Kinga Dunin

Trzaskowski kontra inteligent

Rafał Trzaskowski

Niech Barbara Nowacka zrobi sobie trwałą, przypnie broszkę i zaraz wygra wszystkie wybory? Obawiam się, że tak prosto to nie działa.

„Jakobiński sznyt”,„butny kacyk”, człowiek „bez właściwości”, „obły i plastikowy”. Wygląda to na niezbyt przyjemne epitety, chociaż do sądu za takie się nie ciągnie. Cóż, kulturalne osoby czasem mówią brzydko – i miło mi to słyszeć, pisze Adam Leszczyński. Łapię ironię: koledzy z GW, no i wyszły z was te wyższościowe tony, zyg, zyg, marchewka. Tyle, że te dwa pierwsze określenia pochodzą z tekstów publicystów gazetowych i dotyczą Patryka Jakiego, natomiast obły i plastikowy człowiek bez właściwości to już sam Adam Leszczyński napisał o aktualnie urzędującym prezydencie. Miło mi to słyszeć, bo też tak uważam, chociaż wiem, że dla innych pan prezydent jest przystojny, elegancki i pełen godności – serio.

Słoik kontra chłopiec z elity

Na początek więc może nie ma co udawać żeś sam nie jest warszawskim liberalnym inteligentem, któremu estetyczne dystynkcje w duszy grają. Podejrzewam, że dla Leszczyńskiego także szalik Legii czy kucharska czapa to obciach, a jeśli ma dzieci to nie nazwał ich Patryk i Oliwka tylko Staś i Helenka. Wiadomo, preferencje estetyczne są uwarunkowane klasowo i – tu zgoda z autorem tekstu Słoik kontra chłopiec z elity – wiara w to, że zostaną one powszechnie uznane za lepsze, wyższe i w czymkolwiek to inteligentowi pomoże, jest dość żałosnym złudzeniem. Choćby dlatego, że kultura się umasowiła i zdemokratyzowała i „nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba”. Walkę na estetyki Trzaskowski rzeczywiście może przegrać z Jakim.

Nie wnikając w tym miejscu zbyt głęboko, co to za zwierzę ten „warszawski inteligent”, któremu tak się dostaje w tekście Leszczyńskiego, zauważmy, że może on mieć też pewne potencjalne zalety. Np. z racji wykształcenia oraz szerszych zainteresowań, może mieć lepsze rozeznanie w kwestiach społecznych czy międzynarodowych. Ale, jak słusznie zauważa autor, nie zawsze ci, którzy mają rację, wygrywają. (Chociaż może to suweren ma zawsze w demokracji rację, a to, że ktoś w to wątpi, to właśnie nasze inteligenckie złudzenia.) Jeden z wniosków, jaki można wysnuć z tekstu Leszczyńskiego, jest zatem taki, że powinniśmy schować nasze inteligenckie kostiumy jak najgłębiej się da i przebrać się tak, aby lud omamić. Niech Barbara Nowacka zrobi sobie trwałą i przypnie odpowiednią broszkę do lila garsonki i zaraz wygra wszystkie wybory. Obawiam się jednak, że tak prosto to nie działa. Ludzie nie są głupi i to, co zawsze wyczują, to fałsz. Jestem poza tym przekonana, że zwykły, przeczołgany przez kapitalizm inteligent, często prekariusz, przeważnie w pierwszym lub drugim pokoleniu, ma całkiem sporo wspólnych interesów z niższą klasą średnią, a także ludową, i dobrze byłoby to jakoś sensownie rozegrać, niekoniecznie przebierając się za majowego grilla. I mimo wszystko pozostając sobą.

Polityka? Bez klasy, bez sensu [rozmowa z Maciejem Gdulą]

Problem z wpisem Rafała Trzaskowskiego, którego nie zamierzam tu bronić, jest inny. Prawdziwy inteligent nie będzie się przechwalał swoimi przodkami czy wymachiwał jakimś herbarzem, bo to niezgodne z zasadami savoir vivre. I nie wypada chwalić się nie swoimi zasługami. (A tu właśnie zaprezentowałam typowe inteligenckie fumy.) Trzaskowski ze swoją genealogią w gruncie rzeczy chce raczej oczarować jakieś snobistyczne, a przy okazji polskie i patriotyczne, elity. Ale to już zupełnie inna bajka i błąd marketingowy. Nie stawiałabym znaku równości między dzisiejszymi elitami i umarłą klasą inteligentów. A poważnie, jest w wypowiedzi Trzaskowskiego coś dużo gorszego niż brak smaku. Bo po co naprawdę w Polsce się to robi? Pokazuje właściwych przodków. Żeby powiedzieć, że nie jest się Żydem, Niemcem i że w rodzinie nie było ubeków i komuchów. Niestety pamiętam, jak w 1990 roku Tadeusz Mazowiecki pokazywał jakieś stare akty chrztu, żeby udowodnić, że nie jest. Wiadomo kim.

Tata Borejko przewraca się w grobie

Trzaskowski mówiąc: to jest moja rodzina i nie znajdziecie na mnie żadnego haka, jednocześnie godzi się na taką logikę polityczną, w której owe „haki” na przodków mogą się liczyć. Znamy te chwyty w wykonaniu prawicy, ale nie należy jakkolwiek w tej grze uczestniczyć.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij