Na chwilę przed ostatecznym rozpadem stan gry był mniej więcej taki: Szynkowski vel Sęk nazywa Patryka Jakiego synem marnotrawnym, Patryk Jaki żąda przeprosin, sam nazywa rynsztokiem Marcina Horałę, któremu z kolei pozwem grozi Kacper Płażyński, domagając się w razie wygrania procesu wpłaty na fundację swojej żony. Mariusz Chłopik żąda od Mateckiego „stulenia pyska”, Matecki napuszcza farmę trolli na Monikę Pawłowską. Czarnek naciąga narracje antyukraińskie do tego stopnia, że sam prezes musi go publicznie prostować.
Przegonić skrajną prawicę w skrajnej prawicowości
To ostatnie pokazuje zresztą ciekawą prawidłowość. Jeśli chcesz zawalczyć ze skrajnie prawicowymi partiami o skrajnie prawicowego wyborcę, skręcając jeszcze bardziej w prawo, to prędzej czy później będziesz musiał powiedzieć „stop”. Jeśli nie po to, żeby zachować swoich dotychczasowych, bardziej umiarkowanych w prawicowym szale wyborców, to choćby po to, żeby się wizerunkowo od bardziej radykalnej konkurencji odróżniać. W efekcie nigdy nie będziesz dla wyborców Brauna tak wiarygodny, jak Braun. Nawet jeśli cię pochwalą za szczucie na którąś z mniejszości, to w momencie, kiedy mówisz „stop”, jesteś w ich oczach mięczakiem.
Alternatywą jest pójście w prawo tak bardzo, że kiedy zostaje już tylko ściana, to próbujesz wybić w niej dziurę. Wtedy jednak ryzykujesz, że staniesz się w końcu partią dość niszową, a i tak w porównaniu do konkurencji będziesz zaledwie podróbą. Zarówno PiS, jak i PO mają jednak ambicje bycia partiami możliwie „dla wszystkich”. Dlatego nie powinno dziś szokować, że „efekt Czarnka” nigdy nie zaistniał, a PiS-owi w sondażach raczej ubywa, niż rośnie, w najlepszym wypadku wychodzi na zero.
Bardziej globalne konsekwencje walki PiS o skrajny elektorat ponosi całe społeczeństwo, które – tak samo, jak po umizgach do antyukraińskiego elektoratu w wykonaniu Trzaskowskiego – pozostaje przeorane ksenofobią pachnącą pogromami. A jeśli komuś rośnie poparcie, to najwyżej obu Konfederacjom, które w takiej sytuacji de facto nadają ton debacie publicznej. Brawo PiS, brawo KO.
Komunikacja i propaganda sukcesu na korzyść Morawieckiego
Pisowska schizma jest ciekawa również z innych powodów. Tuż przed (nie)podpisaniem słynnych lojalek na Nowogrodzkiej Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura opublikował analizę tego, jak wewnątrzpartyjna, rozgrywana publicznie awantura przekłada się na widoczność PiS w sieci. Wnioski są zgodne z tym, co pisałem wyżej – na przebieraniu się PiS za (obie) Konfederacje zyskują głównie te ostatnie, bo zostają uwiarygodnione. Analitycy zwracają też uwagę, że rozłam między partią-matką a Morawieckim i jego zwolennikami ze stowarzyszenia Rozwój Plus to rywalizacja, na której zdecydowanie zyskuje były doradca Donalda Tuska i jego frakcja „harcerzy”.
W tej bitwie PiS Kaczyńskiego wydaje się być emanacją samego prezesa: niczym nieprzystosowany do wymogów współczesności i ociężały emerytowany bokser, co po latach wchodzi do ringu, by już wyłącznie dla pieniędzy zmierzyć się z jakimś tiktokerem w swojej ostatniej walce. Treści, którymi dysponuje partia-matka, przypominają raczej konferencje prasowe (i często nimi są), a nie kontent skrojony pod media społecznościowe.
W tym drugim zdecydowanie lepiej odnajduje się Morawiecki, od lat konsekwentnie pracujący nad kanałami komunikacji. Do tego potrafi dywersyfikować przekaz i grupy docelowe – jak jednego dnia odnosi się do pisowkiej awantury w dziesięciominutowym wideo wyglądającym jak prezydenckie orędzie, to dzień później wjeżdżają krótkie, szybko zmontowane, wsparte patetyczną muzyką krótkie filmiki na ten sam temat. Cóż, nie jest to bardziej krindżowe od zmierzających w stronę memicznego brainrotu filmików z Instagrama KO. Najważniejsze jednak, że treści Morawieckiego mają zdecydowanie większy potencjał organicznej dystrybucji od treści partii-matki, które na takim Facebooku opatrzone są zawsze komentarzem „udostępnij”, wrzucanym mechanicznie z konta postującego pod każdym własnym filmikiem.
Morawiecki ma nad PiS-em również tę przewagę, że kradnie partii jej propagandę sukcesu. To właśnie on kojarzy się wyborcom ze wprowadzeniem 500 plus, ozusowaniem śmieciówek, tarczami antykryzysowymi czy wzrostem gospodarczym. Według Res Futura PiS stawiający w komunikacji na sukcesy z przeszłości będzie wręcz sponsorował wzrost popularności Morawieckiego.
Mówiąc krótko: im bardziej PiS próbuje się radykalizować, tym bardziej podbudowuje konfiarzy. A im bardziej będzie próbował opowiadać o sukcesach z przeszłości, tym bardziej podbuduje Morawieckiego.
Karta anty-PiS już nie wystarczy
Rozbicie PiS-u paradoksalnie może stanowić także wyzwanie dla jego odwiecznego głównego rywala, czyli KO. Lub szerzej – dla koalicji. Już pojawiają się publicystyczne dywagacje na temat tego, czy premier Tusk ma pomysł na to, jak podziękować za prezent, jaki mu właśnie zrobili na Nowogrodzkiej. A taki rozłam wcale nie musi być dla KO i przyjaciół korzystny. Jeśli bowiem Rozwój Plus zmieni się w partię zdolną wystawić własną listę, to obóz „demokracji walczącej” może czekać największe wyzwanie od lat. Będzie trzeba wykoncypować jakikolwiek wiarygodny i pozytywny program, bo bycie antypisem już nie wystarczy. A że sztabowcy zgromadzeni wokół Tuska lubią iść po linii najmniejszego oporu, to prawdopodobnie najlepszym, co będą w stanie wymyślić, będzie straszenie już nie PiS-em, a PiS-em i Konfederacjami.
Rozczłonkowanie PiS może rodzić dla KO jeszcze inne komplikacje – osłabiana partia Kaczyńskiego może już nie mieć luksusu kręcenia nosem na potencjalny mariaż z Braunem czy Mentzenem. Niewykluczone, że ułatwi to koalicję wszystkich partii na prawo od KO, choćby już po wyborach.
Rodzi się pytanie: na ile wyborcy KO będą w stanie puścić w niepamięć wydarzenia w rodzaju „piwa z Mentzenem” Trzaskowskiego, postulaty kampanijne brzmiące wprost jak podebrane prawicowym radykałom, deportacje Ukraińców za wykroczenia czy też wypowiedzi niektórych polityków KO, że z sympatycznym Sławkiem da się czasem dogadać. Czy KO w wydaniu „antyfaszystowskim” będzie dla wyborców tak samo wiarygodne, jak KO antypisowskie?
Obawiam się, że stowarzyszenie Nigdy Więcej może nie być tak skore do nagrodzenia Donalda Tuska na zachętę, jak Kongres Kobiet w 2022 roku.








!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!