Felieton

Po co lesbijkom małżeństwo? Żeby mogły się rozwieść

Fot. Charles Hutchins/flickr.com

Po co gejom czy lesbijkom małżeństwo? Niemądre pytanie. A wam po co? A po co Dudzie?


Jak się żyje długo, to po drodze spotyka się różnych ludzi. Nie zawsze są to miłe spotkania, ale kiedyś uważałam, że jest to jakaś wartość – np. spotkać się twarzą w twarz z kimś, kto ma inne poglądy. Dziś zaczynam mieć co do tego wątpliwości i na pewno nie napisałabym takiego listu do członków i sympatyków PiS jak Rafał Trzaskowski. Nie napisałabym, że „naprawdę szanuję Państwa poglądy”. Szczególnie po tym, jak PiS wyciągnął z rękawa kartę homofobicznej nagonki na mniejszości. Nie, nie szanuję, co więcej, uważam takie poglądy za obrzydliwe. Są one wygłaszane przez członków tej partii i partyjnego prezydenta, a to, co zdarza się mówić czy pisać w internecie sympatykom, nie nadaje się do zacytowania.

Atmosfera pogromowa. Level: wybory prezydenckie w Polsce

Miało być jednak o tych spotkaniach. Traf chciał, że w dość dawnych już czasach kilkakrotnie spotkałam żywego Krzysztofa Bosaka. I jedno z tych spotkań mnie się właśnie przypomniało. Kiedyś – byłam głupia – godziłam się na sparingi w telewizji z osobami z innej opcji światopoglądowej. Najczęściej przypominało to zapasy w kisielu ku radości gawiedzi i w końcu postanowiłam więcej tego nie robić. Tamtym razem moim przeciwnikiem w studio nie był Bosak, tylko jakaś kobieta, wiadomo, mężczyźni rozmawiają z mężczyznami. Nie pamiętam jej nazwiska, jakaś pre-Godek, i taka sama gadka: „Polskie dzieci chcecie oddać w ręce homoseksualistów, trzeba bronić polskiej rodziny…”.

Usiłowałam grzecznie pani wytłumaczyć, że polską rodziną są też dwie kobiety, lesbijki, które wspólnie wychowują dzieci. I że nie jest to jakiś złowrogi plan na przyszłość, ale rzeczywistość. Zawsze warto pochylić się nad rzeczywistymi problemami prawdziwych rodzin. I w związku z tym zadałam jej, nawet kilkakrotnie, pytanie: „Czy jest pani za tym, żeby te dzieci im odebrać i oddać do domu dziecka? Bo to się wydaje logiczną konsekwencją prezentowanych przez panią poglądów”. A ona, zgodnie z ich zwyczajem, nie chciała mi odpowiedzieć – może jeszcze w tych dawnych czasach mieli resztkę wstydu? – tylko powtarzała te swoje mantry. Wychodząc potem ze studia, natknęłam się na uśmiechniętego od ucha do ucha Bosaka i to on mi w końcu odpowiedział: „Tak, należy lesbijkom odbierać dzieci”. Ten to już wtedy wstydu nie miał.

To tyle w kwestii, kto i komu chce odbierać polskie dzieci i co z nimi robić.

PiS prawo do równości małżeńskiej – zawierania małżeństw i adoptowania dzieci – przedstawia jako armagedon polskiego narodu. I jest to też stanowisko Dudy. Większość pozostałych kandydatów i ich politycznego zaplecza próbuje ominąć tę rafę: nie ma takiego tematu. Nie słyszałam wypowiedzi Biedronia, chociaż jego zdanie jest znane. Słyszałam natomiast Adriana Zandberga, który w przeciwieństwie do całej reszty mówił jasno: lewica jest za równością małżeńską.

Wszyscy ludzie są równi. Macie prawo kochać i żyć tak, jak chcecie.I nie przejmujcie się tym, co powiedział ten…

Opublikowany przez Adrian Zandberg Niedziela, 14 czerwca 2020

Takich właśnie jasnych wypowiedzi oczekuję od lewicy, chociaż jest to kwestia nie tyle lewicowa, co liberalna. To liberalne demokracje – również głosami prawicy – opowiedziały się jasno za zrównaniem praw obywateli bez względu na orientację seksualną. PO miało na to przynajmniej częściowo szansę, ale jakoś z niej nie skorzystało – obiecywało związki partnerskie. Mogło to zrobić na początku kadencji, a po czterech latach już trudno byłoby to odkręcić. (Ci, którzy znowu zaczęli znęcać się nad Krystianem Legierskim, który w poprzednich wyborach mówił, że zagłosuje na Dudę, powinni może dodawać dlaczego. Czuł się oszukany przez PO. Nie mówię, że to było mądre, ale nie odbierajmy temu gestowi sensu). Poza tym małżeństwo i rodzina to nie jest idol obyczajowych radykałów, tylko konserwatystów.

Strzałkowska, Abramowicz: Niech nas zobaczą z dziećmi

A wracając do lesbijek. W tej chwili w debacie króluje „homoseksualista”, który zupełnie wyparł „geja”. Lesbijek w ogóle nie ma, chociaż nie wiem, czy w tym wypadku warto domagać się równości płci. Poza tym roztaczana jest wizja owych homoseksualistów, którym Trzaskowski chce oddać polskie dzieci. Realia są jednak inne. Nie mamy zbyt wielu danych, ale nie sądzę, abym się myliła: absolutna większość takich, realnie istniejących tęczowych rodzin w Polsce to kobiety wychowujące biologiczne dzieci jednej z nich.

Po co im małżeństwo? Niemądre pytanie. A wam po co? Po co Dudzie? Po co adopcja? Podobnie jest w wypadku lesbijek i ich dzieci. Poza także istotną częścią symboliczną daje to pewne prawa i nakłada obowiązki. Także po rozwodzie. Wszyscy ci obrońcy rodziny i sakramentalnej rodziny nie zauważają, że dopóki nie rządzi tu Ordo Iuris do spółki z Bosakiem, małżeństwo daje też prawo do rozwodu, potem do alimentów dla dziecka albo w niektórych sytuacjach także dla byłej partnerki, prawo reguluje też kwestię opieki po rozstaniu. I z punktu widzenia interesów dziecka jest to ważne. Nie każde z nich ma ojca, bo może był to anonimowy dawca albo NN.

Jakiej właściwie rodziny prawica broni przed LGBT?

Poza tym może się zdarzyć, że matka biologiczna umrze i wtedy druga mama traci wszelkie prawa. Wówczas rzeczywiście może się pojawić Bosak. I nie jest to żadna pieśń przyszłości, tylko problem, który istnieje w Polsce dziś. Instytucja małżeństwa – choć brzmi to może paradoksalnie – wspiera rodzinę także po rozwodzie. Z tego, jak wiele małżeństw kończy się rozstaniem, PiS musi sobie zdawać sprawę, choćby rozglądając się po własnych szeregach. A prawo często bardziej jest potrzebne nie wtedy, kiedy jest dobrze, tylko kiedy sprawy się komplikują.

Tak, instytucja małżeństwa jest potrzebna lesbijkom też po to, żeby można było się rozwieść. I oczywiście innym nieheteronormatywnym osobom, tak jak wszystkim, którym instytucja jest potrzebna do szczęścia, społecznego funkcjonowania, poczucia bezpieczeństwa itd…

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".