Felieton

Może nie mamy racji

Może Polakom potrzebna jest silna partia konserwatywna?

W PKW stukają liczydła, ale wyniki w zasadzie już są znane.

Podobno PiS wygrało, natomiast PO nie przegrało, bo i tak będą rządzić z PSL, który zdecydowanie wygrał, chociaż przecież przegrał, ale to już zależy od tego, w co się gra. To przestawianie pionków na politycznej szachownicy niezbyt mnie wzrusza i żadnej większej zmiany nie zapowiada. Odnotujmy jednak, ze głos zwolenników bardziej lokalnej demokracji gdzieniegdzie się zaznaczył. Ciekawe mogą okazać się wyniki wyborów na niższych szczeblach, niebudzące takich sondażowych emocji. Jeśli ktoś widzi w tym powód do optymizmu na przyszłość, oznakę sypania się politycznej korpo przynajmniej na poziomie lokalnym, nie zamierzam się spierać – pozytywne myślenie jest pozytywne.

Na poziomie ogólnopolskim ten sondaż przed wyborami parlamentarnymi jest tylko kolejnym sondażem, i ktoś przecież musi być w nim na pierwszym miejscu – raz PiS, raz PO.

Figury mogą więcej, a pionki mogą zaważyć na wyniku rozgrywki tylko dzięki szczęśliwej dla nich konfiguracji.

Wódz KNP mówi o tym, że wynik jego ugrupowania go rozczarował. Jak dla mnie jest i tak niepokojąco wysoki. Zresztą samorządy to zupełnie nie ich bajka, zbyt dużo konkretów jak na proste hasła. Oni najchętniej zniszczyliby wszelkie struktury i zostali nago w dżungli, co nie znaczy że nigdy nie staną się pionkiem przydatnym w jakieś rozgrywce.

Klęski SLD nie da się pokryć już żadną dobrą miną, a posłuchajmy słów Millera skierowanych do nas: pamiętajcie, że w tej chwili jesteśmy jedyną reprezentacją lewicy. I teraz mogę zacząć znaną mantrę. SLD nie jest prawdziwą lewicą. Jest pozostałością postkomunistów w establishmencie, kiedy rządzili, niewiele różnili się od PO, nie są wiarygodni i nie mają już seksapilu, co w demokracji medialnej jest absolutnie niewybaczalne.

Następnie włącza się Trzeba i wyjaśnia, co powinna zrobić prawdziwa lewica, żeby sama mogła się reprezentować. Być jeszcze bardziej prawdziwa, a nie kryptopeowiacka. Zejść do ludu pracującego miast i wsi i… wspomóc, zorganizować, poprowadzić, czekać, aż bunt dojrzeje? Zejść do ludu smoleńskiego, zapomnieć chwilowo o hasłach kulturowych, bo są ważniejsze sprawy. Zmienić język (na jaki?), tak żeby móc nawiązać kontakt z tą częścią społeczeństwa, której interesy powinna reprezentować lewica. Zagarnąć dla siebie część zawiedzionej klasy średniej, oczywiście o ile klasa średnia istnieje. Nie wiem, czy wszystkie rady wymieniłam, zresztą zmieniają się one nieco w różnych okolicznościach. W każdym razie radzących bywa więcej niż tych, którzy gotowi są za tymi radami podążać.

Albo też podążać za nimi się nie da. I wtedy zawsze można powiedzieć, że to nie nasza gra i nie nasza szachownica. Z natury swojej nie sprzyja ona rozwiązaniom lewicowym, a jedyne, co można zrobić (ale wtedy już nie jest się prawdziwą lewicą), to zostać pionkiem. Albo ze wszystkich sił próbować przesunąć szachownicę odrobinę w lewą stronę.

A może po prostu nie mamy racji? Polakom potrzebna jest silna partia konserwatywna, która zintegruje nas w znanym kształcie patriarchalnego, białego, katolickiego narodu i poprowadzi drogą egoizmu narodowego?

Jak Orban albo Zeman. Może będzie mniej wolności, a za to więcej porządku i wcale gospodarczo na tym nie polegniemy. Nawet jeśli zamiast przedszkoli dostaniemy kolejny fajny pomnik, to co? Dziećmi zajmą się babcie, a za to będzie w nas więcej dumy i zadowolenia. W końcu ktoś na Węgrzech tę władzę wybrał. I u nas może też podobną wybierze. Dogadamy się z Putinem kosztem Ukrainy i sprzedamy wreszcie swoje jabłka.

Czytaj także:

Maciej Gdula, Patriarchowie są zmęczeni

Jakub Dymek, Wybory niegłosujących

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".