Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Gównem w celebrytów. Czy atak na elity to lepsza strategia klimatyczna niż blokowanie ulic?

Ruch klimatyczny Jazda nie utrudnia życia kierowcom jak Ostatnie Pokolenie. Aktywiści wolą atakować celebryckie, pławiące się w bogactwie elity. Ale ich strategia również prowokuje pytania i budzi wątpliwości.

Four volunteers in purple safety vests posing with thumbs up beside a concrete wall with a brown horse mural.
Walka

W kwietniu tego roku Ostatnie Pokolenie poinformowało, że „chowa klej do kieszeni, a kamizelki do szafy”. Oznaczało to koniec protestów, które paraliżowały stolicę. Ubrani w pomarańczowe kamizelki aktywiści przyklejali się do ulic, by blokować ruch uliczny, co doprowadzało do szału znaczną część Warszawiaków. Ruch uznał swoją misję za zakończoną sukcesem, gdy do Sejmu trafiło Lex Ostatnie Pokolenie. Przygotowany przez organizację, a doszlifowany i złożony przez Lewicę projekt ustawy zakładał m.in. wprowadzenie ogólnopolskiego, jednolitego regionalnego biletu za 50 zł miesięcznie.

To oczywiście tylko część prawdy. Nie bez znaczenia było również to, że Ostatnie Pokolenie nie cieszyło się wielką sympatią społeczną. Podczas protestów ich uczestnicy byli wyzywani, szarpani, opluwani, a nawet bici przez stojących w korkach kierowców. Część z aktywistów miała sprawy sądowe, zapadały kary grzywny i aresztu. Tak duża presja społeczna i prawna musiała sprzyjać wypaleniu, co niewątpliwie miało wpływ na kondycję Ostatniego Pokolenia i decyzję o wygaszeniu ruchu.

Czytaj także Ostatnie Pokolenie kończy swoją działalność. I dobrze Jakub Wiech

Można się było spodziewać, że luka po klimatycznych „radykałach” nie zostanie długo pusta. Właśnie spektakularnie na scenę wkroczył Ruch Klimatyczny Jazda, obrzucając na starcie domy bogatych celebrytów gównem. Co prawda sztucznym, ale jednak. „Elity posrało – czas po sobie posprzątać!” – to ich hasło.

Jazda, czyli kupą w celebrytów

Najpierw spreparowana z mąki i kakao „kupa” poleciała na dom, a potem na sklep małżeństwa Andziaks i Lukiego. „To oni arogancko promują skrajnie konsumpcyjny styl życia. Andziaks sama przyznała, że jest królową konsumpcjonizmu i bezwstydnie obnosi się torebką za 30 tys. zł czy kremem za 11 tysięcy złotych. Rozbijają się samochodem za 700 tys. zł i latają na wielotygodniowe wakacje w Dubaju” – napisała Jazda. Dodano, że taka napędzająca katastrofę klimatyczną wysokoemisyjna konsumpcja oznacza cierpienie, choroby i śmierć niewinnych.

Sztuczna kupa upstrzyła też elewację sklepu Mrs. Drama, który należy do innej celebrytki – Magdaleny Rozenek, prywatnie żony ekspiłkarza Radosława Majdana. „Majdanowie swojego bogactwa nie zawdzięczają wkładowi we wspólne dobro, jaki codziennie wnoszą miliony ciężko pracujących Polek i Polaków. Są słupem reklamowym dla sprzedaży wszelkiego rodzaju zbędnych śmieci” – napisała organizacja.

Przed ostatnim weekendem aktywiści wybrali się jeszcze do Kreuzberg Kraft Kebap w Krakowie, by rozrzucić tam nie sztuczne odchody, a zepsute owoce. Organizacja na Facebooku błędnie napisała, że właścicielem lokalu jest Filip Chajzer, tymczasem jest on jedynie właścicielem marki Kreuzberg Kraft. Celebryta momentalnie to wykorzystał, publikując w sieci filmik, na którym zaprasza do umycia podłogi w lokalu. Ruch Jazda opublikował kontrfilmik, na którym pokazał, że po akcji jej uczestnicy sami wysprzątali lokal. Niemniej trudno tej akcji nie uznać za przynajmniej częściową „wtopę” Jazdy, bo faktycznie w praktyce okazało się, że to był trochę atak na Bogu ducha winnych franczyzobiorców, którym oberwało się za Chajzera.  

W miniony weekend czekoladowe „gówno” poleciało jeszcze na szybę należącej do Kuby Wojewódzkiego restauracji „Niewinni Czarodzieje” w Gdyni. Dostało mu się też za działalność medialną: „Od dwudziestu lat prowadzi własny talk show, w którym regularnie poniża swoich gości, a zwłaszcza kobiety, które muszą godzić się na seksistowskie komentarze ze strony prowadzącego”. Tak jak w pozostałych przypadkach, działacze Jazdy zostawili do celebryty list.

Czego chce Jazda? W zasadzie tego samego, co Ostatnie Pokolenie: rozwoju transportu publicznego – taniego i powszechnego – oraz wprowadzenia uniwersalnego miesięcznego biletu 50-złotowego. I w sumie nic dziwnego, bo Lex Ostatnie Pokolenie trafiło do sejmowej zamrażarki, a Jazdę częściowo tworzą ludzie związani z tą organizacją.

Efekt radykalnej flanki

Krytycy działań Ostatniego Pokolenia wypominali aktywistom, że ich działania nie budzą sympatii dla sprawy walki z globalnym ociepleniem. Jednak nawet jeśli się z tym zgodzić, to nie o to w tych protestach chodziło.

Ruchy klimatyczne zrozumiały – najpierw na Zachodzie, potem również w Polsce – że skutecznym narzędziem wprowadzania do debaty tematyki klimatycznej może być eksces. Mówiąc kolokwialnie, trzeba „odwalić” coś szokującego – zablokować ruch samochodowy, oblać zupą obraz w galerii – by temat zaistniał politycznie i medialnie. Aktywistom towarzyszy też świadomość, że tradycyjnie „grzeczne” metody protestu, jak legalne marsze, czy pikiety, po prostu już nie działają. I jest w tym dużo prawdy.

Czytaj także Postulaty Ostatniego Pokolenia nie mogły trafić na podatny grunt Łukasz Łachecki

Z kolei obrońcy Ostatniego Pokolenia wskazywali w kontekście ich działań na tzw. efekt radykalnej flanki. To koncepcja, którą w latach 80. ubiegłego wieku zaproponował amerykański socjolog Herbert H. Haines. W pewnym uproszczeniu: chodzi o to, że aktywność radykalnego skrzydła jakiegoś ruchu sprawia, że postulaty tych bardziej umiarkowanych działaczy zaczynają budzić zainteresowanie (a nawet sympatię) jako bardziej rozsądne czy akceptowalne. W ten sposób działania radykałów przesuwają granicę tego, co publicznie jest postrzegane jako norma. Może to być również użyteczne politycznie: ostatecznie władza woli rozmawiać z „umiarkowanymi” niż z „fanatykami”, by ci ostatni nie urośli w siłę.

Modelowy przykład to sytuacja czarnego ruchu obywatelskiego w USA, który budowali pacyfiści jak pastor Martin Luther King, ale też działacze o konfrontacyjnym nastawieniu, jak Czarne Pantery czy Malcolm X z Nation of Islam. Czarni dostali realne prawa wyborcze również dlatego, że biali politycy bali się tych drugich. I dlatego woleli rozmawiać z Kingiem.

Efekt radykalnej flanki może mieć również negatywny charakter. Wtedy dochodzi do sytuacji, gdy radykalne działania zohydzają społeczeństwu cały ruch i jego sprawę. Jak było w przypadku Ostatniego Pokolenia? Nie wiadomo, bo nie dysponujemy badaniami na ten temat. Być może tak, jak w Wielkiej Brytanii.

Czytaj także Ostatnie Pokolenie: To, co robimy, jest demokratyczną polityką [rozmowa] Paulina Januszewska, Łukasz Łachecki

Tam badania pracowni Social Change Lab wykazały, że działania Just Stop Oil – organizacji, która inspirowała Ostatnie Pokolenie – skutkują pozytywnym efektem radykalnej flanki. Po tygodniowej blokadzie autostrady M25, która miała miejsce w listopadzie 2022 r., zwiększyło się poparcie dla Friends of the Earth, umiarkowanej organizacji klimatycznej. Po protestach „radykałów” poparcie dla jej celów deklarowało prawie 54 proc. Brytyjczyków. „Grupy o umiarkowanych poglądach mają więcej powodów, by tolerować – a być może nawet po cichu aprobować – istnienie radykalnych skrzydeł bardziej, niż zazwyczaj przyznają” – napisał Social Change Lab we wnioskach z badania.

Atak na elity

Czy efekt radykalnej flanki w przypadku Ruchu Klimatycznego Jazda będzie pozytywny? Odpowiedź „tak” lub „nie” byłaby wróżeniem z fusów. Niemniej wydaje się, że członkowie tej organizacji wciągnęli wnioski z budzących sprzeciw większości działań Ostatniego Pokolenia.

Akcje organizacji celują w zamożnych, konsumpcjonistycznych celebrytów. A tych Polacy raczej nie szanują, nawet jeśli pasjami czytają o nich na Pudelku czy Kozaczku. To istotna zmiana, bo działania Ostatniego Pokolenia uderzały w przeciętnych obywateli. Nawet jeśli były narzędziem nacisku na rząd, to blokady Mostu Poniatowskiego czy Wisłostrady były uciążliwe dla zwykłych mieszkańców, którzy po prostu chcieli wrócić do domu po ciężkim i stresującym dniu pracy. A każdy, kto w Warszawie mieszka(ł), wie, że ten powrót może być męczący nawet i bez konieczności ominięcia korka wywołanego przez protest. Trudno się więc dziwić, że sittingi Ostatniego Pokolenia budziły złość kierowców, choć oczywiście jakiekolwiek akty przemocy wobec protestujących były niedopuszczalne.

Dlatego wydaje się, protesty Jazdy – abstrahując już od ich oceny – są lepiej zaadresowane niż blokady Ostatniego Pokolenia. Planetę podgrzewają przede wszystkim najbogatsi, którzy w sposób nieograniczony i nieodpowiedzialny korzystają z dóbr luksusowych: traktowanych jak taksówki prywatnych odrzutowców, super- i megajachtów motorowych czy dużych i energochłonnych domów. Do rachunku emisyjnego trzeba by doliczyć duże i liczne samochody, czy inwestowanie w firmy z branż generujących wysoki ślad węglowy. Z raportu Oxfam z 2024 r. wiemy, że zaledwie 1 proc. najbogatszych przyczynia się do tylu emisji, co 2/3 ludzkości.

Ale nawet w tym kontekście można postawić pytanie, czy obranie sobie za cel właśnie Andziaks i Lukiego czy Rozenek i Majdana jest adekwatne? Wydaje się, że dostało się im bardziej za to, że są polskimi ikonami rozpasanego konsumeryzmu, a nie dlatego, że ich wpływ na klimat jest najbardziej destruktywny ze wszystkich rodzimych bogaczy. Potraktowano ich jak symbole, choć wciąż można pytać, dlaczego właśnie ich, a nie kogoś innego? Wybór nie jest przecież mały.

Strategia ataku na elity ma też inną poważną słabość. Chodzi o to, że trudno złapać więź między postulatami Jazdy dotyczącymi wsparcia i rozwoju transportu publicznego a rzucaniem sztuczną kupą na szybę. W przypadku przeprowadzonych przez Ostatnie Pokolenie blokad głównych arterii Warszawy połączenie było zdecydowanie bardziej czytelne.

Miękki radykalizm

Czy nowy ruch wypełni lukę po Ostatnim Pokoleniu? A może będzie jedynie krótkotrwałą sensacją sezonu ogórkowego? Trudno o tym w tym momencie wyrokować. Ruchy klimatyczne są dość efemeryczne; wygasają, by chwilę po tym pojawić się pod inną nazwą.

Czytaj także „Metod Ostatniego Pokolenia nie popieram, ale…” Trzy porady dla osób publicznych Andrzej Jurowski

W świetle badań Social Change Lab można postawić tezę, że radykałowie klimatyczni mogą być użyteczni w przesuwaniu granic debaty i akceptowalności proklimatycznych postulatów. Przy czym radykalizm Jazdy jest raczej miękki – ostatecznie aktywiści używają spożywczych, łatwo zmywalnych substancji. Nie leją farby na kobiety w futrach, jak kiedyś prozwierzęcy działacze, i nie tną nożami obrazów, jak ponad 100 lat temu robiły to sufrażystki. Realne straty, jakie powodują, to – nie licząc drobnych kosztów związanych z myciem elewacji – głównie straty wizerunkowe u celebrytów.

Ale i tu pojawia się wątpliwość: a jeśli Jazda robi im zasięgi? Może sztuczne gówno na szybie luksusowego butiku to dla jego właściciela żaden wstyd, a po prostu darmowa reklama i premia do rozpoznawalności?

Dziennikarz, publicysta i fotoreporter przyrodniczy. Autor książki Spotkania z nagą małpą. Opowieści o zwierzętach (Filtry 2023). Z wykształcenia filozof i zoopsycholog. Wyróżniony nagrodą fundacji POLCUL im. Jerzego Bonieckiego za teksty o ochronie przyrody i dzikich zwierząt. Kocha science fiction, gra w RPG, trenuje rugby, pasjami ogląda baseball.

Tagi:
Wydanie: 20260728

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x