Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ty też zapłacisz za ten kryzys. Wojna z Iranem uderza w rolnictwo

Blokada cieśniny Ormuz nie wpływa tylko na ceny paliw. Znacznie poważniejsze skutki może mieć dla rynku nawozów, od których zależy połowa światowej produkcji żywności. W efekcie za konflikt na Bliskim Wschodzie zapłacą także europejscy rolnicy i konsumenci.

ObserwujObserwujesz
Rolnik pracujący w polu zboża, w tle szary dym od wybuchu, na niebie samolot bojowy zrzucający bomby
Kontekst

⛽ Blokada cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20 proc. światowego handlu ropą, od miesięcy budzi obawy o wzrost cen energii i paliw.

🌾 Znacznie mniej uwagi poświęca się jednak nawozom. Przez Ormuz transportowane są kluczowe dla rolnictwa surowce, m.in. mocznik, amoniak, siarka i fosforany.

📈 Wojna w Zatoce Perskiej już doprowadziła do wzrostu cen części nawozów. Jeśli kryzys się przedłuży, wyższe koszty produkcji rolnej mogą przełożyć się na ceny żywności w Europie.

Płacz

1

W ostatnich latach trudno znaleźć koszmarniejszy okres niż koniec lutego. W drugiej połowie lutego 2020 roku pandemia COVID-19 wydostała się z Chin, paraliżując świat przez półtora roku. Dokładnie dwa lata później Kreml rozpoczął „trzydniową operację specjalną”, czyli pełnoskalową wojnę w Ukrainie, która trwa do dzisiaj. Cztery lata później, ostatniego dnia lutego 2026 roku, Donald Trump rozpoczął „dwutygodniową” wojnę z Iranem, która na początku czerwca przyniosła kolejną już eskalację i doprowadziła do przedłużającej się blokady cieśniny Ormuz. Pod koniec lutego najlepiej zabunkrować się w domu i nie podejmować żadnych dalekosiężnych decyzji, gdyż najpewniej będą błędne lub pechowe, a z ich skutkami trzeba będzie się mierzyć przez lata.

Zależni od importu

O skutkach blokady cieśniny Ormuz świat nie zapomni jeszcze długo. Chociaż nagłówki mediów opisują przede wszystkim wpływ wojny w Iranie na ceny paliw, to jeszcze większe efekty odczuje rynek nawozów.

Czytaj także Mleko z gipsem, cukierki barwione arszenikiem. Tak wygląda świat deregulacji Hubert Walczyński

Przez cieśninę przepływa około jednej piątej eksportu paliw, tymczasem jej udział w globalnej sprzedaży siarki to aż 46 proc. Siarka jest często wykorzystywana jako ważny składnik nawozów azotowych, by wzmocnić ich efektywność. Przez ten newralgiczny szlak przepływa również jedna trzecia światowego handlu mocznikiem, czyli popularnego w rolnictwie związku chemicznego, składającego się niemal w połowie z azotu. Przez Ormuz płynie także jedna czwarta globalnego eksportu fosforanu i jedna piąta amoniaku.

Chociaż Unia Europejska sprowadza z Bliskiego Wschodu marginalne ilości substancji nawozowych (1-3 proc. importu), to rynek związków odżywczych dla roślin jest globalny, więc wzrost cen pośrednio uderzy także w Europę, podobnie jak miało to miejsce na rynku paliw.

Skutki odczuwane są już teraz – według danych GUS, w kwietniu najbardziej w Polsce zdrożał mocznik, którego cena przebiła 3,3 tysiąca zł za tonę. Na ceny nawozów wpływa nie tylko zablokowanie ważnego szlaku ich eksportu, ale też rosnące ceny gazu, który według danych Centrum Analiz PKO BP odpowiada za 60-80 proc. kosztów wytworzenia produktów bazujących na azocie.

Czytaj także Bezpieczeństwo to nie tylko czołgi i samoloty. To też jedzenie [wideo] Paulina Januszewska

Unia Europejska jest w ogromnym stopniu zależna od importu substancji chemicznych wykorzystywanych w uprawie roślin. Według danych Komisji Europejskiej, w 2025 roku UE sprowadziła aż 12,2 miliona ton nawozów azotowych. Dla porównania, wykorzystanie tych produktów w całym unijnym rolnictwie w 2023 roku wyniosło 8,3 mln ton, a szczyt przypadł na rok 2017, gdy rolnicy zużyli 10,5 mln.

Inaczej mówiąc, UE sprowadza znacznie więcej azotanów, niż jest jej potrzebne do uprawy surowców rolnych. Wynika to z faktu, że nawozy mineralne są wykorzystywane również w przemyśle (głównie chemicznym) lub przetwarzane i reeksportowane. Zeszłoroczne 12,2 mln ton to wynik rekordowy, jeszcze rok wcześniej było to 9,3 mln.

W przypadku pozostałych substancji odżywczych dla roślin import jest już wyraźnie mniejszy, gdyż są mniej popularne. W niektórych obszarach działalności rolnej są jednak nie do zastąpienia. Przykładowo w produkcji owoców i warzyw nawozy potasowe są równie istotne co azotany – według danych Komisji Europejskiej, w 2023 roku tych pierwszych wykorzystywano 116 kilograma na hektar, a tych drugich 128 kg/ha. W 2025 roku import rolniczych produktów potasowych do UE wyniósł 2,9 mln ton. W przypadku fosforanów to 453 tys. ton, czyli połowa tego, co w 2023 r. wykorzystano w rolnictwie.

Połowa światowej żywności

Konflikt w Iranie błyskawicznie doprowadził do wzrostu cen substancji nawozowych. Według danych KE, jeszcze w styczniu za tonę azotu płaciło się 405 euro, tymczasem w kwietniu było 554 euro, a w maju 541. Cena fosforu wzrosła w tym czasie z 604 do 717 euro za tonę. W przypadku potasu efektu cenowego nie było.

Oczywiście to poziomy wciąż odległe od wiosny 2022 roku, gdy po agresji Rosji na Ukrainę cena azotu przebiła granicę 900 euro, a fosforu tysiąca euro za tonę, jednak tamta sytuacja była przejściowa i wynikała z sankcji nałożonych na Rosję i Białoruś, które dostarczały UE jedną trzecią potrzebnych nawozów. Sankcje nie zmniejszyły podaży tych produktów, a jedynie wymusiły przeorientowanie się Europy na import z innych źródeł, a Rosji na eksport w inne miejsca.

Blokada cieśniny Ormuz oraz irańskie ataki na instalacje przemysłu energetycznego i chemicznego w krajach Zatoki Perskiej będą miały skutki znacznie bardziej dalekosiężne. Prowadzą one do spadku nie tylko podaży, ale też możliwości produkcyjnych, których odbudowa zajmie długie miesiące, a może nawet lata. Według analityków PKO BP, gdyby wojna skończyła się do maja, to równowaga na rynku mogłaby zostać przywrócona stosunkowo szybko. Jak już wiadomo, tak się jednak nie stało.

„Każde przedłużenie konfliktu, dalsze uszkodzenia infrastruktury wydobywczej gazu lub przetwórczej, a także ryzyko ataku na statki transportowe w cieśninie Ormuz (lub Bab al-Mandab łączącej Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim) w naszej ocenie będzie skutkować dalszymi wzrostami cen, głównie nawozów azotowych i siarki. Powrót do normalności po zakończeniu wojny również zajmie dłuższy czas ze względu na kurczące się zapasy w sieciach dystrybucji. Może to utrzymywać popyt (i ceny) na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas. Dodatkowymi problemami może być konieczność napraw infrastruktury, a także wydolność całego systemu transportu morskiego” – czytamy w analizie PKO BP.

Według raportu „Fertilizers Europe 2026” nawozy mineralne odpowiadają za połowę światowej produkcji podstawowych artykułów żywnościowych. Bardzo podobnie jest w UE, gdzie w 2025 r. wykorzystano w rolnictwie niespełna 20 mln ton substancji odżywczych, z czego około połowy było kompostem biologicznym, a drugą połowę stanowiły nawozy mineralne.

Oczywiście jednym z teoretycznych rozwiązań jest zwiększenie udziału kompostu i ograniczenie zużycia substancji chemicznych. To jednak może doprowadzić do spadku plonów. W krótkim terminie można ograniczyć zużycie nawozów mineralnych o zaledwie 3 procent. Dopiero w długiej perspektywie – o jedną trzecią.

Taniej z zagranicy

Obecnie skutki drożejących nawozów nie są jeszcze szczególnie dotkliwe, gdyż czerwiec to miesiąc, w którym sprowadza się ich najmniej w roku (ok. 5 proc. rocznego importu). Ogólnie rzecz biorąc, lato to okres dbania o uprawy i zbierania plonów. Za ponad 40 proc. importu nawozów odpowiada okres listopad-luty, gdyż nawożenie na półkuli północnej odbywa się w okolicach marca. Rolnicy odczują więc skutki wojny w Zatoce Perskiej w ostatnim kwartale roku, a konsumenci w przyszłorocznym sezonie.

Oczywiście drugim nasuwającym się rozwiązaniem jest oparcie się na produkcji unijnej. Europa produkuje sporo własnych substancji odżywczych dla roślin.

Przykładowo Polska produkuje niespełna 2 mln ton czystego składnika, czyli prawie dwukrotnie więcej niż zużywa rolnictwo (ok. 1,1 mln). W UE więcej produkują tylko Niemcy (ok. 3 mln ton). Udział Polski w unijnej produkcji nawozów mineralnych to 16 proc., a samego azotu niespełna jedna piąta. Polscy producenci (głównie Grupa Azoty i Anwil) znaczną część swojej produkcji jednak eksportują, a rolnicy wolą kupować nawóz za granicą, gdyż jest tańszy. Ogółem Polska jest więc importerem netto substancji odżywczych. Według danych KE, w 2025 r. wyeksportowaliśmy 1,2 mln ton, a sprowadziliśmy ponad 3 mln.

Poza tym krajowi producenci działają na rynku światowym, więc ich ceny także wzrosną. Wynika to między innymi z faktu, że muszą sprowadzać większość wykorzystywanych półproduktów – gazu ziemnego, fosforanów czy siarczanów. Dotyczy to wszystkich producentów unijnych, których produkty są jeszcze droższe niż znad Wisły. Szersze wykorzystanie unijnych nawozów może więc skutkować jeszcze większym wzrostem kosztów produkcji rolnej w UE.

Akcja nawozowa

Unia Europejska zapowiedziała Fertility Action Plan, którego celem jest wsparcie zarówno unijnej produkcji substancji odżywczych, jak i samych rolników. Pakiet obejmuje zapewnienie rolnikom płynności finansowej, bardziej elastyczne płatności zaliczek ze wspólnej polityki rolnej i utworzenie programu zwiększającego efektywność nawożenia i dążenie do zwiększenia udziału kompostu biologicznego.

UE uruchomi też rezerwę finansową wysokości 200 mln euro, co jest jednak kwotą dosyć niepoważną, zważywszy na fakt, że wartość importu nawozów do UE w 2025 roku wyniosła niemal 11 mld euro. Bardzo symptomatyczne jest zresztą, że plan KE został pozytywnie przyjęty przez przemysł chemiczny, ale sceptycznie przez producentów rolnych.

„Przyjęty przez Komisję Europejską plan działań dla branży nawozowej spełnia wiele jej postulatów, szczególnie istotne jest dostrzeżenie problemu rosnącej luki konkurencyjnej pomiędzy Europą a innymi regionami świata” – stwierdził prezes Grupy Azoty Marcin Celejewski.

„Mówimy o rezerwie 200 mln euro i to są pieniądze, które mają wystarczyć na wszelkie pomoce: i w związku z nawozami, i na nadzwyczajne wsparcie w związku z występującymi anomaliami pogodowymi, więc ten budżet nie jest jakiś wielki. […] Tych pieniędzy, oczywiście, trzeba dużo więcej niż wynika z możliwości budżetowych” – powiedział na konferencji prasowej minister rolnictwa Stefan Krajewski.

Ten rozdźwięk nie jest niczym dziwnym. Przemysł chemiczny skorzysta na rosnących cenach, nawet jeśli część korzyści pochłoną wyższe koszty. Skoro jeszcze dostanie benefity z UE, to trudno, żeby się nie cieszył. Szkody kryzysu nawozowego poniosą w pierwszej kolejności producenci rolni, dla których koszty nawożenia stanowią ok. 30-40 proc. nakładów, ale w tym roku mogą wzrosnąć nawet do 60 proc. W drugiej kolejności skutki spadną na barki konsumentów, którzy zapłacą więcej za żywność.

I pomyśleć, że można byłoby tego uniknąć, gdyby koniec lutego Trump przesiedział zabunkrowany w Mar-a-Lago, zamiast słuchać podszeptów Benjamina Netanjahu, którego niedawno nazwał przez telefon „pierdolonym szaleńcem”. Całkiem słusznie – szkoda, że zorientował się dopiero po tym, jak na jego życzenie zdestabilizował światową gospodarkę wojną głupszą nawet od tej w Iraku.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x