Michał Sutowski

#JurnyStefan, #dinozaury, sejf Giertycha. Jaką moc mają kolejne afery?

Stefan Niesiołowski. Fot. Platforma Obywatelska, flickr.

Radykalny konflikt dwóch partii i spolaryzowane obiegi mediów tradycyjnych wzmocnione algorytmami portali społecznościowych kreują nam osobne światy już nie interpretacji nawet, ale samych faktów.

 

Po kilku miesiącach powyborczej flauty polska polityka przyspieszyła dramatycznie. 13 stycznia w zamachu ginie prezydent Gdańska, a jego śmierć mobilizuje dziesiątki tysięcy ludzi do milczących demonstracji na ulicach. Dwa tygodnie później aresztowany pod zarzutami korupcji zostaje Bartłomiej M., niesławny doradca ministra Macierewicza – nie pomaga nawet poręczenie z Torunia. „Gazeta Wyborcza” z kolei publikuje nagrania, wedle których prezes PiS negocjował gigantyczny interes deweloperski na rzecz swojego obozu politycznego. Chwilę po tym dowiadujemy się, że Stefan Niesiołowski 29 razy (z ostatniej chwili: 31 razy) korzystał z usług seksualnych jako łapówki. A i tak na społecznościowym wallu króluje Ewa Kopacz głosząca farmazony o dinozaurach i pijany Mariusz Kamiński całujący się z bokserką (taki pies).

Co jeszcze jest w szafie Giertycha?

Doniesienia poważne bardziej i mniej przykrywają te tragiczne, aby potem – w zbiorowej ekonomii uwagi – szybko i łatwo ustąpić już tylko komicznym. Postępuje dewaluacja sensu i to z kilku powodów naraz. Powagę śmierci polityka burzy spirala wzajemnych oskarżeń. Materiał na bardzo poważną aferę rozczarowuje w kontekście napompowanej sztucznie atmosfery. Newsy o korupcji pomniejszej toną w zalewie spekulacji, kto tu właściwie co i czym próbuje przykryć.

Nie ma już wydarzeń równie ważnych dla wszystkich. Radykalny konflikt dwóch partii i spolaryzowane obiegi mediów tradycyjnych wzmocnione algorytmami portali społecznościowych kreują nam osobne światy już nie interpretacji nawet, ale samych faktów. Prezydenta Adamowicza zabił szaleniec, względnie polityczny fanatyk. Prezes PiS twardo walczył o uczciwy interes, względnie wykonał przekręt roku. Poseł Niesiołowski to skorumpowany i do tego obleśny staruch, względnie prawdziwy ogier, co grubo po siedemdziesiątce łóżko zarwać potrafi – wszystko zależy od partyjno-medialnej afiliacji. Nic nowego pod słońcem, przynajmniej od paru lat.

Być może jednak wchodzimy w kolejną fazę alienacji sfery publicznej, którą świetnie zdiagnozował Adam Curtis w filmie Hypernormalisation, a także Peter Pomerantsev w Jądrze dziwności. Oto kakofonia informacji o sprzecznym wydźwięku i spirala spektakularnych przykrywek jednych afer kolejnymi nie prowadzi już do zaognienia sporu i polaryzacji, lecz apatii i rezygnacji z udziału w konflikcie. Akty wstrząsające giną w natłoku kolejnych newsów z różnych poziomów wagi i powagi. A poważne wymiary różnych spraw ustępują skandalizującym szczegółom. W efekcie wszystko można powiedzieć, ale prawie nic już nie ma znaczenia – poza ekspresją emocji.

Zapomnijcie o Kevinie, obejrzyjcie sobie koniec świata

Demobilizacja i zniechęcenie normalsów najbardziej, rzecz jasna, służy tym partiom, które mają jakiś zdyscyplinowany elektorat i coś do rozdania, względnie wiarygodnego obiecania. U nas byłby to przede wszystkim rządzący PiS. W systemach autorytarnych, jak np. w Rosji, dochodzi czynnik konformizmu: jeśli nikomu nie można ufać (złodzieje, agenci, kłamcy, hipokryci…), po prostu zagłosujemy na władzę. Nie ma sensu się jej narażać, bo stoi za nią siła, a zresztą i tak pozostali mogą okazać się gorsi.

A w Polsce, gdzie wciąż niewielu wyborców autentycznie się władzy boi? Czy sekwencja kolejnych rewelacji uderzających w politycznego przeciwnika w końcu zaszkodzi którejś stronie bardziej? A może raczej wzbudzi w wyborcach przekonanie, że „oni wszyscy są siebie warci” i w sumie to już nikomu nie można ufać? Atmosfera naszej debaty publicznej sprawia, że jesteśmy nie tylko podejrzliwi wobec nie swoich źródeł, ale też wyjątkowo gruboskórni i znieczuleni na doniesienia, które niegdyś wydałyby się bulwersujące. Najsilniejsze strony sporu się w tych warunkach odnajdują – nic zresztą dziwnego, gdy liderzy są wyraźnie zużyci, a porywających wizji nie spodziewają się po nich nawet ich właśni wyborcy (na PO głosuje się głównie dlatego, że nie jest PiS-em).

Taśmy Kaczyńskiego: Czyj bój będzie to ostatni

Wyjść z tej sytuacji można na dwa sposoby.

Pierwszy: jedna z dwóch stron konfliktu dokona wreszcie uderzenia atomowego i przebije się przez mur obojętności Polaków – aczkolwiek zaatakowany może mieć w zanadrzu arsenał do kontruderzenia, które zamieni sferę publiczną w atomową pustynię.

Drugi sposób: pojawi się trzeci aktor, którego wiarygodność będzie znacząco wyższa dla wyborców i który opowie nam Polskę i nasze podziały na nowo – tylko nie wiadomo, czy na krótką metę nie wzmocni relatywnie strony już dziś najsilniejszej i nie przedłuży jej panowania.

Czy tylko mnie się wydaje, że przeciwnicy rządu stoją dziś przed dylematem: sejf Romana Giertycha czy ruch Robert Biedronia?

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Michał Sutowski
Michał Sutowski
Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.
Zamknij