawek dotyczących zastosowania feminatywów.

– Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest Związek Zawodowy Nauczycieli Akademickich funkcjonujący w murach Akademii. Wraz ze Stanisławem Zakroczymskim współpracujemy z jego przedstawicielami i przedstawicielkami już od roku, udzielając im porad prawnych. Naszym wspólnym celem jest demokratyzacja uczelni oraz zwiększenie transparentności działania jej struktur i władz – mówi odpowiedzialna za projekt nowelizacji adwokatka Beata Siemieniako.

Zaangażowany w proces dr Mikołaj Iwański, szef związku, a także kierownik zakładu Historii i Teorii Sztuki na Akademii i od września tego roku prorektor ds. nauki, wskazuje z kolei, że bezpośrednim impulsem do zmian był wybór dr hab. Mirosławy Jarmołowicz na stanowisko rektora.

– Po raz pierwszy w historii uczelni na jej czele stanie kobieta. To ogromny postęp, który zrodził jednak pytanie o to, jakiej formy powinniśmy używać: rektor, rektorka czy może rektora? Podobne dylematy pojawiają się również w przypadku innych stanowisk. Postanowiliśmy więc iść za ciosem i wprowadzić feminatywy do statutu Akademii w taki sposób, by żadna kobieta nie czuła się wykluczona w naszej szkole – wyjaśnia dr Iwański.

Czy widzki są mile widziane na Warszawskim Festiwalu Filmowym?

Pomysł zdobył akceptację środowiska uczelnianego oraz Senatu, któremu przedstawiono przygotowane przez Beatę Siemieniako poprawki do dokumentu. Teraz adwokatka jest w trakcie formułowania jednolitego tekstu statutu, który zostanie ogłoszony najprawdopodobniej jeszcze w sierpniu.

– Statut jest faktycznie pisany na nowo. Nowelizacja wprowadza poprawki na całej długości dokumentu. We wszystkich przypadkach, gdzie jest mowa o jakimkolwiek podmiocie osobowym, Beata Siemieniako dodała formę żeńską – czasem więcej niż jedną, gdy wybór nie jest oczywisty. Tak więc w statucie widnieją na przykład rektor, rektora lub rektorka, bo wszystkie te zwroty są prawidłowe i równoważne – wskazuje dr Iwański.

Szczecin daje przykład

Odświeżony statut daje pełną dowolność w oficjalnym posługiwaniu się feminatywami. To oznacza, że kobiety, które z jakichś powodów nie chcą być tytułowane żeńskimi formami, mogą pozostać przy dotychczasowym nazewnictwie.

Żeńskie końcówki to kwestia życia i śmierci

– Akademia Sztuki to najmłodsza uczelnia artystyczna w Polsce i jednocześnie jedyna, która łączy wydziały sztuk wizualnych i muzycznych. Generuje to dość dużo konfliktów, ponieważ środowiska są bardzo różnorodne. W debacie o feminatywach spotkaliśmy się z pewną niechęcią z strony senatorek i senatorów z kolegium muzycznego, w tym pań profesorek. Dla części z nich zmiany wydawały się zbyt daleko idące, choć sama idea nie była negowana. Finalnie szalę w czasie głosowania przeważyły głosy studenckie, co było bardzo budujące – opowiada dr Iwański.

Szczecińska uczelnia mogła skorzystać z drogi wytyczonej przez Uniwersytet w Poznaniu. Na wniosek nowo wybranej i też początkowo sceptycznie nastawionej do reform rektorki, językoznawczyni prof. Bogumiły Kaniewskiej tamtejsze władze zaakceptowały krótki zapis w statucie, dopuszczający w oficjalnych dokumentach wszystkie formy.

Leksykolożka, couchsurferka i korposuka, czyli „Słownik nazw żeńskich polszczyzny”

Podobne plany miał również kandydat na rektora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, dr hab. Bogdan Achimescu. Choć nie został wybrany na to stanowisko, można się spodziewać, że temat prędzej czy później powróci ze względu na rosnący udział kobiet w tworzeniu uczelnianych struktur.

Akademia Sztuki w Szczecinie wybrała jednak inną, trudniejszą drogę. Dlaczego? Choć wszystkie formy są dopuszczalne – treść aktu nadal pozostaje męskocentryczna.

– Mamy nadzieję, że nasz statut będzie matrycą dla innych, wdrażanych w przyszłości rozwiązań. Beata Siemieniako wykonała tytaniczną, pionierską pracę, bo musiała rozstrzygnąć mnóstwo problemów prawnych, z którymi nikt się wcześniej nie zetknął.

Jestem przekonany, że feminatywy staną się wkrótce normą, zwłaszcza że reforma szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina pomimo wielu swoich słabości odblokowała kobietom drogę do stanowisk rektorskich. Praktyka językowa okaże się więc odpowiedzią na zmiany, które zyskają konkretne twarze – zaznacza Mikołaj Iwański.

Od feminatywu do równości?

Beata Siemieniako zwraca uwagę, że o ile na poziomie publicystycznym czy literackim z feminatywami mamy coraz mniejszy problem, o tyle język prawny to wciąż niezbadany i niemal całkowicie zmaskulinizowany obszar.

– Potrzeba zmian powoli jednak zaczyna wybrzmiewać na wszystkich szczeblach prawa. Sądzę, że to stosunkowo nowe w Polsce zjawisko będzie mieć istotne znaczenie na poziomie statutów czy aktów wewnętrznych uczelni, a wkrótce także we wszystkich pozostałych dokumentach oficjalnych, dotyczących obszaru związanego nie tylko ze szkolnictwem – wskazuje prawniczka.

Graff, Korolczuk: Gender to śmiertelnie poważna sprawa

– Pewien przełom obserwuję już w swojej pracy. Adwokaci i adwokatki w pismach procesowych coraz częściej używają choćby takich form jak powódka czy wnioskodawczyni. Nikogo to już specjalnie nie dziwi ani nie oburza. Warto jednak zwrócić uwagę, że im wyżej w hierarchii stanowisk, tym form żeńskich jest mniej i tym bardziej wydają się one czymś nadzwyczajnym. Niektórzy wciąż nie mogą sobie wyobrazić, że prezydentką Polski mogłaby być kobieta. Może gdyby tę formę ujęto w konstytucji, byłoby inaczej? – zastanawia się nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem ingerencja w prawo to działanie, które zarówno odpowiada na zmieniającą się rzeczywistość, jak też w pewnym stopniu ją kształtuje. Wprawdzie takie ruchy jak nowelizacja statutu Akademii Sztuk w Szczecinie mają charakter symboliczny, ale nie pozostają bez wpływu na demokratyzację środowisk uchodzących za konserwatywne, a do takich należą bez wątpienia polskie uczelnie.

– Nie róbmy z tego rewolucji, lecz potraktujmy jak oczywistą konieczność. Język prawny musi dostosowywać się do wymogów, jakie stawia rzeczywistość. Skoro kobiety zajmują rozmaite, również wysokie stanowiska, a konstytucja gwarantuje równość płci, to dlaczego mielibyśmy używać wyłącznie męskich form? Przecież nikt nie zwraca się do kobiety per „pan” – mówi Beata Siemieniako.

Mikołaj Iwański podkreśla jednak, że można mówić o swego rodzaju przełomie dokonującym się w uczelnianym środowisku. Wprawdzie samo używanie żeńskich form nie rozwiąże np. sprawy różnic w wynagrodzeniach na uczelniach, ale ma szansę stać się impulsem do zwiększenia działań na rzecz równouprawnienia.

– Obecność feminatywów to ledwie kropka, z której chcielibyśmy zrobić przełomowy i większy kleks. Aby tak się stało, musimy przekopać się przez masę dokumentów mniejszej rangi niż statut, co wymaga sporych nakładów pracy oraz przeformułowania myślenia dotyczącego konstruowania aktów prawnych. Po statucie trzeba będzie więc zastanowić się nad regulaminem pracy i wynagradzania – zapewnia nasz rozmówca.

Najgorsze na uczelniach jeszcze przed nami

czytaj także

– Oczywiście Akademia Sztuki jako stosunkowo młoda placówka od początku istnienia unikała przenoszenia w swoje mury dyskryminujących obyczajów i zaniedbań, powszechnie panujących w polskim szkolnictwie wyższym. Ale wciąż mamy sporo do zrobienia. Wraz z rozpoczęciem kadencji nowej rektorki będziemy więc m.in. dokładnie przyglądać się, jak wygląda siatka płac. O jej ujawnienie zwróciłem się już zresztą do obecnego rektora i czekam na odpowiedź. Na razie pracujemy na płaszczyźnie symbolicznej, ale liczymy, że i ona będzie mieć istotny wpływ na walkę z dyskryminacją na wszystkich poziomach – dodaje dr Iwański.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.