Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Władza mówi: „Morda w kubeł”. A powinna chronić sygnalistów

Niezależnie od tego, czy Leszek Kraskowski okaże się winny któregokolwiek z zarzucanych mu czynów, w mojej ocenie powinien korzystać z ochrony przysługującej sygnalistom.

ObserwujObserwujesz
Presenter in a red-blue plaid shirt speaks to camera with two blurred men in a forest-like background behind him
Kontekst

⛓️‍💥 Leszek Kraskowski, dziennikarz publikujący materiały krytyczne wobec Romana Giertycha, został tymczasowo aresztowany m.in. w związku z zarzutami dotyczącymi nielegalnego posiadania broni i kierowania gróźb.

🗣️ W Polsce od 2024 roku obowiązuje ustawa o ochronie sygnalistów, która miała zabezpieczać osoby zgłaszające nieprawidłowości przed odwetem, jednak jej zakres nie obejmuje części przypadków związanych ze stosunkiem pracy.

🏥 Temat ochrony sygnalistów wraca przy okazji sprawy Szpitala Południowego w Warszawie i zarzutów byłego ordynatora Emila Jędrzejewskiego dotyczących funkcjonowania placówki. Jego wystąpienie w Kanale Zero rozpoczęło dyskusję nie tylko o ujawnionych nieprawidłowościach, ale także o tym, jak traktowane są osoby, które je nagłaśniają.

1
Walka

Ilekroć jakiś Amerykanin krytykował stalinowski system represji, otrzymywał niezmienną odpowiedź: „A u was biją Murzynów”. Był to klasyczny przykład odwracania uwagi od meritum. W USA dyskryminacja rasowa stanowiła wielki, nabrzmiały problem, ale nie miało to nic wspólnego z tym, jak mordowała bezpieka, jak wykańczano ludzi w łagrach albo gdy zatłuczono jakiegoś Saszę na Łubiance, bo powiedział jeden żart o Stalinie za dużo. Systemy totalitarne biły, torturowały i zamykały ludzi, żeby reszta się bała, a władza miała spokój. Demokracja działa zaś tylko wtedy, kiedy można swobodnie głosić swoje poglądy i krytykować władzę bez obawy o represje.

Redaktor Leszek Kraskowski mówił na swoim kanale o Romanie Giertychu mniej więcej to samo, co opisywano w Wirtualnej Polsce. Myślę nawet, że w swoich atakach na Giertycha posuwał się ciut za daleko. Nie można o nikim mówić, że jest złodziejem – nawet jeżeli gada jak złodziej, wygląda jak złodziej, zachowuje się jak złodziej – jeżeli nie zapadł w tej sprawie prawomocny wyrok skazujący.

Czytaj także Media odkryły aferalne złoto i nie odpuszczą samorządom KO Galopujący Major

Problem polega jednak na czymś innym. Wątpliwości dotyczące udziału Romana Giertycha w sprawie Polnordu czy prania pieniędzy nigdy nie zostały rozstrzygnięte przez sąd, ponieważ śledztwo umorzono. Na zdrowy rozsądek, gdyby Giertych był przekonany o swojej niewinności, mógłby oczekiwać doprowadzenia sprawy do końca i oczyszczenia swojego nazwiska wyrokiem sądu. Stało się inaczej. W efekcie nie dowiemy się, czy zarzuty były zasadne.

Można odnieść wrażenie, że władzy zależało przede wszystkim na wysłaniu innego sygnału: osoby z najbliższego otoczenia premiera Donalda Tuska są nietykalne, a każdy, kto uderzy we władzę, musi liczyć się z konsekwencjami.

W obronie sygnalistów

Za wątpliwą uważam również decyzję o zastosowaniu wobec Leszka Kraskowskiego trzymiesięcznego aresztu z powodu nielegalnego posiadania broni gazowej. W przypadku zarzutu kierowania gróźb pod adresem komendanta policji w Piasecznie pojawiają się co najmniej dwie niewyjaśnione kwestie. Po pierwsze, czy wiadomość rzeczywiście napisał Kraskowski, czy też dostęp do jego komputera uzyskał partner jego żony i podszył się pod niego. Burzliwe rozstanie stworzyło sytuację, której wszystkich okoliczności do dziś nie wyjaśniono.

Nie wiadomo również, czy prawdziwe są twierdzenia, że partner żony groził Kraskowskiemu nożem, ponieważ policja – według relacji autora – nie zrobiła wiele, by to ustalić. Podobnie jest z zarzutami o znęcanie się nad rodziną. W sprawach rozwodowych często pojawiają się bardzo ciężkie oskarżenia, które później nie znajdują potwierdzenia przed sądem. Mimo to prokuratura dołączyła ten wątek do uzasadnienia decyzji o aresztowaniu.

Kiedy więc staję w obronie dziennikarza Kraskowskiego jako sygnalisty, słyszę przede wszystkim odpowiedź: „Kraskowski bił żonę”. Brzmi to znajomo. Różnica polega na tym, że w Stanach Zjednoczonych dyskryminacja rasowa była faktem, natomiast w sprawie Kraskowskiego nie zapadł prawomocny wyrok. Podobnie nie wiemy i prawdopodobnie już się nie dowiemy, czy Roman Giertych dopuścił się czynów, o które był podejrzewany, ponieważ śledztwo zostało umorzone, a ewentualne przestępstwa uległy przedawnieniu.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że ilekroć dochodzi do aresztowania dziennikarza, opinia publiczna powinna zostać poinformowana o powodach takiej decyzji. Tymczasem główny bohater materiałów Kraskowskiego, Roman Giertych, triumfalnie zaproponował aresztowanemu pomoc prawną.

Niezależnie od tego, czy Leszek Kraskowski okaże się winny któregokolwiek z zarzucanych mu czynów, w mojej ocenie powinien korzystać z ochrony przysługującej sygnalistom. Problem polega na tym, że polskie przepisy wyłączają spod działania ustawy zgłoszenia związane ze stosunkiem pracy. Dziennikarz wykonywał swoją pracę zawodową, informując opinię publiczną o rzeczywistych lub domniemanych nieprawidłowościach. Z tego powodu nie korzysta z ochrony przewidzianej dla sygnalistów. Jak trafnie zauważyła ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: „Dla polskiego Sejmu ważniejszy jest dobrostan świń niż polskich pracowników”.

Do opinii publicznej wysłano kilka niepokojących sygnałów. Pierwszy brzmi: naraził się władzy, więc trafił do aresztu. Drugi: nie warto go bronić, bo jest złym człowiekiem i miał bić żonę. Zwolennicy takiego spojrzenia uznają te zarzuty za rozstrzygające jeszcze przed zakończeniem procesu.

Moje wątpliwości budzi również sam zarzut dotyczący broni gazowej. Szukałem informacji o zabójstwach dokonanych z jej użyciem i nie znalazłem żadnego takiego przypadku. Z kolei mail rzekomo wysłany przez Kraskowskiego brzmi trochę jak donos na samego siebie. Dziennikarz miał w nim grozić śmiercią nie tylko policjantowi, lecz każdemu, kto spróbuje mu przeszkodzić. Brzmi to jak wypowiedź szaleńca, potencjalnego seryjnego mordercy.

Czytaj także Gdy Telewizja Republika zaczyna nam prowadzić politykę zagraniczną Jakub Majmurek

Jeżeli natomiast prawdą jest, że partnerowi żony zależało przede wszystkim na tym, by Kraskowski wyprowadził się z mieszkania, to jego aresztowanie rozwiązuje ten problem przynajmniej na trzy miesiące. Obawiam się jednak, że na tym sprawa się nie skończy. Im dłużej dziennikarz pozostaje poza przestrzenią publiczną, tym lepiej dla tych, których krytykował.

Politycy PiS bronią dziś Kraskowskiego, bo widzą w tym okazję do uderzenia w rząd. Ja patrzę na tę sprawę inaczej. Bronię go dlatego, że nie chciałbym żyć w państwie, w którym dziennikarz może trafić do aresztu za publikowanie niewygodnych materiałów.

Wokół całej sprawy zapadła wymowna cisza. Ponieważ Kraskowski jest kojarzony z prawicą, niewielu liberalnych dziennikarzy stanęło w obronie kolegi po fachu. Ja jestem socjalistą i zamierzam go bronić. Nie z sympatii politycznej, lecz w imię zasad.

To nie walka z patologiami, to polityczna rozgrywka

Doktor Jędrzejewski również jest sygnalistą. W wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Stanowskiemu na Kanale Zero ostro skrytykował Szpital Południowy, młodego lekarza Dawida Kasprzyka oraz wielu swoich kolegów ze szpitala, w którym był ordynatorem. W istocie złożył zawiadomienie nie tylko na innych, ale także na samego siebie. Jeżeli przez lata jest się świadkiem nieprawidłowości i nic się z tym nie robi, trudno twierdzić, że nie ponosi się żadnej odpowiedzialności.

To właśnie jest największy dylemat sygnalistów. Boją się nie tylko odwetu, lecz także współodpowiedzialności za to, że przez długi czas milczeli. Dlatego jest ich tak niewielu, mimo że patologii nie brakuje. Ustawa o sygnalistach miała przerwać ten krąg milczenia. W polskiej wersji nie obejmuje jednak osób zgłaszających nieprawidłowości w miejscu pracy, czyli tam, gdzie taka ochrona jest najbardziej potrzebna. Dlaczego? Bo nie odpowiadałoby to pracodawcom.

Doktor Emil nie ma promiennego uśmiechu Dawida Kasprzyka. Sprawia raczej wrażenie człowieka zmęczonego i przygnębionego. Po wywiadzie uwagę mediów skupiły jednak nie ujawnione przez niego nieprawidłowości, lecz on sam. Dziennikarze nie pytali o patologie w szpitalu, ale o to, czy sygnalista sam nie ma nic na sumieniu. Jak można było się spodziewać, szybko znaleziono powody, by postawić go w niekorzystnym świetle. Gdy pojawił się w prokuraturze, wyglądał na przerażonego. Trudno się temu dziwić. W praktyce żadne przepisy nie gwarantują mu ochrony przed odwetem.

Kilka miesięcy przed ujawnieniem sprawy wynagrodzenia wicedyrektora SOR-u w Szpitalu Południowym, młodego lekarza bez specjalizacji, sam krytykowałem w mediach absurdalnie wysokie zarobki lekarzy zatrudnionych na kontraktach. Obecna w studiu była premier Beata Szydło zarzuciła mi wtedy, że próbuję skłócić lekarzy.

Nie musiałem nikogo skłócać. Znam wielu doświadczonych lekarzy ze specjalizacjami, którzy zarabiają wielokrotnie mniej od pupila Koalicji Obywatelskiej. Temat nie zainteresował jednak ani prawicowych stacji telewizyjnych, które często zapraszały mnie do swoich programów, ani polityków PiS. Zainteresowanie pojawiło się dopiero wtedy, gdy sprawa stała się wygodnym narzędziem do atakowania obecnej władzy.

Nawet dziś moje apele, by przeanalizować wynagrodzenia lekarzy kontraktowych także w szpitalach podlegających samorządom rządzonym przez PiS, pozostają bez odpowiedzi. Odnoszę więc wrażenie, że nie chodzi o walkę z patologiami, lecz przede wszystkim o walkę polityczną.

To nie żadna tajemnica, że w wielu szpitalach osoby lepiej sytuowane, bardziej wpływowe albo po prostu znajome personelu bywają traktowane inaczej niż zwykli pacjenci. W warszawskim Szpitalu Południowym problem miał jednak przybrać znacznie bardziej systemowy charakter. I właśnie dlatego stał się tak łatwym celem krytyki.

Wywiad Emila Jędrzejewskiego dla Kanału Zero był zwieńczeniem dziennikarskiego śledztwa. Tymczasem po raz kolejny zamiast skupić się na wyjaśnieniu zarzutów i naprawie ewentualnych nieprawidłowości, część opinii publicznej skoncentrowała się na ataku na dziennikarzy oraz samą stację.

Czytaj także Jak Maja Staśko zwyciężyła Stanowskiego. Lewandowski, charity washing i patodeweloperka Wojtek Żubr Boliński

Kanał Zero funkcjonuje dziś już nie tylko jako internetowy projekt, ale jako znaczący gracz medialny, konkurujący z tradycyjnymi stacjami telewizyjnymi. Szczególnie niepokojący jest dla mnie atak środowisk związanych z obecną władzą oraz części komentatorów na Patryka Słowika. Gdy pracował jeszcze w Wirtualnej Polsce, z równym zaangażowaniem opisywał nieprawidłowości po stronie PiS, jak i Platformy Obywatelskiej. Dla mnie był przykładem dziennikarstwa zaangażowanego, ale jednocześnie zachowującego niezależność.

Obawiam się, że próba podważenia wiarygodności poważnych zarzutów może oznaczać konieczność znalezienia winnych po stronie tych, którzy je ujawnili. Martwię się o doktora Emila, nawet jeśli nie wszystkie jego słowa z wywiadu uznałem za przekonujące. Miał bowiem cywilną odwagę, by przerwać milczenie wokół tego, co – według jego relacji – działo się w szpitalu, w którym pracował.

Już płaci za to wysoką cenę. Został poddany ostrej krytyce i przedstawiany przez część osób w najgorszym możliwym świetle. Jeśli sprawa potoczy się w złym kierunku, może również spotkać się z konsekwencjami prawnymi.

Trzęsę się także nad naszą wolnością. Jeżeli krytykowanie władzy zaczyna wiązać się z realnym ryzykiem dla osób ujawniających niewygodne informacje, jest to sygnał bardzo niebezpieczny. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że część rządzących chciałaby kierować do obywateli jedno przesłanie: „Morda w kubeł”.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x