Świat

Ostatnia relacja Sierakowskiego z Mińska: Otwarcie roku szkolnego w areszcie

W południe od studentek i studentów usłyszałem nawet słowa rozczarowania, że nie wszyscy przyszli, ale po ataku OMON-u miasto zaroiło się od grup młodzieży i zaczęły się gry terenowe z milicją i OMON-em. Korespondencja Sławomira Sierakowskiego.


Władza postanowiła przenieść szkoły wyższe, a nawet licea do lokalnych aresztów. Na rozpoczęcie roku szkolnego punktualnie w południe zapowiedziano strajk studencki. W Mińsku studenci mieli opuścić zajęcia i gromadzić się pod uczelniami, zebrać na placu Zwycięstwa i pójść do ministra edukacji, żeby wręczyć mu petycję krytyczną wobec poczynań władzy.

Ledwo młodzież doszła do placu, gdy przybiegły zastępy OMON-u i zaatakowały chłopaków. Tym razem nie było kultury. Wydarzenia szybko się rozeszły pomiędzy ludźmi i aresztowanie studentów sprowokowało następnych, więc to, co miało potrwać godzinę, rozciągnęło się na cały dzień i objęło wszystkie szkoły wyższe, a nawet licea.

W południe od studentek i studentów usłyszałem nawet słowa rozczarowania, że nie wszyscy przyszli, ale po ataku OMON-u miasto zaroiło się od grup młodzieży i zaczęły się gry terenowe z milicją i OMON-em. Czasem było bardzo dynamicznie, a czasem, przynajmniej na początku, spokojnie. Obok placu Mickiewicza szedł marsz może dwustu studentek i studentów z flagami, a za nimi drugi: marsz kilkudziesięciu OMON-owców. I tak sobie szli jedni za drugimi. Oczywiście do czasu. Najbardziej nieprzyjemnie było tam, gdzie studentów wyłapywali tajniacy. Ich się nienawidzi przede wszystkim, bo tajniak to trochę jak oszust i tchórz, a OMON czy milicja przynajmniej stają twarzą w twarz. Tajniacy siedzą po kilku w samochodach, podjeżdżają i porywają po jednej albo kilka osób.

Oczywiście ani milicja, ani OMON nigdy nie odkrywają twarzy, a gdy się im zerwie kominiarki, od razu oblatuje ich strach. To się czasem udaje, a jeśli ktoś zrobi im zdjęcie, szybko są namierzani, ich dane zaś trafiają do „Czarnej Książki Białorusi”, specjalny kanał na Telegramie. Demaskowanie działa, bo wobec tak wysokiego poparcia dla opozycji ostracyzm społeczny jest dotkliwy. To samo dotyczy wszystkich, którzy biorą udział w represjach, w tym sędziów i prokuratorów. Niestety wymiar sprawiedliwości jest całkowicie podporządkowany władzy.

Od godziny 18 studenci zaczęli gromadzić się na placu Niepodległości obstawionym od strony wejść przez czarne ludziki. Tradycyjnie pojawiły się suki milicyjne, pogotowie ratunkowe, poleciały ostrzeżenia ze szczekaczek i sowieckie pieśni jako forma zagłuszania tego, co do wykrzyczenia mieli demonstranci. O godzinie 20 zebrało się około tysiąca studentów i studentek, czyli ci jeszcze niezłapani. Reakcja władz była spokojna. Czarne ludziki sprawdzały tylko, co ludzie mają w torbach i torebkach. Wyraźne lekceważenie okazywały im kobiety. Marsz wyruszył prospektem Niepodległości w stronę placu Zwycięstwa, gdzie dziś zaczęło się demonstrowanie. Spodziewać się należało tego co wcześniej, czyli wyaresztowania ludzi na placu Niepodległości albo zaatakowania przez OMON na prospekcie. Nic takiego się nie stało. Władza znowu zachowała się niekonsekwentnie. Dlaczego?

Sierakowski z Mińska: W kryzysowych sytuacjach na ulice wychodzą kobiety

Wydaje się, że Łukaszenka popełnił analogiczny błąd do tego z 9 sierpnia, gdy przesadził i pomnożył gniew społeczny. Krążące teraz po sieci zdjęcia byków z OMON-u, rzucających się na licealistów i wyprowadzających ich do suk jak bandytów, dusząc i wykręcając ręce, to zaproszenie dla społeczeństwa do wyjścia na ulice. Ludziom trudno jest zaakceptować widok matek albo nauczycielek, które próbują wyrwać dzieci z milicyjnych samochodów i są odpychane przez OMON-owców. Nie wiem, kto i na jakim szczeblu podjął takie decyzje, ale doskonale pokazują urok tej władzy i jej rosnącą bezradność. Sprzeciw społeczny się nie kończy, a władza go jeszcze podsyca. Raz bije, a raz chce wyjmować tylko najaktywniejsze jednostki. Siada do gry w bierki w rękawicach bokserskich i kończy się tak jak dziś. Albo przegrywa, albo musi zdjąć rękawice.

Dantejskie sceny działy się dziś przed szkołami wyższymi i liceami. OMON i milicja za cel obrały sobie nastolatków, których wyprowadzano do suk jak bandydytów. Matki albo nauczycielki były odpychane.

Opublikowany przez Sławomira Sierakowskiego Wtorek, 1 września 2020

 

Marsz zupełnie nieniepokojony dotarł o godzinie 21 na plac Zwycięstwa, od którego młodzież dziś zaczęła. Wtedy pierwszy raz zaatakował OMON. Na placu było widać w pigułce solidarność białoruską. Kierowcy nie tylko przez całą drogę trąbili, ale ktoś wysiadł z samochodu i rozdał student(k)om jedzenie. Ze studentkami i studentami całą drogę przeszła niezniszczalna pani Nina Baginska, 73-letnia emerytka, sumienie białoruskiej opozycji. Pani Nina, ciągana po aresztach od dekad, obecna na każdej manifestacji, niedająca żyć OMON-owi, ma więcej siły niż wszystkie siłowiki razem wzięte. Tak długo będzie machać swoją flagą przed oczami OMON-owi, aż obali ten system.

Studenci (ci niezłapani dziś) doszli do placu Zwycięstwa, od którego dziś zaczęli i zaczęły się dantejskie sceny z…

Opublikowany przez Sławomira Sierakowskiego Wtorek, 1 września 2020

 

To jest niestety moja ostatnia, przynajmniej na razie, relacja z Białorusi (kończy mi się 30-dniowy legalny pobyt – jako turyście oczywiście). O Białorusi będę rozmawiał i pisał dalej. Trzymamy kciuki!

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel Krytyki Politycznej. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na UW. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą German Marshall Fund, wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, uniwersytetów Yale, Princeton i Harvarda. Obecnie Richard von Waizsäcker Fellow w Robet Bosch Academy w Berlinie. Jest członkiem zespołu „Polityki", stałym felietonistą „Project Syndicate” i autorem w „New York Times”, „Foreign Policy” i „Die Zeit”.