Kultura

Grudzińska-Gross: Ślady stóp w stronę morza

Była inna, niż mogłoby to wynikać z tradycji, w której się wychowała. O tym chciałabym przypomnieć. O Wisławie Szymborskiej pisze Irena Grudzińska-Gross.

Kiedyś napisała dla siebie żartobliwe epitafium, które zaczynało się słowami:

Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.

Zaczynam od tego wierszyka, bo jak to często u Szymborskiej bywa, jest i trafny i zabawny. Była nieco staroświecka – tak teraz patrzymy na jej skromne publiczne zachowania i brak samochwalby. Formy literackie, które wybierała, były dość tradycyjne. Pisała mało i nie przystała na dłużej do żadnych literackich mód. Choć poezji poświęciła z powagą całe życie, do bycia poetką przyznawała się z ironią. W odczycie noblowskim powiedziała, że tylko Josif Brodski miał odwagę nazwać samego siebie poetą i miał do tego prawo, bo za młodu wiele z powodu poezji wycierpiał. (Tu pedantycznie muszę dodać, że Brodski, choć tak jak Szymborska żył poezją, śmiał się z takiego samonamaszczenia i cytując Achmatową, mawiał: Nie wiem, co znaczą takie słowa jak „poeta”, „bilard”…).

W wierszu Wieczór autorski Szymborska pisała, że bycie poetą to „wyrok skazujący na ciężkie norwidy”. Ale w innym podawała chyba mniej krytyczną, arystotelesowską, a może darwinowską definicję pisarza: „ssak z cudownie upierzoną watermanem ręką” (Tomasz Mann). Była wybitną poetką, dziwną, inną niż mogłoby to wynikać z tradycji, w której się wychowała. I o tym chciałabym przypomnieć.

Nigdy się nie poddała wyrokowi „na ciężkie norwidy”. Jej najbardziej znane wiersze są o miłości, śmierci, czasie, utracie. Myślę tu o takich faworytach jak Nic dwa razy się nie zdarza i Kot w pustym mieszkaniu. Nie oznacza to, że nie pisała o sprawach publicznych. Jest na przykład autorką jednego z najlepszych wierszy o wojnie, zaczynającego się od słów:

Po każdej wojnie
Ktoś musi posprzątać.

(Koniec i początek)

Jest także autorką jednego z najbardziej wstrząsających wierszy o zagładzie Żydów Jeszcze (1957):

W zaplombowanych wagonach
jadą krajem imiona,
a dokąd tak jechać będą,
a czy kiedy wysiędą,
nie pytajcie, nie powiem, nie wiem.

Imię Natan bije pięścią o ścianę,
imię Izaak śpiewa obłąkane,
imię Sara wody woła dla imienia
Aaron, które umiera z pragnienia.

Nie skacz w biegu, imię Dawida.
Tyś jest imię skazujące na klęskę,
nie dawane nikomu, bez domu,
do noszenia w tym kraju zbyt ciężkie.

Syn niech imię słowiańskie ma,
bo tu liczą włosy na głowie,
bo tu dzielą dobro od zła
wedle imion i kroju powiek.

Nie skacz w biegu. Syn będzie Lech.
Nie skacz w biegu. Jeszcze nie pora.
Nie skacz. Noc się rozlega jak śmiech
i przedrzeźnia kół stukanie na torach.

Chmura z ludzi nad krajem szła,
z dużej chmury mały deszcz, jedna łza,
mały deszcz, jedna łza, suchy czas.
Tory wiodą w czarny las.

Tak to, tak, stuka koło. Las bez polan.
Tak to, tak. Lasem jedzie transport wołań.
Tak to, tak. Obudzona w nocy słyszę
tak to, tak, łomotanie ciszy w ciszę.

Wiersz ten pokazuje poetycką maestrię Szymborskiej, umiejętność skrótowego przedstawienia dramatycznych i skomplikowanych wydarzeń. Wielokrotne warianty ludowych powiedzeń umiejscawiają „las”, przez który jedzie transport, w samym środku polskiego języka. Ale wiersz ten nie jest dla jej twórczości typowy. Uchroniła się przed „norwidami” i jej poezja nie należy do romantycznej szkoły poezji polskiej. Jej głos jest skrajnie indywidualistyczny, nie zwraca się do grupy, nie naucza, nie nawołuje. Jej powaga podszyta jest wahaniem.

Wiersze Szymborskiej dotyczą kondycji ludzkiej, wyrażają filozoficzne zadziwienie nad krótkością, kruchością, lecz także jedynością życia. Często powtarza się u niej motyw przypadkowości losu człowieka. Patrzy na ten los z wielu perspektyw; czasem są to gwiazdy (tak liczne „punkty widzenia”), czasem zwierzęta, nasi bracia i siostry. Pod pozorem naiwnego opisu Szymborska zaburza zwykły tok myśli, automatyzm zasiedzenia w świecie. A robi to lekko i śmiesznie, jak gdyby zawstydzona własną erudycją, bojąc się, że popadnie w pedanterię. Jest w tym stanowczość, a jednocześnie swoisty pacyfizm: nie mówi nigdy „teraz ja”.

W świetnym eseju o jej twórczości Grażyna Borkowska napisała, że „poezja Szymborskiej to skromna glosa na marginesie wielkiej księgi świata”. A także że jej twórczość, trzymając się obszarów peryferyjnych, oglądająca świat od kulis, staje się „eks-centryczna” (G. Borkowska, Szymborska eks-centryczna, „Teksty Drugie”, 4, 1991).

„Eks-centryzm” Szymborskiej polega na prywatności myśli, na niewpasowaniu w główne nurty debat dwudziestego wieku. Chodzi mi o jej wiersze, bo, jak jej wielokrotnie zarzucano, w okresie powojennym przystąpiła do nowego systemu. Nie miała jednak temperamentu politycznego. Atrakcję stanowiły dla niej udział w odbudowie kraju i przyrzeczenie równości społecznej. Jej pozycja peryferyjna i niedopasowanie spowodowane były tym, że posługiwała się „rozumem prywatnym” (Małgorzata Baranowska).

Nie przez przypadek cytuję dwie kobiety-krytyczki: Grażynę Borkowską i niedawno zmarłą Małgorzatę Baranowską (z tego samego numeru "Tekstów Drugich"). Kobiety, jak mi się wydaje, najprawdziwiej odbierają wiersze i styl Szymborskiej. Nie podciągają jej do jakiegoś wzorca czy formuły, poddają się jej nieklasyfikowalnej indywidualności. Wspaniałym osiągnięciem jest także biografia Szymborskiej Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny dwóch autorek, Anny Bikont i Joanny Szczęsnej. Książka jest taka, jak jej bohaterka: dyskretna, ale otwarta, poważna, ale dowcipna, mądra, ale lekka. I ilustrowana kartkami pocztowymi, kolażami autorstwa Szymborskiej. One też są i śmieszne, i mądre.

Poetycką postawę Szymborskiej nazwałabym małą rewolucją kopernikańską. Na zakończenia wiersza Utopia (1976) pisze:

Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
Ze szczytu jej roztacza się Istota Rzeczy.

Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.

Jak gdyby tylko odchodzono stąd
i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.

W życiu nie do pojęcia.

To drobne ślady jej stóp zwrócone są w kierunku morza. Są to ślady ciągłego oddalania się od centrum, dystansu, niezależności. Nie powinno nas dziwić, że Szymborska chciała, by pochować ją w grobowcu rodzinnym (w domyśle: nie na Skałce). I że jej pogrzeb ma być świecki.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.