Felieton

Dźwignia smoleńska w polityce polskiej

Syn marnotrawny Adam Bielan wraca na łono ojca. Na tej długiej drodze wygłasza rozmaite „sprytne PR-owo” komentarze (przepraszam za cudzysłów, ale mi od dawna ten „spryt” pisowskich i peowiackich Bielanów bokiem wychodzi, bo politykę polską kompletnie już zdemolował). Wczoraj Bielan oświadczył, że Rosjanie wrzucili do sieci zdjęcia ciał ze Smoleńska, żeby zdestabilizować emocjonalnie Jarosława Kaczyńskiego i w ten sposób uniemożliwić mu zdobycie władzy. To jest całkowita nieprawda. Przede wszystkim dlatego, że ani zdjęcia smoleńskie, ani sama katastrofa nigdy ani Jarosława Kaczyńskiego, ani Adama Bielana emocjonalnie nie destabilizowały. One ich zawsze emocjonalnie stabilizowały i politycznie wzmacniały. Z kolei dla niektórych Rosjan, tych co wciąż jeszcze myślą o Polsce w kategoriach „bliskiej zagranicy”, im silniejsza „posmoleńska prawica” (nawet jeśli niekoniecznie u władzy), tym większe rozdygotanie polskiej polityki sprowadzające manewrowość polityczną polskiego państwa w okolice zera. Więc ci, którzy wrzucili smoleńskie zdjęcia do sieci, zrobili to raczej dla Kaczyńskiego (choć jeszcze bardziej dla siebie), niż przeciwko niemu.


Co do lodowatego, PR-owego chłodu, z jakim Kaczyński i Bielan używali Smoleńska, wystarczy przypomnieć precyzyjne „ćwierknięcia” Bielana, kiedy podróżował wraz z Kaczyńskim na miejsce katastrofy. A potem zdjęcia z wawelskiej krypty (kiedy właśnie złożono tam ciała prezydenckiej pary), robione przez Bielana smartfonem i wrzucane przez niego na Twitter w obecności Jarosława Kaczyńskiego (i tylko dureń mógłby stwierdzić, że bez jego wiedzy, skoro Bielan był wówczas i przez długi czas miał pozostać PR-ową prawą ręką Prezesa). Zatem jeszcze raz powtórzę, że akurat ich obu Smoleńsk NIGDY emocjonalnie nie zdestabilizował. Ich Smoleńsk ZAWSZE stabilizował i wzmacniał zgodnie ze wspólną im obu zasadą absolutnego priorytetu polityczności nad wszelkim prywatnym uczuciem. Jak już wielokrotnie powtarzałem, mnie to akurat u polityków nie oburza, nawet jeśli uważam za obowiązek mediów obnażanie ich emocjonalnego zimna, z którego bierze się ich skłonność do manipulowania emocjami innych. Przeciwnie, zupełnie odwrotny priorytet emocjonalności prywatnej nad politycznością czynił np. śp. Lecha Kaczyńskiego politykiem fatalnym.


Ale przejdźmy do „Rosjan” Bielana i Rosjan rzeczywistych. „Rosjanie” to hipostaza. Rosja to wielki kraj, Rosjanie wielki naród itp. Są Rosjanie tacy i Rosjanie owacy. Nawet na samym Kremlu (rozumianym szerzej niż tylko ekipa Putina, jako cała realna polityka rosyjska) jest pokojów wiele. Są pokoje centralne, gdzie Putin przyjmuje głowy innych państw, i pokoiki gdzieś na zapleczu, gdzie pracują tacy lub inni blogerzy, np. blogerzy „specjalizujący się w tematyce bezpieczeństwa” (jak przedstawia się blogerka rosyjska, której prawdopodobnie zawdzięczamy najnowszą pornografię netową).


Rosjanie czasami są lepsi, a czasami gorsi, ale tematy polskie mają profesjonalnie opracowane od jakichś trzystu lat. I wiedzą lepiej niż ja, że smoleńskie zdjęcia nie zdestabilizują Kaczyńskiego, ale dostarczą mu politycznej energii. W końcu „znów napluli nam w twarz, a zdrajca Tusk nic nie może na to poradzić”, ergo „Jarek, Polskę zbaw” (cyt. za wyjątkowo udanym pastiszem koreańskiego rapera Psy w rodzimym wykonaniu V-Unit).

 

 

 

Jarosław Kaczyński świadomie używa smoleńskiej dźwigni (która jest dźwignią rosyjską w tym wymiarze, w jakim niektórzy Rosjanie celowo opóźniają zwrot „Tuskowi” wraku, a niektórzy „blogerzy z Azji Centralnej” wrzucają do sieci smoleńskie zdjęcia), bo ta dźwignia daje mu siłę. Nie, nie twierdzę, że Jarosław Kaczyński jest rosyjskim agentem, tak jak ostatecznie austriackim czy niemieckim agentem nie był Józef Piłsudski, nawet jeśli dźwigni austriackiej i niemieckiej umiał używać do budowania pozycji własnej i swego ugrupowania. Nasi liderzy zawsze stroili suwerennościowe miny na użytek maluczkich, ale zawodowo o realnych ograniczeniach polskiej suwerenności wiedzieli najlepiej. Wystarczy przypomnieć słynną przygodę Piłsudskiego, który w okolicach wojny rosyjsko-japońskiej i Rewolucji 1905 pojechał do Japonii prosić o pieniądze i broń, oraz Dmowskiego, który pojechał mu w tym przeszkodzić. Mieszkali w jednym niespecjalnie ekskluzywnym japońskim hotelu, a ich wzajemna nienawiść osiągała szczyty. Ale łączyło ich jedno. Żaden z nich nie wierzył w całkowicie suwerenne rozgrywanie polskich spraw – tyle że jeden chciał używać w polskiej polityce dźwigni rosyjskiej, a drugi dźwigni austriackiej, niemieckiej, a nawet japońskiej.


Ja zatem nie postponuję Kaczyńskiego za to, że używa Rosjan (niektórych) i że pozwala (niektórym) Rosjanom używać siebie i swojej „smoleńskiej religii”. Nie postponuję też Tuska za to, że używa swojej „przyjaźni” z Merkel i paroma liderami UE jako dźwigni w polityce polskiej, dzięki czemu także niektórzy politycy zachodnioeuropejscy mogą używać Polski w swoich grach unijnych. Ja po prostu, jako namiętny, wręcz fanatyczny „zapadnik” – choć taki, który marzy o trwałym sojuszu Zachodu z Rosją, a nie o osłabiającym obie strony konflikcie – wolę w polskiej polityce dźwignię zachodnioeuropejską od dźwigni eurazjatyckiej. I właśnie dlatego wolę politykę zagraniczną PO od polityki zagranicznej PiS (dopóki tylko te dwie polityki zagraniczne są w realnej grze), a nie dlatego, że kogoś „nienawidzę”, kimś „pogardzam” czy kogoś się „boję”.

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.