UE

Kiossev: Bułgarzy zbyt długo byli cierpliwi

Delian Peewski nie tylko wygląda jak kryminalista – on jest jednym z nich. I kogoś takiego mianuje się szefem służb bezpieczeństwa!

Jakub Majmurek: Od prawie dwóch tygodni w Bułgarii trwają antyrządowe protesty. Co się stało?

Alexander Kiossev: Ludzie naprawdę się wkurzyli. W polityce mogą być różne podziały: na lewicę i prawicę, socjaldemokrację i chadecję, zielonych i liberałów. Ale ponad tak rozumianą dziedziną polityki jest też coś, co za Adorno nazwałbym moralnością życia codziennego. Są w niej granice, których nie można przekraczać. Gdy każda instytucja przeżarta jest korupcją; gdy nie wiadomo, kto jest kim; gdy nazwy partii przestają cokolwiek znaczyć – mamy poczucie, że cały system nadaje się zmiany. Ludzie w Bułgarii przez długi czas musieli znosić taką sytuację. Byliśmy naprawdę cierpliwi. Milczeliśmy. Od 1996 roku, gdy do ustąpienia zmuszony został rząd postkomunistów, w Bułgarii nie było żadnych masowych protestów.

I teraz coś pękło?

Tak, już w lutym mieliśmy masowe protesty w Sofii z powodu wzrostu opłat za elektryczność. Podniesiono je tak bardzo, że duża część rodzin stanęła przed wyborem: opłacić rachunki czy kupić pożywienie i inne podstawowe środki do życia. W Bułgarii mamy do czynienia z bardzo skomplikowanym systemem, w którym państwowy monopol w sektorze energetycznym współpracuje z firmami prywatnymi, także zagranicznymi, a wszystko to tworzy mechanizmy sprzyjające korupcji i wyprowadzaniu środków z systemu. System ten utrwaliły odpowiednie zapisy prawne. W efekcie wzrost cen skumulował się tak bardzo, że wyprowadził ludzi na ulice, głównie ubogich. Lutowe protesty to była taka miejska żakeria, „powstanie” ekonomicznie nieuprzywilejowanych.

W efekcie upadł centroprawicowy rząd Bojko Borysowa z partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii). Zarządzono nowe wybory. Wybory wygrał GERB, zdobywając 97 mandatów; postkomuniści (BSP) dostali 84 mandaty, 36 – partia mniejszości tureckiej DPS, a 23 mandaty nacjonaliści z partii ATAKA. Postkomunistom udało się odizolować GERB i stworzyć koalicję z DPS i ATAKĄ, co jest potworne.

Wszyscy byli zszokowani, że te trzy ugrupowania się dogadały, ale nikt nie zareagował. Ale już jedna z pierwszych decyzji nowego rządu była tak skandaliczna, że ludzie wyszli na ulice.

Tym razem nie ludzie biedni, ale moralna większość, która poczuła, że pewne granice zostały przekroczone.

Co to była za decyzja?

Trzeba tu zarysować kontekst: bułgarskie media, w tym najważniejsze gazety i telewizje, zostały przejęte de facto przez monopol kontrolowany przez grupę bankierów i byłych kryminalistów. Wyrzucili najlepszych dziennikarzy, innych złamali tak, że teraz bronią ich interesów. Od trzech lat wszyscy o tym wiedzieli. I teraz nowy rząd mianował jednego z nich – Deliana Peewskego – szefem Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Publicznego (DANS), czyli bułgarskich służb specjalnych. Wszyscy w kraju wiedzieli, kim jest Peewski. On wygląda jak typowy mutri – tak Bułgarzy nazywają kryminalistów wywodzących się ze świata sportów walki, z boku, zapasów. I on nie tylko tak wygląda, ale jest jednym z nich. I kogoś takiego mianuje się szefem DANS! Tego było już za wiele!

Ale Peewski został usunięty z rządu po dwóch dniach protestu.

Tak, ale fala moralnego oburzenia nie opadła. Cały czas rośnie.

Kto protestuje?

Głównie ludzie z dużych miast: Sofia, Płowdiw. Nie protestują na razie biedni, jak w lutym, ale mam nadzieję, że te dwa typy protestu – ekonomiczny i moralny – spotkają się i będą występować wspólnie.

Oburzyła się głównie klasa średnia?

Trudno powiedzieć, czym w Bułgarii miałaby być klasa średnia. Protestują ludzie wykształceni, umysłowa elita kraju.

Czego żąda?

Ustąpienia rządu postkomunistów i nowych wyborów. Ten ruch jest podzielony i nie ma jednorodnego programu, ale silny jest w nim nurt domagający się zmiany obecnej, proporcjonalnej ordynacji na mieszaną – w której połowa deputowanych byłaby wybierana w sposób większościowy.

Ale protestujący na razie wiedzą raczej, czego nie chcą, niż czego chcą.

Jakie mogą być skutki protestów?

Nie można tego przewidzieć. Choć wydaje mi się, że rząd będzie musiał ustąpić. Jeśli będą nowe wybory, wyniki będą inne, postkomuniści – lewicowi tylko z nazwy – stracą. Na co liczę – bo to według mnie nie jest partia lewicowa, tylko kryminaliści.

Czy w Bułgarii jest w takim razie w ogóle jakaś lewica?

Nie, nie bardzo. Są niewielkie środowiska w akademii. Ale na scenie politycznej są niewidzialne. Idee lewicowe zostały w dużej mierze skompromitowane w okresie „demokracji ludowej”. Jeszcze bardziej skompromitowała je postkomunistyczna Bułgarska Partia Socjalistyczna, która okazała się partią półoficjalnej mafii. Jej polityka ekonomiczna tak naprawdę była neoliberalna. Wiele działaczy związanych jest z sektorem energetycznym. Partia zawsze aktywnie działała, by przenieść Bułgarię w rosyjską sferę wpływów. A partia Europejskich Socjalistów szkodzi dalej, popierając bułgarskich socjalistów, ludzi takich jak Siergiej Staniszew, przewodniczący BSP. 

Alexander Kiossev – historyk kultury, wykładowca Uniwersytetu w Sofii. Członek zespołu badawczego Peryferie, zajmującego się studiami nad zachodnimi obrazami przemian ustrojowych w Europie Wschodniej. W latach 80. lider opozycyjnej grupy Synteza.

 

Czytaj także:

Bułgaria: “Nie dla fasadowej demokracji!”. Memorandum Centrum Strategii Liberalnych w Sofii

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".