Świat

Dwa Big Maki, Fillet-O-Fish i cola, czyli jak Ameryka eksportuje otyłość

fast-food-reklama

Niedawno jeden ze współpracowników Donalda Trumpa ujawnił, że amerykański prezydent jest fanem śmieciowego jedzenia. W McDonaldsie najczęściej zamawia dwa Big Maki, dwa Fillet-O-Fish i dietetyczną colę. Wraz z Trumpem na otyłość cierpi na świecie jeszcze około 700 milionów ludzi, w tym 100 milionów dzieci. O eksporcie otyłości z Ameryki pisze Kenneth Rogoff.

CAMBRIDGE – Rozpychając się w polityce handlowej łokciami i systematycznie rozmontowując wszystkie regulacje wprowadzone przez prezydenta Baracka Obamę, administracja Donalda Trumpa doprowadziła do tego, że można już najprawdopodobniej postawić też krzyżyk na próbach walki z globalną epidemią otyłości.

Celebrating 1237! #Trump2016

A post shared by President Donald J. Trump (@realdonaldtrump) on

Gwałtownie pogarszające się wskaźniki otyłości mogą opóźnić (albo nawet odwrócić) proces poprawy sytuacji zdrowotnej oraz wydłużenia przewidywanej długości życia, które obserwujemy od kilku dziesięcioleci w większości regionów świata. Narzucając swoją kulturę jedzenia krajom takim, jak Meksyk czy Kanada, Stany Zjednoczone potęgują tylko ten problem.

Jednym z paradoksów współczesnego globalnego kapitalizmu jest to, że ponad 800 milionów ludzi na świecie nie ma co jeść, a jednocześnie około 700 milionów (w tym 100 milionów dzieci) cierpi na otyłość. Oczywiście między jednym i drugim faktem niekoniecznie zachodzi związek. Znaczna część osób głodujących żyje w krajach, gdzie szaleją wewnętrzne konflikty zbrojne lub nie funkcjonuje rząd z prawdziwego zdarzenia.

Osoby otyłe niemal wszędzie spotykają się z dyskryminacją

Epidemia otyłości nie daje się tak łatwo zaszufladkować do jednej czy drugiej kategorii państw. Występuje zarówno w gospodarkach rozwiniętych, jak i większości rozwijających się. Chociaż istnieje pewien związek między otyłością i ubóstwem w ramach pojedynczych krajów, to trzeba odnotować, że wskaźniki nadmiernej wagi ciała w bogatych państwach, jak USA, Wielka Brytania czy Kanada, należą do najgorszych w całym świecie.

Niedawno amerykańska agencja federalna CDC odpowiedzialna za monitorowanie i zwalczanie chorób opublikowała oszałamiające szacunki, z których wynika, że aż 40 proc. wszystkich Amerykanów cierpi na otyłość (zdefiniowaną jako indeks masy ciała wynoszący 30 albo więcej), w tym 20,6 proc. nastolatków (12-19 lat). Według CDC przeciętna kobieta w Ameryce waży dziś 75 kg –  to więcej niż przeciętny mężczyzna w 1960 roku.

W 1960 roku przeciętna kobieta w USA ważyła 63 kg, a dziś średnio waga mężczyzn wynosi 88 kg (w tym samym okresie średni wzrost wszystkich Amerykanów podniósł się o 2,5 cm). Taki sam proces zachodzi na całym świecie: wskaźniki otyłości szybują w Europie, Ameryce Łacińskiej, a nawet w Chinach.

Chociaż ciężko określić, jakie długoterminowe konsekwencje dla zdrowia niesie ta sytuacja, to istnieje wiele dowodów, że otyłość przyczynia się znacząco do częstszych zachorowań na cukrzycę typu II, niektórych rodzajów raka, a także do częstszego występowania ataków serca. Koszty leczenia nie mieszczą się w głowie: ocenia się, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych zbliżają się do 200 miliardów dolarów rocznie. A coraz częstsza otyłość wśród dzieci na całym świecie, która zwiastuje znacznie większe problemy zdrowotne dla dorosłej populacji w przyszłości, bo koszty opieki zdrowotnej jeszcze bardziej wzrosną.

Głód? Na Północy nazywamy to fast foodem

czytaj także

Przyczyn otyłości jest wiele i są bardzo złożone. Niemniej coraz więcej badań wskazuje na to, że sednem problemu jest kultura kładąca nacisk na przetworzone jedzenie oraz siedzący tryb życia. W państwach rynków wschodzących innym ważnym czynnikiem jest też gwałtowna urbanizacja oraz pragnienie naśladowania zachodniego stylu życia.

Koniec głodu, nędzy i wyzysku? Ktoś w ONZ zapomniał, że żyjemy w kapitalizmie

Wiele rządów uruchomiło programy mające poprawiać edukację w zakresie zdrowego odżywiania. Niestety takie inicjatywy zwykle nie mają szans z konfrontacji z kampaniami reklamowymi branży spożywczej albo z amerykańskimi lobbystami handlowymi, którzy starają się nawrócić cały świat na żywność przetworzoną i fast food.

Ciężko zignorować fakt, że wkaźnik otyłości wśród osób dorosłych w Meksyku skoczył po zawarciu układu o wolnym handlu NAFTA w 1993 roku. Chociaż przyczyn jest wiele, to ważnym czynnikiem było zwiększenie zagranicznych inwestycji bezpośrednich w zakłady produkujące żywność przetworzoną oraz wzrost wydatków na reklamy.

Od 1993 do 2014 roku spożycie napojów cukrem w Meksyku prawie się potroiło, a nowy podatek na tego rodzaju produkty tylko nieznanie obniżył popyt. Podobnego zjawiska doświadczyła Kanada, gdzie również wzrósł odsetek osób cierpiących na otyłość (częściowo z powodu zalania rynku przez znacznie tańszą, importowaną z USA fruktozę).

Walczcie zębami o jakość jedzenia

Rządowe agencje okazały się niestety zbyt powolne we wprowadzaniu odpowiednich regulacji, żeby spróbować odwrócić te trendy (np. poprzez wspieranie szerzenia edukacji opinii publicznej odnośnie nauki o żywieniu). Poza tym większość programów rządowych przeciwdziałających otyłości od zbyt długiego czasu skupia się tylko na mechanicznym ograniczaniu spożycia kalorii, bez uwzględniania tego, że różne produkty żywnościowe w skrajnie różny sposób wpływają na poczucie zaspokojenia głodu (jak zauważa w znakomitej książce Always Hungry profesor Harvard Medical School David Ludwig).

Jak tracimy 4000 kalorii dziennie

czytaj także

Sceptycy mogą w tym momencie wskazać, że zalecenia żywieniowe wydają się ciągle zmienią i to, co jednego roku jest zakazane, drugiego uchodzi za „superfood” (albo na odwrót). Chociaż kryje się w tym ziarnko prawdy, to fakty są jednak takie, że w ostatnich dekadach nauka o żywieniu dokonała znacznych postępów.

Rząd ma oprócz edukacji różne inne narzędzia wpływania na zwyczaje żywieniowe obywateli. Może wprowadzić mocniejsze ograniczenia w reklamowaniu produktów spożywczych dla dzieci, tak jak zrobiła Wielka Brytania, Francja i kilka innych państw, bo otyłość w młodym wieku może prowadzić do utrzymujących się przez całe życie problemów zdrowotnych.

Oprócz tego, razem z Ludwigiem i Dariushem Mozaffarianem z Tufts University proponuję nałożenie specjalnego podatku na żywność przetworzoną, przypominającego opodatkowanie wyrobów tytoniowych. Przychody mogą posłużyć do udzielenia subsydiów dla zdrowszych alternatyw.

Być może naiwnością jest oczekiwać od obecnej amerykańskiej administracji, że zastanowi się nad jakąkolwiek strategią walki z otyłością, kiedy jest jeszcze ciągle zajęta demontowaniem wszystkich pozostałości polityki Obamy. Ale właśnie z tego powodu państwa zawierające nowe umowy handlowe z USA (np. Wielka Brytania po Brexicie albo Kanada po rozwiązaniu NAFTA) powinny ostrożnie podchodzić do wszystkich zapisów, które mogłyby związać ręce ich rządom w sprawie walki z otyłością.

**
Kenneth Rogoff jest byłym głównym ekonomistą MFW, a obecnie profesorem gospodarki i administracji na uniwersytecie Harvard University.

Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

Gylfason: Na biedę i przedwczesną śmierć nikt nie głosuje w wyborach

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

zły strzał, akurat te tematy elektryzowały społeczeństwo i każdy wyrobił sobie jakieś zdanie, co prawda często w prawicowym wydaniu, ale jednak. Co do tekstu to miałbym akurat inny zarzut. Sprowadzenie problemu otyłości do wysokich kosztów. To jest strasznie dehumanizujące, sprowadzamy ludzi i ich życie to cyferek w budżecie. Przecież to myślenie w najgorszym kapitalistycznym wydaniu.

Z dużego miasta

Miałam kiedyś paru znajomych z USA. Jeden z nich powiedział mi tak: "No, u nas jest dużo grubych ludzi, bo u nas jedzenie jest bajecznie tanie. To raz. Dwa, co ty sobie myślisz, że u nas to wszyscy tak chodzą godzinę na spacer z psem, jak ty? Coś ty - tutaj ludzie wszędzie wsiadają w samochód, a psa wypuszczą do ogródka." I tyle w temacie.

W USA podobały mi się nie tylko gigantyczne porcje jadła, ale ich wybór( poczytajcie Historie XIX wieku J. Osterhammela - o rzeźniach w Chicago i tonach mięsiwa dostępnego biedocie). W małym miasteczku ,na jeden ulicy -między Mc Donaldem a Kentucky-wybór kilku, jeśli nie kilkunastu ''domowych'' restauracji o różnym profilu prowadzonych przez potomków rodzin z wielu narodów.( bez Indian,niestety).Pycha.

Lepsze już GMO i otyłość niż głód. Zapominacie że 1 mld ludzi na świecie nie dojada i nie są to tylko anorektyczne modelki.

Autor artykulu nie wspomnial o podstawowej przyczynie - dobre, zdrowe jedzenie jest w USA drogie. Polowy spoleczenistwa w Stanach nie stac na zdrowe jedzenie.

Kamyczek do ogródka wrzucają też "wolnościowcy" krytykując "food shaming", ze nie wspomną o mediach promujacych otyłość i akcpetację np. w programach o otyłych modelkach oswajanych omownością typu plus size