Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Felieton

Jak szanować płatnych trolli mamy

demostracja-gdzie-ta-dobra-zmiena-dla-zwierzat

Pamiętacie kampanię #RespectUs? Jej twórców z hodowcami norek łączy nie tylko zamiłowanie do skinheadowskich kapel sławiących tradycyjne polskie najebki, ale też powiązania biznesowe i trollkonta.


Pamiętacie kampanię #RespectUs? Nawet jeśli nie, to może kojarzycie jeżdżące po Europie ciężarówki z hasłem „Szanujcie nas. Podczas II wojny światowej Polacy uratowali ponad 100 tysięcy Żydów”. Napis był oczywiście po angielsku, żeby Francuzi i Niemcy zrozumieli. Co prawda nie wiadomo, skąd twórcy kampani #RespectUs wzięli takie dane, za to wiemy, że auta należały do holenderskich hodowców norek. Skąd ta miłość holenderskich biznesmenów do promocji polskiego patriotyzmu?

Pewnie stąd, że w Holandii przemysł futrzarski ma być całkowicie wygaszony do roku 2024, więc hodowcy przenieśli swoje fermy do Polski. Jest to więc dość świeża miłość i nie wiadomo, czy przetrwa próbę czasu.

I kto tu jest radykałem? List do mięsożerców

Dodatkowym elementem kampanii #RespectUs (tym razem już po polsku, choć również skierowanym teoretycznie ku zagranicy) był klip, na którym Marek Miśko deklamował tekst skinheadowskiego zespołu Lumpex’75, wzywający niemal wszystkie narody świat do przepraszania Polski. Za co Inuici, Chińczycy i Arabowie powinni nas przepraszać i szanować, mogliśmy podówczas jedynie się domyślać.

Jakąś podpowiedź mogły stanowić inne utwory zespołu Lumpex’75, z których większość opowiada o wspólnym spożywaniu alkoholu. „Gdy nie ma co robić i wszystko mnie wkurwia, idę zalać ryło, bar jest czynny od południa”, słyszymy w jednej z piosenek, a w innej: „Dzień za dniem leci, tydzień już minął, a my walimy raz wódę, raz piwo”.

Twórców kampanii #RespectUs z hodowcami norek łączy nie tylko zamiłowanie do kapel sławiących tradycyjne polskie najebki, ale też powiązania biznesowe i trollkonta. Jak ujawniło śledztwo Fundacji Reporterów, przeprowadzone we współpracy z „Newsweekiem”, pracownicy firmy [email protected] prowadzą fałszywe konta na Twitterze i Facebooku. Płatni mikroinfluencerzy nie tylko wychwalali prezesa TVP Jacka Kurskiego czy szkalowali zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, ale również lobbowali na rzecz przemysłu zbrojeniowego i futrzarskiego.

Do zadań firmy miało należeć „budowanie korzystnego wizerunku klientów w mediach społecznościowych i, szerzej, w internecie”. Jak to wyglądało w praktyce, można zobaczyć na prowadzonych przez pracowników firmy profilach w mediach społecznościowych. Aktywiści prozwierzęcy to „zoofile”, „hołota i nieroby”, „bandyckie organizacje”, a walka o zmniejszenie ilości cierpienia to „chora ideologia ekoświrów, żeby nie zabijać niczego, co się rusza”. Paweł Adamowicz sam sobie zasłużył, a lepszego prezesa TVP niż Jacek Kurski nie było w Polsce od czasów Kazimierza Wielkiego.

Spółka [email protected] zaprzecza, jakoby była farmą trolli, i tłumaczy, że nie może odpowiadać za prywatne opinie wyrażane przez użytkowników kont założonych przez jej pracowników. Obszarem jej działalności ma być outsourcing działań marketingowych na platformach społecznościowych: „Przekazujemy rzetelne informacje, zabieramy głos w imieniu naszych klientów, promujemy ich produkty i usługi, jak każda tego typu agencja”. A że akurat klient płaci za promocję fabryk śmierci i obdzierania ze skóry w rodzaju ferm futerkowych czy zleca żerowanie na śmierci zmarłego prezydenta? Cóż, wolny rynek. Tego typu agencji na rynku sporo, więc klientów się nie wybiera.

Portret w rzeźni − fotografia w ruchu prozwierzęcym

Mimo wszystko trudno nie rozmyślać nad etycznością takich działań. Oczywiście wiem dobrze, że są ludzie, którzy tego rodzaju opinie, a nawet gorsze, głoszą prawdopodobnie za darmo i wyłącznie z potrzeby zranionego serca. Zarówno fanatyzm, jak i trolling mogą dawać ludziom emocjonalną przyjemność. Warto jednak pamiętać, że gdy ktoś w internecie każe nam szanować Polaków za to, jak kiedyś pięknie ratowali Żydów, a teraz wspaniale obdzierają norki ze skór, to być może nie jest wcale pozbawionym serca fanatykiem, lecz opłacanym pracownikiem agencji marketingowej.

Oczywiście cieszy, że [email protected] odżegnuje się od drastycznych komentarzy zostawianych w internecie na prowadzonych przez jej pracowników kontach na Twitterze czy Facebooku. Jednak dzięki śledztwu, podczas którego dziennikarka „Newsweeka” zatrudniła się w agencji, wiemy, że trafiła do wewnętrznego czatu „Kulawa Rebelia”, na którym zamieszczane były polecenia od menedżerów i wzory komentarzy do zmodyfikowania i opublikowania w internecie.

Najgorszy szkodnik w polityce ostatnich lat to…

Aby tworzyć realistyczne konta mikroinfluencerów, pracownicy musieli uwiarygadniać je zdjęciami profilowymi pobieranymi np. z rosyjskich stron z reklamami prostytutek. Zalecane było też wrzucanie zdjęć posiłków i kotów. Gdy ktoś postuje kotki, nie może być przecież płatnym trollem.

Nazwa czatu prawdopodobnie wzięła się stąd, że firma dostaje spore (blisko 1,5 mln zł) dotacje od państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Nie wiadomo tylko trochę, czy się śmiać, że tak ma wyglądać „rehabilitacja”, czy cieszyć, że osoby niepełnosprawne mogą liczyć na dodatkowy zarobek, czy jednak płakać nad kondycją społeczeństwa, którego państwo funduje fabryki trolli. A może jednak litować się nad losem osób, które sytuacja życiowa zmusiła do zarabiania w tak pożałowania godny sposób? Pewnie wszystkie te emocje należy wziąć pod uwagę.

Niepełnosprawni nie grają w „wielkiej, biało-czerwonej drużynie”

Nie sposób jednak nie dostrzegać wyjątkowej perfidii narracji budowanej przez obrońców lobby futrzarskiego. Organizacje pozarządowe miały być przedstawiane jako działające wyłącznie dla własnego zysku. Dosyć to bezczelne, zważywszy że komentarze takie pisały osoby opłacone przez ludzi zarabiających na zdzieraniu skór z zabitych zwierząt. Oczywiście nie da się wykluczyć, że hodowcy i ich najemnicy nie robią tego z żądzy zysku, tylko wyłącznie z poczucia misji i dla przyjemności.

Tak jak były dziennikarz RDC i członek Młodzieży Wszechpolskiej Marek Miśko, którego kariera mocno przyśpieszyła, odkąd zadał się z jednym z najbardziej aktywnych przedsiębiorców branży futrzarskiej Szczepanem Wójcikiem. Dzięki hodowcy Miśko stał się prowodyrem i twarzą licznych prowadzonych przez niego inicjatyw. Został dyrektorem założonego w 2017 roku, a szczycącego się stuletnią tradycją Związku Polskiego Przemysłu Futrzarskiego, pracownikiem Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia, jak również redaktorem naczelnym fundowanego przez hodowcę portalu wsensie.pl.

Czuwanie pod rzeźnią świń w Kutnie

czytaj także

Pewnym ułatwieniem w łączeniu tak wielu funkcji może być fakt, że wszystkie te instytucje mieszczą się pod tym samym adresem w wieżowcu na warszawskiej Woli. Dzięki temu Miśko z łatwością może przeistaczać się z lobbysty krwawej branży w obiektywnego dziennikarza, a nawet społecznika dbającego o dobre imię Polaków za granicą.

W ciężkiej pracy na rzecz kreowania dobrego wizerunku branży zerwiskórków na portalu wsensie.pl redaktora Miśkę dzielnie wspierają inni wytrawni tropiciele spisków knutych przez obrońców praw zwierząt, pogardliwie przezywanych animalsami, jak Łukasz Warzecha czy Ewa Zajączkowska. Ta ostatnia straszyła między innymi tym, że „organizacje prozwierzęce w Polsce po cichu załatwiają sobie uprawnienia służb specjalnych, przez które nikt z nas nie będzie mógł czuć się bezpiecznie we własnym domu”. Jeśli zobaczycie w swojej lodówce kurczaka, którego tam wcześniej nie było, zachowajcie czujność. To może być agent organizacji prozwierzęcej, umieszczony tam, żeby was pożreć.

Aktywiści prozwierzęcy to „zoofile”, a walka o zmniejszenie ilości cierpienia to „chora ideologia ekoświrów”.

Pomimo tak potężnego merytorycznego wsparcia hodowcy najwyraźniej nie dowierzają, że ciężka praca, dobry zespół i determinacja gwarantują stworzenie bardziej pozytywnego wizerunku zerwiskórków. Trudno się temu dziwić, bo niezależnie od tego, ile słyszymy o dobrostanie zwierząt na fermach, potem znowu wyciekają jakieś zdjęcia czy filmy ukazujące skandaliczne warunki hodowli.

Nie pomoże tu najnowocześniejsza komunikacja, robienie jeszcze większego zamieszania w mediach społecznościowych czy zatrudnienie nawet całej armii trolli.

Pamela Anderson pisze do Putina w sprawie orek i białuch

Poniekąd mogę zrozumieć desperację hodowców. Ostatecznie prowadzą oni swój biznes w kraju, którego 73,1 proc. mieszkańców uważa, że hodowanie i zabijanie zwierząt dla futer nie powinno być dopuszczalne. Co więcej, przeciwna mu jest nawet rządząca partia. Jak tłumaczy Radosław Fogiel, wicerzecznik PiS: „Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości jest w dalszym ciągu zarówno za rezygnacją z tego rodzaju działalności, jak i wszelkich innych opierających się na założeniu, że Polska jest krajem, w którym ochrona różnych praw, w tym praw zwierząt, miałaby stać na niższym poziomie niż w krajach Europy Zachodniej”.

Wydawać by się mogło, że racjonalnie myślący biznesmen w takiej sytuacji zacząłby sobie szukać innego zajęcia. Wiem, że zdaniem fundacji Szczepana Wójcika przemysłowa hodowla zwierząt miała stanowić alternatywę dla rolników nieposiadających wystarczającego areału do efektywnej uprawy roślin. Podpowiadam więc inną. Konopie indyjskie. Jak mawia kolega: największy przyrost masy zielonej z hektara!

Niestety Szczepan Wójcik nie jest zwykłym biznesmenem, tylko człowiekiem z misją, dlatego zamiast zgłębić uprawę konopi, produkuje filmy z cyklu Gender – tęczowa rewolucja oraz odgraża się na łamach prasy: „Bym przestał walczyć, ktoś musiałby mnie zabić”. Prawdziwy żołnierz wyklęty polskiego futrzarstwa.

Ciekawe, czy tak samo będzie gadał, gdy hodowla na futra zostanie w końcu w Polsce zabroniona? Czy ze swoją działalnością zejdzie do podziemia, gdzie dalej będzie uprawiał swój równie krwawy, a wtedy również nielegalny, proceder? Nikomu nie życzę śmierci, ale parę lat reedukacji na zajęciach z hipoterapią, felinoterpią, dogoterapią czy inną animaloterapią mogłoby mu pomóc zrozumieć, że zwierzęta można też kochać, a nie tylko zjadać i obdzierać ze skóry.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.