Gospodarka

Dlaczego dochód podstawowy należy się nawet Billowi Gatesowi?

Fot. Q80designer, deviantart.com/ techsmash.net. Edycja KP

Który system daje lepsze rezultaty? Skomplikowany, z bazami danych, ankietami, ulgami, kosztownym sprzętem, rozbudowaną biurokracją, uznaniowością i wydawaniem pieniędzy na nikomu niepotrzebne gadżety? A może lepszy efekt osiągniemy, jeśli wszystko to odsuniemy na bok i bez zbędnych pytań zapewnimy wszystkim środki niezbędne do przetrwania? – pyta Scott Santens.

„Chcecie dawać pieniądze wszystkim, bogatym też?! Przecież to bez sensu! Bogaci ich nie potrzebują, program będzie kosztować o wiele więcej, a potem i tak podniesiecie podatki”.

Takim mniej więcej argumentem często próbuje się podważyć twierdzenie, że dochód podstawowy powinien być wypłacany wszystkim. Tak: wszystkim. Bill Gates też dostawałby co miesiąc swój tysiąc dolarów (chociaż straciłby ulgę podatkową, która znacznie przewyższa tę kwotę).

Dlaczego?

Szarfenberg: Dochód obywatelski to nie utopia

Analogia tonącego statku

Zróbmy eksperyment myślowy: jesteś na statku z tysiącem pasażerów na pokładzie. Statek wkrótce zatonie, a ci, którzy nie umieją pływać, utopią się. Masz 20 tysięcy dolarów i niewiele czasu na to, by zapobiec utonięciu wielu ludzi. Którą opcję wybierzesz?

Opcja numer 1: neoliberalne status quo

Orientując się, jak działa obecny system zabezpieczeń społecznych, postanawiasz przeprowadzić wywiad z każdym pasażerem. Zatrudniasz w tym celu stu ankieterów. Każdy porozmawia z dziesięcioma osobami, a za swoją pracę otrzyma 50 dolarów. Pochłonie to jedną czwartą twoich środków; zostanie ci 15 tysięcy dolarów.

Ankieterzy pytają wszystkich, czy umieją pływać. Ci, którzy nie umieją, mogą zapisać się na lekcje pływania w rzeczywistości wirtualnej. Za trzy i pół tysiąca dolarów kupujesz 10 par gogli VIVE. Część osób zapisuje się na taki kurs i czuje, że po tych lekcjach umie już pływać; inni obawiają się, że w gdy zaleje ich prawdziwa woda, mogą sobie nie poradzić. Zostało ci 11 i pół tysiąca. Pasażerowie domagają się kamizelek ratunkowych.

„Daj człowiekowi kamizelkę, a utrzyma się na wodzie przez dzień. Naucz człowieka pływać, a utrzyma się przez całe życie” – odpowiadasz.

Logiczne, prawda?

Każdy może nauczyć się pływać, a skoro może, to powinien.

Nagle jeden z pasażerów zgłasza się do ciebie po pięć tysięcy dolarów na skuter wodny. Ma dość kasy, żeby zafundować sobie taki luksus, ale uważa, że należy mu się dotacja, bo jest VIP-em. Obiecuje, że jeśli dopłacisz mu do inwestycji, przekona innych pasażerów, że to znakomite rozwiązanie, a ci, którzy naprawdę chcą, mogą zbudować sobie taki skuter z tego, co mają pod ręką. Dajesz się przekonać (a jesteś mu winien przysługę) i wręczasz mu gotówkę.

Wtedy odzywa się ktoś inny i twierdzi, że marsjańscy terroryści mogą w każdej chwili podłożyć na statku bombę, więc za 5 tysięcy dolarów musisz wybudować schron przeciwmarsjański. Statek nabiera wody – tłumaczysz – a kiedy zatonie, zginie o wiele więcej osób niż zdołaliby zgładzić terroryści z Marsa. Jednak pasażer nalega, że nie wolno lekceważyć niebezpieczeństwa i tylko solidny schron zagwarantuje wszystkim wolność.

Zostało ci półtora tysiąca dolarów. Woda zaczyna się przelewać przez burty. Wybucha panika. Niektórzy zapewne utoną, ale nie masz pojęcia, kto. Nie wiesz, czy wirtualne lekcje pływania okażą się cokolwiek warte. Nie wiesz, którzy z ankietowanych mówili prawdę, a którzy kłamali. Nie wiesz nawet, czy ci, którzy twierdzili, że umieją pływać, nie przecenili swoich możliwości.

Rzutem na taśmę, za tysiąc czterysta dolarów kupujesz 70 kamizelek ratunkowych po 20 dolarów sztuka. Wręczasz je ankieterom, aby rozdali kamizelki, ale tylko tym osobom, które zupełnie nie potrafią pływać, za to zobowiążą się brać wirtualne lekcje, a w przyszłości zbudować sobie szalupy.

Za pozostałe sto dolarów kupujesz sobie pistolet.

Szarfenberg: 500+ promuje tradycyjną rodzinę, dochód podstawowy jej zagraża

Wynik pierwszego eksperymentu: Utonęło sto osób. Setki innych zachłysnęły się wodą i dostały zapalenia płuc. 50 osób zamordowano, by odebrać im kamizelki. Setki innych, pobitych i zakrwawionych, miotają się wśród fal w panice i wściekłości. Ważniak, który wydębił od ciebie dotację na skuter wodny, dostał w plecy widłami, a ten, który straszył inwazją Marsjan, pręży się z dumy jako ostatni obrońca wolności na morzu pełnym topielców.

Opcja numer 2: bezwarunkowy dochód podstawowy

Za 20 tysięcy dolarów kupujesz tysiąc kamizelek ratunkowych i układasz w stertę na pokładzie.

Każdy bierze jedną kamizelkę…

i gotowe.

Gratulacje! Nie musisz nikogo angażować do pomocy, a wszyscy – umiejący pływać lub nie – są bezpieczni.

Gdy statek nabiera wody, okazuje się, że niektórzy potrzebują dodatkowego wsparcia. Kto nie umie założyć kamizelki, prosi o pomoc sąsiadów. Niektórych jedna kamizelka nie utrzyma na powierzchni, więc ci, co czują się w wodzie jak ryby, oddają im swoje.

Statek opada na dno, ale gdy każda z tysiąca osób ma swoją kamizelkę, łatwo stwierdzić, komu trzeba jeszcze pomóc, a kto radzi sobie o własnych siłach. Zresztą pasażerowie pomagają sobie wzajemnie. Wygląda na to, że ludzie, którzy czują się bezpiecznie, są gotowi nieść pomoc innym.

Wybucha ogólna wesołość. A tyle było obaw, że zamiast założyć darmowe kamizelki, ludzie przehandlują je za kokainę! Jak tu się nie śmiać? Czy naprawdę sądziliśmy, że ktoś mógłby nie chcieć przeżyć zatonięcia statku?

Czy naprawdę byli tacy, którzy przekonywali, że nie należy rozdawać kamizelek ratunkowych i że nie wszyscy na nie zasługują?

Wynik drugiego eksperymentu: Zero ofiar śmiertelnych. Kilka osób i tak nabrało wody w płuca, ale to pojedyncze przypadki. Nikogo nie pobito. Nikomu nie wbito w plecy wideł. Nie tylko wszyscy żyją, ale wygląda na to, że są bardziej zadowoleni z życia. Kilka osób z inżynierską smykałką buduje wygodną tratwę z nieużywanych kamizelek. Inni zabawiają się wzajemnie opowiadaniem dowcipów, śpiewem i recytowaniem wierszy.

Który z tych scenariuszy ma twoim zdaniem więcej sensu?

Czy warto poświęcać czas i środki na to, by zyskać pewność, że pomoc trafia wyłącznie do tych, którym jest bezdyskusyjnie potrzebna? Czy może bardziej racjonalnie byłoby zapewnić pomoc wszystkim, a potem wprowadzać tylko niezbędne korekty?

Który system daje lepsze rezultaty? Ten z ankietami, kosztownym sprzętem, rozbudowaną biurokracją, uznaniowością i wydawaniem pieniędzy na nikomu niepotrzebne gadżety? Czy też osiągniesz lepszy efekt, jeśli wszystko to odsuniesz na bok i bez zbędnych pytań zapewnisz wszystkim środki niezbędne do przetrwania?

Gdybyś był pasażerem na tym statku, jakiej pomocy życzyłbyś sobie, widząc, jak woda podchodzi coraz wyżej?

Gdybyś dostała do ręki kamizelkę ratunkową, tak jak wszyscy wokół ciebie, co byś zrobiła?

Roboty opodatkują Billa Gatesa

czytaj także

Bezwarunkowy dochód podstawowy przynosi odpowiedź na wiele wyzwań współczesności, ale stawia też nowe pytania. Jednym z nich jest pytanie o to, co każda i każdy z nas mógłby zrobić, mając zapewnione podstawowe bezpieczeństwo.

Bo kiedy zadamy sobie to pytanie, wtedy zaczniemy snuć naprawdę wielkie plany.

**
Scott Santens mieszka w Nowym Orleanie i zajmuje się propagowaniem bezwarunkowego dochodu podstawowego. Publikuje w serwisie Medium, a także w Huffington Post oraz na portalach Futurism i Steemit. Moderuje dział /r/BasicIncome w serwisie Reddit. Można go obserwować na Twitterze i na Facebooku.

Tekst ukazał się na stronie Steemit.com. Wybrał i przełożył z angielskiego Marek Jedliński.

To nie nowe świadczenie, to rewolucja

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco