Świat

Świat w 2022 roku: czas wielu zagrożeń i nielicznych nadziei

Łatwiej nie będzie, tak w polityce krajowej, jak i światowej. Rok 2022 zmusi nas do zadawania sobie pytań, od jakich odwykliśmy. Na przykład: „czy będzie wojna”?

Miniony rok obfitował aż w nadmiar wydarzeń w globalnej polityce: od ataku zwolenników Trumpa na amerykański Kapitol na początku stycznia po kryzys na polsko-białoruskiej granicy, groźby i nowe żądania Putina pod koniec roku. Nic niestety nie wskazuje, by rok 2022 w końcu okazał się nudny, zwyczajny, pozbawiony przyprawiających o ból głowy zdarzeń.

Szaman, owszem, był zabawny, ale szturm na Kapitol to nie groteska

Węgry: odwrót populistycznej fali?

W tym roku mamy kilka ważnych wyborów, które warto obserwować, mogą one bowiem oznaczać odwrót autorytarno-populistycznej fali, która co najmniej od połowy poprzedniej dekady pustoszy mniej i bardziej rozwinięte demokracje.

Wiosną odbędą się wybory prezydenckie we Francji oraz parlamentarne na Węgrzech. Szczególnie te drugie mogą mieć duże symboliczne znaczenie także dla polskiej polityki.

Jeśli węgierskiej zjednoczonej opozycji uda się pokonać Fidesz Viktora Orbána, to hasło „Budapesztu w Warszawie” nabierze zupełnie nowego znaczenia. Po zeszłorocznej klęsce Babiša w Czechach upadek Orbána – który zbudował na Węgrzech „państwo mafijne”, najbardziej odległe w Unii Europejskiej od standardów skonsolidowanej demokracji, stałby się kolejnym uderzeniem fali zmiatającej prawicowo-populistyczne rządy, dającym nadzieję na to, że i Polskę obejmie kiedyś ten trend.

Opozycja musi jednak najpierw z Orbánem wygrać. Na razie stan gry jest taki, że nie jest to niemożliwe, ale z pewnością nie będzie łatwe. Wyliczenie średnich sondażowych dla Węgier z połowy grudnia, dostępne na portalu Politico, pokazuje, że oba bloki idą łeb w łeb: Fidesz ma 48 proc. poparcia, Zjednoczona Opozycja 46 proc.

Większość w nowym parlamencie – jak kalkuluje Daniel Hegedüs z German Marshall Fund – gwarantuje opozycji wygrana różnicą 3–5 pkt proc. Wszystko dlatego, że Fidesz ustawił pod siebie ordynację i granice okręgów wyborczych. 106 ze 199 deputowanych wybieranych jest w jednomandatowych okręgach, reszta w systemie proporcjonalnym w okręgu wyborczym obejmującym cały kraj.

Opozycja, by mieć w tym systemie szansę, zjednoczyła się w jednym bloku, rozciągającym się od centrolewicy do dawnej skrajnej prawicy. Na jego czele stanął burmistrz miasteczka Hódmezővásárhely – uważanego za jeden z bastionów Fideszu – Péter Márki-Zay. Polityk konserwatywny, chrześcijański, ktoś, kto wygląda jak członek Fideszu i może przemówić do jego wyborców. Całej machinie propagandowej partii Orbána nie będzie łatwo przedstawić go jako przedstawiciela kosmopolitycznych, oderwanych od życia zwykłych Węgrów elit z Budapesztu.

Ta machina jest jednak potężna. W ciągu już prawie 12 lat rządów Orbán i jego obóz podporządkowali sobie niemal wszystkie masowe media na Węgrzech, cały aparat państwa, w tym sądy decydujące o ważności wyborów. Na początek roku planowane są „programy pomocowe”, mające przypomnieć elektoratowi, że Fidesz o niego dba. Wybory wiosną będą z grubsza wolne, ale z całą pewnością nie będą uczciwe. Nie można wykluczyć scenariusza, gdy przy bardzo bliskim wyniku obu bloków i niskim poziomie zaufania do instytucji opanowanych przez Fidesz, po ogłoszeniu rezultatów wyborów może dojść do wielkiego kryzysu politycznego. Wygrana Orbána skonsolidowałaby jego „państwo mafijne” na kolejne lata i oddaliła perspektywę przywrócenia normalnie funkcjonującej demokracji liberalnej na Węgrzech.

Francja: lewica na politycznym marginesie

We Francji dobra wiadomość jest taka, że skrajna prawica ma bardzo nikłe szanse na przejęcie władzy. Istnieje nawet całkiem spora szansa, że żaden jej kandydat nie wejdzie do drugiej tury. W pierwszej skrajnie prawicowy głos podzieli się bowiem pomiędzy liderkę Zjednoczenia Narodowego, Marine Le Pen oraz radykalnego publicystę – z wyrokami za mowę nienawiści na koncie – Érica Zemmoura. W sondażach niespodziewanie dobrze radzi sobie za to kandydatka centroprawicy, przewodnicząca rady regionalnej Île-de-France, Valérie Pécresse. I możliwe, że to właśnie z nią w drugiej turze zmierzy się prowadzący w sondażach Macron.

Éric Zemmour i cała reszta. Czy skrajna prawica odbije Pałac Elizejski?

Oznaczać to będzie, że w drugiej turze Francuzi będą mieli realny wybór, nie będą musieli głosować na Macrona, by ratować Republikę przed skrajnie prawicowym zagrożeniem. Będzie to jednak wybór między centrowym liberałem a wyraziście liberalną gospodarczą, umiarkowaną konserwatystką. Dla lewicowego wyborcy średnio atrakcyjny.

Zła wiadomość w przypadku Francji jest taka, że będą to kolejne wybory potwierdzające wyborczą marginalizację lewicy. Suma poparcia trzech najważniejszych kandydatów lewicy – socjalistycznej prezydentki Paryża Anne Hidalgo, kandydata Zielonych Yannicka Jadota oraz lidera Francji Niepokornej Jeana-Luca Mélenchona – wynosi według poll of polls portalu Politico zaledwie 20 proc. Dla porównania, pięć lat temu, w wyborach w 2017 roku sam Mélenchon miał 19,6 proc., a kandydat socjalistów Benoit Hamon 6,4 proc. Suma poparcia dla dwóch kandydatów skrajnej prawicy to 29 proc. Nie widać na razie scenariusza, który pozwoliłby lewicy wyjść z tego impasu.

We Francji niczym w Polsce: wojna lewicy z lewicą

Brazylia: czy Bolsonaro odda władzę?

Do upadku autorytarno-populistycznego przywódcy może też dojść w październiku w Brazylii. Skrajnie prawicowy prezydent Jair Bolsonaro, skompromitowany fatalną polityką wobec pandemii, notuje w sondażach poparcie w okolicach 20–25 proc. Jego główny rywal, Luiz Inácio Lula da Silva – lewicowy prezydent w latach 2003–2010 – ma w sondażach poparcie zbliżone do 50 proc.

Pytanie zadawane przez wszystkich brzmi, czy Bolsonaro, były kapitan artylerii, publicznie wychwalający rządy dyktatury wojskowej w swoim kraju, zaakceptuje demokratyczny werdykt, czy też będzie go próbował odwrócić go siłą?

Komentatorzy są raczej zdania, że nawet jeśli Bolsonaro nie zaakceptuje przegranej, to nie ma dość poparcia w wojsku i służbach, by skutecznie utrzymać się przy władzy po przegranych wyborach.

Bolsonaro ma z kim przegrać, Lula wraca do gry

USA: początek prawdziwych kłopotów Bidena

Także jesienią czekają nas wybory do Kongresu w Stanach, w połowie kadencji Bidena (tzw. midterm elections). Wszystko wskazuje, że demokraci utracą w nich kontrolę nad Izbą Reprezentantów (gdzie Amerykanie wybiorą wszystkich 460 reprezentantów), a możliwe, że także nad Senatem (co dwa lata do wyborów staje około jednej trzeciej senatorów).

Midtermy są tradycyjnie trudne dla partii prezydenta. W 2018, w połowie kadencji Trumpa, demokraci odzyskali Izbę Reprezentantów. W 2010, w połowie pierwszej kadencji Obamy, to samo udało się republikanom. Teraz do zwyczajowych kłopotów środka kadencji dochodzi pandemia, inflacja oraz polityka republikanów w kontrolowanych przez nich stanach. Tam, gdzie mogli, republikanie wyznaczyli korzystne dla siebie granice okręgów wyborczych oraz uchwalili ustawy mające przeciwdziałać „oszustwom wyborczym”, a tak naprawdę obliczone na maksymalne utrudnienie oddania głosu grupom popierającym zwyczajowo demokratów (głównie mniejszościom rasowym).

Nie słabnie też wyniszczająca amerykańską demokrację polaryzacja. Według sondażu Axios-Momentive opublikowanego w środę ponad 40 proc. Amerykanów jest zdania, że Biden wygrał wybory w 2020 roku dzięki oszustwom wyborczym. Polaryzację wzmocnią spodziewane decyzje napakowanego przez republikanów ultrakonserwatywnymi sędziami Sądu Najwyższego, który najpewniej odwróci orzeczenie w sprawie Roe vs. Wade z 1973 roku. Ten przełomowy wyrok zdefiniował prawo do aborcji jako konstytucyjne prawo Amerykanek i zakazał stanom zakazywania aborcji przed okresem, gdy płód może przeżyć poza organizmem matki.

Kilka stanów w ostatnich latach uchwaliło przepisy łamiące ten zakaz. Orzeczenie SN, które spodziewane jest w czerwcu, ma rozstrzygnąć skargę przeciw stanowi Missisipi, który zupełnie zakazał przerywania ciąży po 15. tygodniu. Jeśli Roe vs. Wade zostanie uchylone, nawet połowa stanów może wprowadzić podobnie restrykcyjne przepisy. Radykalnie polaryzująca kwestia aborcji stanie się wtedy jednym z kluczowych tematów w midtermach.

Jeden rok w Ameryce: triumfy Elona Muska, porażki Bidena

Jeśli Biden utraci władzę nad Kongresem, to będzie „kulawym prezydentem” przez dwa ostatnie lata kadencji. Republikanie zrobią wszystko, by maksymalnie osłabić go przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku. Nawet z obecną większością w Izbie Reprezentantów i minimalną w Senacie Bidenowi bardzo trudno było realizować swój ambitny program.

Po następnych wyborach delegacja republikanów w Kongresie może stać się jeszcze bardziej skrajna, przywiązana do teorii spiskowych, autorytarna i antyliberalna. Następne wybory prezydenckie mogą skończyć się powrotem trumpizmu w jeszcze bardziej toksycznej formie, a nawet podobnymi wydarzeniami, jakie obserwowaliśmy w Waszyngtonie rok temu.

Wyrzućcie Trumpa z urzędu, natychmiast i dożywotnio!

W tym samym sondażu Axios-Momentive z początku stycznia większość badanych odpowiedziała, że spodziewa się w najbliższych latach podobnych wydarzeń jak szturm na Kapitol.

Chiny/Rosja: wojny nie będzie. Chyba

2022 rok zmusi też nas niejeden raz do zadawania sobie pytań, od jakich odwykliśmy. Na przykład: „czy będzie wojna”? Nie wojna w jakimś odległym zakątku świata, ale konflikt mogący radykalnie zdestabilizować sytuację na globalnej szachownicy, i to w naszym sąsiedztwie.

To pytanie zadawane jest dziś, na początku roku, głównie w kontekście dwóch obszarów. Pierwszy to niestety nasze bliskie sąsiedztwo. Większość prognoz na rok 2022 z czołowych tytułów globalnej prasy zawiera pytanie: „czy Rosja zaatakuje Ukrainę”. Od jakichś dwóch miesięcy słyszymy o rosyjskich wojskach gromadzących się na ukraińskiej granicy oraz groźby Putina eskalującego żądania wobec Zachodu i domagającego się stworzenia w Europie Wschodniej rosyjskiej sfery wpływów. Wcześniej mieliśmy grę Łukaszenki migrantami z Bliskiego Wschodu, która także mogła być częścią szerszego planu pisanego w Moskwie.

Większość ekspertów przewiduje, że do inwazji raczej nie dojdzie. Rosja pewnie wygrałaby konflikt militarny z Ukrainą, ale trudno sobie wyobrazić, jak miałaby go wygrać politycznie. Otwarty konflikt skonsolidowałby wrogość większości Ukraińców do Rosji, a próba okupacji podbitej Ukrainy byłaby dla Rosji militarnym, logistycznym i wizerunkowym koszmarem. W dodatku atak spotkałby się z sankcjami mogącymi zachwiać rosyjską gospodarką, w tym wykluczeniem Rosji z systemu międzybankowych rozliczeń SWIFT. W środę, w trakcie spotkania z niemiecką ministrą spraw zagranicznych Annaleną Baerbock, amerykański sekretarz stanu Anthony Blinken powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, gazociąg Nord Stream 2 nie zostanie uruchomiony.

Biden przyniósł pokój, choć wojny i tak miało nie być

Prawdopodobieństwo ataku na Ukrainę w najbliższych tygodniach osłabiają dodatkowo wydarzenia w Kazachstanie, gdzie wspierany przez Kreml prezydent zmaga się z wielkimi protestami na ulicach.

W Kazachstanie trwa ludowy bunt, który ma znacznie większy zasięg niż cała tamtejsza opozycja

Z drugiej strony Putin i Rosja mają skłonność do przelicytowywania w podobnych sytuacjach. Nawet brak pełnowymiarowej inwazji może oznaczać politykę destabilizującą Ukrainę na różnych frontach, a wraz z nią cały nasz region.

Drugi podobnie niebezpieczny konflikt to możliwy atak Chin na Tajwan. W obronie wyspy musiałyby wystąpić Stany, konflikt dla wszystkich stron niósłby bardzo poważne koszty. Jak prawdopodobny jest to scenariusz?

Chiny od dawna posługują się nacjonalistyczną retoryką dla konsolidacji poparcia dla rządzącej partii. Tajwan uważają za „zbuntowaną prowincję”. Jednocześnie prezydent Xi w przyszłym roku chce zapewnić sobie trzecią kadencję. W tym celu zajął się konsolidacją władzy, walką z „psującymi” chińskie społeczeństwo „zachodnimi wartościami”, ale obiecał też politykę mającą zredukować chińskie nierówności dochodowe i majątkowe. Ostatnie, czego Xi potrzebowałby w tym scenariuszu, to wojna o globalnym potencjale. Prawdopodobieństwo otwartego konfliktu nie wydaje się więc wielkie, choć napięcia w regionie pozostaną istotne.

Koronawirus: w rytmie kolejnych fal

Polityka będzie się też w 2022 roku po raz kolejny toczyć w cieniu wirusa i jego kolejnych fal. Kluczowe pytanie brzmi: czy bardzo zaraźliwy, ale względnie niegroźny dla zaszczepionych omikron to ostatnia mutacja, czy czeka nas jeszcze kolejna? Być może znacznie bardziej groźna.

Jak przypomina „New Statesman”, połowa mieszkańców globu nie otrzymała żadnej dawki szczepionki. W 30 państwach poziom wyszczepienia nie osiągnął nawet 10 proc. Program COVAX miał dostarczyć 2 mld dawek szczepionki do końca roku dla krajów Południa. Dostarczył około 800 mln.

W tych warunkach nietrudno o kolejną mutację wirusa. Która, biorąc pod uwagę to, jak połączony jest dziś świat, łatwo może przedostać się z państwa bez dostępu do morza w środku Afryki do gęsto zaludnionych obszarów Europy Zachodniej lub Ameryki Północnej.

Naukowcy przestrzegają też przed kolejnymi pandemiami, być może jeszcze bardziej niebezpiecznymi niż obecna. Czy systemy polityczne przynajmniej krajów rozwiniętych wyciągną wnioski z obecnej? Doinwestują badania, ochronę zdrowia, usługi publiczne, narzędzia pozwalające radzić sobie z pandemią na każdym poziomie – społecznym, politycznym, gospodarczym, zdrowotnym?

Niestety, raczej trudno tu o optymizm. Wszyscy chcą wrócić do życia z 2019 roku, choć coraz więcej wskazuje, że mimo wszystkich kosztów, jakie ponieśliśmy w walce z wirusem, może to nie być możliwe.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij