Czytaj dalej

Książki budują społeczność. Wydawnictwa i księgarnie kameralne w dobie pandemii

Księgarnie kameralne w dobie pandemii

W dobie pandemii rozmawiamy o zrównoważonej modzie, wiele osób zachęca do wspierania lokalnej gastronomii. Pomyślmy też o lokalnych księgarniach – mówi Karolina Bednarz, założycielka księgarni i wydawnictwa Tajfuny.

Marta Knaś: Jesteś założycielką wydawnictwa Tajfuny specjalizującego się w literaturze azjatyckiej, prowadzisz też w Warszawie kameralną księgarnię o tej samej nazwie i profilu. Jak w sytuacji ograniczeń związanych z epidemią Tajfuny radzą sobie jako księgarnia?

Karolina Bednarz księgarnie kameralne wywiadKarolina Bednarz: Zdecydowaliśmy się zamknąć księgarnię stacjonarną, zanim wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego, a następnie stan epidemii. Nie chciałam narażać ani siebie, ani klientów na chorobę czy stres. Łatwiej nam zadbać o higienę w miejscu pracy, kiedy w danym momencie w księgarni na Chmielnej znajduje się tylko jedna osoba.

Mimo zamknięcia pracujemy dalej, a pracy jest wbrew pozorom więcej. Utrzymanie się na powierzchni w tych okolicznościach wymaga o wiele więcej pracy. Obecnie żyjemy z oszczędności i zakupów indywidualnych czytelników dokonywanych na stronie internetowej Tajfunów. Powolny trend spadkowy widzimy od Wielkanocy, choć do tej pory udawało się nam utrzymać sprzedaż, głównie online. Ale porównujemy to do stycznia i lutego, które z reguły nie są w branży bardzo dobrymi miesiącami – na pewno sprzedaż jest teraz zdecydowanie niższa, niż byłaby, gdybyśmy brały udział w zaplanowanych targach i wydarzeniach, a pod tym kątem planowałyśmy wiele ze swoich wydatków.

Spadła za to znacznie sprzedaż książek wydawnictwa Tajfuny w innych księgarniach. Wiele księgarń jest zamkniętych, a jeśli nawet działają, to sprzedają o wiele mniej. Odwołanie targów książki w wielu polskich miastach z pewnością także odbije się na nas finansowo – za część z nich zapłaciłyśmy wiele miesięcy temu, więc te pieniądze są niestety „zamrożone” do jesieni, jeśli w ogóle wtedy jakiekolwiek tego typu wydarzenia faktycznie się odbędą.

Osobliwe stany świadomości

Samorząd w jakiś sposób wspiera lokalne księgarnie?

Na razie nie usłyszeliśmy żadnych konkretów ze strony urzędu miasta, choć byłyśmy zapewniane, że prawdopodobnie zostaną wdrożone ulgi dla przedsiębiorców, którzy wynajmują lokale od miasta. Wciąż czekamy na potwierdzone informacje. Przyznam, że mocno liczymy na umorzenie lub chociaż mocne ograniczenie czynszu na czas epidemii.

A jak wygląda wasza sytuacja jako wydawnictwa?

Wydawnictwo działa dalej, staramy trzymać się harmonogramu publikacji na ten rok. Możliwe jednak, że jeśli sytuacja utrzyma się dalej, będziemy musiały zrewidować niektóre, zwłaszcza dalsze, plany. Większość marca miałam spędzić razem z Anną Wołcyrz w Japonii na spotkaniach z autorami i agentami – spotkanie twarzą w twarz naprawdę przyspiesza cały proces, który w przypadku japońskich wydawców może trwać nawet latami. Nie chcemy przekładać premier – już za kilka tygodni ukaże się nasza najnowsza książka, Układ(a)ne Aoko Matsudy w przekładzie Agaty Bice – ale trudno nam ocenić, jak będzie to wyglądało w przypadku kolejnych tytułów. Na pewno będziemy musiały rozważyć zmniejszenie nakładów i pogodzić się z tym, że sprzedaż może być niższa, niż zakładałyśmy.

Izrael, Japonia i Albania na smutno

Finansowo czas epidemii mocno się na was odbija?

Już w tej chwili wiele małych księgarni nie jest w stanie zapłacić nam za książki, a hurtownie składają mniejsze zamówienia na nasze tytuły. Widzimy to i słyszymy też od innych wydawnictw, że hurtownie spóźniają się z opłaceniem faktur.

Odczuwacie zamknięcie dużych sieci?

Choć nasze tytuły są dostępne w Empiku, nie współpracujemy z tą firmą bezpośrednio – nasze książki zamawiane są z hurtowni. Wbrew pozorom w sieciówkach wcale nie sprzedaje się aż tak dużo egzemplarzy naszych tytułów – często bywa tak, że klient kupuje książkę w sieciówce, aby potem kupić resztę tytułów bezpośrednio od nas. Niestety w wielu małych miastach w Polsce nie ma już niezależnych księgarni i często sieciówka jest jedyną opcją na stacjonarne dotarcie do potencjalnego czytelnika…

Dane wskazują, że w efekcie pandemii w branży może dojść do wielu zwolnień. Jak to wygląda u was?

Zatrudniam na pełen etat pięć osób, ale nie mogę wyobrazić sobie scenariusza, w którym będę musiała dokonać zwolnień. Pierwszy wydatek do eliminacji to moja pensja. Na ten moment nie rozważamy redukcji zatrudnienia ani wynagrodzeń i staramy się dalej działać według dotychczasowego planu. Choć nie ukrywam, że łatwo nie jest.

Nie płaczę przed snem

czytaj także

Nie płaczę przed snem

Karolina Bednarz

Według szacunków z marca ograniczenia związane z epidemią mogą doprowadzić do zamknięcia nawet 40 procent księgarń kameralnych w Polsce – gdyby okres kwarantanny potrwał do połowy kwietnia, a już trwa dłużej. Co oznaczałoby to dla lokalnego rynku książki?

Najwięcej stracą na tym czytelnicy. Księgarnie kameralne są często pierwszym przystankiem dla osób, które szukają dobrej lektury. Gdy myślę o Wrocławiu, od razu na myśl przychodzą mi Tajne Komplety. Gdy myślę o Krakowie, w głowie pojawiają mi się Lokator i Księgarnia Karakter. To miejsca lokalnej kultury, często prowadzone przez prawdziwych pasjonatów, które w dużym stopniu kształtują to, co czytamy i jak czytamy. Mimo że, jak wynika z raportów Biblioteki Narodowej, czytelnictwo w Polsce utrzymuje się na niskim poziomie, obserwuję duże zainteresowanie spotkaniami autorskimi, wizytami w małych księgarniach. Wynika to z zaufania do nich i ich pracowników.

Mówisz to też na podstawie doświadczenia Tajfunów?

Tak, nasze doświadczenie pokazuje, że polska społeczność czytelnicza – choć może niezbyt ogromna – jest bardzo aktywna. Do Tajfunów przychodzi coraz więcej osób, dostajemy liczne wiadomości w mediach społecznościowych oraz maile z pytaniami o rekomendacje. Do tego duża część klientów do nas wraca – po dwóch tygodniach, po miesiącu. Opowiadają, co czytali ostatnio i na co mają ochotę w tym momencie. Są oni nieodłączną częścią naszych działań, dalszym kręgiem Tajfunowej rodziny. Wierzę, że księgarnie kameralne zapewniają ludzki wymiar doświadczenia kupowania książek, który jest dla aktywnych czytelników bardzo ważny.

Jeśli księgarnie kameralne znikną, coś ważnego się skończy [rozmowa]

Kłopoty branży książkowej to problem nie tylko dla czytelników i czytelniczek…

Oczywiście, duże i małe księgarnie oraz wydawnictwa to system naczyń połączonych. Znów mogę pokazać to na przykładzie Tajfunów: nasza mała księgarnia i wydawnictwo zatrudniają pięć osób. Do tego współpracujemy z tłumaczami, redaktorkami, grafikami i ilustratorkami, a także konkretnymi drukarniami i hurtowniami. Każdy z tych podmiotów liczy na płynność współpracy i stałość zleceń, aby się utrzymać. Gdybyśmy wstrzymali wszystkie nasze działania, odcięlibyśmy dochód sporej liczbie osób. Dlatego musimy myśleć także o naszych współpracownikach.

Księgarnie i wydawnictwa szukają teraz różnych sposobów, które pomogą im przetrwać trudną sytuację. Wprowadzają darmowe dostawy, organizują spotkania autorskie online, zwiększają obecność w mediach społecznościowych, księgarnie dołączają do akcji Książka na telefon zainicjowanej przez jednego z dystrybutorów książek. Co sprawdza się w Tajfunach?

Akcja Książka na telefon nie wiązała się w naszym przypadku z dużym odzewem. Prawdopodobnie dlatego, że prężnie działamy w mediach społecznościowych i większość osób zwraca się do nas z pytaniami bezpośrednio na Instagramie czy Facebooku. Jednak z tego, co wiem, akcja jest bardzo pomocna dla tych księgarni, które nie mają sklepu internetowego i skupiały się dotychczas na działaniach offline – spotkaniach, klubach czytelniczych.

My, od początku działania Tajfunów, przykładaliśmy sporą wagę do internetu i prowadziliśmy sprzedaż online. Chcieliśmy być dostępni dla szerokiego grona odbiorców na terenie całej Polski. Okres kwarantanny pozwala nam skupić się mocniej na działaniach internetowych – wciąż wiele tu możemy udoskonalić.

Inną naszą inicjatywą było zorganizowanie Tajfunowej Poradni Książkowej, w ramach której udzielamy rekomendacji książkowych na Instagramie. Daje nam to dużą satysfakcję, ale też angażuje czytelników. Publikują oni zdjęcia paczek z zamówieniami od nas, dzielą się ulubionymi cytatami. Ich aktywność jest w obecnej sytuacji ogromnie ważna.

Na swoim instagramowym profilu W krainie tajfunów wyjaśniasz, jak działa polski rynek książki i mówisz o tym, dlaczego sposób działania dużych sieci szkodzi kameralnym księgarniom oraz małym i średnim wydawnictwom. Piszesz m.in. o akcji udostępnienia tysięcy darmowych e-booków przez serwis należący do Empiku.

Czeka nas niepewna przyszłość i kryzys ekonomiczny i w tym kontekście tym ważniejsze wydaje mi się, by czytelnicy wiedzieli, jak działa rynek. Brakuje nam etycznych standardów. Akcja udostępniania książek za darmo osłabia pozycję księgarni kameralnych i małych wydawców. Duże sieci w dniu premiery nowości książkowych oferują je z nawet 40-procentową zniżką. Jaką motywację ma wówczas czytelnik, aby iść do małej księgarni i kupić taką książkę drożej?

Mam nieodparte wrażenie, że w polskiej branży często funkcjonuje zasada „wygryzania się”. Mówimy o konkurencji, walce o uwagę o klienta, a ja wolałabym, abyśmy rozmawiali o wzajemnym wsparciu. Jako Tajfuny kontaktujemy się z innymi wydawcami literatury azjatyckiej, proponujemy współpracę. Jest tyle fantastycznych książek do wydania, że naprawdę starczy ich dla wszystkich. I jeszcze sporo zostanie.

Żeby sytuacja się poprawiła, branża książkowa potrzebuje raczej działań systemowych czy oddolnych?

Potrzebne jest jedno i drugie. Brakuje wewnątrzbranżowej komunikacji. Przydałaby się wspólna, choćby niepisana umowa, na podstawie której żadna z księgarni nie przeceniałby książek na przykład powyżej 30 procent w stosunku do ceny okładkowej. Szczególnie w tak trudnym czasie. Kryzys uwypuklił to, co od wielu lat w branży stanowiło problem – brak solidarności i jasnych standardów.

Mam nieodparte wrażenie, że w polskiej branży książkowej często funkcjonuje zasada „wygryzania się”. Mówimy o konkurencji, walce o uwagę o klienta, a ja wolałabym, abyśmy rozmawiali o wzajemnym wsparciu.

Jednym z rozwiązań, którego wprowadzenie od dawna postulują księgarnie kameralne i wielu wydawców, jest z pewnością stała cena książki. Funkcjonuje ona między innymi w Niemczech czy we Francji. Oznacza to, że w ciągu na przykład roku od premiery książka może być sprzedawana tylko po cenie okładkowej. Inne kraje wprowadzają limity rabatów na książki, co blokuje nadmierne schodzenie z ceny. W Polsce natomiast panuje totalna wolnoamerykanka. Jeśli będę chciała wyprzedawać książki po cenach hurtowych, mogę to robić.

Może to dobre rozwiązanie w sytuacji kryzysu?

Być może wyprzedam jednorazowo wiele egzemplarzy i zarobię sporo pieniędzy, ale długofalowo przyzwyczaję w ten sposób czytelnika do niskich cen, za które nie będę mogła się utrzymać, gdy pandemia się skończy. Nie mówiąc już o tym, że nie generuję w tym momencie żadnego zysku dla swojego przedsiębiorstwa, więc nie mam za co opłacić pensji, czynszu, inwestować w rozwój… to rozwiązanie na krótką metę, które przyczyni się jednak do jeszcze większego dołka.

Czy ceny książek spadną? [głos wydawcy]

czytaj także

Jakimi argumentami przekonujesz czytelników, że za dostęp do dobrej literatury warto zapłacić? Ceny Tajfunowych książek nie należą do niskich.

Podstawowy argument to fakt, że za pracę należy się płaca. Podejście do własności intelektualnej w Polsce jest niestety nadal dość luźne, a przecież ludzka praca powinna być wynagradzana. Dzięki temu klient może wymagać wysokiej jakości – tłumaczenia, druku, redakcji, oprawy graficznej. My dużo o tym mówimy, często w bezpośrednich rozmowach z naszymi czytelnikami: ile procent to koszt dystrybucji, ile kosztuje druk, ile kosztuje tłumaczenie, prawa autorskie. W zdecydowanej większości przypadków spotykamy się ze zrozumieniem i chęcią wsparcia.

Po drugie, warto zastanowić się nad etyką naszych wyborów. W dobie pandemii rozmawiamy o zrównoważonej modzie, wiele osób zachęca do wspierania lokalnej gastronomii. Pomyślmy też o lokalnych księgarniach. Może zamiast kupić z dużą zniżką pięć książek, z których i tak wszystkich nie przeczytamy, warto kupić trzy, które będą przemyślanym wyborem, a ich zakup będzie wsparciem dla kameralnej księgarni lub ulubionego wydawnictwa? Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdego na to stać. Dlatego z całego serca polecam biblioteki – autorzy otrzymują honoraria za wypożyczenia biblioteczne – nie są to wielkie pieniądze, ale dają poczucie sprawiedliwości.

Koronawirus prześladuje modę niczym psychopatyczny mściciel

Dużo mówisz o solidarności, która w kontekście epidemii może się okazać kluczowa dla przetrwania wielu branż. Co poradziłabyś innym księgarniom kameralnym i wydawnictwom w obecnej sytuacji?

Ogromnie ważne są działania w internecie. Nie chodzi mi o duże inwestycje w reklamy w mediach społecznościowych, siła leży w budowaniu społeczności. Księgarnie, które zbudowały stałą bazę klientów, mają większą szansę przetrwać ten kryzys. A jeśli ktoś do tej pory nie zdecydował się na założenie sklepu internetowego, nie powinien dłużej tego odkładać.

Musimy też pamiętać, że po epidemii nie wrócimy do tego, co było. Komunikacja internetowa będzie służyła budowaniu zaufania czytelnika. Dlatego warto być na bieżąco ze zmianami zachowań odbiorców. Musimy być świadomi tego, co czytają, jakie mają gusta i nastroje. Należy działać dalej i reagować na bieżąco na to, co przynosi rzeczywistość.

Michał Zygmunt: Wróćmy do polskości, ale na własnych zasadach

Przyglądasz się też temu, co w branży książkowej dzieje się na świecie. Jak pandemia wpłynęła na rynek książki w innych krajach?

Śledzę uważnie bieg wydarzeń, zwłaszcza w Anglii i w Stanach Zjednoczonych. Dwie kultowe księgarnie w Nowym Jorku, McNally Jackson i Strand, zwolniły dużą część swoich pracowników; upadek grozi wielu niezależnym księgarniom. Niektóre z nich prowadzone były od pokoleń. To też bardzo trudny czas dla pisarzy i agentów literackich, dla drukarni, dystrybutorów – całej branży.

Jednak oprócz złych i przytłaczających informacji są też i pozytywne – ruszają akcje crowdfundingowe, które wspierają konkretne księgarnie. W USA działa strona-agregat dla niezależnych księgarni. W przeciwieństwie do tego, co obserwuję w Polsce, wydawnictwa i hurtownie wydłużają terminy płatności dla księgarni i zmniejszają koszty wysyłki i ceny książek, aby pomóc księgarniom przetrwać czas pandemii. Najwięksi wydawcy, tacy jak Penguin Books w Wielkiej Brytanii, publikują listy niezależnych księgarni w kraju i zachęcają do kupowania w mniejszych przedsiębiorstwach.

Jak według twoich przewidywań zmieni się polski rynek książki po pandemii?

Staram się być optymistką. Nie ma chyba lepszej książki na ten czas niż Niedźwiedzi bóg Hiromi Kawakami, która opowiada o codzienności w świecie po katastrofie elektrowni w Fukushimie. Wierzę, że branża da sobie radę, ale będzie wyglądać nieco inaczej. Nie wiem, ile planów i premier będzie trzeba odwołać, ile będą wynosiły pensje i nakłady, ale wierzę, że nawet jeśli wszystko ulegnie zmianie, 29 października wspólnie będziemy jeść tort z okazji drugich urodzin Tajfunów. Choćby na Skypie.

**
Karolina Bednarz – japonistka, feministka, założycielka księgarni i wydawnictwa Tajfuny, specjalizujących się w literaturze azjatyckiej. Autorka książki Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij