Felieton

Niemiec polskie dzieci męczy?

A Jarosław Gowin znowu o in vitro, tym razem z informacją, która powinna nami wstrząsnąć: polskie zarodki sprzedawane są do Niemiec, gdzie poddawane są eksperymentom medycznym. Gdybym nie usłyszała tego na własne uszy, tobym nie uwierzyła. Nadale nie wierzę, bo jednak Niemcy to dość porządny kraj i pilnujący rozmaitych procedur. Oraz oszczędny, na pewno taniej można kupić w Chinach. Poza tym takich oskarżeń nie rzuca się, ot tak, w programie publicystycznym i bez konkretnych dowodów. Zresztą wierzę czy nie, wizja niemieckich doktorów mengele dokonujących eksperymentów na polskich dzieciach, jeśli nie ma to żadnego oparcia w faktach. jest nie tylko absurdalna, ale oburzająca.  

Kto zdrowy na umyśle w Polsce, gdzie pamięć zbrodni wojennych jest jeszcze trochę żywa, łączy w jednym zdaniu polskie dziecko (że zarodek to dziecko, to w tym dyskursie oczywiste), Niemca i eksperyment? Chyba tylko ktoś, kto nie ma żadnych oporów przed manipulacją emocjonalną, bo nie ma zaufania do moralnych odruchów współrodaków. Obawia się, że informacja o naukowych eksperymentach na zarodkach, nawet ludzkich, na nikim nie zrobi wrażenia. I żeby zadziałało, trzeba je włożyć do ciekłego azotu narodowej traumy.

Może jednak mylę się, są tacy, na których ta informacja podana sauté również robi wrażenie, o ile wierzą, że zygota jest już dzieckiem. Na mnie nie robi, chociaż widzę tu zawiły problem etyczny i filozoficzny. To interesujące i zgadzam się, że jest to sytuacja wymagająca prawnych regulacji, chociaż nie jestem pewna, jak bardzo restrykcyjnych. W każdym razie mrożenie zarodków już nie budzi moich wielkich obiekcji, może poza hipokryzją. Bo właściwie czym różniłoby się pozwolenie na to, żeby pozostałe po zbiegu zarodki umarły, od naszej zgody na to, że ogromna część zapłodnionych jajeczek ginie? Natomiast jeśli uważa się, że są to osoby ludzkie, to czemu nie ma programów badawczych, które szukałby sposobu na ich uratowanie? Chyba medycyna mogłaby coś dla nich zrobić?

Lęk o polskie dzieci używane przez Niemca pojawił się u ministra Gowina przy okazji odnalezienia zapomnianego gdzieś pojemnika z zamrożonymi zarodkami – pozostałości po placówce zajmującej się in vitro.  I trudno nie zauważyć tu dość koszmarnej koincydencji z niedawno odnalezionymi noworodkami w zamrażarce. To także wyjątkowa sytuacja, która jednak jakoś ministra sprawiedliwości nie zainteresowała. Dzieci już za duże? Mimo to może powinna jednak zainteresować. Nie oczekuję od niego refleksji nad stanem edukacji, w tym edukacji seksualnej, kościelną indoktrynacją, konsekwencjami nielegalnej aborcji, braku refundacji środków antykoncepcyjnych, słabości służby zdrowia i opieki społecznej. Zresztą ta słuszna mantra nie tłumaczy do końca tego, co się stało, to tylko warunki sprzyjające. Ja też nie potrafię tego wytłumaczyć. To tak jakby niektórzy ludzie żyli w stanie natury, gdzie samica zabija nadmiar młodych. Nie potrafię zobaczyć w tej kobiecie potwora, raczej jakieś stworzenie żyjące poza dobrem i złem. Może minister nazwałby to grzechem, ale tego też od niego nie oczekuję. Chciałabym się dowiedzieć, jak to możliwe, że kolejny raz mężczyzna, ojciec zabitych dzieci, zostaje zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności. Nie zauważył ciąży, nie zauważył porodu, nie widział dzieci w zamrażarce? Bo jest Polakiem?

Wszystko to ma też pewien związek z in vitro. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś tak postąpił z dziećmi, których naprawdę pragnie, a gotowość poddania się procedurze sztucznego zapłodnienia jest tego koronnym dowodem. Nie jestem wielką zwolenniczką in vitro, bo to procedura nieobojętna dla zdrowia kobiety, a na świecie jest tyle dzieci, które można zaadoptować. Dzieciom jednak w niczym to nie zagraża, a nawet wręcz przeciwnie. 

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.