Felieton

Nie stać nas na życie

Ostatnio wszyscy współczują pacjentom, to może ja pochylę się nad ministrem Arłukowiczem. Za każdym razem, kiedy go widzę, wydaje się biedaczek bardziej spocony. Porzucił swoich, żeby mieć możliwość działania – podobno – ale nikt mu nie powiedział, że działanie, owszem, jest przyjemne, ale też powoduje pewne skutki. Zresztą może Tusk go wystawił, jak cel na strzelnicy, i nikt Arłukowicza nie ostrzegł, że premier jest do tego zdolny. Mimo to, współczuję mu, bo mam dobre serce. Natomiast pytanie: jak żyć, panie premierze, wymaga chyba korekty. Jak żyć? Raczej: jak umrzeć. Czy przynajmniej umierania nie dałoby się zrefundować?

 

Czego nie mówiłoby się o złych koncernach, ostatecznie chodzi i tak o to, żeby ludzie płacili więcej, mimo że przecież już płacą. Z lewej kieszeni składkę ubezpieczeniową, z prawej po prostu płacą. W Polsce już jedna trzecia kosztów opieki zdrowotnej pochodzi z opłat prywatnych, nie wiem, czy to nie najwięcej w Europie, ale jak widać wciąż za mało. Od dawna znany jest też problem niewykupowanych recept, ludzi, którzy nie leczą się, bo ich na to zwyczajnie nie stać. (Znany, ale pewno nie Rzecznikowi Prawa Pacjenta, którego powołuje premier, a chociażby pro forma wypadałoby, aby powoływał sejm. To na marginesie.) Skoro więc nie stać nas na życie, to zafundujmy sobie śmierć.


Dobrą śmierć, czyli eutanazję. Nawet Tusk bąkał coś kiedyś o testamencie życia, ale już sam tego pewno nie pamięta. Szkoda, bo brakuje dobrego tematu, który ładnie by nas skonfliktował, pozwolił Kościołowi znowu wykazać się chrześcijańską moralnością, a nie tylko szwindlami w komisji majątkowej. Aborcja już wszystkim się znudziła, w każdym razie mnie się znudziła, zresztą nie jest to już mój problem. Eutanazja obchodzi mnie dużo żywiej, choć może to oksymoron. Poza tym wojna o aborcję została przegrana, teraz nadszedł może czas, żeby przegrać wojnę o eutanazję. Ale nauczmy się czegoś na swoich błędach. Strona pro choice od początku była zbyt grzeczna i zbyt mało radykalna. Zaczynaliśmy od zgadzania się, że aborcja jest złem, że powinno być aborcji jak najmniej i że trzeba to kontrolować, przejmować się i w ogóle. Trudno się dziwić, że kompromis wygląda, tak jak wygląda. Z eutanazją trzeba od początku wystartować z pozycji radykalnych, najwyżej potem trochę się ustąpi.


Zacznijmy od tego, że eutanazja jest dobra i pożądana. Życie jest męczące, ludzi za dużo, tak więc zarówno w wymiarze społecznym jak i jednostkowym szybka i bezbolesna śmierć wydaje się sensownym rozwiązaniem. I nie powinniśmy ograniczać się do eutanazji ze wskazań społecznych, czyli kiedy czyjaś sytuacja jest już dramatyczna, a cierpienie nieznośne. Oczywiście nie oznacza to, że jestem za eutanazją przymusową, aż tak radykalna nie jestem, wystarczy taka „na życzenie”. Bez żadnych konsultacji czy administracyjnych utrudnień. Po prostu każdy pełnoletni obywatel powinien mieć prawo raz w życiu do dawki przyjemnego środka nasennego, dawki śmiertelnej. Oraz dawki czegoś przeciwko wymiotom, koniecznie należy o tym pamiętać. I tyle przynajmniej powinno każdemu przysługiwać za darmo. Jeśli chce to dostać w jakimś miłym drinku, wtedy trzeba jednak dopłacić lub samemu zaopatrzyć się w ulubiony napój. NFZ refundowałby tylko wodę do popicia.  Nie trzeba to tego żadnych koncernów, poradzi sobie jakaś polska Polfa. I jest to tania przyjemność. 


Warto by to wpisać do konstytucji, bo za parę lat może się okazać, że za darmo nie ma już żadnych leków. To niech nam chociaż śmierć zagwarantują. Punkty świadczące tę usługę powinny być łatwo dostępne i dobrze oznakowane. Każdy mógłby tam wejść pod warunkiem okazania dowodu, że spłacił już wszystkie kredyty. 


I proszę powstrzymać się od rad: zrób to sam. Może nie wyjść, może boleć, potrzebnych środków nie ma w wolnym obiegu. W końcu raz w życiu każdemu należy się trochę luksusu. 

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.