Felieton

Odczepcie się od Środy

Umiejętność współpracy ze wszystkimi, którzy w jakimkolwiek zakresie są po naszej stronie, wydaje mi się kluczowa.

Podobno wiara w sukces to połowa sukcesu. Zawsze jednak przydałaby się również i ta druga połowa. Patrząc na kongres NowoczesnejPL i porównując z kongresem partii Razem, łatwo zgadnąć, kto miał więcej kasy i poparcia medialnego. A także oparcie we wbijanym od przedszkola do głów tutejszych abecadle: „po pierwsze ekonomia, głupcze” i „każdy jest kowalem własnego losu”.

Co nie oznacza, że wróżę tej partii, POnowoczesnych, wielki sukces. Ma jednak szansę stać się partią dobrze ustawionych z klasy średniej oraz tych, którym się wydaje, że bardziej wolny rynek też da im podobną szansę. To, że ludzie narzekają na niskie zarobki, śmieciowe umowy czy służbę zdrowia, wcale nie oznacza, że ten wcisk nie działa.

Lewica musi płynąć pod prąd. W gruncie rzeczy jej hasło – nie wchodząc w szczegóły – brzmi: „Po pierwsze redystrybucja, głupcze!”.

I od razu można sobie wyobrazić tysiące głosów: zabierają nam, żeby dać jakimś nierobom albo innym dzieciorobom.

Dopóki kapitalizm nie zostanie zastąpiony jakimś odmiennym ustrojem, a tego na drodze polskich wyborów parlamentarnych nie da się osiągnąć, pozostaje nam perspektywa socjaldemokratyczna. Różnego rodzaju korekty, które zapewnią większą równość i bardziej godziwe życie obywateli. Oprócz oczywistych pomysłów w rodzaju: podnieśmy dochody najbiedniejszym i podatki najbogatszym, wchodzi tu w grę wiele innych kwestii. Skończmy z fundowaniem sobie kolejnych kapitalistycznych fetyszy typu pendolino, a zajmijmy się zapewnieniem jakiejś komunikacji z mniejszymi miejscowościami. Powstrzymajmy reprywatyzację. Itd. itd… To też jest redystrybucja. Szkoda tylko, że używając tej retoryki, do władzy dojdzie PiS, który łączy ją z tradycjonalizmem i nacjonalizmem.

Lewica ma inną narrację, ale jako lewica prawdziwie społeczna będzie ją wyciszała. Może to dobra decyzja. Ci, którzy z zaciśniętymi zębami głosowali na Komorowskiego, czyli na Nie Dudę/Kaczyńskiego, i tak to wiedzą i są potencjalnym elektoratem jakieś partii bardziej lewicowej. Wbrew pozorom łatwiejszym do zachęcenia niż zbuntowani Kukiza, pijani sukcesem i słupkami sondażowymi. Co partia Razem ma im do zaproponowania? I czy w ogóle warto się o tę część elektoratu starać? Warto, bo kto poważnie myśli o polityce, ten stara się formułować przekaz możliwie najszerszy – oczywiście nie rezygnując z pryncypiów. Uśmiechnie się i do wyborców SLD, i do liberalnej inteligencji.

Na razie jednak przekaz Razem to „idzie młodość” i „precz z establishmentem”. Wszyscy, którzy przez ostatnie 25 lat coś robili – bardziej po lewej stronie niż po prawej – są umoczeni.

Ktoś założył jakąś instytucję? Próbował działać politycznie? Broń boże startował z list SLD lub TR (tak jak Biedroń?) albo pokazał się w telewizji – stracił cnotę i wiarygodność. I lepiej się od takich ludzi trzymać z daleka. To nowe twarze mają gwarantować uczciwość. Nie mówię tu o jakichś prominentnych postaciach z SLD, które firmowały tę politykę i naprawdę stały się częścią establishmentu. Mówię o tych, którzy działali na obrzeżach polityki, ale jakoś udało im się zaistnieć. Są rozpoznawalni, mają sieć kontaktów i grono sympatyków. A teraz zaczyna się ich rozliczać z ideowej czystości albo po prostu lekceważy. To jest np. ruch kobiecy, który nie składa się z samych super-biznes-woman, dla których najważniejszą sprawą są parytety w zarządach spółek. To zwykłe kobiety, które zarabiają mniej od mężczyzn, częściej są bezrobotne, pracują w najgorzej opłacanych zawodach.

Niech symboliczną postacią będzie tutaj Magda Środa, której przypięto łatkę naeoliberałki. Zgodnie z tutejszym obyczajem polegającym na uczepieniu się jednej niezręcznej wypowiedzi czy jakiejś wpadki, zamiast przyjrzeć się całokształtowi. Może jej lewicowość nie jest tak kryształowa jak kobiet akademickich, szlifujących poglądy w zaciszach gabinetów, ale ona naprawdę objechała całą Polskę i potrafi z każdym rozmawiać. Raczej łączy, niż dzieli, bez niej nigdy nie powstałby Kongres Kobiet. Można na niego narzekać, sama to robię, ale jakoś Kongres Lewicowych Feministek nigdy nie powstał. Powstało to, co było możliwe, i duża część jego uczestniczek ma jednak serca po lewej stronie.

Piszę o Magdzie, bo to ona stała się symbolem tej niby-lewicy, z którą już nie wolno się zadawać. Mogłabym wymienić wiele innych nazwisk, które komuś coś mówią, ale pewno są nie dość lewicowe: geje, ekolodzy, obrońcy praw człowieka albo zwierząt. Wszyscy mają jakichś zwolenników, organizacje. Oni też poszukują swojej reprezentacji. Nie mówię, żeby te hasła brać na sztandary, ale sam miejski prekariat – bo na wieś nie ma co liczyć – naprawdę może nie wystarczyć. Umiejętność współpracy ze wszystkimi, którzy w jakimkolwiek zakresie są po naszej stronie, wydaje mi się kluczowa. Jeśli tym razem nic się znowu nie uda, za cztery lata będzie za późno. Partie zwykle powstają przed wyborami, ale jak obleją z kretesem ten test, to umierają.

**Dziennik Opinii nr 152/2015 (936)

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.