Przemysław Stefaniak: W swoim raporcie przekonujecie, że doświadczenia Ukrainy powinny zmienić nasze myślenie o bezpieczeństwie energetycznym. Co jest dziś najważniejszą dla Polski lekcją płynącą z tej wojny?
Marcel Velez: Przede wszystkim to, że powinniśmy zmienić definicję bezpieczeństwa energetycznego. Do tej pory myśleliśmy o nim głównie przez pryzmat ciągłości dostaw energii i dużych, scentralizowanych źródeł wytwarzania energii. Tymczasem wojna w Ukrainie pokazała, że bezpieczeństwo oznacza także odporność systemu na ataki i możliwość szybkiego przywrócenia dostaw energii.
Dzisiejszy system energetyczny opiera się na kilku dużych elektrowniach i rozbudowanej sieci przesyłowej. To model, który sprawdzał się przez dziesięciolecia, ale w warunkach wojny okazał się bardzo podatny na ataki. Zniszczenie kilku kluczowych obiektów może sparaliżować dostawy energii na ogromnym obszarze.
Właśnie dlatego doświadczenia Ukrainy pokazują, że rozwój rozproszonych źródeł energii ma znaczenie nie tylko dla klimatu czy ograniczania emisji. To także kwestia bezpieczeństwa państwa. Patrząc na tempo i kierunek transformacji energetycznej w Polsce nie widać jednak, by ten aspekt był dziś w wystarczającym stopniu uwzględniany przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.
Mówicie, że Ukraina jest dowodem skuteczności energetyki rozproszonej. Na ile ten rozwój wynika z przemyślanej strategii, a na ile z tego, że po zniszczeniu dużych elektrowni nie było innego wyjścia?
To jest właściwie kluczowy wniosek z naszego raportu. Nie twierdzimy, że Ukraina od lat realizowała strategię odchodzenia od dużych, konwencjonalnych źródeł energii. W dużej mierze był to proces wymuszony przez wojnę i zniszczenie infrastruktury.
W praktyce okazało się jednak, że lokalne, rozproszone źródła energii, magazyny energii i możliwość pracy wyspowej zapewniają znacznie większą odporność systemu. Tam, gdzie nie da się szybko odbudować dużej elektrowni, mniejsze instalacje pozwalają utrzymać dostawy energii dla mieszkańców czy infrastruktury krytycznej.
Właśnie dlatego postanowiliśmy przygotować ten raport. Chcieliśmy sprawdzić, czy intuicja, że energetyka rozproszona jest trudniejsza do zniszczenia, znajduje potwierdzenie w faktach i danych ekonomicznych.
Czy uważacie, że Polska mogłaby utrzymać stabilność systemu elektroenergetycznego, gdyby opierał się głównie na odnawialnych źródłach energii?
Nasza analiza pokazuje, że taki model jest nie tylko bardziej odporny na ataki, ale również bardziej opłacalny.Nie twierdzimy, że z dnia na dzień można zrezygnować ze wszystkich konwencjonalnych źródeł energii. Transformacja to proces i w tym procesie potrzebne są także moce, które będą stabilizować system.
Docelowy model zakłada, że podstawę systemu stanowią odnawialne źródła energii. Ich pracę uzupełniają magazyny energii, zarządzanie popytem, oraz tzw. źródła szczytowe, uruchamiane wtedy, gdy przez dłuższy czas warunki pogodowe nie pozwalają na odpowiednią produkcję energii z wiatru i słońca.
Nie uważamy więc, że system powinien opierać się wyłącznie na OZE. Pytanie brzmi raczej, jaką rolę mają odgrywać źródła konwencjonalne i czy ich skala jest rzeczywiście uzasadniona analizami. W naszej ocenie dziś brakuje przejrzystości w tym, na jakiej podstawie planowane są kolejne inwestycje.
No właśnie. Twierdzicie, że państwo planuje zbyt wiele nowych bloków gazowych. Skąd bierze się wasze przekonanie, że te prognozy są zawyżone?
Kiedy powstają dokumenty strategiczne, takie jak Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu czy strategie Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), pojawiają się prognozy zapotrzebowania na nowe moce gazowe. Naszym zdaniem problem polega na tym, że nie wiadomo, na jakich dokładnie analizach są one oparte.
Złożyliśmy wniosek do Najwyższej Izby Kontroli, a także pytania do PSE w trybie dostępu do informacji publicznej. Chcieliśmy dowiedzieć się, skąd wynikają prognozy dotyczące skali inwestycji gazowych. PSE powołało się na tajemnicę przedsiębiorstwa.
Uważamy, że decyzje dotyczące wielomiliardowych inwestycji i długoterminowych kontraktów na import gazu powinny być oparte na przejrzystych analizach i podlegać publicznej kontroli. To państwo powinno wyznaczać kierunek transformacji energetycznej, a nie wyłącznie spółki energetyczne.
Wyposażenie tysięcy szpitali, wodociągów czy innych elementów infrastruktury krytycznej w magazyny energii i mikrosieci brzmi rozsądnie, ale oznacza ogromne koszty. Policzyliście, ile taka transformacja mogłaby kosztować?
Z naszych analiz, opartych na dokumentach rządowych i planach spółek energetycznych, wynika, że w ciągu najbliższych lat na nowe bloki gazowe oraz kontrakty na import gazu może zostać przeznaczone od 200 do nawet 300 miliardów złotych.
Kiedy więc słyszymy pytanie, ile kosztowałoby zabezpieczenie szpitali czy wodociągów przed blackoutem, odpowiadamy innym pytaniem: czy policzono już pełne koszty utrzymania obecnego modelu energetyki i jego zabezpieczenia przed współczesnymi zagrożeniami?
Czyli waszym zdaniem problem polega również na tym, że brakuje niezależnej weryfikacji tych założeń inwestycyjnych?
Dokładnie. My przedstawiamy nasze argumenty, spółki energetyczne przedstawiają swoje, ale bardzo rzadko ktoś analizuje oba stanowiska i próbuje je zweryfikować na podstawie dokumentów oraz metodologii, na których opierają się prognozy.
Dlatego złożyliśmy wniosek do Najwyższej Izby Kontroli. Chcielibyśmy, aby ktoś niezależny sprawdził, czy planowane inwestycje w gaz rzeczywiście odpowiadają przyszłym potrzebom Polski i czy przyjęte prognozy są wiarygodne. Uważamy, że właśnie taka merytoryczna weryfikacja jest dziś najbardziej potrzebna.
Jeżeli rzeczywiście rośnie ryzyko wojny, to może kwestie klimatu trzeba na jakiś czas odłożyć na bok? Skupić się przede wszystkim na bezpieczeństwie, nawet jeśli oznaczałoby to dłuższe korzystanie z węgla?
To jest fałszywa alternatywa. Nie uważam, że trzeba wybierać między bezpieczeństwem a transformacją energetyczną. Wręcz przeciwnie, dziś te dwa cele coraz bardziej się ze sobą łączą. Jeszcze kilka lat temu rozwój odnawialnych źródeł energii był przedstawiany przede wszystkim jako projekt klimatyczny. Wojna w Ukrainie pokazała, że jest to również projekt związany z bezpieczeństwem państwa.
Powrót do węgla nie rozwiązuje naszych problemów. Polskie wydobycie jest dziś po prostu niekonkurencyjne i nieekonomicznie. Utrzymanie górnictwa kosztuje miliardy złotych, a jednocześnie nie buduje odporności systemu energetycznego na współczesne zagrożenia.
Z naszej perspektywy najbardziej racjonalnym kierunkiem jest rozwój energetyki rozproszonej: farm wiatrowych, fotowoltaiki, magazynów energii, systemów zarządzania popytem oraz poprawy efektywności energetycznej budynków. To rozwiązania, które jednocześnie ograniczają emisje i zwiększają bezpieczeństwo energetyczne.
Masz wrażenie, że politycy wciąż patrzą na OZE głównie przez pryzmat klimatu, a nie bezpieczeństwa?
Tak. Ostatnio premier Tusk otwierając farmę fotowoltaiczną powiedział, że to „inwestycja dla przyszłych pokoleń”. Tymczasem wojna w Ukrainie pokazuje, że OZE są potrzebne przede wszystkim tu i teraz. Dobrze byłoby, żeby premier polskiego rządu wiedział, że to nie jest wyłącznie inwestycja w klimat. To również inwestycja w odporność państwa i bezpieczeństwo energetyczne.
Co ciekawe, nasz punkt widzenia dzielą osoby zajmujące się obronnością. Po publikacji naszego raportu otrzymaliśmy pozytywne opinie również od przedstawicieli środowisk wojskowych. To pokazuje, że dyskusja o energetyce przestała być wyłącznie sporem ekologicznym. Coraz częściej jest postrzegana jako element debaty o bezpieczeństwie państwa.
Oczywiście żadna technologia nie jest pozbawiona wad. Dotyczy to zarówno energetyki odnawialnej, jak i jądrowej czy opartej na paliwach kopalnych. Naszym zdaniem bilans korzyści przemawia jednak za rozwojem rozproszonych odnawialnych źródeł energii. W świetle danych, które zebraliśmy, to dziś najprostszy i najtańszy sposób wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski.
Elektrownie wiatrowe nie produkują energii, kiedy nie wieje, a fotowoltaika nie działa nocą. Jak dużą rolę w waszym scenariuszu mają odegrać magazyny energii? I czy ta technologia jest już na tyle dojrzała i tania, żeby wdrażać ją na szeroką skalę?
Nie mówimy o tym, żeby z dnia na dzień wyłączyć wszystkie konwencjonalne źródła energii i zastąpić je odnawialnymi. Transformacja energetyczna jest procesem rozłożonym na dziesięciolecia. Zależy nam przede wszystkim na tym, żeby nie wyhamowała.
My nie twierdzimy, że OZE rozwiążą wszystkie problemy. Chcemy natomiast, aby były traktowane adekwatnie do swojego potencjału i możliwości, jakie dają. To samo dotyczy magazynów energii. Ta technologia bardzo szybko się rozwija, systematycznie tanieje i odgrywa coraz większą rolę w stabilizowaniu systemu elektroenergetycznego. Polska jest zresztą jednym z liderów, jeśli chodzi o rozwój przydomowych magazynów energii.
Naszym zdaniem magazyny energii powinny być traktowane jako pełnoprawny element systemu energetycznego, a nie jako technologia przyszłości. W połączeniu z odnawialnymi źródłami energii, zarządzaniem popytem i źródłami bilansującymi mogą znacząco zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne kraju.
Chcemy też pokazać, że transformacja energetyczna to nie jest wyłącznie projekt klimatyczny. Coraz częściej okazuje się po prostu opłacalna ekonomicznie. Widać to choćby po liczbie Polaków inwestujących we własne instalacje odnawialnych źródeł energii i magazyny energii. Oczywiście wiele zależy od stabilnych regulacji i długofalowej polityki państwa, ale kierunek jest wyraźny.
Dla Greenpeace punktem wyjścia są cele klimatyczne, jednak dziś argumentów za rozwojem odnawialnych źródeł energii jest znacznie więcej. Mówimy również o bezpieczeństwie państwa, ograniczaniu zależności od importu paliw kopalnych i budowie bardziej odpornego systemu energetycznego. To właśnie dlatego zajęliśmy się tym tematem. Nie dlatego, że chcemy analizować energetykę przez pryzmat wojny, ale dlatego, że wojna zmieniła sposób myślenia o bezpieczeństwie.
Twierdzicie jednak, że w Polsce rozwój magazynów energii jest sztucznie hamowany. Skąd taki wniosek?
Najlepiej pokazuje to rynek mocy. Jest to mechanizm, w ramach którego państwo płaci właścicielom elektrowni, magazynów energii i innych źródeł nie tylko za wyprodukowaną energię, ale także za gotowość jej dostarczenia w momentach, gdy w systemie może jej zabraknąć. O tym, które projekty otrzymają wsparcie i w jakiej wysokości, decydują Polskie Sieci Elektroenergetyczne, które ogłaszają aukcje na moc. Wygrana może zapewnić inwestorowi wieloletni, stabilny przychód, a więc często przesądza o tym, czy dana inwestycja w ogóle powstanie. W aukcji prowadzonej w grudniu 2023 roku magazyny energii zdobyły kontrakty na ponad 1,7 GW mocy. To bardzo dużo. Okazały się jedną z najbardziej konkurencyjnych technologii i wyeliminowały projekty gazowe tradycyjnych spółek energetycznych. Więc przed kolejną aukcją zmieniono zasady w taki sposób, że magazyny przestały być konkurencyjne, a kontrakty zyskały duże projekty gazowe.
To pokazuje, że decyzje regulacyjne mogą wpływać na kierunek całej transformacji. W naszej ocenie zamiast tworzyć równe warunki dla nowych technologii, państwo wciąż preferuje tradycyjny model oparty na dużych elektrowniach gazowych.
Waszym zdaniem to interes spółek energetycznych w dużej mierze wyznacza dziś kierunek transformacji?
Mamy takie obawy. Odnosimy wrażenie, że w debacie publicznej zbyt rzadko zadaje się pytania o ekonomiczne i strategiczne uzasadnienie kolejnych inwestycji gazowych. Bardzo często założenia przedstawiane przez największe spółki energetyczne są przyjmowane bez głębszej weryfikacji.
Tymczasem warto dyskutować nie tylko o tym, ile nowych bloków gazowych powstanie, ale również o tym, czy taki model rzeczywiście zwiększy bezpieczeństwo energetyczne Polski w perspektywie najbliższych dekad. Naszym zdaniem ta dyskusja jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.
Czy jest dziś kraj, którego system energetyczny funkcjonuje już w modelu, który proponujecie?
Nie, takiego kraju nie ma. Mówimy o kierunku rozwoju, a nie o gotowym modelu. Natomiast widzimy bardzo szybki postęp. Dobrym przykładem jest Hiszpania.
Po tamtejszym blackoucie bardzo szybko pojawiła się narracja, że zawiniły odnawialne źródła energii. Późniejsze analizy tego nie potwierdziły. Ta sytuacja pokazała natomiast, że sama rozbudowa OZE nie wystarczy. Równolegle trzeba modernizować cały system elektroenergetyczny i budować inteligentne sieci. Nie da się oprzeć nowego modelu na infrastrukturze projektowanej pod wielkie elektrownie konwencjonalne.
Tylko że Hiszpania jest daleko od Rosji. Gdy mówimy o bezpieczeństwie militarnym, naturalnym punktem odniesienia dla nas wydają się Finlandia albo państwa bałtyckie. Dlaczego nie one?
Każdy z tych krajów ma inną specyfikę. Finlandia w dużym stopniu opiera się na energetyce jądrowej, podobnie część innych państw regionu. Z kolei Polska już raz potrafiła wyciągnąć wnioski z zagrożenia ze strony Rosji, budując Baltic Pipe i uniezależniając się od rosyjskiego gazu.
Naszym zdaniem powinna zrobić kolejny krok i podobnie potraktować bezpieczeństwo elektroenergetyczne. Nie ma dziś drugiego dużego państwa w Europie, które jednocześnie byłoby tak narażone na zagrożenie ze strony Rosji i przechodziło podobną transformację energetyczną. Dlatego doświadczenia Ukrainy są dla nas najcenniejszym punktem odniesienia.
Nie poruszacie w raporcie tematu energetyki jądrowej. Rozumiem, że to świadoma decyzja?
Tak. Ale warto zauważyć, że nawet wielu zwolenników atomu mówi dziś o dużych elektrowniach jądrowych: za późno, za drogo i za mało. To nie jest wyłącznie stanowisko Greenpeace.
Zwolennicy atomu powiedzą jednak, że rozwiązaniem mogą być małe reaktory modułowe, czyli SMR-y. Mają być tańsze, szybsze i bezpieczniejsze.
Na razie przede wszystkim mają być. Kiedy zaczyna się wchodzić w szczegóły, okazuje się, że większość tych projektów wciąż jest na etapie zapowiedzi. Kolejne firmy ogłaszają, że opracowują własne technologie, ale trudno wskazać szeroko działające, komercyjne przykłady, które potwierdzałyby te obietnice.
Nie chcemy budować naszej argumentacji na technologii, która dopiero ma udowodnić swoją dojrzałość. Natomiast jeśli chodzi o duże elektrownie jądrowe, to z naszej perspektywy problem pozostaje ten sam: będą zbyt drogie, zbyt późne i nie rozwiążą problemów najbliższej dekady.
Jeżeli patrzymy na horyzont najbliższych dziesięciu lat, to dziś mamy dwa konkurencyjne kierunki. Jednym są kolejne inwestycje gazowe. My uważamy, że szybszym, tańszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem jest rozwój odnawialnych źródeł energii, magazynów energii i rozproszonych systemów zasilania. To właśnie tam powinny trafiać największe inwestycje.
Rozumiem, że Greenpeace nie chce projektować całego systemu energetycznego i to jest rola państwa. Ale z drugiej strony to też dość wygodna pozycja. Można wskazywać kierunek, nie biorąc odpowiedzialności za szczegóły.
Nie zgodzę się z tym. Nie jesteśmy partią polityczną i nie ubiegamy się o władzę. Jesteśmy organizacją pozarządową, która przygotowała raport i chce wprowadzić do debaty publicznej wiedzę, której naszym zdaniem dziś brakuje.
Nie twierdzimy, że mamy gotowy projekt polskiego systemu energetycznego. Pokazujemy natomiast kilka rzeczy, które państwo powinno zrobić.
Po pierwsze, zmienić sposób myślenia o bezpieczeństwie energetycznym. Dziś bezpieczeństwo często sprowadza się do dywersyfikacji importu paliw. My uważamy, że równie ważne powinny być odporność systemu, jego rozproszenie i możliwość działania nawet po uszkodzeniu części infrastruktury.
Po drugie, warto ponownie przeanalizować planowane inwestycje gazowe nie tylko pod kątem kosztów czy emisji, ale także odporności na sabotaż lub atak oraz kosztów ich zabezpieczenia.
Po trzecie, potrzebny jest zespół, który połączy kompetencje energetyczne i obronne. Dziś nie ma instytucji, która patrzyłaby na transformację energetyczną jednocześnie z perspektywy bezpieczeństwa militarnego.
Wreszcie po czwarte – naszym zdaniem już teraz warto zacząć wzmacniać lokalną odporność. Szpitale, wodociągi czy inne elementy infrastruktury krytycznej powinny stopniowo zyskiwać możliwość funkcjonowania nawet w razie awarii krajowego systemu.
Państwo ma ekspertów, dane i narzędzia, żeby policzyć, jaki jest najlepszy model. My chcemy doprowadzić do tego, żeby przy tych analizach bezpieczeństwo i odporność systemu były traktowane jako jeden z kluczowych priorytetów.
**
Marcel Andino Velez – Fundacja Greenpeace Polska
***

Projekt sfinansowany przez Fundację PKO Banku Polskiego.








!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!