Spokojnie, nie chodzi o to, żeby KO chwalić. Tusk ma od tego swoich wielbicieli w mainstreamowych mediach. Trudno jednak nie zauważyć, że do tej pory obecna koalicja nie była trapiona wielkimi aferami na poziomie ogólnopolskim. Nie znaczy to, że ich nie było, ale ich skala jest nieporównywalna z tym, co było za poprzedników, kiedy w sprawie Funduszu Sprawiedliwości nawet Jarosław Kaczyński pisał publiczne listy do Solidarnej Polski, sugerując, czym się skończy okradanie ofiar przestępstw z należnych im pieniędzy, by zasilać własne okręgi wyborcze.
KO nie ma swojej afery z Agencją Rezerw Strategicznych. Nie ma też pana od Red is Bad, który obecnie sypie w prokuraturze swoich kolegów z poprzedniej władzy i wspólnego okradania państwa. Nawet afera Romana Giertycha i jego pracownika „Foki” jest aferą z czasów, gdy Tusk jeszcze nie rządził. Owszem, jest nepotyzm i kumoterstwo w spółkach Skarbu Państwa, są kilometrówki, ale to jest już tak powszechne, że nikogo poza rozgrzanym betonem prawicy nie rusza.
Dlaczego PiS wchodzi cały na biało
Wydawać by się mogło, że KO może z tego skorzystać. Tymczasem paradoksalnie jej to tylko zaszkodziło. Dlaczego? Ano dlatego, że dziennikarze śledczy, widząc „aferalną flautę” na poziomie ogólnopolskim, zaczęli kopać głębiej. A więc wzięli się za samorząd. O ile afera kłodzka przebijała się do mainstreamu z powodu okropieństwa zarzutów, o tyle afera Szpitala Południowego to jest już typowe wejście afery samorządowej na poziom ogólnopolski. I to dla KO może okazać się o wiele większym problemem niż to, że – dajmy na to – jakiś minister dał się skorumpować.
Koalicja, a wcześniej Platforma Obywatelska rządzi bowiem w ogromnej liczbie dużych miast. Dość powiedzieć, że w wyborach samorządowych w 2024 r. na 100 największych miast w Polsce kandydat PiS wygrał zaledwie w… 9. A dochodzą jeszcze rady miast. To oznacza, że patologia wielkomiejskich samorządów staje się z automatu patologią partii Tuska. To problem pierwszy, nota bene także będący pokłosiem sukcesu wyborczego KO. Skoro rządzicie w tak wielu miastach i widać tam patologie, to jesteście partią patologiczną, prawda? Narracja jest dość łatwa.
Tymczasem media widzą, że znalazły klikalne złoto. Że im bardziej grzebiesz w oficjalnych danych, wykorzystujesz informacje od insiderów i sygnalistów, tym grubsze materiały przynosisz. I nagle powstaje cały serial. Żeby nie wspomnieć chociażby o ostatniej sprawie zwolnienia sygnalisty z ZDM w Warszawie, mimo zapewniania mu rzekomej ochrony przez Trzaskowskiego.
Klientelizm w wielkim mieście
Co ważne, afery wykrywają nie dziennikarze stricte prawicowi, których kompletna bezradność śledcza w czasach, gdy PiS nie podrzuca im gotowców, pokazuje, że nigdy nie byli czymś więcej niż przekaźnikami pisowskiej władzy. Wykrywa je chociażby Patryk Słowik, a więc dziennikarz, który przez lata wykrywał patologie rządów PiS. W tym sensie trudno też KO sprzedawać narrację, że to jakieś brednie TV Republika, nawet jeśli Słowik pracuje w znienawidzonym obecnie Kanale Zero.
Teoretycznie po każdym takim artykule, pokazującym patologie układu, powinny polecieć głowy. Tyle że patologia w miastach jest też o wiele trudniejsza do wykorzenienia. Jej skala i systemowość sprawiają, iż nie da się tego załatwić jedną dymisją, jak w przypadku złapanego na gorącym uczynku ministra. Co ma bowiem zrobić partia, skoro cała polityka samorządowa polega na ogromnym klientelizmie, a samorządowi politycy czują się jak w feudalnych królestwach? Zawiesić całe struktury? W ilu miastach? I kto później pójdzie robić kampanię wyborczą? Ci sami ludzie? Bo nowych do polityki samorządowej aż tylu się nie pcha.
Na razie – panika i defensywa
Z kolei opozycja nie śpi. Jako że PiS co do zasady w wielkich miastach nie rządzi, łatwiej mu (na poziomie lokalnym) udawać uczciwą partię brzydzącą się przywilejami. Na poziomie ogólnopolskim KO ma ogromny problem z tym, że nie tylko krytykuje ich Morawiecki, ale z prawej Konfederacja z Braunem, a z lewej Razem. To powoduje panikę, bo nie da się włączyć tej samej płyty, że za czasów PiS było to i tamto. Zarówno konfederaci, jak i Razem ostro krytykowali także pisowskie układy, więc obrona „a za PiS było gorzej” trafia w próżnię.
Wreszcie budzi się samo społeczeństwo obywatelskie, lewicowe i prawicowe. Fala antyelitaryzmu, która kiedyś zbierała żniwo na poziomie ogólnopolskim, teraz dotarła do Polski samorządowej. I tu znowu radni i prezydenci większych miast mają gorzej, ponieważ w przeciwieństwie do radnych małych miasteczek są siłą rzeczy bardziej oddaleni od wyborców, którzy znają ich (o ile w ogóle) z plakatów wyborczych. A to oznacza, że patrząc na salonik VIP w Szpitalu Południowym wyborcom łatwiej czuć niechęć do lokalnych elit samorządowych niż do radnego sąsiada z małej miejscowości, którego dziecko chodzi do szkoły z twoją córką.
Wszystko to sprawia, że KO jest obecnie w bardzo głębokiej defensywie i nie potrafi ani się bronić, ani zareagować. Tak jak kiedyś była partią ośmiorniczek, tak teraz jest partią bogatych lekarzy i wielkomiejskiej patologii. A patrząc na to, jak żre ten temat medialnie, zwłaszcza w sezonie ogórkowym, może się okazać, że zaraz Wrocław, Poznań i kilka innych miast dostanie się pod mainstreamową lupę. I dowiemy się jeszcze więcej. A to już może być dla KO prawdziwie zabójcze.





!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)
Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!