Świat

Andrusieczko: Umacnianie ukraińskiej władzy

Media i opinia publiczna pilnie śledzą sytuację Julii Tymoszenko, a tymczasem w tle trwa niebezpieczny proces monopolizacji władzy i wzmacniania pozycji prezydenta Wiktora Janukowycza.

Ostatnie inicjatywy ustawodawcze na Ukrainie budzą zaniepokojenie. W ubiegłym tygodniu Rada Najwyższa Ukrainy 235 głosami (z 450) uchwaliła prezydencki projekt ustawy O wniesieniu zmian do niektórych aktów ustawodawczych Ukrainy (odnośnie do systemu dokumentów programowych). Autorzy projektu tłumaczyli, że został on opracowany „w celu stworzenia bardziej sprzyjających warunków do realizacji przez prezydenta Ukrainy pełnomocnictw konstytucyjnych w zakresie funkcjonowania systemu dokumentów programowych”.

Co się kryje pod tak zawoalowanym komunikatem? Zgodnie z projektem coroczne orędzie prezydenta do Rady Najwyższej będzie podstawą do opracowywania projektów ustaw i innych aktów normatywnych. Również tworzenie budżetu i prognozy go dotyczące będą się opierały na tych corocznych orędziach. I działania rządu w tej sferze. Tym samym Rada Najwyższa traci pełnomocnictwo do wyznaczania polityki budżetowej na kolejny rok.

W ten sposób prezydent Janukowycz kolejny raz rozszerzył zakres swojej władzy. Wiktor Musyjak, ekspert prawa konstytucyjnego, już podczas pierwszego czytania projektu ustawy w lutym tego roku wskazywał, że jest to logiczna kontynuacja procesów, które trwają na Ukrainie od kilku lat. Jego zdaniem Janukowycz nie rozumie, że rozszerzając swoje uprawnienia, rozszerza także zakres swojej odpowiedzialności. I samemu prezydentowi będzie trudno je wszystkie wykorzystać.

Arsenij Jaceniuk, jeden z liderów opozycji, alarmował, że przyjecie tej ustawy pozbawia parlament ukraiński jakiegokolwiek znaczenia. Podczas wystąpienia w Radzie Najwyższej 10 lutego powiedział: „Wymagam, by parlament pozostał parlamentem! Jeśli wy [Partia Regionów – przyp. autora] oddaliście wszystkie pełnomocnictwa administracji prezydenta – to zamknijmy tę instytucję [Radę Najwyższą] i zaoszczędźmy miliard hrywien, bo to oznacza, że teraz tylko Janukowycz kieruje tym krajem, a wy wszyscy nie jesteście nawet jego najemnymi pracownikami, a niewolnikami!”.

Należy przypomnieć, że według konstytucji wszystkie kwestie związane z budżetem należą do rządu i parlamentu. Tyle że prezydent chce również zmienić konstytucję. 17 maja Janukowycz podpisał dekret O Zgromadzeniu Konstytucyjnym, który powołuje je jako organ pomocniczy przy prezydencie. Celem jego działalności jest przygotowanie projektów zmian ukraińskiej ustawy zasadniczej. Na czele Zgromadzenia Konstytucyjnego stanął pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk. Mają w nim zasiadać również naukowcy, eksperci prawa konstytucyjnego i przedstawiciele partii politycznych.

Odwrót od demokracji?

O potrzebie wprowadzenia zmian w konstytucji mówi się już od dłuższego czasu w różnych środowiskach, niezależnie od opcji politycznej. Istnieje jednak różnica zdań w kluczowych kwestiach, na przykład ustroju państwa, a także wątpliwości, jaka będzie jakość zmian dokonywanych w obecnej sytuacji politycznej.

Opozycja odmówiła udziału w Zgromadzeniu. Jeszcze na początku roku taką decyzję podjął Komitet Oporu przeciw Dyktaturze. Do bojkotu przyłączył się również Witalij Kliczko i jego partia UDAR. Tym samym trudno mówić o szerokiej dyskusji społecznej, jaką zakłada prezydencka inicjatywa.

Obecnie na Ukrainie funkcjonuje konstytucja z 1996 roku. W roku 2004, w ramach kompromisu między wszystkimi stronami biorącymi udział w konflikcie politycznym po drugiej turze wyborów prezydenckich, przegłosowano w niej zmiany. W 2006 roku Ukraina zmieniła ustrój z prezydencko-parlamentarnego na parlamentarno-prezydencki. Po zwycięstwie Wiktora Janukowycza jesienią 2010 roku Sąd Konstytucyjny skasował reformę i przywrócił konstytucji postać z 1996 roku. Wywołało to oburzenie opozycji, która zarzuciła prezydentowi posłużenie się Sądem Konstytucyjnym w celach politycznych, argumentując, że jedynie parlament, jako reprezentacja narodu, ma prawo wprowadzać zmiany w ustawie zasadniczej.

Przy obecnym napięciu politycznym zaufanie do inicjatyw Janukowycza jest niskie. Dotychczasowa działalność prezydenta i jego otoczenia, zmierzająca do przejmowania prerogatyw innych organów władzy, nie napawa optymizmem. Można założyć, że Zgromadzenie Konstytucyjne znajdzie się pod naciskiem administracji prezydenckiej, a przygotowane w ten sposób zmiany w konstytucji przypieczętują odwrót od demokracji na Ukrainie.

Zakaz krytyki

Niestety wątpliwości te potwierdza przyjęty 18 maja kolejny akt ustawodawczy: O zasadach etycznego zachowania. Ustawa zobowiązuje osoby pełniące funkcje państwowe (w tym parlamentarzystów) albo samorządowe, by „broniły reputacji organów władzy państwowej i samorządu, sprzyjając wzmocnieniu zaufania obywateli do władzy”. Dodatkowo zabrania się wspomnianym osobom przyjmowania darowizn. Artykuł 18 ustawy mówi o odpowiedzialności dyscyplinarnej, administracyjnej, karnej i materialnej za naruszenie tych zasad.

Trudno się dziwić negatywnym reakcjom opozycyjnych deputowanych, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych. Krytyka działań władzy jest naturalnym elementem kampanii wyborczej każdej partii opozycyjnej w systemie demokratycznym. Pytanie, co będzie z deputowanymi (a także z opozycyjnymi samorządowcami), którzy krytykują władzę i będą czynić to nadal. Opozycja zwraca też uwagę, że w większości państw na świecie wybory finansuje się z darowizn.

Zdaniem niezwiązanego z żadną frakcją deputowanego Tarasa Czornowiła to „tępa, prymitywna i niepotrzebna” ustawa, uniemożliwiająca walkę z korupcją w strukturach władzy, gdyż głośne mówienie o przypadkach łapówkarstwa może zostać uznane za złamanie norm etycznych założonych w ustawie.

Przedstawiciel Partii Regionów i główny „dyrygent” głosowań w parlamencie, Mychajło Czeczetow, twierdzi, że osoby naruszające zasady etycznego zachowania zapisane w ustawie w pierwszej kolejności poniosą odpowiedzialność moralną (ma to być swoista wskazówka dla wyborców), jednak z uwagi na specyficzną działalność ukraińskich sądów można sobie wyobrazić również inne scenariusze.

To nie koniec zmian ustawodawczych proponowanych przez ukraińską władzę. Na 5 lipca zaplanowano głosowanie w Radzie Najwyższej nad projektem ustawy kasującej immunitet parlamentarzystów. W obecnych warunkach (brak niezawisłego sądownictwa) można tę propozycję potraktować jako kolejne potencjalne narzędzie do walki z opozycją. Przypomnijmy, że odsiadujący wieloletnie wyroki więzienia była premier Julia Tymoszenko i były minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko mogli zostać aresztowani, ponieważ po wyborach w 2007 roku, tworząc rząd, musieli zrezygnować z mandatów deputowanych.

Opozycja zgadza się na kasację immunitetu, ale pod warunkiem, że obejmie ona również prezydenta i sędziów, co zmniejsza szansę na przyjęcie ustawy. A ponieważ chodzi o zmianę zapisu konstytucji, do jej przegłosowania potrzeba aż 300 głosów. Dlatego można rozpatrywać tę inicjatywę raczej jako akcję PR-rową: Partia Regionów może powiedzieć, że chciała, ale opozycja jej nie pozwoliła.

Powtórka z Białorusi?

Na Ukrainie trwają właśnie niebezpieczne próby systemowych zmian prowadzących do ustanowienia autorytarnego modelu władzy. Na ich tle sprawa Tymoszenko czy Łucenki to tylko wierzchołki góry lodowej. Były ambasador Ukrainy na Białorusi Roman Bezsmertny w jednym z ostatnich wywiadów mówi, że to, co obserwuje obecnie na Ukrainie, przypomina mu procesy zachodzące na Białorusi – zwłaszcza sposób rozwiązywania najbardziej „bolesnych problemów” przez prezydenta Janukowycza.

*Piotr Andrusieczko – redaktor naczelny „Ukrajińskiego Żurnału”.

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.