Kinga Dunin

Drzwi szeroko zamknięte

W wypadku ugrupowania od lat uczestniczącego we władzy wezwanie do bojkotu referendum w Warszawie jest trudną do pojęcia arogancją.

Dawno, dawno temu, nawet ja mgliście to pamiętam, Komitety Obywatelskie zajmowały się kampanią wyborczą kandydatów „Solidarności” przed wyborami 1989 roku.  Po wyborach, kiedy ich rola się skończyła, jeden z szeregowych działaczy powiedział ładne zdanie: My przytrzymaliśmy drzwi do demokracji, żebyście wy mogli przez nie przejść. No to przeszliśmy, często z bagażem złudzeń. Na przykład takich, że będziemy mieli wybór i będziemy wybierali między różnymi możliwościami. W takim powiedzmy referendum, które niedługo odbędzie się w Warszawie,  wydawałoby się, że mamy przynajmniej wybór, czy odwołać HGW, czy pozwolić jej jeszcze pozostać na stanowisku. Złudzenie to zostało jednak szybko rozwiane – cokolwiek postanowimy, HGW zostanie. A poza tym nie powinniśmy nic postanawiać, tylko zbojkotować tę demokratyczną procedurę. 

W wypadku ugrupowania od lat uczestniczącego we władzy posunięcie takie jak wezwanie do bojkotu jest trudną do pojęcia arogancją. To ja, jako rozczarowana całą klasą polityczną obywatelka, mogłabym od lat wzywać do bojkotu wszelkich wyborów.

I potem przypisywać sobie zasługę niskiej frekwencji. PO tego robić nie wypada. Chociaż w Polsce bojkot od lat świeci tryumfy i aż dziw, że partie startujące w wyborach jeszcze się pod ten tryumf nie podpięły, wzywając do niegłosowania.

No dobrze, ale tym razem to jest referendum, a nie wybory. Referendum, którego wynik znamy i nazywa się on HGW. Jaki jest zatem sens uczestniczenia w nim? Demokracja, do której otworzono nam drzwi, okazuje się dość skomplikowana. Udział w referendum, aby bronic dotychczasowej prezydent, nie ma żadnego sensu, skoro nawet jej macierzyste ugrupowanie nie zamierza tego robić. Głos przeciw nie ma sensu praktycznego, ma jedynie sens symboliczny i na przyszłość. To wotum nieufności, które ma jej podsmradzać aż do wyborów lokalnych. Wyborów jak zawsze upolitycznionych, partyjnego sparingu, a nie rozsądnego zastanawiania się nad polityka miejską. Tak się przykro składa, że głównym przeciwnikiem w tym pojedynku będzie PiS, dzisiaj  wymachujący godziną „W”. I jakoś nie mogę uwierzyć, że celem tej akcji jest poprawa transportu publicznego albo sytuacji w służbie zdrowia, zajęcie się zabytkami lub zielenią, polityką kulturalną, która by mi się spodobała, czy chociażby stworzenie ścieżek rowerowych.

Osiołkowi w żłobie dano / W jeden owies, w drugi siano / Uchem strzyże, głową kręci / To go brzydzi, to nie nęci.

Cynizmowi polityków przeciwstawiają się naiwni obywatele, którzy pragną, żeby referendum było referendum, demokracja demokracją, a polityka miejska polityką miejską. Pojawiają się więc takie inicjatywy, jak Warszawo, zakochaj się w referendum. Poparłam ją, bo jednak wolę naiwność od cynizmu. Choć trudno się w tej sytuacji zakochać (patrz: osiołek).

Może rzeczywiście najlepiej w takim razie walczyć o to, aby „drzwi demokracji” pozostały otwarte. Uznać procedurę i jej wyidealizowany sens za ważniejsze od rezultatu. Który jest znany (drzwi zamknięte).

No i co tu robić? Jak zjeść ciastko i je mieć? Wziąć udział, ale zaprotestować? Nie ulec PO? Nie dać się wykorzystać PiS? Nie być zbyt naiwnym ani zbyt cwanym?

Z jednej strony – HGW z wielu powodów zasłużyła na odwołanie. Z drugiej strony – jest to polityczna farsa. Z trzeciej – referendum jest procedurą, która mogłaby mieć sens. I warto o tym pamiętać.

W tej sytuacji pójdę na referendum – przecież je poparłam – i oddam głos za demokracją. Ale będzie to zapewne głos nieważny – jako wyraz protestu przeciwko lekceważeniu mieszkańców, przeciwko używaniu narzędzia, jakim jest referendum, niezgodnie z jego przeznaczeniem. 

Niestety to, że część z nas użyje go odpowiednio, niewiele zmieni.

Czytaj także:

Krzysztof Cibor, Odzyskajmy to referendum!

Witold Mrozek: Kto ma prawo głosować w Warszawie

Adam Ostolski, Referendum poprawia słuch władzy

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco