Felieton

Spot Hołowni pokazał, jak daliśmy się wytresować w sprawie Smoleńska

Hołownia wypuścił w środę spot wyborczy. W czwartek usunął go z sieci. Kontrowersje wywołały ujęcia brzozy i samolotu z papieru. Reakcja na ten spot pokazała, jak Smoleńsk i reakcja na tragedię sprzed 10 lat zmieniły Polaków.


Szymon Hołownia wypuścił w środę spot wyborczy. Spot nie za bardzo ciekawy, tak jak nie za bardzo ciekawa jest kampania samego Hołowni. Ale też spot z prawdziwym rigczem. Spot, w którym Hołownia zapowiada walkę o każde drzewo, a nie tylko o jedno. Kiedy padają słowa o jednym drzewie, na ekranie pojawia się brzoza. W domyśle brzoza smoleńska. Ujęcie brzozy zmontowano z ujęciem animowanego zdjęcia samolocika z papieru.

Przesłanie wydaje się dość oczywiste. Poza brzozą smoleńską i farsą, jaką było i wciąż jest wyjaśnianie katastrofy, liczą się także inne drzewa. Bo, głupia sprawa, od tego zależy już nawet nie zdrowie, ale życie naszych dzieci. Tymczasem ze wszystkich stron opozycyjni kandydaci rzucili się na Hołownię, jak śmie obrażać ofiary smoleńskie.

Hołownia uległ i mętnie przeprosił, wrzucając łzawe kawałki o tym, jak to znał ofiary osobiście. A później usunął z Twittera spot.

A przecież spot nie jest o ofiarach. Spot jest o śledczych, którzy śmierć tych ofiar mieli wyjaśnić. Ja nawet rozumiem Hołownię, że w pierwszym odruchu chciał uciąć ten shitstorm. Tyle że tak właśnie się tresuje do odpowiedniego myślenia.

Przypomnijmy, nie było w najnowszej historii Polski ruchu politycznego, który tak bardzo grałby trumnami, jak partia Kaczyńskiego. Nie było polityka, który potrafił na taka skalę zawłaszczyć śmierć ludzi, nawet tych, którzy należeli do partii politycznych mu wrogich. I nie było polityka, który na grobie brata zbudował całą machinę propagandową niszczącą innych ludzi. To partia Kaczyńskiego instrumentalizuje tragedię smoleńską, a nie Hołownia.

Ale nie to jest najważniejsze. Reakcja na spot kandydata Hołowni pokazała, jak bardzo Polacy dali się wytresować w myśleniu o sprawie Smoleńska. Za trzy miesiące będzie miała miejsce dziesiąta rocznica katastrofy. Dziesięć lat, a państwo polskie nadal jej nie wyjaśniło. I co? I nic? Od pięciu lat PiS rządzi, politycy PiS mają prokuraturę, parlament, prezydenta, Trybunał Konstytucyjny, a lada moment być może sądy. I co? I nic? Kaczyński miał odebrać wrak, już, już, coraz bliżej miało być do rozwiązania zagadki. I co? No i… wybudował schodki przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Nie, to nie Hołownia się powinien tłumaczyć, to Hołownia, a za nim Kidawa-Błońska, Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń powinni pytać, gdzie po pięciu latach są wyniki śledztwa.

Mało tego, od pięciu lat nie ma wyniku śledztwa, ale w międzyczasie, ku rozpaczy najbliższych, sprofanowano groby smoleńskich ofiar. Nie, oczywiście nie potwierdzono żadnego zamachu, co ponoć było bezpośrednim powodem otwierania trumien przez prokuraturę. Do dziś pamiętam błagalne próby wstrzymywania tej profanacji.

Wreszcie od pięciu lat nie ma wyniku śledztwa, ale są zestawienia przelewów. Jak po licznych bojach ustaliło to Oko.press, łącznie aż 94,5 miliona złotych dostali bliscy ofiar smoleńskich od państwa. Rekompensaty wypłacono „znacznej części krewnych dwukrotnie: krótko po katastrofie 250 tys. zł i do 250 tys. zł po 2015 roku, po objęciu rządów przez PiS”. Mechanizm polegał na tym, że bliski ofiary składał roszczenie, obsługiwał je pomocnik ministra Macierewicza, który od razu zgadzał się na ugodę, ale bez zrzekania się dalszych roszczeń przez roszczeniodawcę. Słowem, za jakiś czas znowu można było wystąpić o kolejne odszkodowanie. A roszczenia były iście brawurowe. Beata Gosiewska potrafiła zażądać 5 milionów złotych dla siebie i dwójki dzieci. I teraz wyobraźmy sobie, czy zwykła Kowalska albo zwykły Nowak też by dostali aż takie rekompensaty za śmierć swoich bliskich? Bez procesu, mocą ugody, bez zrzekania się roszczeń? I czy dostaliby je, zanim skończyłoby się śledztwo?

Zagłosuję na Hołownię

Nie, nie należy drwić ze Smoleńska. Należy według mnie zapowiedzieć wreszcie w programie powołanie komisji śledczej ds. smoleńskich przekrętów, do spraw wypłat, profanacji grobów, zwodzenia i oszukiwania opinii publicznej, blokowania bądź celowego przedłużania śledztwa i wagonów pieniędzy, które popłynęły do ekspertów Macierewicza tak zapracowanych, że przez 10 lat nie byli w stanie nawet pojechać na miejsce katastrofy.

O tym powinien napisać Hołownia i cała reszta kandydatów, a nie dawać się moralnie szantażować ekipie, która z tej śmierci zrobiła cyrk na grube miliony.

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.