Felieton

Jaśkowiak jest jak Biedroń bez podwyżki podatków

Grzegorz Schetyna blokuje polityków PO, którym o wiele łatwiej byłoby ustawić partię pod fajnopolaka, który nienawidzi Kaczyńskiego, ZUSu i kocha Żelazną Damę. Na korzyść lewicy oczywiście − pisze Galopujący Major.

Od tygodni czytamy o fali zandbergizmu, o Adrianie Ragnarze Lodbroku, o Magdzie Biejat Lagerthcie, o wikingach z Razem, którzy podbijają Polskę aż cała prawica szlocha w popłochu. Tyle tylko, że nijak nie przekłada się to na sondaże. A nie przekłada się, bo się przekładać nie może. Polska jest bowiem podzielona nie na trzy, jakby chciała lewica, ale de facto na dwa wielkie bloki. I tylko w ramach tych bloków następują przepływy wyborców. Dlatego, gdy PiS ma problemy z Banasiem rośnie poparcie dla Konfederacji, a gdy Platforma ma problemy z… powiedzmy, że ze wszystkim, to rośnie poparcie Lewicy.

Nie powinno to dziwić nikogo, kto jest na tyle stary, żeby pamiętać o tym, że blok lewicowy powstał głównie dzięki Schetynie, który odrzucił umizgi Włodzimierza Czarzastego. A skoro nie dziwi, to powinno się z tego wyciągnąć wnioski.

„Czy lewica złupi bogatych”, czyli lata 90. w natarciu

Pierwszy wniosek jest taki, że największym zagrożeniem dla lewicy byłaby kandydatura Jacka Jaśkowiaka. Posiada on bowiem dwie istotne zalety z punktu widzenia wspólnego elektoratu PO i Lewicy. Po pierwsze jest wiarygodny w swojej walce o wolności obyczajowe, w swym antyklerykalizmie i − co najważniejsze − w ostentacyjnym sprzeciwie wobec PiS. Po drugie zabezpieczenie społeczne rozumie bardziej w kategoriach filantropii niż podnoszenia podatków, a więc dokładnie tak, jak współczujący liberałowie głosujący ostatnio na Lewicę. W tym sensie Jaśkowiak jest jak Biedroń bez podwyżki podatków, a więc wymarzony kandydat tych „lewicowców”, którzy pójdą na paradę wolności, ale nawet 10 złotych nie dadzą więcej w podatkach.

Jaśkowiak na prezydenta. Czy działacze PO dorośli do prawyborów?

Drugi wniosek jest taki, że najważniejsze wybory dla lewicy to wybory na… szefa Platformy Obywatelskiej.

Grzegorzu zostań, dla dobra lewicy

Każdy z sympatyków prawdziwej lewicy powinien się modlić, czy to do Boga, czy do kontekstu, który Peter Sloterdijk nazywa bardzo trafnie psychospołecznym o to, aby Grzegorz Schetyna dalej był przewodniczącym Platformy. Od czasu, kiedy Schetyna przejął przywództwo, zdążył już przegrać wszystkie wybory, scementował pokłóconą lewicę, a nawet dał się pokonać w rodzinnym Wrocławiu. Teraz, znowu na korzyść lewicy, blokuje polityków PO, którym o wiele łatwiej byłoby ustawić partię pod egoistycznego fajnopolaka, który nienawidzi Kaczyńskiego, ZUSu i kocha Żelazną Damę z sir Winstonem Churchillem.

Gabriela Morawska-Stanecka? Sorry, lewico, ale tutaj rozpoznawalność jest do zbudowania od zera

Dlatego, gdy czytam analizy o tym, kto będzie kandydatką na prezydentkę z ramienia lewicy, to wzruszam ramionami i zaczynam ziewać. W przypadku odpuszczenia wyborów przez Biedronia i zwłaszcza Zandberga, kluczowe dla wyniku Lewicy będą prawybory prezydenckie i wybory przewodniczącego PO. Wbrew pozorom większość elektoratu obecnej Lewicy nie jest jej dana na zawsze i przy Lewicy trzyma ją głównie to, że nie za bardzo ma gdzie uciec.


***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.