Kultura

Pancewicz: Squattersi i nostalgia za gwiazdami. 13 Biennale architektury w Wenecji

Zaproponowany przez kuratora temat 13. Biennale Architektury w Wenecji – utopijne spotkanie architektów i użytkowników architektury – pokazał dylematy tej profesji, która zmaga się zarówno z efektami kryzysu gospodarczego, jak i z kultem architektów-gwiazd. Relacja Łukasza Pancewicza.

David Chipperfield, kurator tegorocznego 13. Biennale architektury w Wenecji, w wywiadzie dla miesięcznika „Dezeen”, wezwał do tego, aby architektura zajęła się „99,99% reszty świata, którą architekci się nie zajmują”, inaczej architektom grozi marginalizacja do roli „miejskich dekoratorów”. Stąd też wybór głównego wątku imprezy – „Common Ground”. Chodziło o to, by architektura stała się utopijną przestrzenią spotkania architektów i użytkowników. Zaproponowany temat pokazuje dylematy profesji, która zmaga się nie tylko z efektami kryzysu gospodarczego, ale także z kultem „starchitektów”. Postać  twórcy-gwiazdy, realizującej prestiżowe, kosztowne megaprojekty jest bowiem symptomatyczna dla kondycji wielkiej architektury. Biennale to jednak nie tylko utopie i architektoniczny glamour.


Squattersi i terapia architekturą 

 

Pokazał to jeden z projektów nagrodzonych Złotymi Lwami, opisujący działania squattersów, wykorzystujących szkielet nieukończonego wysokościowca Torre David, niedoszłą siedzibę centrum finansowego w Wenezueli. Zwycięski pawilon studia Urban Think Tank oraz Jasona McGuirka zamienił fragment przestrzeni wystawienniczej w zaimprowizowany miejski bar z tanimi plastikowymi krzesłami, zdjęciami mieszkańców wenezuelskich slumsów oraz plakatem wzywającym do zajęcia opuszczonych budynków. To prawdziwa spontaniczna architektura bez twórcy i inwestora, gdzie nowi mieszkańcy przejęli budynek w stanie, w jakim jego realizację zatrzymał kryzys finansowy z 1994 roku.

 

Nagrodę dla pawilonu narodowego zdobyła Japonia. Projekt autorstwa Toyo Ito, zatytułowany Architecture. Possible here? Home-for-All, odzwierciedla nostalgiczną tęsknotę za architekturą jako działaniem dla lokalnej wspólnoty. Ito zaprezentował próbę stworzenia alternatywnych form tymczasowego zamieszkania dla ofiar tsunami z 2011 roku. Prezentacja w Wenecji bazowała na pracy Ito, kierującego oddolnym projektem odbudowy domów, realizowanych po konsultacjach i we współpracy z ofiarami katastrofy. Choć jest to kameralny projekt, pokazuje on silny międzyludzki charakter działania projektanta jako terapeuty – zarówno dla mieszkańców, jak i przestrzeni. Jest to także protest przeciwko dehumanizującemu technokratyzmowi, cechującego rządowe projekty odbudowy.

 

Poszukiwania architektury bez Architekta stało się także głównym wątkiem pawilonu amerykańskiego – Spontaneous Interventions: Design Actions for the Common Good. Wystawa była katalogiem ponad stu dwudziestu oddolnych, społecznych interwencji, mających na celu transformację miasta, i eklektycznie łączyła inicjatywy takie jak Occupy Wall Street z projektami społecznego mapowania miasta realizowanymi przez MIT Senseable City Lab. Według kuratorów, interdyscyplinarnego zespołu z nowojorskiego Institute of Urban Design, celem wystawy było pokazanie tych działań jako chęci spontanicznej poprawy miejsca zamieszkania w reakcji na niemoc lub pasywność urzędników czy polityków, zacierał się jednak polityczny wymiar i uwarunkowania pokazywanych działań.

 

Nieprzypadkowo w opisach kuratorskich padały odniesienia do vigilante urbanism, czyli planistycznego odpowiednika działań oddolnej, nieformalnej straży obywatelskiej. W takiej interpretacji aktywiści są tu raczej społecznymi urbanistami, a planowanie staje się społecznym crowdsourcingiem pomysłów, nie ma tu jednak miejsca na radykalne miejskie rewolucje.

 

Miejski kapitalizm po rosyjsku 

 

Antytezą pawilonu amerykańskiego był pawilon Rosjan, prezentujący agresywny miejski kapitalizm w postaci planów nowego „miasta nauki” – Skulkowa. Ściany, sufit i podłogę pawilonu pokrywają matrycowe kody kreskowe QT, które odwiedzający skanują wręczanymi im Ipadami, aby dotrzeć do opisów projektu. Na wystawie cyniczny miejski marketing i urynkowiona nauka mieszają się z wielką polityką. Na wyświetlanych cyfrowych panelach można znaleźć wymowny obraz prezydenta Miedwiediewa pozującego do zdjęć ze Stevem Jobsem czy triumfalne deklaracji dotyczących współpracy rosyjskich naukowców z MIT. Wystawę ratuje ironiczna, podziemna część pawilonu, gdzie dzięki wyciętym w ścianie judaszom, niczym w fotoplastykonie, można podglądać wystawę komunistycznych „zamkniętych miast”, gdzie realizowano tajne badania dla radzieckiego przemysłu zbrojeniowego. Skulkowo reinterpretuje tę koncepcję według nowych zasad gry pisanych przez rynek, włącznie z zaproszeniem do współpracy zachodnich projektantów, w tym Rema Koolhaasa.


Wielka architektura powróciła także w postaci kilku autoreferencyjnych wystaw w Corderie, takich jak pawilon Zahy Hadid, która pokazała efekty swoich prac nad architekturą parametryczną i wdrażaniem nowych technologii fabrykacji. O problematycznej naturze architektury gwiazd więcej powiedziała nam jednak prezentacja zespołu Herzog de Meuron pokazująca, jak decyzje architektów i inżynierów przy budowie Filharmonii w Hamburgu skutkowały niekontrolowanym wzrostem kosztów o setki milionów euro oraz sporymi opóźnieniami. Opowiadana wycinkami z prasy historia to ewolucja lokalnych ambicji i oddolnego pomysłu do kosztownego megaprojektu. Intryguje tu wycofana rola wiodących architektów, dystansujących się od politycznych i społecznych debat. Wycofana i refleksyjna wystawa hiszpańskich pracowni, które wykorzystały budżet na wysłanie grupy bezrobotnych absolwentów architektury. Prezentacja modeli niedawno zrealizowanych projektów, w białych strojach i maskach to komentarz na temat zarówno braku możliwości spełnienia ich ambicji projektowych jak i śmierci hiszpańskiej architektury.

 

Nostalgia cechowała także pawilon OMA, prezentujący prace anonimowych architektów – urzędników projektujących wielkopłytowe osiedla mieszkaniowe. Odejście architektury od jej prospołecznej roli podkreślała też prezentacja Crimson Architecture Historians  zatytułowana Banality of Good. Pokazano w niej, jak idea osiedli mieszkaniowych zmieniała się w stronę neoliberalną wersję spolaryzownych enklaw i gett dla bogatych. Jednym z niewielu ciekawych wypowiedzi o możliwych alternatywach była skromna wystawa Atelier D’Architecture Autogérée (Studio Samozarządzanej Architektury), kolektywnej grupy artystów, miejskich aktywistów i badaczy opisująca długofalowy projekt oddolnych działań realizowanych z mieszkańcami paryskich przedmieść. Nie ma tu wizualnych fajerwerków, a jedynie szereg plakatów – fiszek z informacjami i notatkami o stosowanych taktykach oddolnych i wspólnych działań w przestrzeni miasta. 


Polski pawilon autorstwa Katarzyny Krakowiak, wyróżniony w konkursie, jest próbą powrotu do fizycznej percepcji architektury jako narzędzia przenoszenia dźwięku. Instalacja zbiera odgłosy z sąsiadujących pawilonów pozwalając na ich „podsłuchiwanie”. Wspólny grunt to w tym przypadku dzielona, intymna przestrzeń akustyczna, a nie fizyczne miejsce czy budynek, co podkreśla surowe pozbawione jakichkolwiek dekoracji wnętrze pawilonu. Jest to poetycki komentarz o architekturze jako tle i miejscu spotkania. Architektura jest tu jednak tylko narzędziem w ręku artystki i kuratora wystawy – Michała Libery. Autorzy raczej uciekają od wypowiedzi na temat kondycji miasta, co cechowało np. pawilon Hotel Polonia z 2006 roku, na rzecz prezentacji dzieła sztuki.

 

Grenlandzka utopia i egipski konserwatyzm 

 

Jednym z niewielu pragmatycznych odniesień do wyzwań, przed którymi staje dziś architektura, była prezentacja w pawilonie duńskim, poświęcona temu, jak zmienić się może Grenlandia na fali wyzwań takich jak topnienie pokrywy lodowej pod wpływem zmian klimatycznych, coraz silniejsze zakusy światowych firm na naturalne zasoby ukryte pod lodami Arktyki, depopulacja czy pragnienie zachowania lokalnej tożsamości przez mieszkańców. Architektonicznej utopii grenlandzkiego „okna na świat”, wyrażonej przez megaprojekt lotniska i portu kontenerowego, towarzyszy niepokój o najbliższą przyszłość mieszkańców i grenlandzkiego środowiska, pisaną przez siły będące poza kontrolą architektów i decydentów.


Problem Biennale to również formuła wystawy, często zamykająca architekturę w serii wybiórczych komentarzy autorstwa znanych twórców. Jest to także perspektywa uprzywilejowująca zachodnich, znanych projektantów, stąd nadal niewielki udział głosów z krajów arabskich, Indii czy z miejsc prawdziwych architektonicznych wyzwań – rosnącej masy nieformalnych miast zamieszkiwanych przez globalnych migrantów. Symboliczny był także konserwatywny i zachowawczy charakter pawilonu egipskiego – pozbawiony jakichkolwiek odniesień do niedawnych wydarzeń na placu Tahrir.

 

Odpowiedzią na apel Chipperfielda o projektowanie dla 99% było raczej kolejne spotkanie elit skupione na hermetycznej reinterpetacji społecznej roli architektury. Niestety debaty o współczesnych realiach „miast 99%” nie sprzyjają tworzeniu architektury na pokaz, czego niejako domaga się konwencja biennale.

 

Znamienne jest to, że równolegle do wystawy w Giardini i Arsenale trwała impreza „Occupy Biennale – Common (Battle) Grounds” w Magazinni del Sale. Jej uczestnicy dyskutowali o przyszłości miasta neoliberalnego. Finałem była m.in. nielegalna demonstracja solidarności z artystkami z Pussy Riot przed pawilonem rosyjskim. Ostatecznie, wbrew planom i zapewne wbrew intencjom organizatorów, życie miasta wkroczyło na teren wystawy, zamieniając ją w realne pole walki.

 

Łukasz Pancewiczarchitekt-urbanista, pracował w Polsce i Irlandii, doktorant na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej, brał udział w programie stypendialnym wydziału planowania na Massachusetts Institute of Technology, obecnie bada rolę megaprojektów jako narzędzia polityki miejskiej, regularnie współpracuje z miesięcznikiem „Architektura-Murator”. 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.