Felieton

Biedroń jako celebryta z interioru

Robert Biedroń i Piotr Krasko podczas Pol'and'Rock Festival. Fot. Facebook Roberta Biedronia

Robert Biedroń nie przybywa na polską prowincję jako polityk, przynajmniej w tejże prowincji odbiorze, ale właśnie jako celebryta. Tak jak Palikot przybywał jako showman, a Kukiz jako popularny muzyk. To jest ten pierwszy magnes, który ludzi przyciąga.

Im większa niechęć do Roberta Biedronia dochodzi ze strony okopów świętego Schetyny i medialnych zaganiaczy Platformy, tym bardziej o nim głośno, tym większą mu robią reklamę, tym częściej może być zadawane pytanie: skoro tak się go boją, to może on jednak ma jakieś szanse?

Owszem ma, ale nie tyle jako „drugi Macron”, ile ktoś, kto idzie drogą Palikota i Kukiza – to jest drogą celebryty z interioru. Tak, Robert Biedroń nie przybywa na polską prowincję jako polityk, przynajmniej w tejże prowincji odbiorze, ale właśnie jako celebryta. Tak jak Palikot przybywał jako showman, a Kukiz jako popularny muzyk. To jest ten pierwszy magnes, który ludzi przyciąga. I dlatego sale z innymi „prawdziwymi politykami”, o ile nie towarzyszą im lokalni działacze, są zwykle pustawe, a te z Biedroniem wypełnione po brzegi.

Macronizm, czyli nadzieja płynie z mówienia, jak jest

Pojęcia interioru, zwłaszcza w czasach PiS-owskiej smuty, używa w tonie pogardliwym brocząca liberalną krwią wielkomiejska klasa średnia. A przecież można by je rozumieć w zupełnie inny sposób. Interior to przecież miejsce mniej dotkliwej alienacji niż miasta-molochy, przestrzeń zdrowszego życia (smog!), gdzie wszystko toczy się wolniej; to stamtąd wreszcie niemal wszyscy pochodzimy. Wystarczy zerknąć, jak wyludniają się miasta przed 1 listopada. Przede wszystkim jednak interior to miejsce zasługujące na równouprawnienie w stosunku do miast-molochów. Wielkomiejskocentryczność z jej ekstremum w postaci warszawskocentryczności robi się w Polsce nie do zniesienia. W medialnym światku Polska wygląda rzeczywiście jak kilka jasnych punktów na mapie zatopionych pośród dzikiej dżungli z dzikimi ludźmi, którymi nie ma sensu się interesować i od których można co najwyżej odgrodzić się ekranami akustycznymi wzdłuż autostrad.

Biedroń tymczasem, na skutek własnej przeprowadzki do interioru w Słupsku, ten podskórny żal jakoś zrozumiał i stąd te pełne zachwytów sale. Najprostszym dostępnym narzędziem, jakim jest burza mózgów, przywrócił tym ludziom wiarę, że polityka to wspólna sprawa, a nie tylko dekrety słane do wykonania z Warszawki. Różnica zawiera się np. w tym, kto przyjeżdża ludzi pytać, a kto, jak Morawiecki czy Schetyna, przyjeżdża tylko odpowiadać. Dokładnie to samo robił Palikot i dokładnie to samo robił Kukiz, za co, swego czasu, zyskali wyborczą premię. I dokładnie tego nie zrozumiał PIS w Nowym Sączu wystawiając do wyborów żonę posła Mularczyka, którą potraktowano niczym Patryka Jakiego w Warszawie.

Stracić cnotę z Biedroniem

Oczywiście, oprócz celebryctwa i upodmiotowienia prowincji, ma Biedroń jeszcze kilka asów w rękawie. Po pierwsze, liberalno-obyczajową autentyczność, co wbrew pozorom ważniejsze może być właśnie w owym interiorze, gdzie o lekarza od pigułki „dzień po” może być trudniej niż w metropolii. A jednocześnie polski elektorat powoli się rozchodzi na boki: ten prawicowy skręca na prawo, ale ten centrolewicowy obyczajowo skręca na lewo, zwłaszcza młode kobiety. Tutaj wiarygodność Biedronia w stosunku do Biernackiego czy Schetyny jest poważnym atutem. Po drugie, Biedroń ma doświadczenie w rządzeniu miastem, więc ten ulubiony fetysz „specjalisty” również może zagrać. Tusk w momencie obejmowania premierostwa doświadczenia w administrowaniu miał żadne (choć w grach politycznych całkiem już spore). Wreszcie, nie ma na niego żadnych haków. Kuriozalny, mimo wszystko, tekst Renaty Grochal dziś już raczej śmieszy, a i w Polsce ostatnimi laty afery jakby spowszedniały. Tyle że taśm na Biedronia akurat nie ma, między innymi dlatego, że go w taśmowej Warszawie nie było.

Niestety, strategia celebryty z interioru wnoszącego do polityki „nową jakość” ma też ogromne wady. Doświadcza ich właśnie Kukiz, doświadczył Palikot. Po pierwsze, idea takiego ruchu bardzo utrudnia sojusze polityczne, bo skoro jesteś nowy i świeży, to nie możesz wchodzić w sojusz z kimś lekko skisłym. Po drugie, program takiego ruchu jest zlepkiem różnorakich pomysłów, słabo powiązanych, o ile w ogóle nie sprzecznych, więc ich realizacja bez podpadania któreś części swoich wyborców jest raczej trudna. Po trzecie, taki ruch wprowadza do Sejmu masę osób o przypadkowych poglądach, co szybko kończy się postępującą dezintegracją, a na końcu po prostu katastrofą.

Niech moc będzie z Biedroniem

Strategiczny pomysł Biedronia jest zatem pomysłem tyleż świetnym, co właśnie przez Palikota i Kukiza przetestowanym. I potencjalnie dramatycznym zarazem: jeśli projekt odniesie sukces, czyli wejdzie do Sejmu i stanie się języczkiem u (PO-PiSOwej) wagi, Biedroń będzie musiał dokonać wyboru: czy realizować politykę (również gospodarczą) autentycznie progresywną, a więc politykę wbrew poglądom części swoich wyborców, czy też realizować politykę swoich wyborców, z których większość, wiele z ekonomiczną postępowością wspólnego mieć nie chce.

Kiedy politycy zostali celebrytami, Biedroń staje się politykiem

Przedostatnia wypowiedź Biedronia o odchudzaniu państwa kazała zadać pytanie, na ile to jest posunięcie taktyczne, na ile zaś znak rozstania z postulatami ekonomicznej lewicy. Jeśli to drugie, to w efekcie dostaniemy zaledwie lewe skrzydło Platformy Obywatelskiej, które owszem, jak każde lewe skrzydło, jest przydatne, ale które niekoniecznie powstrzyma PIS przed powrotem do władzy w kolejnych wyborach parlamentarnych.

Niestety deklaracja wyboru neoliberalnej Moniki Gotlibowskiej jako dyrektorki finansowej wskazuje, że powyższe pytanie jest już chyba tylko pytaniem retorycznym.

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.