Kultura

Liszka: Tylko lewica zdoła zapewnić pluralizm w kulturze

sebastian liszka wywiad

Jedynie Lewica nie chce zrobienia z kultury ani narzędzia narodowej propagandy, ani salonu arystokratycznej ciotki, w którym Jerzy Stuhr dywaguje o tym, że Polacy wciąż nie wyrośli z pańszczyzny – mówi Sebastian Liszka, kandydat Lewicy w Warszawie.

Jakub Majmurek: Na początku w programie Lewicy propozycji dla kultury w ogóle nie było. Dlaczego?

Sebastian Liszka: Odpowiem jak Włodzimierz Czarzasty: wyciągamy wnioski. Akurat przedstawienie konkretnych postulatów dla kultury zbiegło się z ogłoszeniem nominacji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na stanowisko premiera. Kandydatka KO w swoim wystąpieniu kilka razy podkreśliła, jak ważna jest dla niej kultura. Staramy się reagować na bieżąco, więc uzupełniliśmy program, tyle że nie o ogólne deklaracje, ale bardzo konkretne postulaty. W efekcie pokazaliśmy pomysły nie tylko do realizacji z poziomu Sejmu czy rządu, ale wyznaczające też pewną filozofię myślenia o kulturze, jaką Lewica chce zaproponować.

„O Boże, zapomniałam o in vitro”, czyli konwencja Koalicji Obywatelskiej

Czy biorąc pod uwagę fakt, że dopiero Kidawa-Błońska skłoniła was do ujawnienia programu dla kultury, ten przekaz nie będzie niewiarygodny? Można odnieść wrażenie, że wbrew waszym deklaracjom kultura nie jest dla Lewicy priorytetem.

Chętnie poznalibyśmy konkretne odpowiedzi innych komitetów na nasze postulaty nie tylko w tej sferze. Pomimo dobrego wrażenia, jakie wywołała Kidawa-Błońska, program KO dla kultury to ledwie kilka ogólników. Niemniej myślę, że gdyby kandydatem KO pozostawał Grzegorz Schetyna, żadne postulaty Lewicy dotyczące np. ubezpieczeń dla artystów lub wolności słowa nie mogłyby wybrzmieć.

Dlaczego?

Zmiana Schetyny na Kidawę-Błońską doprowadziła do ożywienia bliskich KO działaczy kulturalnych, głównie byłych dyrektorów instytucji. A do tego środowisko artystyczne zostało zelektryzowane przez projekt ustawy o zawodzie artysty. W takiej sytuacji musimy mówić głośniej: tylko Lewica nie chce zrobienia z kultury ani narzędzia narodowej propagandy, ani salonu arystokratycznej ciotki, w którym Jerzy Stuhr dywaguje o tym, że Polacy wciąż nie wyrośli z pańszczyzny.

Drodzy liberalni rodzice, wasza nostalgia już nigdy nie wygra z PiS

Jasne. Moja wątpliwość dotyczy czegoś innego: czemu od początku nie przedstawiliście własnych pomysłów w tym zakresie? Kultura przecież zawsze była dla partii lewicowych ważna.

Była i jest. Nie wszystkie postulaty da się od razu wyeksponować. Zwróć jednak uwagę, że rozwiązanie wielu problemów kultury w Polsce można było znaleźć już w naszych ogólnych postulatach programowych. Na przykład postulat podwyżki płac i końca umów śmieciowych obejmie zarówno pracowników publicznych instytucji kultury, którzy w różnych zestawieniach płac w sektorze publicznym lokują się na ogół na samym dole, jak i osoby latami pracujące na zleceniach.

Ale to nie do końca jest program polityki kulturalnej państwa.

Cały program Lewicy oparty jest na konkretnych postulatach i propozycjach. Część z nich znalazła się w programie od razu, część przedstawiamy w trakcie kampanii, jak choćby kalendarz przywrócenia praworządności, pakiet przeciw przemocy, Pakt dla Kobiet czy pakt Stabilna praca – Dynamiczna gospodarka.

Najbardziej ambitną z waszych propozycji dla kultury wydaje się projekt specjalnego ubezpieczenia społecznego dla artystów. Jak konkretnie ma działać ten system i czym różni się od propozycji Prawa i Sprawiedliwości?

Projekt Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na razie jest dopiero konsultowany ze środowiskami artystycznymi, nie wszedł jeszcze na etap konsultacji międzyresortowych. Poruszamy się więc w sferze dość ogólnych założeń, ale widać, że ten projekt jest pierwszym w wolnej Polsce, który daje szansę na włączenie kilkudziesięciu tysięcy twórców do systemu ubezpieczeń społecznych. Pozwoli to uzyskać artystom prawa socjalne, jakie należą im się jako obywatelom.

Trzeba też powiedzieć, że spora część fermentu wokół tej ustawy to fake newsy o wyłącznie pisowskich komisjach decydujących o tym, kto może być uznany za artystę. To działania obliczone na mobilizację wokół Koalicji Obywatelskiej artystów czy osób wrażliwych na kwestie wolności słowa.

Artystko, chcesz być ubezpieczona?

Czym wasze propozycje różnią się w takim razie od tych MKiDN?

Projekt MKiDN przewiduje utworzenie jednej kasy ubezpieczenia społecznego dla artystów, opłacającej w ich imieniu składki. My, wzorem francuskim, wolelibyśmy co najmniej dwie: osobną dla twórców sztuk wizualnych, performatywnych i filmowców i osobną dla osób żyjących z pisania. Francuski model – o ile nie zostanie niedługo radykalnie zmieniony przez reformy emerytalne Emmanuela Macrona – uwzględnia, czasem wręcz drobiazgowo, specyfikę pracy w różnych zawodach. Problemy środowiska artystycznego są różne. Ale brak jawności płac i śmieciowe zatrudnienie dotyka wszystkich. Chcemy szczegółowo ustalić z samymi zainteresowanymi, jakie rozwiązania, jeśli chodzi o ubezpieczenie społeczne, będą najlepiej służyć różnym grupom.

Istota systemu polega na tym, że odpowiednia kasa dopłaca artyście do składek.

Tak.

Jak ma to konkretnie działać? Jaką stawkę składek ma płacić ubezpieczony? Ile dopłaca kasa? Skąd pokrywamy różnicę? Do jakiej wysokości emerytury ma to uprawniać?

Na poziomie podstawowym problem emerytury został rozwiązany w programie Lewicy w inny sposób. Zakładamy wprowadzenie przysługującej każdemu emerytury powszechnej, należnej niezależnie od stażu pracy, w wysokości dzisiejszych 1600 złotych. Program ubezpieczenia artystów ma pomóc odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne artystom, którzy utrzymują się z działalności twórczej i nie zawsze są w stanie regularnie odprowadzać je w określonej wysokości. Państwo gwarantuje stałość składek, zabezpieczając ubezpieczenie zdrowotne, emeryturę itd.

Czyli jak rozumiem ten system to ma być sposób, w jaki artyści finansują sobie emeryturę powszechną?

Nie, powszechna emerytura minimalna przysługuje każdemu. Ten system ma pomóc w jej zwiększeniu.

Emerytura jako prawo człowieka

Skąd środki na te dopłaty?

Na przykład z opłaty reprograficznej albo podatku cyfrowego.

Kto będzie mógł przystąpić do takiego specjalnego systemu ubezpieczenia? Czytam, że decyzję mają podejmować stowarzyszenia branżowe. Takie propozycje w projekcie MKiDN wywołały krytykę m.in. z kręgów Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej, które wskazuje, że doprowadzi to do radykalnego wzmocnienia często anachronicznych i niereprezentatywnych stowarzyszeń, takich jak Związek Polskich Artystów Plastyków.

Dostrzegamy ten problem, stąd myślenie o systemie co najmniej dwóch kas. Środowisko artystyczne jest bardzo niejednolite. W sztukach wizualnych mamy zasadnicze pęknięcie pokoleniowe i estetyczne. Z tego powodu sam ZPAP nie powinien być jedyną organizacją decydującą o przystąpieniu do specjalnego ubezpieczenia. To są kwestie do drobiazgowego przedyskutowania ze środowiskiem i jesteśmy na te rozmowy gotowi. Trzeba zaprosić inne stowarzyszenia, jak OFSW, skonsultować z AICA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Sztuki) czy radami kluczowych instytucji sztuki. Wiele rozwiązań da się wprowadzić już nie na poziomie ustawy, tylko rozporządzeń do niej.

Kto będzie mógł przystąpić do kasy dla literatów? Czy załapią się na przykład dziennikarze? Freelancerzy funkcjonują często w podobnych warunkach zawodowych co artyści.

Wszyscy zarabiający na życie pisaniem. Również dziennikarze, których praca została uśmieciowiona w sposób haniebny. W systemie powinno być również miejsce dla tłumaczy, zwłaszcza literatury pięknej. Ważne książki wielu wybitnych tłumaczy przekłada po godzinach, a standardem są niskie stawki. Musimy im pomóc.

Dziennikarka nie zwiększy produktywności dzięki nowemu laptopowi

Jaki procent PKB państwo powinno przeznaczać na kulturę? Nie znalazłem tej informacji w waszym programie.

Nie znalazłeś, bo trzeba by najpierw policzyć, jaki procent PKB faktycznie idzie na kulturę. Na poziomie centralnym to 0,94% i powinno być więcej. Bliscy KO eksperci kulturalni piszą manifesty, ale nie wiem, czy zdają sobie sprawę z kluczowej roli samorządów w finansowaniu kultury w Polsce. Samorządy organizują i finansują instytucje kultury. Jeśli zliczymy wydatki MKiDN i samorządu, to uzbiera się już więcej niż jeden procent PKB, co w 2011 roku było postulatem ruchu Obywateli Kultury. Lewica nie chce skupiać się na wyznaczaniu procentowego celu wydatków. Choć na pewno nasze postulaty – na przykład zwiększenie pensji pracowników instytucji kultury – oznaczać będą ich wzrost.

W kampanii pojawia się problem ideologizacji mecenatu państwa nad kulturą. Wy piszecie między innymi, że dyrektorzy muzeów nie mogą być politycznymi nominatami, postulujecie transmisje w internecie prac komisji konkursowych. Muzea to jednak niejedyny problem. Jakie są wasze pomysły na to, by rozdział środków na różne projekty w kulturze nie podlegał – jak dziś – przede wszystkim politycznym kryteriom? Jaki proponujecie algorytm?

Mam wiele zarzutów do działalności MKiDN za czasów PO – choć głównie do ministra Bogdana Zdrojewskiego, nie ministry Małgorzaty Omilanowskiej – ale w tamtym okresie udało się wypracować dość przejrzyste zasady rozdzielania funduszy na działalność kulturalną. Sam pisałem takie wnioski, pracując dla NGO albo w teatrze, i widziałem, jak ten system działa w praktyce i jak może mobilizować do działań. Jeśli czegoś brakowało – znów mówię z perspektywy swojej pracy – to koordynacji systemu wsparcia ministerialnego z samorządowym. Jako instytucja pozyskiwaliśmy duże środki, ale bywało, że nasz organizator – samorząd – nie miał ich na tyle, by zabezpieczyć wkład własny.

Dziś ten system rozwalono. Próbuje się ręcznie sterować publicznym wsparciem, arbitralnie, chamsko wręcz odrzuca wnioski albo odwleka decyzje w nieskończoność. Kiedyś było wiadomo w lutym, czy dany projekt przeszedł. W tym roku ogłoszono to… w sierpniu! To całkowicie dezorganizuje zarządzanie instytucjami i projektami. To, co można zrobić od razu po zmianie władzy, to błyskawicznie przeprowadzić nabór wniosków i zwiększyć na nie środki, choć jak na budżet – o względnie niewielkie sumy. Nie trzeba na przykład wiele, by zwiększyć pulę na wsparcie dla czasopism społeczno-kulturalnych na tyle, by zapewnić im warunki do działania.

Powrót centrali, państwowcy wyklęci i kasa

czytaj także

Powrót centrali, państwowcy wyklęci i kasa

Instytut Studiów Zaawansowanych

Także w czasach PO krytykowano system wsparcia czasopism. Zarzucano mu, że nieproporcjonalnie duże granty dostaje kilka tytułów. Że projektowy charakter i konieczność walki o dotacje co rok nie zawsze sprzyjają rozwojowi tytułów.

Ten system nie był idealny, promował śmieciowe zatrudnienie czy generował za dużo sprawozdawczej biurokracji, ale istnieje pilna potrzeba natychmiastowych działań. Zmiany wychodzące naprzeciw oczekiwaniom środowisk kulturalnych będzie można wprowadzić pewnie nie wcześniej niż w 2020 roku.

Można się też zastanawiać, czy jest sens finansować wydawanie drukowanych pism? Zamiast w produkcję dobrych treści inwestujemy w ten sposób publiczne środki w papier i drukarzy.

Faktem jest, że dyskusja toczy się poza obiegiem wielu pism utrzymywanych przez Ministerstwo. Sam, gdy chcę wiedzieć, co właśnie wydano, zaglądam raczej na profil czytacz_szperacz na instagramie niż do „Twórczości”. Można więc się zastanowić nad sensem utrzymywania papierowych czasopism na taką skalę i nad przejściem w wersje cyfrowe.

Traktuję pisanie o literaturze jak dziennikarstwo śledcze

W waszym programie jest postulat karty młodego czytelnika, gwarantującej zniżki na zakup książek lub darmowy dostęp do książek elektronicznych. To jedyny postulat zwiększający dostęp do kultury, jaki u was znalazłem. Nie jest zbyt skromny?

To jedna z propozycji.

Jedyna zapisana.

Ale to pomysł wyznaczający horyzont działań na lata. Na pewno jest to forma wspierania przez państwo rozwoju kulturalnego i intelektualnego młodych ludzi niezależnie od kapitału kulturowego rodziny, w jakiej dorastają. By karta działała, trzeba jednak szeregu dodatkowych działań: rozbudowy bibliotek/mediatek, może programu wsparcia dla księgarń, integracji z systemami dostępu do archiwów cyfrowych itd.

Karta młodego czytelnika zdradza dość literaturocentryczne podejście. Czemu nie karta młodego uczestnika kultury? Na przykład dająca 300 zł miesięcznie na wydatki na kulturę: kino, galerie, teatr, koncerty, opłacenie sobie dostępu do serwisu streamingowego.

Pełna zgoda. Wychodzimy od czytelnictwa, ale ten projekt na pewno zostanie obudowany innymi propozycjami ułatwiającymi dostęp do kultury.

Kolejna kwestia: wolność artystyczna. Co Lewica chce zrobić z artykułem 196 Kodeksu karnego penalizującym obrazę tzw. uczuć religijnych?

Art. 196 kk zniknie. Wszyscy w komitecie Lewicy jesteśmy zgodni co do tej zmiany. To część naszego pakietu na rzecz świeckiego państwa.

Art. 212 kk o przestępstwie zniesławienia, który może być używany do tłumienia krytyki prasowej, też powinien zniknąć?

Trzeba mu się uważnie przyjrzeć.

Co z sytuacjami, gdy prawo cywilne służy tłumieniu wolności słowa? Na przykład przez takie instytucje jak zabezpieczenie powództwa w procesie cywilnym, które na lata pozwoliło zablokować film Henryka Dederki o Amwayu Witajcie w życiu? Z kolei rodzinie Ryszarda Kapuścińskiego prawie udało się ocenzurować biografię pisarza.

Jak mówi Konstytucja RP, państwo zapewnia wolność twórczości artystycznej. To znaczy, że tworzy również warunki umożliwiające uprawianie twórczości artystycznej i wobec tego powinno też chronić ją przed różnego rodzaju interwencjami cenzorskimi – także ze strony podmiotów prywatnych: korporacji, spadkobierców, rodziny. To dotyczy też problemu dostępu do kultury i dzieła artysty po jego śmierci. Państwo powinno wykupywać i gwarantować obecność w domenie publicznej ważnych dzieł kultury.

Domosławski: Biografia Kapuścińskiego była szansą na dyskusję o polskim reportażu. Szkoda, że ją zmarnowaliśmy

Co z mediami publicznymi?

Dziś trudno o tym rozmawiać ze względu na emocje, jakie wywołuje TVP. Ona nie jest już nawet tubą propagandową rządu, ale instytucją, która cynicznie i z pełną świadomością dewastuje debatę publiczną.

Dlatego gdy PiS straci władzę, wrócimy pewnie do dyskusji, czy mediów publicznych nie powinno się sprywatyzować. Jakie jest wasze stanowisko?

Potrzebujemy silnych mediów publicznych niezależnych od wpływu partii politycznych. Dyskutujemy nad tym, co zrobić, by nie powtórzył się Jacek Kurski. Jednym z tropów jest na przykład ogłoszony dwa lata temu Obywatelski Pakt na Rzecz Mediów Publicznych. Na pewno nie wierzę w projekt forsowany przez część PO, na czele z posłanką Śledzińską-Katarasińską, że trzeba powołać Radę Autorytetów, która w oparciu o swój ustawowy autorytet w porozumieniu z kolejnymi autorytetami będzie nadzorować realizację misji przez publiczne media. Tego typu pomysły wydają mi się kompletnie anachroniczne.

Potrzebujemy silnych mediów publicznych niezależnych od wpływu partii politycznych. Dyskutujemy nad tym, co zrobić, by nie powtórzył się Jacek Kurski.

W waszym programie jest też postulat utworzenia Muzeum Historii Polek i Polaków, które, jak rozumiem, ma być muzeum oddolnej, ludowej historii Polski. Ten projekt skłania mnie do pytania: czy gdyby Lewica uzyskała po wyborach kontrolę nad MKiDN, użyłaby go do prób prowadzenia tożsamościowej, lewicowej polityki kulturalnej?

Moim zdaniem pierwszym krokiem lewicowej polityki kulturalnej powinno być stworzenie takich mechanizmów, które zapewnią wsparcie dla tworzenia kultury opartej na różnych tożsamościach. Nie tylko tych lewicowych. Co więcej, tylko lewica może zagwarantować taki pluralizm.

**
Sebastian Liszka – menadżer kultury, analityk biznesowy, koordynator Wiosny w warszawskim Śródmieściu, kandydat do Sejmu z listy Komitetu Wyborczego SLD w okręgu warszawskim.

Kowalczyk: Role i władza podzielone są przeważnie po staremu

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.