Kultura

Czy odznaczasz się „inteligencją ryzyka”?

Co to jest inteligencja ryzyka? I dlaczego wszyscy mamy skłonność do złego oceniania ryzyka działań, które podejmujemy?

Zamiast roztrząsać w nieskończoność, rwać włosy z głowy, w emocjach postanawiać coś, a potem żałować, wystarczy wziąć do ręki ołówek i kartkę. Zapisać prawdopodobieństwo sukcesu i porażki, dopisać oczekiwaną użyteczność do możliwych wyników i już, postanowione.

Dylan Evans przekonuje, że nie chodzi tu wcale o racjonalnego homo economicusa, którego zachowania rzekomo potrafi przewidzieć nauka, i z czym przyjemnie jest się nie zgodzić. Bardziej o odrobinę spokoju, cierpliwości i umysłowego wysiłku. A przypisywanie własnym szacunkom konkretnej liczby pomaga uniknąć nieporozumień, jak w przypadku, dajmy na to, agencji ratingowych, które z jakichś powodów wolą literki, pozwalające na spory margines błędu, jeśli chodzi o interpretację intencji oceniających.

Trzęś się, ale z rozumem


Autor przyznaje, że czasy mamy takie, że bardzo trudno podejmuje się decyzje i często unika się wszelkiego ryzyka. Najlepszy przykład to matki – kiedyś chodziło się do szkoły piechotą i nikt nie martwił się, że na każdym kroku czyha pedofil albo gwałciciel. Dzisiaj wszyscy nad wszystkim i wszystkimi o wiele bardziej się trzęsą. Niestety zazwyczaj źle szacujemy ryzyko i nasza inteligencja ryzyka nie jest zbyt duża.

Co to jest „inteligencja ryzyka”? To zdolność szacowania prawdopodobieństwa wystąpienia różnych zdarzeń w życiu albo prawdopodobieństwa, że „informacja, na którą właśnie się natknęliśmy, jest prawdziwa”. Co przeszkadza nam w tych szacunkach?

Przede wszystkim to, że nie znosimy niepewności. Wszystko musi być dla nas czarne albo białe. Na przykład uznajemy, że coś na pewno pójdzie źle, tylko dlatego, że wolimy już wiedzieć, jak będzie – tak działają samospełniające się proroctwa. Niektórzy wolą mieć pewność, że będzie źle, niż dawać sobie szanse na to, że będzie dobrze. Działa to oczywiście w drugą stronę, to znaczy częsta jest również postawa unikania ostatecznej odpowiedzi wśród tych, którzy raczej wolą żyć złudzeniami i domysłami.

Czasem po prostu oszukuje nas własna głowa. Na przykład przewidując, czy coś jest możliwe, sprawdzamy najpierw, czy do czegoś podobnego doszło w przeszłości i jeśli jesteśmy w stanie sobie to przypomnieć, będziemy uważali, że prawdopodobieństwo wystąpienia tego czegoś jest większe niż w rzeczywistości. Evans podaje przykład medialnych doniesień o śmierci na skutek przedawkowania paracetamolu i ecstasy. Ani razu nikt nie napisał o dość częstych przypadkach śmierci po środkach przeciwbólowych, ale każdy przypadek zgonu na skutek zażycia narkotyków był odnotowany w mediach. Wniosek jest prosty: zdaje się nam, że ludzie znacznie częściej umierają od narkotyków. Czasem winna jest jednak tylko bujna wyobraźnia – wystarczy, że jakiś obraz wyraźnie zapadnie nam w pamięć, byśmy przecenili prawdopodobieństwo wydarzenia się czegoś w rzeczywistości.

Złudzenia, w których żyjemy

Naszą zdolność oceny zaburza też myślenie życzeniowe. „Ludzie, którzy mają wysoką inteligencję ryzyka, widzą świat takim, jaki jest, a nie takim, jaki chcieliby, żeby był” – to tylko jedna z sentencji Evansa, która każe schować do kieszeni nie tylko strachy, ale i zbytni optymizm. Na przykład studenci przeszacowują liczbę ofert pracy, jakie będą na nich czekać po zakończeniu nauki, albo przewidują lepsze wyniki własnych egzaminów. Zazwyczaj jeśli podejmujemy się jakiegoś zadania, to wydaje się nam, że jesteśmy w stanie wykonać je w danym czasie i zobowiązujemy się do tego, nawet jeśli doskonale pamiętamy, ile razy już przekroczyliśmy podobny deadline… „Jeśli chodzi o plany na przyszłość, większości z nas potrzebny jest zimny prysznic, a nie dawka poczucia własnej wartości” – komentuje Evans.

Często też całkowicie ufamy informacji pochodzącej z danego źródła, pomijając to, czy źródło to faktyczniej jest godne zaufania. Czasami po prostu bardzo chcemy, żeby ktoś nam coś potwierdził. Zamiast porządnie zastanowić się przed podjęciem decyzji, robimy to w pośpiechu, a potem szukamy argumentów za tym, że mieliśmy rację, co oczywiście zniekształca nasze postrzeganie rzeczywistości.

Żeby podnieść inteligencję ryzyka, nie można tracić kontaktu z odmiennymi opiniami niż te, ku którym sami byśmy się skłaniali. Co ciekawe, w znajdowaniu potwierdzenia, że masz rację, pomaga internet i jego zdolności dopasowywania się do odgadniętych preferencji. Czyli to, że kiedy ktoś o lewicowych przekonaniach wpisze w Google „BP”, otrzyma najpierw wyniki związane z wyciekiem ropy w Zatoce Meksykańskiej, a prawicowy biznesmen raczej informacje o koncernie. „Stykamy się z mniejszą ilością informacji, które mogłyby zakwestionować albo poszerzyć nasz światopogląd, a w wyniku tego nasze opinie mogą okrzepnąć na tyle, by stać się dogmatami”.

Innym ciekawym skrzywieniem jest to, że pod wpływem jakiegoś argumentu zmieniamy jednak zdanie, ale nie chcemy się do tego przyznać i tłumaczymy, że tak naprawdę zawsze to wiedzieliśmy. Skrzywienie to „sprawia, że nie uczymy się na własnych błędach”.  A nawet jeśli jesteśmy w stanie przyznać się do pomyłki, to często będziemy się tłumaczyć, mówiąc: „Myliłem się, ale…”. Evans przywołuje przykład jednego z typowych pytań zadawanych podczas rozmów kwalifikacyjnych – o błąd popełniony w poprzedniej pracy. Ponieważ wszyscy mamy skłonność do wypierania porażek, jeśli nie przygotujemy wcześniej odpowiedzi na to pytanie, podczas rozmowy wypadniemy jak prezydent Bush Jr, jąkający się bez większego sensu w reakcji na pytanie o to, co mu w czasie prezydenckiej kadencji nie wyszło. 

Między wiedzą i niewiedzą

Zaskoczyła mnie jeszcze jedna sprawa: mianowicie to, że zbyt często przekonani jesteśmy, że wiemy, kiedy ktoś mówi prawdę albo co myśli. Ludzie, którzy kłamią, wcale nie unikają wzroku rozmówcy, nie denerwują się ani nie pocą bardziej niż ci, którzy „naprawdę” mówią prawdę. Liczne eksperymenty dowiodły, że ludzie zawsze przeceniają swoje zdolności wykrycia kłamstwa. A najsmutniejsze jest to, że łatwiej jest oszukać partnera, z którym jesteśmy wiele lat, niż tego, z którym dopiero zaczęliśmy się spotykać. Nie wykryjemy, że kłamie, po prostu nam to do głowy nie przyjdzie, że mógłby, wydaje nam się, że znamy go na wylot, ufamy sobie wzajemnie i w ten sposób usypiamy czujność. No i potem zastanawiamy się, czy naprawdę znamy osobę, z którą tak wiele przeżyliśmy…

Podobnie zresztą zakładamy, że inni potrafią z nas „wyczytać” więcej niż w rzeczywistości. O wiele częściej nie wiedzą np. że nie mówimy prawdy albo nie są w stanie odgadnąć naszej niepewności czy zdenerwowania, niż nam się wydaje. Łatwo jest sobie wyobrazić, jakie to ma konsekwencje w życiu osobistym i zawodowym. Jedną praktyczną radę Evansa w związku z tym warto zacytować: „Nigdy nie rozmawiaj z policją, jeśli jesteś podejrzany o popełnienie przestępstwa. Jeśli jesteś niewinny, to naiwnym byłoby sądzić, że twoja niewinność będzie dla policji oczywista albo że policjanci nie mają żadnych uprzedzeń. Jeśli jesteś winny, policja może niekoniecznie to odgadnie, ale po co ryzykować?”.

Oprócz osobistych skłonności są jeszcze czynniki społeczne. Na przykład zachowania stadne („wysoka inteligencja ryzyka często wiąże się z postawą ekscentryczną czy przynajmniej odmową poddania się presji otoczenia”) albo tendencja do podążania za przywódcą, który jest przesadnie przekonany o tym, że ma rację. Ten rozdział polecam zarówno tym, którzy mają ambicje do przywództwa, jak i tym, którzy dziwią się, że niektórzy zabierają głos i mówią pewnie nawet wtedy, gdy mają niewielkie pojęcie o sprawie. Ludzie różnią się też tym, że jedni udzielają odpowiedzi szybko, inni zastanawiają się dłużej.

Jak wynika z badań przeprowadzonych wśród studentów, na początku semestru „szybcy” wydają się wszystkim mądrzy, a „powolni” głupsi – a pod koniec semestru oceny te się odwracają. Evans jak zawsze zaleca ostrożność, ale nie przesadną. Należy się zastanowić, ale zupełny brak odpowiedzi to według niego umysłowe lenistwo. Rzadko jest tak, że naprawdę czegoś nie wiesz, bo zawsze można pospekulować, porozkładać pytanie na części pierwsze i często okaże się, że wiemy więcej, niż nam się wydawało.

Na ledwie nieco ponad 300 stronach Evans podaje przykłady z polityki, współczesnych wojen, historycznych postaci, życia społecznego i codziennego. Przy pracy nad książką spędził też bardzo dużo czasu z hazardzistami. Nie wiem, jak udało mu się to wszystko zmieścić, ale momentami zdaje mi się, że to rozbudowana promocja www.projectionpoint.com , gdzie nie tylko można zrobić sobie test na inteligencję ryzyka, ale i zamówić specjalistyczne testy dla swojej firmy… Ale to i tak chyba dość dobry, ciekawy poradnik napisany przez niegdysiejszego eksperta od lacanowskiej psychoanalizy.

Dylan Evans, Risk Intelligence. How to Live with Uncertainty, Free Press 2012 

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.