⚔️ W piątek Jarosław Kaczyński ogłosił, że ponad 30 polityków PiS, związanych ze Stowarzyszeniem Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, zrezygnowało z członkostwa w partii.
😠 Weekend upłynął pod znakiem rozkręcającego się konfliktu między politykami PiS – byłymi i obecnymi.
🚀 Projekt Morawieckiego ma poważne ograniczenia polityczne – komentuje Jakub Majmurek. Były premier jest obciążony dziedzictwem rządów PiS, co będzie utrudniało mu pozyskanie umiarkowanych wyborców.
Wymieniając w 2017 roku Beatę Szydło na Mateusza Morawieckiego, Jarosław Kaczyński uznał, że po tym, jak socjalna obietnica PiS z kampanii 2015 została w zasadzie spełniona, przyszła pora na nową ofertę: rozwojową.
Miała ona być skierowana do mniej ludowego, młodszego, bardziej miejskiego elektoratu. PiS z twarzą Szydło miał „przywracać godność” skrzywdzonym transformacją i naprawiać jej niesprawiedliwości, PiS z twarzą Morawieckiego obiecywał rozwój na miarę ambicji pokolenia, które ma już dość porównywania współczesnej Polski do kryzysowej końcówki PRL, ale jako punkt odniesienia przyjmuje rozwinięte kraje zachodnie.
Morawiecki jako premier nigdy nie mógł w pełni realizować swojej rozwojowej agendy, zmuszony dawać twarz zupełnie nieprzystającym do niej politykom – np. bezsensownemu konfliktowi z Unią Europejską o praworządność. Trudno też wskazać jakiś jeden, „domknięty” rozwojowy projekt kojarzący się z rządem Morawieckiego – bo swoją drogą bardzo udana w kilku obszarach cyfryzacja państwa to trochę za mało.
Morawiecki zbudował jednak swoją „rozwojową” markę, wizerunek polityka, który – co rzadkie w Polsce, nie tylko na prawicy – patrzy w przyszłość i oferuje jej ambitną wersję. Na ile jednak na taką „rozwojową prawicę” spod znaku Morawieckiego jest realnie miejsce na polskiej scenie politycznej? Rozłam w PiS daje nam szansę, by się przekonać.
Nowa oferta dla inżyniera Karwowskiego
Przed wyborami w 2007 roku Ludwik Dorn mówił w wywiadzie dla „Europy”, że na inteligencję humanistyczną dawno już machnął ręką – bo ta w Polsce zawsze ulegała lewicowym i liberalnym modom – ale jako swoją misję traktuje przyciągnięcie do PiS inteligencji technicznej, bo ta mogłaby stać się partnerem dla modernizacyjnego programu PiS: reformy edukacji, cyfryzacji państwa, a w przyszłości także programu budowy elektrowni jądrowych.
„Największą ambicją inteligenta humanistycznego jest dokonać zmiany metapolitycznej, prawda? Zmiany języka. […] Natomiast inteligent techniczny zastanawia się, «czy będzie ta elektrownia jądrowa, czy nie, będzie ta droga, czy nie będzie». Przy rządzeniu państwem to jest wygodniejszy sojusznik. […] Kompromis technicznej inteligencji z władzą w PRL wyglądał tak: most musi być, droga musi być, elektrownia musi być. Dla takich ludzi władza to jest naturalny partner” – mówił wtedy Dorn. Niektórzy komentatorzy kpili wtedy, że Dorn składa ofertę dla „pisowskiego inżyniera Karwowskiego”, sądząc jednak po wyniku wyborów z 2007 roku, Karwowscy III RP jej nie przyjęli.
Rozwojowa propozycja Morawieckiego w zmodyfikowanej formie wskrzeszała tamtą ofertę. Inżyniera czy inteligenta technicznego zastąpił specjalista, znający Zachód – przynajmniej z Erasmusa albo wakacyjnej pracy – i pozbawiony już wobec niego wielkich kompleksów, rekrutujący się zarówno z sektora prywatnego, jak i publicznego, nieradzący sobie ogólnie w rzeczywistości III RP najgorzej, ale mający poczucie, że biorąc pod uwagę potencjał państwa, powinna ona mieć o wiele większe ambicje.
Projekt Morawieckiego, znacznie bardziej niż ten Dorna z 2007 roku, sprzedawał nie tylko obietnicę modernizacji, ale też pewną modernizacyjną narrację, obsługującą emocjonalne potrzeby elektoratu przekonanego, że Polska powinna mierzyć wyżej.
Morawieckiemu nie do końca udało się przyciągnąć taki elektorat. W 2019 roku, po dwóch latach kierowania przez niego rządem, PiS zdobył rekordowy wynik wyborczy – 43,59 proc. i ponad 8 milionów głosów – ale jednocześnie jego elektorat w wyborach 2019 roku był mniej wielkomiejski niż w 2015 roku i ciągle bardzo ludowy oraz zdecydowanie starszy niż młodszy.
Jednocześnie Morawiecki zbudował wokół siebie młode, „rozwojowe” środowisko, bez którego możliwość dotarcia PiS do elektoratu spoza rdzenia partii byłyby pewnie trudniejsze. W 2023 Morawiecki nie sprawdził się jako twarz kampanii PiS, choć zdobył najwięcej głosów, to nie uzyskał samodzielnej większości w Sejmie, a PiS nie miał w nim żadnej zdolności koalicyjnej.
Znów: gdyby na czele rządu już wtedy stał radykał Czarnek albo reprezentant partyjnego betonu Błaszczak, ten wynik byłby pewnie jeszcze gorszy. Morawiecki nie mógł w kampanii w pełni przedstawić swojej rozwojowej narracji, narzucono mu w niej populistyczny język, w którym nigdy do końca nie osiągnął biegłości, co najlepiej było widać w fatalnym występie premiera w przedwyborczej debacie TVP, gdzie zamiast merytorycznie bronić dorobku swojego rządu, ośmieszał się, opowiadając o „złotym wazonie od Putina”, jaki miał dostać Tusk.
Partia Kanału Zero?
Teraz Morawiecki ma wreszcie szanse na to, by wyjść do opinii społecznej wyłącznie ze swoim własnym przekazem. Do kogo go będzie kierował? Ciekawy w tym kontekście jest program „grilla”, organizowanego przez byłego premiera w najbliższy piątek.
Obok ludzi ze stowarzyszenia Morawieckiego wystąpią tam między innymi Jan Maria Rokita i Rajmund Andrzejczak – obaj dziś związani z Kanałem Zero i uważani w PiS za „zdrajców”. Rokita za swoją ostatnią krytykę Czarnka, zarzucającą kandydatowi PiS na premiera to, że wzywając do obcięcia pomocy wojskowej Ukrainie, de facto zapisuje PiS do antyzachodniej putinowskiej międzynarodówki. Andrzejczak za to, że jako Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego tuż przed wyborami w 2023 roku podał się do dymisji, co osłabiło rządzący wtedy PiS.
Wśród gości wydarzenia pojawiają się też Marek Jurek, Bartłomiej Marczuk, Bronisław Wildstein, Robert Winnicki i Bogusław Sonik. Będzie reprezentowany Klub Jagielloński i środowiska prawicowego Nowego Ładu.
Słowem: zjawi się bardzo szerokie spektrum prawicy, na różne sposoby dziś zdystansowanej do PiS i jego partyjnej linii. Od bardzo tradycjonalistycznego Jurka i Nowego Ładu, przez bardziej centrowy i prospołeczny Klub Jagielloński, po kiedyś związanych z PO Rokitę i Sonika i przemawiającego do centrowych normików Andrzejczaka.
W tej szerokiej prawicowej reprezentacji zabrakło środowisk libertariańskich i radykalnie wolnorynkowych, na pikniku znajdzie się za to lewicowy – lub raczej alt-leftowy – panel, gdzie o tym „jak nie zostawić nikogo z tyłu”, podążając za rozwojem, mają rozmawiać między innymi Paulina Matysiak, Marcin Giełzak i Maciej Szlinder.
Cała impreza wygląda tak, jakby jej program układał Kanał Zero i trudno się oprzeć wrażeniu, że Morawiecki stara się ze swoim ruchem mówić do „partii Kanału Zero”. Tyle że z przekazem mniej populistycznym, a przynajmniej póki co wolnym od populizmu libertariańskiego i antypaństwowego, bardziej technokratycznym, a nawet znajdującym miejscem dla gestów wobec lewicowej wrażliwości niż codzienna linia kanału.
Można się spodziewać, że partia Morawieckiego zaproponuje politykę prawicowego rozwoju przez państwo. Czyli takiego, w którym państwo – inaczej niż w wizjach z okolic „wolnościowej” części Konfederacji – odgrywa kluczową rolę w polityce gospodarczej: wyznacza jej zadania, dobiera środki do ich realizacji, wskazuje i wspiera powstawanie czempionów, a do pewnego stopnia dba o to, by nikt nie zostawał z tyłu. Gospodarka ma z jednej strony budować społeczną pomyślność, a z drugiej być „silnikiem” budującym siłę państwa i jego pozycję międzynarodową – a także poczucie dumy Polaków z państwa, w którym żyją. Ta modernizacja ma się przy tym odbywać w możliwie konserwatywny kulturowo sposób, z poszanowaniem dla tradycji i tożsamości.
Czy to nie jest tylko bańka?
Taka konserwatywna, „rozwojowa” narracja jest bardzo popularna na polskim politycznym X, bez problemu przebija się też w mediach tradycyjnych. Na ile jednak pozostaje ona wyłącznie fenomenem internetowej bańki? Pójście Morawieckiego i jego ludzi „na swoje” pozwoli to w końcu zweryfikować. Bo może się okazać, że dla „rozwojowej prawicy” realnie nie ma w Polsce miejsca albo że jej sufitem będzie na razie poparcie w okolicy progu wyborczego.
PiS w swoich najlepszych czasach odnosił tak wielkie sukcesy, bo był w stanie połączyć taką rozwojową narrację z obietnicą redystrybucji oraz bardzo skutecznym obsługiwaniem tradycyjnych prawicowych resentymentów – głównie wobec „liberalnych elit” – i lęków przed zbyt szybkimi zmianami kulturowymi. To, że Morawiecki sięga po takich polityków jak Marek Jurek, sugeruje, że jego partia także będzie próbowała wyjść naprzeciw tym lękom, ale nie obsłuży ich lepiej niż prawicowa konkurencja, często przyjmująca postawy otwarcie reakcyjne. Jak wiele Morawiecki nie mówiłby też o solidarności społecznej, to jako były bankier i jeden z bogatszych polskich polityków będzie w tym mniej wiarygodny niż PiS, potrafiący lepiej przemawiać językiem ludowego resentymentu.
Z kolei dla „modernizacyjnego” wyborcy z klasy średniej – zarówno tego bardziej chadeckiego, którego w 2023 przekonał Hołownia, jak i tego, którego porywa razemkowa wizja „Polski z krzemu i atomu” – formacja Morawieckiego będzie obciążona polityką PiS z lat 2015-23. Przecież ani były premier, ani jego ludzie nigdy nie przeciwstawili się antykonstytucyjnym, antyeuropejskim ekscesom PiS czy dehumanizacyjnemu językowi, jakim partia wielokrotnie się posługiwała np. wobec mniejszości.
Morawiecki zderzy się też z młodym elektoratem wychowanym w duchu antypaństwowego populizmu, socjalizowanym politycznie przez tik toki Mentzena w niechęci do swoich rządów. Ta grupa postrzega jakąkolwiek politykę gospodarczą państwa jak w najlepszym wypadku „marnotrawstwo”, w najgorszym „złodziejstwo” i jest przekonana, że państwo przede wszystkim nie powinno przeszkadzać jej w bogaceniu się.
Oczywiście, elektoraty mają krótką pamięć i być może Morawieckiemu uda się ze swoją wizją rozwojowej prawicy dotrzeć do większego grona wyborców, niż to się dziś wydaje możliwe. Ale jeśli nawet jest dziś miejsce na rozwojową prawicę, to jako niszę, która i tak najpewniej okaże skazana na opozycję lub rządy z prawicą mniej lub bardziej radykalną.








!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!