Gospodarka

Potrzebne są dobre miejsca pracy. Stabilne, dobrze płatne, z możliwością odkładania oszczędności

Instalacja paneli słonecznych. Fot. Bernd/flickr.com

Walkę ze zmianami klimatycznymi trzeba powiązać z tworzeniem dobrych miejsc pracy. Ich brak pociąga zbyt wysokie koszty społeczne: rozbite rodziny, uzależnienia i przestępczość, a także utrata zaufania do władz, ekspertów, instytucji i populistyczny nacjonalizm.


CAMBRIDGE – COVID-19 pogłębił skazy i pęknięcia w globalnej gospodarce, odsłaniając w całej rozciągłości podziały i niesprawiedliwości naszego współczesnego świata. Sprawił też, że podniosło się więcej głośniejszych apeli o przeprowadzenie daleko idących reform. Kiedy nawet światek Davos wysyła wezwania do „globalnego resetu kapitalizmu”, to wiadomo, że zmiany wiszą już w powietrzu.

W wysuwanych obecnie propozycjach polityk powtarzają się pewne wspólne wątki: Chcąc przygotować siłę roboczą na nowe technologie, rządy muszą rozbudować programy edukacji i szkolenia, a także lepiej zintegrować je z wymogami rynku pracy. Trzeba poprawić ochronę socjalną i ubezpieczenia społeczne, zwłaszcza w odniesieniu do gig economy (tzw. gospodarki fuch) i innych niestandardowych form zatrudnienia.

W szerszym kontekście osłabienie pozycji negocjacyjnej pracowników, które dokonało się w ostatnich dekadach, wskazuje na potrzebę nowych form dialogu społecznego oraz kooperacji między pracodawcami i pracobiorcami. Trzeba wprowadzić lepiej pomyślany podatek progresywny, by powstrzymać rosnące nierówności dochodowe. W cele zagwarantowania większej konkurencji − zwłaszcza w odniesieniu do platform mediów społecznościowych i nowych technologii − należy ożywić politykę antymonopolową. Zmianom klimatycznym trzeba stawić czoła w otwartym boju. A rządy państw muszą odgrywać ważniejszą rolę w promowaniu nowych zielonych i cyfrowych technologii.

Gdyby te reformy zostały wprowadzone wszystkie razem, to złożyłyby się na znaczącą zmianę funkcjonowania naszych gospodarek. Ale nie zmieniają one w fundamentalny sposób narracji o tym, jak powinny funkcjonować gospodarki rynkowe, ani radykalnie nie wpłyną na zmianę kierunku polityki gospodarczej. Dlaczego? Bo wszystkie wspomniane reformy pomijają najważniejsze wyzwanie, którym musimy się zająć: kwestię reorganizacji produkcji.

Nasze główne problemy gospodarcze − ubóstwo, nierówności, wykluczenie i brak zabezpieczenia bytowego − mają wiele przyczyn. Są jednak replikowane i wzmacniane w codziennym funkcjonowaniu procesów produkcji, ponieważ stanowią efekt uboczny decyzji firm dotyczących zatrudnienia, inwestycji i innowacji.

Koniec pogody dla bogaczy

czytaj także

W języku ekonomii mówi się, że decyzje podejmowane przez przedsiębiorstwa mają mnóstwo „skutków zewnętrznych”, czyli konsekwencji, które rozlewają się na zewnątrz: dotykają innych osób, firm i całych obszarów gospodarki. Skutki zewnętrzne mogą być pozytywnym zjawiskiem − pomyślmy chociażby o efektach spill over, czyli rozlewania się wiedzy, związanych z badaniami i rozwojem, które są dobrze opisane (i stanowią przesłankę do wprowadzania ulg podatkowych i innych dotacji publicznych). Z kolei oczywistym przykładem negatywnych skutków zewnętrznych jest zanieczyszczenie środowiska i wpływ gazów cieplarnianych na klimat.

Dobre miejsca pracy

Wśród skutków zewnętrznych warto wyróżnić te, które łączą się z dobrymi miejscami pracy. Dobre miejsce pracy to takie, które jest stabilne, wystarczająco dobrze płatne, by zapewnić rozsądny standard życia wraz z pewnym zabezpieczeniem finansowym i możliwością odkładania oszczędności, pozwala pracować w bezpiecznych warunkach i daje możliwości awansu zawodowego. Firmy tworzące takie miejsca pracy przyczyniają się również do ożywienia swojego otoczenia społecznego.

Pracodawcy RP 1:0 Biedni Polacy

Za to niedobór dobrych miejsc pracy często pociąga za sobą wysokie koszty społeczne i polityczne: rozbite rodziny, uzależnienia i przestępczość, a także utratę zaufania do władz, ekspertów, instytucji, partyjną polaryzację i populistyczny nacjonalizm. Jest to też wyraźnie mało wydajne ekonomicznie, bo technologie poprawiające produktywność nie rozprzestrzeniają się na różne firmy, tylko zostają zamknięte w kilku przedsiębiorstwach, co przekłada się na anemiczny wzrost wynagrodzeń w całej gospodarce.

Decyzje firm dotyczące liczby zatrudnionych pracowników, wysokości wynagrodzenia oraz organizacji pracy wpływają nie tylko na wyniki finansowe. Kiedy jakieś przedsiębiorstwo postanawia dokonać automatyzacji linii produkcyjnej lub outsource’ować część produkcji do innego państwa, to lokalna społeczność ponosi długoterminowe szkody, które pozostają skutkami zewnętrznymi, nie zostają „zinternalizowane” pośród menadżerów i akcjonariuszy.

Domniemane założenie wielu obecnie proponowanych rozwiązań, a także modelu tradycyjnego państwa opiekuńczego, jest takie, że „dobre miejsca pracy” w klasie średniej będą dostępne dla wszystkich osób mających odpowiednie kwalifikacje. Z tej perspektywy właściwa strategia ograniczania wykluczenia powinna łączyć wydatki na edukację i szkolenia zawodowe z podatkiem progresywnym, systemem transferów i ubezpieczeniami społecznymi, chroniącymi przed ryzykiem specyficznym takim jak utrata zatrudnienia, choroba i utrata zdolności do pracy.

Korolczuk: Opieka, oświata i zdrowie to pilniejsze potrzeby niż hub lotniczy na polu kapusty

Ale dziś niepewność ekonomiczna i nierówności są problemami strukturalnymi. Trendy sekularne (czyli długie i niecykliczne), zachodzące w technologii i globalizacji, osłabiają sam środek krzywej rozkładu zatrudnienia. To prowadzi to zwiększania liczby złych miejsc pracy, które nie dają stabilizacji, wystarczającego wynagrodzenia i ścieżki awansu zawodowego, a także wiedzie do permanentnej dekoniunktury na rynkach pracy poza głównymi ośrodkami miejskimi.

Odpowiedzialność firm

By zmierzyć się z tymi problemami, potrzeba innej strategii − takiej, która bezpośrednio odnosi się do tworzenia dobrych miejsc pracy. To firmy powinny ponosić główny ciężar odpowiedzialności za rozwiązywanie gospodarczych i społecznych efektów typu spill over, które powodują. Dlatego centralne miejsce w nowej strategii powinien zajmować sektor produkcyjny.

Mówiąc wprost: musimy zmienić, co produkujemy, jak i kto ma prawo o tym współdecydować. To wymaga nie tylko wprowadzenia nowych polityk publicznych, ale też rekonfiguracji istniejących.

Potwierdzone info: Wzrost płacy minimalnej = zdrowsze dzieci

Aktywne polityki dotyczące zatrudnienia, mające podnosić kwalifikacje i szanse znalezienia pracy, należy rozszerzyć i przekształcić w partnerstwa z firmami, zwracając wprost uwagę na to, że ich celem jest tworzenie dobrych miejsc pracy. Polityki regionalne i przemysłowe, które obecnie koncentrują się na ulgach podatkowych i dotacjach na inwestycje, trzeba zastąpić zindywidualizowanymi usługami i udogodnieniami dla biznesu, aby maksymalnie ułatwić generację miejsc pracy.

Musimy na nowo zaprojektować państwowe systemy związane ze wspieraniem innowacji, tak by kierunek inwestycji w nowe technologie był przyjaźniejszy dla zatrudnienia. A polityki walki ze zmianami klimatycznymi, na przykład europejski zielony ład, trzeba powiązać explicite z tworzeniem miejsc pracy w zostających w tyle społecznościach.

Nowy porządek gospodarczy wymaga wyrażonego czarno na białym porozumienia coś za coś między prywatnymi firmami i władzami publicznymi. Firmy potrzebują do rozwoju solidnej, wykwalifikowanej siły roboczej, dobrej infrastruktury, ekosystemu dostawców oraz współpracowników, łatwego dostępu do technologii, a także niezawodnego umocowania kontraktów i praw własności. Większość tych rzeczy jest zapewniana poprzez działania publiczne i kolektywne − i to jest państwowa strona umowy.

Z kolei rządy potrzebują tego, by firmy internalizowały rozmaite skutki zewnętrzne swoich decyzji dotyczących zatrudnienia, inwestycji i innowacji dla wspólnot, w których działają. Przedsiębiorstwa muszą wywiązać się ze swojej strony umowy. I to nie w duchu społecznej odpowiedzialności biznesu, tylko poprzez trzymanie się wyrażonych wprost ram regulacyjnych i administracyjnych.

Przede wszystkim nowa strategia musi zarzucić tradycyjny rozdział między politykami stymulującymi wzrost gospodarczy a politykami społecznymi. Szybszy wzrost wymaga rozpowszechniania nowych technologii i możliwości produkcyjnych wśród mniejszych firm oraz szerszych segmentów siły roboczej, tak by nie były wykorzystywane tylko przez wąską elitę. A lepsze perspektywy zatrudnienia zmniejszają nierówności oraz poziom niepewności bytowej lepiej niż sama redystrybucja fiskalna. Program prospołeczny i program pobudzania wzrostu są po prostu jednym i tym samym.

 

**
Dani Rodrik
jest profesorem międzynarodowej ekonomii politycznej na harwardzkiej uczelni John F. Kennedy School of Government, a także autorem książki Straight Talk on Trade: Ideas for a Sane World Economy.

Stefanie Stantcheva jest profesorką ekonomii na Uniwersytecie Harwarda.

**
Copyright: Project Syndicate, 2020. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać