Felieton

Kto zatrzyma marsz Kaczyńskiego ku większości konstytucyjnej?

Jarosław kaczyński, Prawo i Sprawiedliwość

Pierwszym testem na to, czy wygra marsz ku centrum czy jego sabotowanie, będzie los haniebnej nowelizacji prawa dotyczącego edukacji seksualnej.

Jesteśmy świadkami wyjątkowego paradoksu wyborczego. Prawo i Sprawiedliwość jednocześnie odniosło sukces i poniosło porażkę. Jak to możliwe? Aby to zrozumieć, warto uświadomić sobie znaczenie dwóch podstawowych faktów.

PiS odniosło gigantyczny wyborczy sukces, ponieważ pierwszy raz po 1989 roku na jedna listę zagłosowało ponad 8 milionów ludzi. Sam przyrost wyborców wyniósł grubo ponad 2 miliony głosów, czyli tyle, ile w ogóle głosowało na listę lewicową. To są liczby, które po prostu wywołują „efekt wow”. Z drugiej strony jeszcze większe „wow”, a nawet opad szczęki, wywołuje fakt, że przy tak gigantycznym poparciu PiS nie tylko nie zwiększyło stanu posiadania i Sejm zdobyło ledwo, ledwo, ale że straciło (przynajmniej na dziś) Senat.

Sierakowski: Czy PiS został zatrzymany? Czy pokona go Lewica?

Wniosek z tego może być tylko jeden – tak jak transfery socjalne pozwalają zdobywać rekordową liczbę nowych wyborców, tak sam styl sprawowania władzy generuje rekordową liczbę przeciwników.

Jarosław Kaczyński to oczywiście wie. Widać to było podczas przemówienia na wieczorze wyborczym. Czasami właśnie w chwili zaskoczenia pokazujemy swoją prawdziwą twarz i prawdziwe, a nie ukrywane, reakcje. A reakcją było nie tylko rozżalenie, ale także apel o próbę zrozumienia, dlaczego Polacy w tak dużej liczbie jednak odrzucili projekt PiS-u. Prezes podjął nawet próbę ich przekonania. Słowem, Kaczyński nie uważa już, że Polacy-niepisowcy to jakiś obcy element tego narodu, ogłupiony i niezasługujący na szacunek. Kaczyński uważa, że trzeba tych Polaków do siebie przekonać, i to w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Jak sam bowiem stwierdził: „Trzeba się nad wieloma sprawami bardzo poważnie zastanowić”, a że tymi sprawami oczywiście nie są transfery socjalne, zastanowić się trzeba nad sposobem sprawowania władzy.

I po wyborach. Naprawdę mamy się z czego cieszyć!

A to oznaczać może jedno – Jarosław Kaczyński prawdopodobnie będzie chciał przeć w kierunku centrum. Nie chodzi tylko o najbliższe wybory prezydenckie, które wymuszają, niechby udawaną, ale jednak politykę miłości, dzięki której Andrzej Duda wygra. Chodzi o fundamentalne przesunięcie na politycznej mapie Polski. Doszło bowiem do zamiany miejscami PiS-u z Platformą, więc partię Kaczyńskiego czekają te same dylematy, które kiedyś czekały PO. Przykładowo: na ile odpuścić poparcie na radykalnej flance, na ile kroczyć w kierunku centrum? Kto jeszcze pamięta PO jako partię trzech tenorów z programem 3 x 15, która w miarę sukcesów Tuska rezygnowała z radykalizmu i wyrazistości?

Największym jednak nieszczęściem Kaczyńskiego, a tym samym szczęściem niezbornej opozycji, jest to, że krok Kaczyńskiego w kierunku centrum nie oznacza, że na podobny ruch zdecyduje się cały obóz władzy. Nie dopuści do tego oczywiście Zbigniew Ziobro, który nadal będzie, być może nawet celowo, podkładał nogę premierowi namaszczonemu przez PiS. Im mniejsze bowiem poparcie PiS, tym znaczenie Ziobry większe, przy większości konstytucyjnej dla Zjednoczonej Prawicy rola Ziobry po ewentualnej zmianie konstytucji byłaby właściwie żadna. On to doskonale wie i dlatego będzie ciążył w kierunku narodowców, ostatni post Patryka Jakiego na Fejsbuku jest tego najlepszym dowodem. Uspokojenie nastrojów i usypianie wyborców umiarkowanych zupełnie nie leży w interesie ziobrystów, oni potrzebują, aby PiS krwawił i balansował na progu większości bezwzględnej.

Pojawiają się nieprawdziwe informacje o tym, że nasze środowisko chce dodatkowych stanowisk, czy rozbijać ZP. To…

Opublikowany przez Patryk Jaki Środa, 16 października 2019

 

Po drugie, uspokojenie nastrojów nie leży w interesie mediów, zarówno liberalnych, jak i pisowskich. W tym pierwszym przypadku medialna histeria będzie podnosiła do rangi zamachu stanu jakąkolwiek drobnicę. I gdyby odpowiedzią były umiarkowane media publiczne, to być może marsz ku centrum mógłby się udać. Ale odpowiedzią będzie plugawa propaganda telewizji Kurskiego, a to oznacza, że o żadnym wyciszeniu nie może być mowy. Zresztą sam Kurski, który doskonale wie, jak bardzo w tej kampanii nawalił (Konfederacja w Sejmie!), nie przypadkiem wprosił się na wieczór wyborczy do Kaczyńskiego. Przy nowym otwarciu powinien od razu być odwołany, bo po co komu bulterier w czasach pisowskich misiów do przytulania.

Sutowski: Przyszłość lewicy, czyli jak wyjść poza naście procent

Pierwszym testem na to, czy wygra marsz ku centrum czy jego sabotowanie, będzie los haniebnej nowelizacji prawa dotyczącego edukacji seksualnej. Jeśli trafi ono do zamrażarki sejmowej, oznacza to, że marsz rzeczywiście ma szansę ruszyć. Jeśli jednak nowelizacja zostanie uchwalona, oznaczać to będzie, że zamiast kroczyć ku centrum, PiS nastawi się na kasowanie opozycji na własnej prawej flance. Jeśli Kaczyński przeforsuje umiarkowaną politykę miłości, wszyscy odetchniemy, ale grozi nam większość konstytucyjna PiS-u za cztery lata. Nawet nie tyle przez zwiększenie liczby głosów oddanych na PiS, ale przez to, że wyborcy opozycji zostaną w domach. Jeśli Kaczyński pójdzie na walkę z prawicą, wówczas zwłaszcza najsłabsi mają przed sobą naprawdę trudne cztery lata, ale za to za owe cztery lata PiS może stracić władzę.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.