Gospodarka

To nie nowe świadczenie, to rewolucja

Dyskusja o minimalnym dochodzie gwarantowanym dotknęłaby kwestii fundamentalnej – uznania praw socjalnych za prawa człowieka.

O minimalnym dochodzie gwarantowanym w Polsce praktycznie się nie mówi. Politycy i dziennikarze w ogóle się nim nie interesują i nawet w kręgach naukowych rzadko staje się on przedmiotem refleksji. Trudno się temu dziwić – wprowadzenie go do debaty głównego nurtu mogłoby zrewolucjonizować polską politykę.

Minimalny dochód gwarantowany to ogólna kategoria, która odnosi się do bardzo wielu rozwiązań w polityce społecznej. Wszystkie łączy wspólna przesłanka: przekonanie, zgodnie z którym każdy człowiek zamieszkujący terytorium danego kraju powinien mieć zapewnione przez państwo pewne minimum środków materialnych. W innych kwestiach są już spory: czy świadczenie ma być całkowicie niezależne od dochodu i wypłacane wszystkim – czy ma uzupełniać dochody do pewnego minimum? Czy ma się opierać na świadczeniach pieniężnych czy rzeczowych? Czy ma zastępować istniejący system świadczeń czy go uzupełniać?

Niezależnie, jak na nie odpowiemy, samo podjęcie dyskusji o minimalnym dochodzie gwarantowanym otwiera debatę publiczną na fundamentalne kwestie.

Chodziłoby przede wszystkim o uznanie praw socjalnych za prawa człowieka. Przyznanie każdej jednostce dochodu przekraczającego pewną granicę (np. minimum egzystencji lub minimum socjalnego) byłoby traktowane jako obowiązek władz publicznych. Minimalny dochód gwarantowany pozwoliłby każdemu mieszkańcowi na dostęp do podstawowych dóbr i usług. Takie podejście cechuje socjaldemokratyczny model polityki społecznej (niestety w Polsce mało kto wie, jaka jest różnica między liberalną, chadecką i socjaldemokratyczną politykę społeczną), ale pewne wersje minimalnego dochodu gwarantowanego wprowadza się nie tylko w państwach socjaldemokratycznych (jak na przykład Szwecja), ale też w liberalnych (Irlandia) i chadeckich (Niemcy). W większości z nich debata publiczna od lat koncentruje się na tym, jak zapewnić wszystkim obywatelom godne warunki życia. W Polsce jednak w centrum uwagi są przede wszystkim przedsiębiorcy, ludzie zdolni i kreatywni. Równość czy powszechny dobrobyt traktuje się jak relikty minionego ustroju.

Jakie byłyby konsekwencje uznania praw socjalnych za prawa obywatelskie? Z pewnością radykalnie zmieniłaby się polityka rodzinna. Obecnie, pomimo wzniosłych deklaracji polityków wszystkich opcji, Polska wydaje na nią najmniejszy odsetek PKB z wszystkich państw UE – 0,8 procent, przy średniej dla UE 2,3 procent (dane Eurostatu). Świadczenia rodzinne w Polsce są wciąż bardzo niskie, choć po ośmiu latach nareszcie podwyższono kryteria uprawniające do ich pobierania. Od 1 listopada minionego roku zasiłek rodzinny wynosi od 77 zł do 115 zł (wcześniej od 68 do 98 zł) miesięcznie, a kryterium dochodowe – 574 zł na osobę w rodzinie i 664 zł dla rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym. Większość rodzin nadal nie jest więc uprawniona do ich pobierania. Bez zmian pozostały dodatki do zasiłku rodzinnego z tytułu: urodzenia dziecka (1 tys. zł jednorazowo), opieki nad dzieckiem w okresie korzystania z urlopu wychowawczego (400 zł wypłacane do 24 miesięcy), samotnego wychowywania dziecka (zdrowego – 170 zł, niepełnosprawnego – 250 zł).

Poważne potraktowanie minimalnego dochodu gwarantowanego sprawiłoby, że rodzice otrzymywaliby wysokie i stabilne świadczenia na dzieci, niezależnie od ich dochodów. Wszak dziecko jest taką samą osobą w gospodarstwie domowym jak inni domownicy i aby godnie żyć, potrzebuje dostępu do wielu dóbr i usług. Niby proste, ale nikt w Polsce na to dotąd nie wpadł.

Nieobecność perspektywy uniwersalnej widać też w polskiej polityce rynku pracy. Stopa bezrobocia przekroczyła już 2 miliony osób, ale rząd nie traktuje tego zjawiska jako istotnego problemu czy wyzwania. Nie przejmuje się też 65 artykułem Konstytucji, który głosi, że „władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych”.

Na walkę z bezrobociem wydajemy zaledwie 0,4 procent PKB (przy średniej unijnej 1,7 procent) – tak więc również pod tym względem Polska zajmuje niechlubne ostatnie miejsce w Unii Europejskiej. Zasiłki otrzymuje zaledwie 16 procent  uprawnionych do jego pobierania (dane GUS), ponadto są one bardzo niskie i krótko wypłacane. Obecnie podstawowa kwota zasiłku przez pierwsze 3 miesiące wynosi 688 zł netto, a przez kolejne 3–9 miesięcy 549 zł. Dopiero więc minimalny dochód gwarantowany pozwoliłby wszystkim bezrobotnym na zaspokojenie ich podstawowych potrzeb.

Podobne podejście polskie władze reprezentują w większości dziedzin życia – coraz bardziej odchodzą od rozwiązań uniwersalnych, a dostęp do podstawowych dóbr i usług czynią selektywnym i uzależniają od statusu materialnego. Przykładem opieka zdrowotna – rząd tworzy elektroniczny system pozwalający odróżnić osoby z ubezpieczeniem zdrowotnym od tych, które go nie mają, choć znacznie tańsze i egalitarne byłoby zapewnienie wszystkich mieszkańcom dostępu do państwowej służby zdrowia.

Nagłośnienie w debacie publicznej minimalnego dochodu gwarantowanego miałoby też inny ważny skutek: zachęcałoby polityków i ekspertów do debaty na temat alternatywnych form ładu społecznego.

Zwolennicy minimalnego dochodu są przekonani, że demokracja polega na powszechnym uczestnictwie w życiu społecznym. Jeżeli mamy ją traktować poważnie, to zapewnienie wszystkim jednostkom dostępu przynajmniej do podstawowych dóbr i usług powinno być priorytetem dla władz publicznych – celem ważniejszym niż na przykład łatwość zakładania własnej firmy, stypendia dla najzdolniejszych studentów czy granty dla organizacji.

Nie ma też żadnego dowodu na to, że rządów nie stać na zapewnienie minimalnych dochodów obywatelom na przyzwoitym poziomie. Wystarczyłoby wyasygnować fundusze z podatków nałożonych na wysokie dochody i zyski firm. W Polsce byłoby to o tyle łatwe, że podatki w naszym kraju należą do najniższych i najmniej progresywnych w całej Unii Europejskiej. W 2010 roku wraz ze składkami stanowiły 31,8 procent PKB; tymczasem średnia unijna wynosiła 39,6 procent. Mylą się również obrońcy tezy, że wysokie świadczenia sprzyjają uzależnieniu od państwa i zniechęcają do podjęcia pracy. Najbardziej rozbudowany system świadczeń społecznych mają kraje skandynawskie, w których zarazem są najwyższe w UE wskaźniki zatrudnienia.

Problematyka minimalnego dochodu gwarantowanego jest bardzo złożona. Aby jednak zacząć o nim dyskutować, najpierw trzeba się zgodzić, że zniesienie ubóstwa i wykluczenia społecznego stanowi istotny cel funkcjonowania państwa. W Polsce jeszcze długa droga nie tylko do rozwiązania tego problemu, ale nawet do jego postawienia.

Czym jest dochód obywatelski? Jak mógłby działać? Jakie problemy społeczne i gospodarcze byłby w stanie rozwiązać? Czytaj naszą dyskusję:

Agata Młodawska, Czy dochód obywatelski pomoże kobietom?

Dochód obywatelski – potrzebny od zaraz?

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. W pełni popieram. I natychmiast rezygnuję z pracy, a świeżo otrzymane pieniądze natychmiast przeznaczam na dobra trwałe. Pytanie tylko jak długo taki system mógłby działać. Kilkadziesiąt godzin, kilkanaście dni. Raczej nie dłużej. Gospodarka by stanęła po prostu.
    Oczywiście redaktor Szumlewicz dalej płodziłby swoje manifesty, ale 80 % ludzi rano zostałoby w swoich łóżkach, a wieczorem udała się do kawiarni, kin itd. itp.
    A tam zdziwienie, bo nikt by tych punktów nie obsługiwał.