Gospodarka

Roboty zabiorą nam (co najmniej) pracę

Fot. Amanda Wray, patreon.com/amandawray

Automatyzacja pracy jest poważnym zagrożeniem. Stanowi zasadniczy temat, na który powinna toczyć się ogólnospołeczna dyskusja, a świetnym punktem wyjścia do niej jest książka Świt robotów. Czy sztuczna inteligencja pozbawi nas pracy? Martina Forda.

Boisz się zwolnienia z pracy? Masz do tego co najmniej jeden naprawdę dobry powód – w nadchodzących latach na skutek rozwoju sztucznej inteligencji, automatyzacji i robotyzacji miliony ludzi mogą stracić swoje stanowiska. Ostrzega przed tym specjalista komputerowy Martin Ford w bestsellerze Świt robotów.

Zapytajmy wraz z Fordem, w jakim stopniu zagrożone jest nasze społeczeństwo? Czy maszyny będą kiedyś chciały przejąć nad nami kontrolę i nas zniszczyć, czy też nauczymy się z nimi dobrze dogadywać?

Dwa mity na temat robotyzacji pracy

czytaj także

Tym razem będzie inaczej

Takie słowa jak automatyzacja i robotyzacja powoli przenikają do naszego życia. I nie ma się co dziwić. Niewiele osób wątpi w to, że rozwój sztucznej inteligencji wpłynie na przyszłość nas wszystkich.

Wprawdzie już od niemal stu lat mówi się o zastępowaniu ludzkiej pracy maszynami i wciąż nie spełniły się żadne katastroficzne scenariusze, jednak Ford w swojej książce udowadnia, że tym razem powinniśmy być znacznie bardziej zaniepokojeni niż dotychczas.

Technologiczni optymiści porównują automatyzację pracy do przejścia do społeczeństwa przemysłowego. Nadejście robotów jest podobno takie samo jak wcześniejsze przejście rolników z pól do fabryk, a następnie do sektora usług. Nasi współcześni oraz potomkowie z czasem po prostu przekwalifikują się na nowe zawody, ponieważ rynek – jak wiadomo – rozwiąże wszystko za nas.

Tylko że Martin Ford taki optymizm zdecydowanie odrzuca. Dużym błędem jest przekonanie, że automatyzacja wpłynie tylko na najgorzej opłacane stanowiska pracy. Niezależnie od tego, czy jesteś ekonomistą, lekarzem, informatykiem czy magazynierem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że robotyzacja dotknie również ciebie.

Komputery nabywają coraz to nowe umiejętności z niewiarygodną łatwością, szczególnie kiedy mają do dyspozycji dużą liczbę danych, z których mogą się uczyć:

Poza tym pojawiają się już pierwsze oznaki tego, co nadejdzie. Pensje absolwentów szkół wyższych często spadają, podobnie jak ich szanse na rynku pracy. A mimo iż produkcja przesuwa się z powrotem z tak zwanych krajów rozwijających się do Europy czy USA, to nie powstają dzięki temu nowe miejsca pracy.

Koniec tanich montowni?

Popularność takich postaci jak Trump czy Milosz Zeman jest dziś możliwa dzięki strachowi przed migrantami, którzy podobno „zabiorą nam pracę”.

Tylko że prawdą jest raczej to, że pracę zabierają nam przede wszystkim roboty. Ford wskazuje następujący przykład: mimo że po kryzysie finansowym w 2008 r. produkcja przemysłowa w USA wzrosła o osiemnaście procent,  nie nastał żaden wielki boom miejsc pracy. Według niektórych badań wręcz przeciwnie – w ciągu najbliższych dwudziestu lat Amerykanie mogą spodziewać się likwidacji nawet czterdziestu siedmiu procent miejsc pracy z powodu automatyzacji. Sztuczna inteligencja jest bowiem coraz doskonalsza. Oprócz fabryk oraz supermarketów znajduje zastosowanie również w przemyśle spożywczym, transporcie, medycynie, finansach czy edukacji. A to wciąż nie wszystko.

Jeśli komuś wydaje się, że robotyzacja ominie nasze podwórko, to jest w błędzie. Autorzy z think-tanku McKinsey Global Institute już przed jakimś czasem przeprowadzili szczegółową analizę czterdziestu sześciu krajów, z której wynika, że jednym z najbardziej zagrożonych automatyzacją krajów jest właśnie Republika Czeska (Polska jest w pierwszej czwórce europejskich krajów – przyp. red.). Podobnie wybrzmiewają również inne analizy, które są wprawdzie trochę bardziej optymistyczne, ale i tak pokazują, że automatyzacja może być u nas zmianą tak gwałtowną, jak przejście na kapitalizm po 1989 roku.

Przyczyną wyższego stopnia zagrożenia w Czechach czy Polsce jest to, że należymy do najbardziej uprzemysłowionych krajów Europy. Przemysł ma niemal pięćdziesięcioprocentowy udział w naszych gospodarkach. To właśnie osoby pracujące w przemyśle są pierwsze w kolejce do zastąpienia przez metalowe potwory, które nigdy się nie męczą i nie potrzebują wynagrodzenia.

Smutne montownie Europy Środkowej w epoce egoizmu

Ludzie jako gatunek zagrożony 

Pewnie moglibyśmy pocieszać się tym, że ktoś nadal będzie musiał projektować i produkować te roboty. Tylko że nawet tej roli nie muszą odgrywać ludzie. Maszyny przechodzą zasadniczą zmianę: wyzwalają się ze swojej historycznej funkcji narzędzi pracy, a stają się pełnowartościowymi pracownikami, którzy potrafią sami myśleć oraz tworzyć. Minęły czasy, kiedy komputery wykonywały jedynie te zadania, do których zostały zaprogramowane. Na podstawie zgromadzonych danych potrafią już dzisiaj pisać własne programy, a stopniowo są stosowane nawet w zarządzaniu i kierowaniu firmami.

Zatem nie ma się co dziwić, że światowi specjaliści ostrzegają przed przełomowym wydarzeniem w dziejach ludzkości – przed tak zwaną osobliwością. O co dokładnie chodzi? W 2014 roku sławny fizyk Stephen Hawking napisał artykuł, w którym ostrzegał, że za jakiś czas może dojść do wytworzenia całkowicie myślącej maszyny, która przewyższy ludzką inteligencję. Taki komputer mógłby zupełnie wymknąć się spod kontroli, przechytrzyć polityków, zmiażdżyć potencjał naukowy czy wyprodukować nowe bronie. Nawet jeśli może się to wydać naciągane, całkowite odrzucenie tego scenariusza jako opowieści science fiction może się kiedyś okazać największym błędem ludzkości.

Według niektórych szacunków technologiczna osobliwość – czyli punkt, w którym maszyny przewyższą intelektualnie ludzi – nastanie ok. 2045 roku. Naiwnym byłoby założenie, że automatycznie staną się oni naszymi kolegami. Bardziej prawdopodobne jest raczej to, że będą kierować się imperatywem jak największej efektywności – zaprojektowaliśmy je przecież tak, aby jak najszybciej i najsprawniej wykonywały zadania. A w takim przypadku nawet ludzie mogą zmienić się w oczach maszyn w niewydajne robactwo.

Jak pozbyć się strachu

Nasze życie może się więc mocno skomplikować. Zgodnie z najgorszym scenariuszem duża część ludzkiej populacji stanie się „zbędna” po nadejściu robotów. Dojdzie do powrotu warunków feudalnych, tym razem jednak z nowoczesnymi technologiami oraz z ludźmi jako nadwyżkową siłą roboczą. Warstwa najbogatszych zamknie się w obwarowanych społecznościach strzeżonych przez drony oraz uzbrojone roboty, podczas gdy reszta będzie stopniowo pozbawiana podstawowych praw – mniej więcej tak przedstawia tę sytuację dystopijny film Elizjum (2013).

Jednak Martin Ford twierdzi, że taka przyszłość nie jest czymś nieuniknionym. Dlatego proponuje zmianę naszego systemu ekonomicznego, do której w konsekwencji automatyzacji i tak z czasem dojdzie. W związku z tym, że staniemy się coraz mniej uzależnieni od ludzkiej siły roboczej, trzeba będzie walczyć o jak największe opodatkowanie dużego kapitału. Po prostu nie do utrzymania jest założenie, że finansowanie emerytur oraz programów socjalnych ma spoczywać na barkach coraz mniej licznych, szeregowych pracujących.

Kiedy roboty opodatkują Billa Gatesa?

czytaj także

Ford proponuje również wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego – przyzwoitej kwoty, która byłaby wypłacana wszystkim bez różnicy. Jednym z niebezpieczeństw automatyzacji jest społeczeństwo, w którym roboty produkują towary, których nie ma kto kupować. Bezwarunkowy dochód podstawowy zapewniłby bezrobotnym pieniądze, uwolniłby ludzi od niepewności, zabezpieczyłby działanie siły nabywczej, a tym samym i gospodarki:

Szarfenberg: Dochód obywatelski to nie utopia

Niezależnie od tego, co sądzimy na temat dochodu podstawowego i podobnych mu pomysłach, już teraz jedno jest jasne: roboty powoli, ale z pewnością nadchodzą. I najwyższy czas, żebyśmy zaczęli się tym poważnie zajmować również w naszym regionie, w którym wciąż panuje nacjonalistyczne szaleństwo. W świetle automatyzacji szczególnie absurdalna wydaje się tradycyjna wschodnioeuropejska idealizacja „harówki” oraz walka z „obibokami” czy „pasożytami” pobierającymi zasiłki. Książki Forda w przekonujący sposób udowadnia, że w nadchodzących latach z każdego z nas może stać się taki „pasożyt” – najpóźniej w obliczu superwydajnych maszyn, które pokażą nam, gdzie nasze miejsce.

Zlikwidujmy pracę, nadchodzą roboty

**
Tekst ukazał się na A2larm.cz. Z czeskiego przełożyła Olga Słowik.

Bio

Jaroslav Fiala

| Redaktor naczelny A2larm.cz
Politolog i redaktor naczelny czeskiego magazynu internetowego A2larm. Wykłada na Uniwersytecie Karola w Pradze.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Dyskusja na ten temat jest ważna, ale wszystko z rozsądkiem. Jeśli faktem stanie się dzień, gdy staniemy się zbędni to trzeba będzie maszyny opodatkować i wówczas wypłacać obywatelom podstawowy dochód, bez konsumpcji gospodarka padnie to oczywiste. Jednak zmianę tę trzeba wprowadzić logicznie, będąc pewnym sytuacji.

o nadejściu "ery robotów" pisano już w latach 7-dziesiątych, praca z obowiązku poprzez prawo miała stać się przywilejem a lekarstwem na to miało być dzielenie się pracą, sadzę że próba powrotu do 60 godzinnego tygodnia pracy i zapędzanie starców do roboty tylko po to, żeby utrzymać rezerwową armię bezrobotnych ( a tym samym móc płacić tylko tyle ile wynosi minimalny koszt utrzymania) jest chorym pomysłem neoliberalnych neofeudałów.....

Krzysztof Mazur

Luddyzm wiecznie żywy. Tydzień bez luddyzmu to tydzień stracony.

Wow, beznadziejny artykuł, epatujący strachem i pozbawiony danych nt. RPA które są przecież publicznie dostępne.
Klasyk u lewicy: nie akceptuj świata, w którym żyjesz, nie akceptuj przemian, którym ten świat podlega. Strasz ludzi swoimi przeintelektualizowanymi prognozami, ale nie podawaj konkretów.
SMĘTNIE.

Dla ludzi nieodurzonych polecam:
https://www2.deloitte.com/global/en/pages/human-capital/topics/future-of-work.html

Moim zdaniem artukół nie jest beznadziejny. To FELIETON a nie ANALIZA. Jego celem było zachęcenie do przeczytania "Świt Robotów" i kilku zlinkowanych publikacji. A wytłumacz mi proszę co stanie się z armią kierowców po wprowadzeniu autonomicznych aut? Cykl amortyzacyjny ciężarówki czy autobusu to 5lat czyli jak w ciągu dekady takie auta trafią do produkcji to w ciągu następnej będą stanowiły większość. I co z kierowcami?

Z dużego miasta

Czas pokaże. Ja tylko śmieję się, a co jeśli wskutek np. jakiejś katastrofy ekologicznej zabraknie prądu. Co my wtedy w Europie zrobimy z tymi naszymi komputerami i maszynami. Przecież my nawet sobie obiadu nie ugotujemy (kuchenki elektryczne czy gazowe, a wielu młodych ludzi nie umie nawet rozpalić ognia).

Pozostaje kominek, ale przestańmy wieszczyć jakieś katastroficzne wizje, polityka energetyczna siłą rzeczy jest kluczowa i iluś tam ludzi ma płacone za to, żeby nie zabrakło, płacimy przecież za samą gotowość dostarczenia mocy, czy modernizujemy energetykę za miliardy złotych rok w rok. Po za wszystkim może się zmienić rynek, ale nie sama potrzeba posiadania prądu, ciepła, która jest pierwotna, przed demokracją, wolnością słowa itd.