Felieton

Czy Mickiewicz głosowałby na PiS?

U wieszcza jej historia staje się efektem kolejnych kulturowych kolonizacji, wręcz spisku elit. Czy Jarosław Kaczyński czytał prelekcje paryskie Mickiewicza?

Na skraju pola golfowego, za piątym dołkiem, widać czerwonawą neogotycką basztę. W wymarzoną przyszłość rozwoju klasy średniej wdziera się znak podwójnej przeszłości. Ruiny to odpadek po parku w stylu romantycznym, XIX-wiecznej wariacji Stanisław Kostki Potockiego na temat niesamowitej natury i historii. Te resztki migają tylko z okna autobusu, który zapuszcza się coraz głębiej w rubieże miasta. Na transport publiczny trąbią z prywatnych suvów oraz jeepów – każdy samochód inny, ale wszystkie podobne. Jak domy wzdłuż ulicy Sytej, także na rogu z Zaściankową i dalej w stronę Satynowej, Hektarowej, Bruzdowej. Chcę stawić czoła „villa plaza” i „lawendowym ogrodom”, wysiadam i włączam aplikację „Endomondo”.

Deweloperzy kuszą nowymi osiedlami: „tylko pięć domów”. Ziemia podzielona jest na setki niezależnych osad, skupisk podobnych willi, a za ich płotem zaczyna się już udzielne księstwo innego dewelopera. Przedmieścia wyglądają więc jak Polska piastowska we wczesnym średniowieczu, w czasach rozbicia dzielnicowego. Teraz każda „dzielnica” naśladuje inny styl: od kopii skandynawskiego minimalizmu po „lordozę” anglików i ascezę kupców holenderskich oraz bogactwo na kredyt amerykanów, osiedla poblasków czy odwrotnie, cieni innych, lepszych miejsc i czasów. Nawet jeśli miejsce jest już lepsze to czas wciąż zły, więc trzeba się spieszyć. Dlatego na wale oddzielającym domy od Wisły pędzą inni użytkownicy „Endomondo”, a ja mam fatalny czas. „One kilometer in sixteen minutes and eight seconds” – oznajmia telefon.

Wyprzedzają mnie biegacze, wyklęci przez Adama Mickiewicza ludzie z „wierzchniej warstwy”, „którzy stają się Europejczykami”. To cytat z „naukowych” improwizacji, które wygłasza na katedrze języków słowiańskich w College de France w latach 1840-1844. Przemawia w natchnieniu, w coraz bardziej mistycznym uniesieniu (aż do otwartego głoszenia herezji Towiańskiego). O Polakach-Europejczykach mówi, że „warstwa ta błyszczy francuskim światłem, a raczej fosorescencją, bo nie ma życia własnego w tych zjawiskach pełnych blasku a znikomych”. Fosforescencja, kopie, odbicia, poblaski – cienie Zachodu w Polsce.

U wieszcza jej historia staje się efektem kolejnych kulturowych kolonizacji, wręcz spisku elit. Czy Jarosław Kaczyński czytał prelekcje paryskie Mickiewicza?

Poeta szuka jednak nowego języka, jak pisze Michał Kuziak w książce Inny Mickiewicz: formy hybrydycznej, czyli postkolonialnej. Poeta w roli profesora stosuje wręcz pre Gombrowiczowską metodę i młodszość kulturowa Słowian ma stać się dowodem ich szczególnej wartości. Wieszcz rozumie, tak jak współcześni psychoterapeuci, że aby wyleczyć traumy, najpierw trzeba się do nich przyznać. W tym miejscu analizy romantyka i rewolty konserwatywnej XXI wieku rozmijają się całkowicie.

Ludzie „dobrej zmiany” chcą oduczyć nas wstydu, szybko wyleczyć z poczucia gorszości aplikując spektakularną pompę zakompleksionej wyższości.

Two kilometers in fourty four minutes and thirty three seconds.” Mijam szklarnię, dalej zamknięte osiedle, „dom twoich marzeń” oraz „plac do wynajęcia” wokół prastarego dębu. „Ród słowiański sam jeszcze nie ma świadomości swych przeznaczeń. Żąda w tej mierze pomocy, którą z Zachodu jeno może otrzymać”. Brzmi podobnym tonem, w którym odbywa się współczesne lawirowanie władzy, która chciałaby brać wciąż pomoc z Unii Europejskiej, ale jednak ją kontestować, zdejmować jej flagi. PiS domaga się, żeby Bruksela sponsorowała naszą suwerenność, płaciła tym, którzy występują przeciw Europie, macając w ciemnościach swoje „przeznaczenia”.

W najgłębszych okopach intelektualnych „dobrej zmiany” zgodzono by się zapewne z innym cytatem. Michał Kuziak zauważa, że profesor Mickiewicz przedstawia Polskę jako „Inną Europę, która „przeciwstawia się rozwojowi nowoczesności Zachodu”. Wieszcz głosi w uniesieniu: „Polityka (…) stawszy się odtąd tylko pewnym systematem materializmu, godzi w sam byt rodu słowiańskiego.” Materializmem jest dziś Bruksela, cywilizacja śmierci, gender i korporacje, ale czy Adam głosowałby na PiS? Przecież do „kategorii braku” nie przyznają się dziś apologeci wielkiej polski podnoszącej się z kolan, nie chcą żadnej hybrydyczności, chcą monolitów biało-czerwonych.

Spoglądając z wału Wisły na przedmieścia stolicy myślę o „rodzie słowiańskim”, który wieszcz opisuje następująco: „jego filozofia i poezja są to tylko znaki przytakiwania.”. Dziś na skraju Wilanowa oprócz architektury i urbanistyki dorzuciłbym jeszcze motoryzację i styl życia, na skraju szczerego pola minąłem wielki billboard reklamujący „fitness club”.

Adam Mickiewicz grzmi z katedry, jak z ambony, o ludach słowiańskich, z Polską na czele, które są „spragnione udowodnić swoje prawo należenia do społeczności chrześcijańskiej”, czyli do Zachodu. Jako wykładowca-amator, nie zapomina o celach pragmatycznych, polityce i dyplomatycznej roli, jaką przyszło mu pełnić. „Pragnienia” słowiańskie wynikają przecież z braku niepodległości, z kontroli zaborców, przede wszystkim Rosji.

W XIX wieku Mickiewicz nie mówi o „powrocie do Europy”, jak Polacy w 1989, czy w czasach referendum w sprawie wejścia do Unii Europejskiej, ale akcentując zarazem inność i młodszość, a nawet barbarzyńskość i baśniowość słowiańszczyzny, stwierdza konieczność jej przynależności do Zachodu. Szuka jednak trzeciej drogi, innej, syntetycznej formy ówczesnej nowoczesności, wejścia do Europy na własnych zasadach, z własnym bagażem kulturowym – z naszymi umarłymi, jak u Marii Janion.

Autor Pana Tadeusza, a zarazem nieukończonej powieści science fiction pod tytułem L’Histoire de l’avenir, jako kamień węgielny naszego „paradygmatu romantycznego” jest specjalistą od sprzeczności, w życiu i twórczości. W College de France z pewnością twierdzi, że Słowianie naśladują Europę, ale zarazem mówi, że pozostali odrębni, kiedy indziej zaś, że popadli w zależność mentalną. W końcu jednak, być może radykalizując poglądy pod wpływem Towianizmu, głosi, że nie naśladowali Zachodu. Na pewno domaga się „równouprawnienia kulturowego” Słowian (jak pisze Michał Kuziak), „uzupełnienia kanonu europejskiego” o ich kulturę.

Podobne, już nie programy ale żądania, zdają się tkwić dziś w ideologii konserwatywnej rewolucji. Szermują nimi dla własnych potrzeb słowiańscy i ugrofińscy wodzowie jak Kaczyński i Orban, rozbijający Unię, ku radości Rosji, starszego czy może po prostu większego brata, sióstr: Węgier i Polski. Mickiewicz mówi zaś, a słuchacze zapisują, zapewne niedokładnie, że specyfiką naszą jest „nieustanne zapuszczanie się w przeszłość i przyszłość”.

Rzeczywiście w narracjach Polskich o Polsce zawsze brakuje mi teraźniejszości, przyszłość buduje się na przeszłości, jak robi PIS, lub wyklucza przeszłość dla nowego lepszego jutra, jak czyniło PO.

Jedynie orientalne zainteresowania Mickiewicza (w tym jego przekonanie, że Litwini wywodzą się z Indii), rozciągnięte przeze mnie samowolnie na buddyzm, pozwalają stwierdzić, że brakuje nam spokojnego bycia „tu i teraz” czyli medytacyjnego namysłu nad chwilą, która trwa – przyczyną cierpienia jest pragnienie. Nie zamierzam jednak leczyć Polski ani siebie buddyzmem, za dwa tygodnie wrócę do Innego Mickiewicza, potem do „agenta” Towiańskiego, później zaś do „chrztu Polski”.

***

Już wkrótce kolejny felieton Maksa Cegielskiego: Gapię się przez płoty.

 

**Dziennik Opinii nr 70/2016 (1220)

Bio

Max Cegielski

| Dziennikarz, pisarz
Dziennikarz, pisarz. W TVP Kultura współprowadził „Halę Odlotów” uhonorowaną nagrodą Grand Press w 2015 roku. Autor między innymi książek „Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu” (Nagroda imienia Beaty Pawlak, 2009), „Mozaika. Śladami Rechowiczów” (2011), oraz „Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata” (2015). Twórca i kurator projektów artystycznych: Migrujący Uniwersytet Mickiewicza (Stambuł), Global Prosperity (Gdańsk, Warszawa). Współautor (wraz z Anną Zakrzewską) wielu reportaży i dokumentów telewizyjnych o sztuce współczesnej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.