Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Mniej pracy, dobrobyt i piłowanie miliarderów, czyli świat w 2100 roku wg Piketty’ego

Jakie miejsce w nowym porządku globalnym zajmie Polska? Czy nadal będzie wierzyć, że „nikt nam niczego nie będzie narzucał”, a może zaczniemy przynajmniej szykować własną, możliwie zamordystyczną wersję podatku od majątków?

ObserwujObserwujesz
Walka

Niedawno minęły cztery lata, odkąd Thomas Piketty, jeden z najbardziej wpływowych intelektualistów współczesnych, odwiedził Krytykę Polityczną. Na samo wspomnienie uśmiech pojawia się na twarzy – kto mógł wtedy przypuszczać, że na pierwszy rzut oka radykalne pomysły francuskiego ekonomisty będą cieszyć się taką popularnością wśród rządów na całym świecie?

Czytaj także Bogaci mogą zapłacić niemal konfiskacyjne podatki. Wytrzymają Thomas Piketty

Nieśmiała euroofensywa

Powołany w ubiegłym tygodniu nowy rząd Mette Frederiksen poszedł po zwycięstwo w duńskich wyborach z hasłem podatku od majątków, który ma pomóc w sfinansowaniu usług publicznych. Na razie 22 tys. Duńczyków posiadających majątek większy niż 25 mln koron (w przeliczeniu nieco mniej niż 15 mln złotych) zapłaci 0,5 proc. podatku. Dzięki temu do budżetu państwa sześciokrotnie mniejszego od Polski wpłynie odpowiednik 5 mld zł.

Na propozycję Frederiksen z entuzjazmem zareagowała „Gazeta Wyborcza”, przyznając duńskiej premierce tytuł Człowieka Roku. Co więcej, laudację wygłosił premier Donald Tusk, można więc spodziewać się, że także w Polsce nadchodzą dobre czasy dla socjaldemokratycznych inicjatyw – do tej pory ani „GW”, ani Tusk nie sprawiali wrażenia chętnych do oskubywania bogatych z ich obscenicznych majątków i przywilejów.

Podatek od majątków chce wprowadzać też inny ulubieniec gazety i premiera, czyli Peter Magyar – na Węgrzech podatek ma wynieść 1 proc. W czasach gdy Elon Musk zmierza do osiągnięcia pierwszego na świecie majątku wycenianego na bilion (!) dolarów, coraz mniej krajów opiera się konieczności powstrzymania tego szaleństwa – podatki od majątków płacą już milionerzy z Ameryki Południowej, m.in. Boliwii czy Kolumbii.

Czytaj także Raworth: Światowy kryzys to doskonała pora na wielką transformację Michał Sutowski

Europa tradycyjnie zabiera się do tego nieco za wolno – bo czymże jest bowiem 0,5 proc. czy 1 proc. wobec podkreślanej przez Piketty’ego możliwości ściągania podatków na skalę konfiskacyjną? Ważne jednak, że czyni się pierwsze kroki w dobrym kierunku. Wskazówki co do kolejnych znajdziemy w opublikowanym w zeszłym tygodniu raporcie Global Justice Project.

Lepszy świat za 100 lat? To naprawdę proste!

Powołany w ramach Laboratorium Nierówności Światowych zespół z Pikettym na czele przygotował w tym roku raport pokazujący, że – cytując samego autora Kapitału w XXI wieku – „możliwy jest świat równości i dobrobytu w obrębie planetarnych granic” (odsyłamy w tym miejscu do wydanej przez nas Ekonomii obwarzanka autorstwa Kate Raworth). By tak się stało, wystarczą zaledwie trzy czynniki: po pierwsze, szybka dekarbonizacja; po drugie, odejście od dzisiejszych standardów wyśrubowanej konsumpcji na rzecz wystarczalności, powiązane ze zmianami m.in. nawyków żywieniowych; wreszcie, po trzecie – drastyczna redukcja nierówności, zarówno w obrębie poszczególnych krajów, jak i między nimi.

Brzmi świetnie, ale to nie wszystko! W konsekwencji zmian zmalałyby różnice w dochodach – dziś średni dochód w krajach Ameryki Północnej jest nawet szesnaście razy wyższy niż w krajach Afryki Subsaharyjskiej. Najbiedniejsza połowa świata posiada dziś 2 proc. światowego bogactwa, ale dzięki rozwiązaniom proponowanym przez Piketty’ego do końca stulecia posiadałaby już blisko 1/3. Jednocześnie 6-procentowy dziś udział miliarderów w światowym bogactwie zostałby zredukowany do 0,05 proc., co oszczędziłoby im niepotrzebnego stresu i odpowiedzialności, choć zarazem, co oczywiste, nie zamieniłoby ich w nędzarzy.

Ekosocjalizm na miarę XXI wieku

Po wdrożeniu pomysłów Piketty’ego i jego współpracowników i współpracowniczek, w 2100 roku we wszystkich krajach średni dochód narodowy na mieszkańca wyrównałby się do około 5 tysięcy euro miesięcznie (dziś rozwarstwienie jest 16-krotne: między 290 euro/per capita w krajach Afryki Subsaharyjskiej a 4590 euro w krajach Ameryki Północnej). A to wszystko przy znaczącym obniżeniu godzin pracy – średnia liczba przepracowanych rocznie godzin spadłaby z 2100 do tysiąca. Jednocześnie udział pracowników i pracownic sektorów edukacji i zdrowia względem pracy ogólnie wzrósłby z 11 proc. do aż 43 proc. Wszystko to zaś doprowadziłoby do wzrostu globalnych temperatur o 1,8 stopnia Celsjusza do końca stulecia, zamiast katastrofalnych 4 stopni, które świat osiągnie przy utrzymaniu obecnej trajektorii.

Jak przekonuje Piketty, raport i jego konkluzje wpasowują się w szerszą międzynarodową agendę sprawiedliwości społecznej i reformy globalnej architektury finansowej, na którą składają się między innymi powołana w 2022 w Barbadosie Bridgetown Initiative, przyjęty w ubiegłym roku Kompomis z Sewilli czy inicjatywy grupy G20 na rzecz zmniejszenia globalnych nierówności.

Pytanie, jakie miejsce w nowym porządku globalnym zajmie Polska – czy nadal będzie wierzyć, że „nikt nam niczego nie będzie narzucał”, bo my będziemy sobie palić węglem przez 900 lat, czy też staniemy w awangardzie zmian albo zaczniemy przynajmniej szykować własną, możliwie zamordystyczną wersję podatku od majątków?

Szczegóły ekosocjalistycznego planu ratunkowego na miarę nowego millenium znajdziecie w raporcie Global Justice Project oraz w książkach Piketty’ego. Część z nich w formie ebooka wciąż możecie kupić na stronie naszego wydawnictwa – reszta, wiadomo, wyprzedała się na pniu.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x