Kinga Dunin

Mała Maja

Dziś to już pewno zapomniana historia, chociaż kto wie, może toczy się dalej. Mnie ominie, bo kiedy dziś z tekstu stanie się dziś, kiedy można go przeczytać, będę poza zasięgiem.

Dziś to już pewno zapomniana historia, chociaż kto wie, może toczy się dalej. Mnie ominie, bo kiedy dziś z tekstu stanie się dziś, kiedy można go przeczytać, będę poza zasięgiem. Zresztą małej Madzi mała Maja nie przebije, choć i tak udało się nią zapełnić kilka dni. Poświęcono jej dużo więcej uwagi niż kolejnym zakatowanym dzieciom, które zasługiwały co najwyżej na wzmiankę w jednym wydaniu wiadomości. Maja była znacznie słodszym kąskiem – rodzice pozostawili ją na lotnisku, a sami polecieli na wakacje. Na wakacje! Gdyby chociaż do pracy albo odwiedzić grób ojca świętego, ale żeby tak bezczelnie na wakacje? Z powodu odlatującego samolotu, greckiej plaży? Wydanych pieniędzy? Co za niesłychany egoizm i brak odpowiedzialności.

Poza dziennikarzami pozostawionym jak paczka dzieckiem (psa by tak nikt nie zostawił) zajął się wstrząśnięty Jurek Owsiak, wywołany do odpowiedzi rzecznik praw dziecka oraz eksperci. Cokolwiek się wydarzy, news musi zawierać też komentarz eksperta. Komentarz zajmuje jakąś minutę, za wiele nie da się powiedzieć, ale i tak markuje ciężar naukowego dowodu. To ma dodawać wiarygodności. Dziennikarz może powiedzieć, że padają deszcze, ale kto mu uwierzy. Dopiero kiedy meteorolog powie, że nad Polskę napływa fala opadów, mamy porządną informację. W sprawie Mai ekspertami byli rzecz jasna psychologowie, najczęściej młode, ładne i zatroskane panie, które z naukowego punktu widzenia stwierdzały, że dziecko – którego nie widziały na oczy, tyle co w telewizji – przeżyło szok i może to zaważyć, i uszkodzić je emocjonalnie.  

Pewno może. Jak wszystko, poczynając od porodu, który musi być poważnym szokiem. Potem, jeśli mnie pamięć nie myli, dzieci dość często wydają dźwięki świadczące o tym, że świat nie całkiem przypadł im do gustu oraz że nie odpowiada ich potrzebom i oczekiwaniom. Nie jestem pewna, czy istnieje bezstresowe wychowanie, ale z całą pewnością nie istnieje bezstresowe życie, jakkolwiek byśmy chcieli dziecko przed tym chronić. Czasem zostaje samo w pokoju, kiedy wcale tego nie chce, pewno czuje się porzucone. Choruje, może trafić do szpitala. Obok domu uderza piorun. Babcia umiera. Nie będę podawała tu przykładów rozmaitych dramatycznych wydarzeń, których dzieci padają ofiarą, bo nie o to chodzi. Tych dramatycznych nie zawsze da się uniknąć, a tych codziennych – nigdy.

Mała Maja została pod opieką pracowników lotniska na dwanaście minut, potem pojawiła się ciocia i dziadek. Na pewno było to dla niej duże przeżycie, na pewno bolesne, ale nie przesadzajmy. Nie ma chyba dziecka, które by porównywalnego stresu w ciągu swojego dzieciństwa nie przeżyło. Ja nigdy nie zapomnę goniących mnie pielęgniarek, kiedy udało mi się zbiec z gabinetu, gdzie dr Borsuk miał wyciąć mi migdałki. (Tak, to, co teraz robię, to relatywizacja cierpienia niewinnego dziecka).

Zajmijmy się rodzicami. Nie działali w stanie wyższej konieczności – sto angin rocznie, migdałki do kasacji – tylko egoistycznie i dla własnej wygody. Czy nie było ich obowiązkiem poświęcenie biletów lotniczych i planów wakacyjnych? Gdyby mieli więcej szczęścia, rodzina zdążyłaby na czas i nie byłoby newsa. Chodziło o minuty, podjęli jakąś decyzje, może niesłuszną, ale to się ludziom zdarza. Pewno gdyby sprawa się nie wydała, to swoją porcję wyrzutów sumienia i tak by dostali. Teraz jednak będą musieli za te dwanaście minut zapłacić. Na razie wrócili z nieudanych wakacji, prokurator zastanawia się nad postawieniem zarzutów, choć na razie nie znajduje powodu, ale nadal przesłuchuje. Gdyby każda sytuacja, kiedy rodzice realizują swoje interesy takim kosztem dziecka, była karana, sprawom nie byłoby końca. Ale i tak będą napiętnowani.

Nie twierdzę, że nic złego się nie stało. Mówię tylko, że w życiu zdarzają się dużo gorsze rzeczy. A tu historia – dziecięcego stresu, samorealizacji dorosłych – niewykraczająca poza ogólne normy tego, co się w życiu wydarza, rozdmuchiwana na siłę, urosła do rangi dramatu. I dopiero ten „dramat” może zaszkodzić – rodzicom, dziecku. Tak mi się wydaje, ale nie jestem psychologiem.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij