Gospodarka

Ewolucyjny reformizm zamiast moralnego wzburzenia

Fot. Przemek Marszał/MSZ flickr.com CC BY-NC 2.0

W otwierającym tę edycję Spięcia tekście „Wirus, kryzys i koniec świata” autor obwinia kapitalizm za wszystkie grzechy tego świata. Rozwiązaniem problemów ma być sięgnięcie po ideę degrowth. Czy faktycznie żyjemy w świecie, który produkuje tak wiele dóbr, że wszyscy możemy żyć w dobrobycie, ale bez wzrostu?

„Spięcie” to projekt współpracy międzyredakcyjnej pięciu środowisk, które dzieli bardzo wiele, ale łączy gotowość do podjęcia niecodziennej rozmowy. Klub Jagielloński, Kontakt, Krytyka Polityczna, Kultura Liberalna i Nowa Konfederacja co kilka tygodni wybierają nowy temat do dyskusji, a pięć powstałych w jej ramach tekstów publikujemy naraz na wszystkich pięciu portalach.

Zacząć trzeba od tego, że zaproponowana przez Huberta Walczyńskiego lista przewin kapitalizmu jest iście tendencyjna. Antykapitalistyczne emocje, które aż buzują w tekście, powodują, że autor nie jest w stanie dostrzec żadnych zasług wolnego rynku, a jego grzechy wyolbrzymia do monstrualnych rozmiarów. Weźmy dwa proste przykłady.

Wirus, kryzys i koniec świata

czytaj także

Wirus, kryzys i koniec świata

Hubert Walczyński

Ostatnie 30 lat były historią gospodarczego sukcesu Polski, co zawdzięczamy właśnie udanej wolnorynkowej transformacji. Oczywiście, że można było zrobić więcej, oczywiście, że można było zrobić to lepiej. Ale oczywiste jest również to, że sukces naszego kraju wynika z wdrożenia wielu kapitalistycznych mechanizmów, które zwiększyły PKB i przełożyły się na wzrost zamożności społeczeństwa.

Drugi przykład jest jeszcze bardziej spektakularny. W ostatnich 40 latach w Chinach mieliśmy do czynienia z największym awansem gospodarczym, jaki kiedykolwiek widział świat. To właśnie dzięki „podłączeniu do globalizacji” 800 milionów Chińczyków wyszło z biedy. Nie zmienia tego fakt, że kapitalizm w wersji chińskiej ma państwowy charakter, bo w tym kontekście nie ma to znaczenia. Trawestując klasyka – nigdy tak wielu nie opuściło biedy w tak krótkim czasie.

No dobrze, mamy przykłady biednych państw, które się rozwinęły, ale może lepiej, aby stało się to według zasad degrowth (postwzrost)? Teoria koniecznego spowolnienia zakłada, że ilość dóbr na świecie jest wystarczająca, żeby zaspokoić potrzeby wszystkich osób, ponieważ marnotrawione nadwyżki na bogatym Zachodzie mogłyby być przekazywane potrzebującym, a nie wyrzucane jak obecnie. W ten sposób mielibyśmy cudowny system, nie tylko pozwalający zaspokoić potrzeby, ale o bardzo redystrybucyjnym charakterze i w dodatku nie zwiększającym wykorzystania zasobów – żyć nie umierać!

Postwzrost: gospodarka radykalnej obfitości

Niestety, podane przykłady wyrzucanej żywności czy niszczonych ubrań przez światowe korporacje to mało poważny argument za tym, że na świecie mamy wystarczającą ilość dóbr, aby każdego zadowolić. Chyba, że uważamy, że faktycznie mieszkańcom Afryki wystarczą do życia płatki Nestle i koszulki od Burberry. Jeżeli tak, to raczej źle świadczy o trosce o najbardziej potrzebujących. Tylko zasygnalizuje także gargantuiczną skalę politycznego planowania, jakie musiałoby zostać zastosowane, aby takie utopijne pomysły zrealizować w praktyce.

Dziś wiele państw na świecie boryka się z bardzo złożonymi problemami rozwojowymi i potrzebują one ogromnych inwestycji w infrastrukturę, edukację, służbę zdrowia oraz wiele innych dóbr, usług i instytucji, którymi cieszą się mieszkańcy bogatego Zachodu. Wybudowanie każdego kilometra drogi wymaga ton asfaltu, postawienie każdej szkoły – ton cementu, a wszystko to wymaga energii, której nie da się w 100 proc. zaspokoić z paneli słonecznych czy wiatraków.

Z kolei jeśli chcemy mieć zasoby nie tylko na pokrycie naszych potrzeb, ale też na to, żeby ambitniej wesprzeć państwa w potrzebie, nie możemy sobie pozwolić na zahamowanie wzrostu PKB. Czy mamy zatem siedzieć z założonymi rękami i akceptować wszystkie wynaturzenia współczesnego systemu gospodarczego?

Trzy korekty współczesnego kapitalizmu

Niekoniecznie. Współczesny kapitalizm wymaga reformy w duchu zasad społecznego nauczania Kościoła, które pozwolą go niejako „uszlachetnić”. Limit znaków każe ograniczyć się do opisania trzech najważniejszych z nich.

Po pierwsze, odtwarzanie, a nie tylko konsumowanie zasobów. Przedsiębiorstwa w większym stopniu powinny być odpowiedzialne za zasoby, z których korzystają. Bardzo wąskie traktowanie kategorii kosztów, jakie przedsiębiorstwo bierze pod uwagę w bilansie zysków i strat powoduje erozje zasobów. Są one wykorzystywane, a z drugiej strony nieodtwarzane. Choć ekonomia od dawna zna tzw. efekty zewnętrzne, czyli np. zanieczyszczenia, które są objęte specjalnymi opłatami (podatek od emisji CO2, podatki od wydobycia surowców energetycznych), to wciąż jest to kategoria zbyt wąsko definiowana.

Brak odpowiedzialności firm (i pośrednio oczywiście klientów) za produkcję opakowań, których nie da w łatwy sposób ponownie użyć, jest jednym z przykładów. Dlatego potrzebujemy takich mechanizmów, jak unijny system handlu emisjami ETS również w innych obszarach, aby za pomocą bodźców stymulować do tworzenia gospodarki o obiegu zamkniętym. To pozwoli zmieniać profil przedsiębiorstw, a nie zmuszać je  do zakończenia działalności.

Kryzys klimatyczny zmusza nas do hamowania wzrostu. Czy na pewno?

Po drugie, potrzebujemy długofalowego rozwoju, a nie szybkiego wzrostu. Prawdą jest, że współczesny kapitalizm okazał się sprawnym systemem, jeśli chodzi o szybkie skalowanie wzrostu, ale zaczął mieć problemy z długofalowym postępem, rozumianym jako tworzenie warunków do integralnego rozwoju człowieka. To poszerzenie definicji rozwoju wymaga innego spojrzenia na postrzegania samego przedsiębiorstwa.

Nie jest to bowiem jedynie instytucja podejmująca działalność gospodarczą zgodną z interesem właściciela, ale tworzy ona złożone relacje ze swoim otoczeniem, za które częściowo powinna brać współodpowiedzialność. Zmiana powinna więc polegać na tym, że to nie zysk finansowy poszczególnych przedsiębiorstw, ale kreowanie znaczącej wartości dla wszystkich interesariuszy powinno być ich kluczowym zadaniem. Wydaje się, że najlepszą odpowiedzią na problem ekonomicznej krótkowzroczności jest silniejsze zapuszczenie korzeni w środowisku, w którym dana firma funkcjonuje.

Po trzecie, relacje a nie transakcje. Człowiek jest istotą relacyjną, a życie we wspólnocie z innymi nie jest dla niego czymś dodatkowym, ale wynika z jego natury. Współczesny system gospodarczo-społeczny wymaga istotnej korekty bodźców, które generuje, tak aby popychały one do silniejszej kooperacji, a nie rywalizacji, bo to współpraca wytwarza wartość, jaką są głębokie relacje międzyludzkie.

Jedną z proponowanych modyfikacji byłoby więc upowszechnienie ekonomii współpracy, czyli trendu zakładającego współużytkowanie i współdzielenie nie w pełni wykorzystanych zasobów. Co ważne, taka zmiana pozwoliłaby generować wartości nieekonomiczne nie zamiast, ale wraz z wartościami ekonomicznymi. Efektywność zagospodarowania zasobów szłaby tutaj w parze z nawiązywaniem bezpośrednich relacji międzyludzkich.

Ewolucyjny reformizm zamiast moralnego wzburzenia

Kluczem do skutecznego wprowadzania jakichkolwiek zmian jest właściwa metoda: nie rewolucyjne „wywracanie stolika do góry nogami”, ale ewolucyjne reformy poprzez eksperymentalne, punktowe zmiany. Reformę polegającą na „uszlachetnieniu” kapitalizmu, a nie jego zakwestionowaniu, należy zatem rozpocząć od identyfikowania innowacyjnych, inspirujących „dobrych praktyk” poszczególnych przedsiębiorstw i instytucji, a następnie stworzyć nie tylko warunki dla ich dalszego rozwoju i rozpowszechniania, ale w niektórych sytuacjach wymuszać je za pomocą systemu bodźców prawno-ekonomicznych.

Opieka to najlepsza (po)pandemiczna inwestycja

czytaj także

Podkreślmy, źródłem problemów współczesnego systemu gospodarczego nie są mechanizmy i instytucje wolnorynkowe, ale ich absolutyzacja przez nadgorliwych wyznawców. Paradoksem jest, że w istocie podobny błąd popełniają ci, którzy przechylają wahadło w drugą stronę, deprecjonując korzyści, jakie przyniósł kapitalizm. Jeśli wskazane propozycje są za mało ambitne, niech rozstrzygający dla czytelników będzie argument ze skuteczności. Podstawą dobrej polityki nie jest wzdychanie do świata naszych marzeń, ale tworzenie świata naszych możliwości. Chyba, że należy nam nie na jego zmianie, ale pysznej satysfakcji z poczucia moralnej wyższości.

***

Paweł Musiałek – członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego i jego ekspert ds. polityki zagranicznej oraz polityki energetycznej. Szef działu „Państwo na poważnie” na portalu opinii Klubu Jagiellońskiego. Stały współpracownik czasopisma idei „Pressje”. Przygotowuje rozprawę doktorską na temat sporu o polską politykę zagraniczną po 2004 roku.

Inicjatywa wspierana jest przez Fundusz Obywatelski zarządzany przez Fundację dla Polski.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać