Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Felieton

Świadome ograniczanie konsumpcji? Przerażające!

Rządzi nami klasa wyalienowanych leni. Dla zysków ryzykują przyszłość świata. Nie są zdolni przyznać, że obecny model gospodarczy trzeba zmienić. A teraz robią w majtki ze strachu, że przybywa osób, które kupują świadomie, a nie kompulsywnie.


Dyrektor generalny i syn założyciela H&M, Karl-Johan Persson, postanowił powiedzieć nam, co sądzi o świadomym ograniczaniu konsumpcji. To niestety coraz bardziej popularny trend, że dyrektorzy generalnie zamieniają się w aktywistów. Nie wystarczy im zdobywanie nowych rynków, muszą jeszcze mówić nam, jak mamy żyć. Może już słyszeliście złotą myśl Perssona, ale i tak zacytuję: „To może mieć niewielki wpływ na środowisko, ale będzie miało przerażające konsekwencje społeczne”. PRZERAŻAJĄCE.

Europo, czas skończyć z uzależnieniem od wzrostu gospodarczego

Aż strach sobie w ogóle wyobrażać taki świat. Normalnie przechodzą mnie dreszcze, gdy pomyślę, że jacyś ludzie − zamiast kupić sobie nową parę jeansów albo kolejną sukienkę czy bluzkę, której nigdy nawet nie założą − idą na spacer. Spotykają się z przyjaciółmi. Wspierają potrzebujących. A może nawet angażują się w aktywizm ekologiczny i zaczynają walczyć o mniej zanieczyszczone środowisko?

Zagrożenie prezes H&M widzi nie w błyskawicznie postępujących zmianach klimatu, ale w ruchach proekologicznych. Bo zmniejszą się zyski korporacji.

Losy korpo czy planety?

Nic dziwnego, że dyrektorzy globalnych korporacji robią w majtki ze strachu, trochę jednak dziwne, że mają tyle bezczelności, żeby się tym strachem dzielić z opinią publiczną. Wiele osób i bez tego – zdaje się – nie ma najlepszego zdania o wpływie działalności międzynarodowych koncernów na naszą planetę.

Jeszcze jedna niewygodna prawda

Ja na przykład jakoś tam doceniałem H&M, że wprowadziło program zbiórki starych ciuchów, które mają ponoć być wykorzystywane ponownie. Zależnie od stopnia zużycia ubrania mają być znowu wprowadzane do sprzedaży, przerabiane na szmaty albo recyklingowane.

Tymczasem okazuje się, że sam dyrektor generalny firmy uważa, że to przerażające. Czy takie gadanie nie jest aby działaniem na szkodę spółki i typ nie powinien zostać zwolniony? Oczywiście tak się pewnie nie stanie, bo jest nie tylko dyrektorem, ale też synem założyciela, więc możemy co najwyżej liczyć, że – podobnie jak Elon Musk – dostanie zakaz wypowiadania się bez zgody swoich prawników.

Choć oglądanie serialu Sukcesja sprawiło mi dużo radości, to losy wszystkich CEO i zarządów korpo interesują mnie trochę mniej niż przyszłość planety Ziemia i galopujący kryzys klimatyczny. Niestety jedno z drugim jest trochę związane. Ostatecznie szef H&M – obawiający się, że bardziej świadomie konsumujący obywatele stanowią zagrożenie dla gospodarki – wyraża jedynie popularne przekonanie. Propagowane od lat przez neoliberalnych ekonomistów i ich politycznych wyznawców.

Były kiedyś sprzęty na wieczystej gwarancji

Trudno sobie dziś wyobrazić świat, w którym sprzęty nie psują się tuż po zakończeniu okresu gwarancyjnego, a ludzie używają więcej niż 20% ciuchów, jakie mają w szafach. A jednak świat taki istniał całkiem niedawno, a w wielu miejscach – głównie biedniejszych i mniej „rozwiniętych” – wciąż istnieje.

Przekonanie, że zamknięcie kilku sweatshopów doprowadzi do katastrofy społecznej, jest nie tylko potwornie protekcjonalne, ale zwyczajnie głupie. Ostatecznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby fabryki tanich produktów zamienić w miejsca, gdzie odbywa się recykling i przetwarzanie wyprodukowanych wcześniej towarów. Zatrudnienie nie spadnie.

Augustyn: Postwzrost, czyli zwolnijmy

czytaj także

Aktualnie zaledwie 20 procent tekstyliów podlega recyklingowi albo jest ponownie używanych, więc widzę tutaj szerokie pole dla ambitnych biznesmenów, a także miliony miejsc pracy. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to najwyraźniej wcale nie jest przedsiębiorczy. Jest zwykłym leniuszkiem.

Niestety najwyraźniej rządzi nami klasa wyalienowanych ze społeczeństwa, o środowisku naturalnym nie wspominając, leniuszków. Leniuszków gotowych postawić na szali przyszłość świata, byle nie zrezygnować nawet z części zysków i nie przyznać, że obecny model gospodarczy trzeba zmienić.

Krótszy tydzień pracy?

Na szczęście są też korporacje, które zaczynają dostrzegać, że nieustające zwiększanie konsumpcji i produkcji wcale nie musi być jedynym możliwym modelem rozwoju.

Co prawda w Polsce pojęcie degrowth niektórym wciąż się kojarzy z gospodarką centralnie sterowaną. Ale na świecie coraz głośniej mówi się nie tylko o zrównoważonym rozwoju, ale właśnie o postwzroście czy dochodzie gwarantowanym.

Postwzrost: gospodarka radykalnej obfitości

Niedawny eksperyment przeprowadzony w japońskiej filii Microsoftu, który polegał na skróceniu tygodnia pracy do czterech dni, pokazał, że wydajność pracowników wzrosła o 40 procent. Zresztą wszystkie inne tego rodzaju eksperymenty i badania potwierdzają te wyniki. Krótszy czas pracy nie tylko zwiększa efektywność i kreatywność pracowników, ale też zmniejsza poziom stresu i zwiększa dobrostan na wszelkich możliwych poziomach.

Piętnastogodzinny tydzień pracy? Czemu nie!

czytaj także

Ludzie, którzy pracują krócej, rzadziej mają problemy z depresją, nadużywaniem substancji czy otyłością.

Ten pomysł wydaje się znacznie lepszy, by zapobiec katastrofie społecznej, do której już dziś doprowadziła neoliberalna ekonomia. Ostatecznie, czy nie jest katastrofą rzekomo rozwinięty świat, w którym większość cierpi na otyłość, a co piąta osoba ma zaburzenia psychiczne?

Obszerne badanie zdrowia populacji świata wskazuje, że tylko pięć procent z nas jest zdrowych. Może już czas, żebyśmy przestali się rozwijać, a skupili na tym, żeby żyć długo, szczęśliwie i w dobrym zdrowiu? Świadoma konsumpcja i krótszy czas pracy to z pewnością kroki w dobrym kierunku, ale daleko niewystarczające.

Żyć lepiej

Całkiem niedawno w Wydawnictwie Krytyki Politycznej opublikowaliśmy książkę Davida Graebera Praca bez sensu. Brytyjski antropolog stawia śmiałą tezę, że praca bardzo wielu ludzi nie ma żadnego sensu.

Twierdzenie takie na pierwszy rzut oka musi wydawać się idiotyczne. Szczególnie w naszym systemie gospodarczym, rzekomo tak bardzo dbającym o efektywność i produktywność. Niestety tezę Graebera potwierdzają badania. 37 procent Brytyjczyków i 40 procent Holendrów zapytanych: „Czy twoja praca daje światu coś sensownego?”, odpowiedziało, że nie.

Trudno mi sobie nawet to wyobrazić, ale lektura książki niestety całkiem przekonująco dowodzi, że tak rzeczywiście jest.

To dopiero jest społeczna katastrofa. Zwłaszcza kiedy jednocześnie wmawia się ludziom, że ich los zależy od ciężkiej pracy. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zamknąć te wszystkie agencje reklamowe, zwolnić niezliczonych menadżerów średniego szczebla i asystentów, których jedyną funkcją jest łechtanie ego ich pracodawców.

Niewykluczone, że oznaczałoby to rewolucję społeczną na niespotykaną skalę. Na tych bezsensownych posadach pracuje całkiem sporo sensownych ludzi. Tymczasem bezsensowna, a czasem wręcz szkodliwa praca jest destrukcyjna nie tylko dla wykonujących ją ludzi, ale również dla całej naszej cywilizacji, prowadząc ją wprost do apokalipsy.

Zamiast tkwić na fikcyjnych posadach, moglibyśmy zająć się ratowaniem zagrożonych gatunków i rozwiązywaniem prawdziwych, nie urojonych problemów. Oraz ograniczaniem konsumpcji, a najlepiej również własnego ego.

Oczywiście uniwersalny dochód gwarantowany mógłby tutaj pomóc, bo łatwiej rezygnować z rzeczy, gdy się wie, że nie skończy się to śmiercią z głodu.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.